Feeds:
Posts
Comments

Puput Mulan

Mieliśmy za sobą niemal 3 dni podróży. 5 godzin w samochodzie i cały dzień na lotnisku w Perth. Lot. Noc na lotnisku na Bali. Cały dzień obijania się w pędzących szaleńczo autobusach. Prom na Jawę. Noc na chodniku przed dworcem kolejowym. Kilka ulic dalej płonęły trzy samochody. W świetle płomieni dogasały lokalne zamieszki. Kolejowy strażnik zapewnił nas, że jesteśmy bezpieczni, nie miałam siły w to wątpić. O 5 rano odjeżdżał nasz pociąg, 150 km, 7 godzin jazdy, indonezyjska kolej. Malang. Tam miał wyjechać po nas ktoś z Batu Secret ZOO.

IMG_8463

Byliśmy zmęczeni, brudni, zakurzeni, głodni. Trochę zdezorientowani. Musieliśmy szybko przestawić się z realiów kulturalnej, cywilizowanej, jesiennej Australii na rzecz równikowych tropików dzikiej Azji – komunikacyjnego i architektonicznego chaosu. Przeludnionego i zaśmieconego. Wyszliśmy z zapoconego przedziału na cuchnący peron. Nad miastem smog, przed nami tłum. Odjeżdżający, przyjeżdżający, żegnający, witający i jak wszędzie, gdzie można wywalczyć 1 m2 wolnej przestrzeni, handlujący, smażący i gotujący. Żadnej kartki „wellcome polish vets”. Czego się spodziewałam? Nie powinnam być zdziwiona, że się spóźnili albo zapomnieli. Może się rozmyślili? Może już nas nie chcą?

Zdjęłam plecak i zaczęłam poszukiwania numeru szefa. „Hello? Miss Anna?”, zapytał nieśmiało facet z logo zoo na ramieniu. Chwilę później siedzieliśmy na kremowych skórzanych siedzeniach samochodu, w chłodzie klimatyzacji. Za oknami tysiące Indonezyjczyków walczyło o życie, lawirując na skuterach, na zakorkowanych ulicach, a my sunęliśmy do Batu. Już bez wątpliwości, że największe marzenie, wyczekiwany od roku staż, rozpocznie się za kilka chwil.

P1150218

Na miejscu wzięła nas pod swoje skrzydła dr Susan, z góry przepraszając za swój angielski, który na szczęście był całkiem komunikatywny. Zakwaterowano nas w kwarantannie. W pokoju, nie w klatce. „Czy chcemy chwilę odpocząć, czy możemy już iść na obchód zoo?” Łał! To będzie intensywny staż, trzeba przyznać, że Batu Secret ZOO stwarza piękne pozory. „Prysznic! 20 minut na prysznic i będziemy gotowi!”. Pół godziny później zwiedzaliśmy jedną z największych atrakcji – Safari Farm, którą turyści podziwiają z bezpiecznej wysokości wagonów, ciągniętych przez traktor. My szliśmy pieszo. Antylopy eland niesympatycznie pochyliły łby. Susan pogroziła im pięścią. „Uważajcie na zebrę, bo ogier gryzie”, ostrzegła nas przed kolejną bramą. „Uważajcie na wielbłądy, bo to sezon rozrodczy i samcom odbija”, poradziła przy następnym wybiegu. „Tutaj to w ogóle uważajcie i nie patrzcie im w oczy”, oświadczyła przed ostatnią furtką. Bizony przyglądały się nam bez ruchu. Bizony. 800 kilogramów żywej masy. Oceniłam szybko wystrój i wielkość wybiegu – żadnych szans ucieczki. Pięknie, albo muszę przejść przyspieszony kurs na zaklinacza dzikich zwierząt, albo zginę marnie. Najwyraźniej w Indonezji BHP nie istnieje. Na razie tylko „jelonki” (stado jeleni timorskich, danieli i nieco przypadkowych gazeli dorkas) nie miały wobec nas złych zamiarów.

IMG_6612

Z mocno bijącym sercem dotarliśmy do wybiegu lam. Lamy również były niegroźne. „Tutaj mamy taki przypadek. Dziecko nie chodzi. Sprawdziliśmy krew matki – hipokalcemia. Dajemy wapń, ale dalej nie chodzi”. Zajrzeliśmy do zagrody. Matka podniosła się i zaczęła marudzić nerwowo. Na cienkiej warstwie trocin leżało jej wychudzone dziecko. Dyszało ciężko. Długie, cienkie nogi znaczyły ciemnoczerwone plamy odleżyn. Podniosło z trudem głowę i spojrzało na nas ogromnymi, granatowymi oczami.

Ciąg dalszy TUTAJIMG_6051

 

 

 

 

 

 

IMG_6005IMG_6003

Dzień Niepodległości

- Ania, Tomak, dokter Ania! W środę cała kwarantanna idzie maszerować i razem pracujemy więc może poszlibyście z nami!- wydukała wspólnymi siłami cała ekipa z kwarantanny. Ich lingwistyczne wysiłki są naprawdę wzruszające (tak jak poziom mojego indonezyjskiego żenujący)

- Ojej! Jak miło! Oczywiście że pójdziemy!- rozpromieniłam się.- A o której się zaczyna?

- O 5.30 rano :D

- O_0…..

Parada miała upamiętniać Dzień Niepodległości, który, jak błyskotliwie zauważyliśmy- był jakieś dwa tygodnie temu (jak każde inne święto- darmowy lunch, tłum w ZOO i małpie sraczki), ale nikomu to nie przeszkadzało- tutaj zdobycie suwerenności świętuje się cały miesiąc. Indonezyjczycy potrafią wyciągać z życia to, co najlepsze.

Trochę nas ta 5.30 bolała. Na szczęście budzik otrzymał niespodziewane i miażdżące wsparcie sekcji bębniarzy na ostatniej i prawdopodobnie jedynej próbie przed występem.

I poszliśmy.

Jeśli przez ostatnie dwa tygodnie wszyscy pracownicy doprowadzali mnie do szału swoim nieróbstwem, które osiągnęło jakieś kuriozalne rozmiary… teraz poznałam powód. Oni się nie lenili. Oni twórczo myśleli.

Dali fantastyczny popis jawajskości!

IMG_8482

O tej nieszczęsnej 5.30 wygramoliliśmy się z naszego jednopomieszczeniowego apartamentu, w swetrach, bluzach i szalikach (bo w górach mieszkamy i zimno :P)… a tam kwarantannowo-żywieniowa ekipa stroiła się w spódniczki z worków po granulacie :) Nas też wystroili :)

IMG_8484

IMG_8483

Carrot król wioski

P1150242

Stylowy wisiorek. Vege-organic-animal-friendly.

IMG_8489

Wódz Selamat (a służbowo największy nierób kwarantanny)

IMG_8485

Ostatnie przygotowania. Jeśli ktoś jeszcze dotychczas nie wiedział- Indonezja ma czerwono-białą flagę.

IMG_8504

Patri, chyba jedyny pracowity opiekun w ZOO. Patri jest kochany :)

IMG_8498

Korzystając z okazji, że mogłam wszystkich obfotografować, a teraz przedstawić- dr Prista.

IMG_8499

I ruszyliśmy w blasku porannego słońca!

IMG_8507

Panowie pomponiarze i piękne chaszcze, w których czasami fruwają rajskie ptaki albo papugi- dezerterzy z hali wolnych lotów Eco Green Parku.

IMG_8513

Za nami maszerowała drużyna z Safari farm, z Angą- opiekunem lam na czele.

IMG_8577

Na parkingu okazało się, że inni naprawdę mieli fantazję!

IMG_8521

IMG_8596

W paradzie brali udział także pracownicy innych parków i hoteli mafii R&R, więc nie znaliśmy wszystkich :)

IMG_8526

Ogrodnicy.

IMG_8627

Dziewczyny z restauracji w Secret A.

IMG_8571

Inżynierowie :P Inżynierowie wygrali konkurs na najlepszą grupową stylizację. Dodajmy, że dodatkiem do zombie-mumii była trumna pomalowana w barwy narodowe :) W Polsce byłby już skandal. Symbol. Przenośnia. Alegoria. I obraza wszystkich możliwych uczuć religijno-narodowych.

IMG_8569

Nie wiem kto zacz, ale ładnie :)

IMG_8615

IMG_8600

 

Dziewczyna ze skrzydłami motyla wygrała konkurs na najlepszą stylizację. Ja miałam kilka innych… mniej ślicznych, faworytów :)

IMG_8575

Sawanna-Tiger Land- chłopaki z którymi z konieczności “współpracujemy” najczęściej.

IMG_8553

A to moi absolutni faworyci!!! Małpie wyspy!!! Pojęcia nie mam czym się wysmarowali, cuchnęło poważnie :) ale wyglądali wspaniale!

P1150252

IMG_8562

Opiekun kóz. Nie znam żadnych opiekunów z Małpich Wysp, bo szczęśliwie jedyni chorzy z “Rzecznej przygody” to turyści którzy pchali łapy nie tam gdzie trzeba i wycieczki łódką wracają pogryzieni i podrapani. Robiliśmy za to kozom korekcję kopyt i było bardzo zabawnie.

IMG_8556

Szczyt oblechy.

IMG_8563

IMG_8564

Artori i jego czarna świnia na postronku.

IMG_8555

Jawajski nurt naturalistyczny- prosiak z biegunką.

IMG_8567IMG_8567

Chłopaki z Tiger Landu taszczą styropianową ofiarę.

IMG_8561

Dedi, szef Sawanny.

IMG_8574

IMG_8614

IMG_8626

IMG_8620

IMG_8613

I jawajskie lachony! Obsługa naszego szpetnego, acz luksusowego hotelu :)

IMG_8549

IMG_8608

… w praworządnym, islamskim kraju, żeby się tak jakieś LGBTQcośtamcośtam w biały dzień cyckami z waty obnosiły :) Allach patrzył i nie grzmiał :) Nawet miały laski niezłe branie na parkiecie.

IMG_8622

Taka impreza. 8 rano. Bez alkoholu :P

IMG_8532

Pamiątkowa grupowa foteczka!…

…. i do pracy na dyżur :)

Od dłuższego czasu, dzięki fantastycznemu doświadczeniu zawodowemu zdobywanemu w Batu Secret ZOO, borykam się z obezwładniającym poczuciem bezsensu mojej pracy i istnienia. Oczywiście usiłowałam się bronić… sprawdzonymi sposobami: alkohol/bieganie/papierosy.

Wczoraj skończył się alkohol

Upamiętnijmy mojego ostatniego drinka chwilą milczenia. I poezją :P

Wielkie mi uczyniłaś pustki w domu moim
Buteleczko rumu tym wyschnięciem swoim.
Pełno nas, a jakby nikogo nie było,
z jednym ostatnim promilem aż tyle ubyło!
Tyś nam nieustannie w stresie pomagała
Wszystkie wielkie złości pacyfikowała.
Nie dopuściłaś nigdy Marchewie się frasować,
Ani Bunikowi myśleniem głowy psować.
Tego to owego wdzięcznie upijając
I onym swym uciesznym alko zabawiając.
Teraz wszystko trzeźwe, straszne pustki w domu,
Nie ma już drinków, nie ma shotów po kryjomu.
Z lodówki tylko żałość człowieka ujmuje,
A psyche swej pociechy darmo uparuje.

Tren VII J. Kochanowski feat. Bunik

P1140894

Tak, mam problem… Największym problemem jest jawajska prohibicja.

I jawajskie nieróbstwo.

I jawajska przełożona.

ZŁOOOOOO.

Na jawajskich drogach widzieliśmy już sporo cudów, dziwów i innych wynalazków, bo nieskrępowana strachem, czy przepisami ruchu drogowego, kreatywność tubylców kwitnie i mutuje w najlepsze. Dzisiejsze odkrycie jest jednak… genialne i wzruszające!

P1150186

Motocyklowy plecak dla kota!!!!

CHCĘ!!!

P1150189

P1150191

Kretynizm jawajski odsłona nr 1500000001.
Szczyt.
Zrobili mi klatki łapki które ważą +/- 12 kg bez kota, a ich wielkość spokojnie umożliwia złapanie serwala.
… OK. Działają.
Złapał się kot.
Mówię- “Kot-kwarantanna” i łapię za jedną stronę klatki.
– Ok, Ok….
Podszedł i otworzył drzwi.
Kurwa mać!!!!!!
I to nie jest “brak wykształcenia”. Niby czego trzeba się uczyć, żeby wiedzieć, że klatki z dzikimi kotami nosi się zamknięte? Fizyki????? Czy kurwa  etologii stosowanej?! Albo, że nie wpuszcza się cielaka do boksu białego od podchlorynu. Albo że “ciemnia” jako taka, nie zakłada posiadania okna w suficie. Nawet jeśli ściany są czarne.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!
Jestem doskonałym przykładem, że podróże robią z ludzi rasistów!
…. i potrzebuję leków uspokajających.
Albo chociaż alkoholu…. To nie! Alkoholu też w tym durnym kraju nie ma!!!!!!!!

IMG_8258

Marchewka twierdzi, że powinnam dbać o nieletnich fanów, wrażliwość językową naszych rodziców, oraz innych kulturalnych czytelników. Tak więc:
“Ociężałość umysłowa niektórych obywateli Indonezji zamieszkujących Jawę odsłona 15.
– Motyla noga! Poprosiłam dziś rano jednego z inżynierów, żeby pomógł mi przenieść do kwarantanny kotkę, która złapała się w nieporęcznie ciężką i dużą, ale uprzejmie wykonaną przez nich (mimo natłoku pracy i litrów herbaty do wypicia) klatkę…. a ten niefortunnie wybrany, nieuważny inżynier próbując podnieść klatkę otworzył drzwiczki i wypuścił kotkę na wolność.
Ta kotka uciekła nam już trzeci raz…. ehhh i ojej.
Postawa nierostropnego inżyniera nie jest niestety odosobniona, a liczne przypadki poważnych niedopatrzeń w pracy, bądź wykonywania czynności zawodowych w sposób rozmijający się z powszechnie akceptowaną “logiką” skłania mnie niestety do refleksji, iż masowa ociężałość umysłowa obywateli Jawy nie wynika z niewydolności systemu edukacji, ale uwarunkowanej genetycznie atrofii neuronów istoty szarej, bądź nieadekwatnej syntezy neuroprzekaźników synaps rzeczonych komórek.
Z perspektywy kilkumiesięcznego pobytu na Jawię muszę przyznać, że postrzegam ją jako wyspę abderytów.
Muszę poświęcić więcej czasu na praktykowanie pokojowych technik relaksacyjnych.

 

VANITAS!!!! Marność!

 

Sora, Sori, Rotri

Nasze tygryski sumatrzańskie mają już 8 tygodni i zgodnie z okrutnym prawem parków zoo-rozrywki za kilka dni będą musiały pożegnać się z mamą i zacząć samodzielne życie na kangurzynie i mleku w proszku. Smutne to, jednak biorąc pod uwagę, że początkowo chciano je odseparować w drugim tygodniu życia- wytargowałam im całkiem długie dzieciństwo.

IMG_8349

 

W dużej mierze mój sukces zawdzięczam Sorze- mamie tygrysicy, która bez większych protestów zaakceptowała fakt, że jej dzieci przez godzinę dziennie codziennie muszą odgrywać żywe maskotki w ramach mojej ulubionej atrakcji “50 centów za słitfocę” i cuchną potem, łapami,ciuchami i tanimi perfumami tłumów zwiedzających. Sora to dobra mama. Bardzo dobra. I pełna wyrozumiałości. Nie przeszkadzałam jej ani ja, ani mój aparat przyciskany do krat, ani bijąca po oczach lampa błyskowa. Ona nie potrzebowała sentymentalnej sesji zdjęciowej upamiętniającej smutne, lecz mimo wszystko nie najgorsze, dzieciństwo jej córeczek, ja… chciałabym je zatrzymać.

IMG_8371Sori i Rotri- sama słodycz :) a jak się dziś okazało.. sama słodycz i robaki

IMG_8274

błękitnookie :)

IMG_8344

ważą 6,5 kg i wydają się być duże, dopóki w pobliżu nie ma matki

IMG_8304

IMG_8313

IMG_8278

Sora to przepiękna tygrysica

IMG_8292

tu wcale nie ryczy… ziewa

IMG_8295

IMG_8298

pomijając śliczne kociątka jednoznacznie widać, że zaplecze wybiegów w “jedynym ZOO na Jawie o europejskich standardach” szału delikatnie mówiąc nie robi

IMG_8338

odblaski na uszach

IMG_8327

IMG_8335

“serio jeszcze pstrykasz?”

IMG_8331

IMG_8348

IMG_8307

 

Squeaky Suri to najpiękniejsza małpka w naszym ZOO. Surili sumatrzański, z rodzaju langurów (Presbytis melalophos), zagrożony wyginięciem endemiczny mieszkaniec Sumatry. Przez kilka tygodni byłyśmy przyjaciółkami.

Ze Squeaky zapoznała nas Dorty. “Taka miła, grzeczna małpka. Lubi jak ją głaszczą”.

IMG_6235

Squeaky mieszka w klatce dla ptaka. Dużej klatce, dla sporego ptaka, wciąż jednak okrutnie małej dla stadnej, zwinnej, żywej małpki. Suri mieszka w celi. Dlatego przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w Batu konsekwentnie trzymałam się od niej z daleka. Serce pęka, a i tak nic w jej sytuacji nie mogłabym zmienić.

A później Dorty zademonstrowała nam, jaką rozpaczliwą przyjemność sprawia Suri bycie głaskaną przez kraty…. i zaczęło się.

Z naszej trójki Squeaky pokochała Marchewkę. Miłością totalną. Tomek najlepiej drapał. Tomek najlepiej głaskał. Tomek najlepiej trzymał za łapkę. Tomek miał najfajniesze guziki przy koszuli. Tomek miał najlepsze zadrapania. Najpiękniejsze paznokcie. I obłędne włosy na rękach.

Suri witała go szerokim uśmiechem, wrzaskiem i dzikimi skokami po klatce. Piszczała gdy tylko pojawiał się jej zakratowanym polu widzenia. Siadała mu na ręku. Głaskała jego dłonie. Oglądała skrupulatnie wszystkie skaleczenia. Wylizywała zadrapania. Wygryzała skórki przy paznokciach. Tomek w końcu miał swoją długonogą, czarnooką blond pielęgniarkę.

IMG_6236

Do czasu, gdy za radą Dorty przyniosłam Suri kwiatka. Squeaky ma bardzo pragmatyczne podejście do kwiatów… być może również traktuje je jako dowód miłości, jednak po krótkim, zachwyconym oglądaniu wpierdziela je razem z łodyżką. Okazało się, że przez żołądek do serca to prosty szlak nie tylko w przypadku mężczyzn, ale i co niektórych zwierząt.

Od tego czasu to ja byłam największą przyjaciółką Suri.  :D Głaskałyśmy się i iskałyśmy nawzajem, ja jej przynosiłam kwiatki, ona “opatrywała” moje zadrapania. Przytulała się do mnie gdy była zdenerwowana, śmiała się gdy miała dobry humor… i była najcudowniejsza małpeczką na świecie, ze swoją malutką twarzyczką starej eskimoski.

Male-mitred-leaf-monkey-chewing-on-a-branch

A później się przytruła.

W naszym pracocholicznym świecie bez dni wolnych weekendy mogłyby mijać niezauważane. Weekend to-firmowy lunch, tłum na ścieżkach i, dzięki debilizmowi zwiedzających, gwałtowny wzrost przypadków sraczek u małp. Nie ważne, że można sobie w Batu nakarmić legalnie nietoperza papają albo żyrafę liściem… najfajniej jest nakarmić koczkodana cukierkiem, orangutana ciasteczkiem, a gibona lodami.

Dlatego też, gdy w pewien długi, tłoczny, świąteczny weekend zobaczyłam Suri przyciskającą brzuch do drążka huśtawki i bujającą się nerwowo nie byłam zaskoczona. Nie zjedzone śniadanie, rzadkie odchody na dnie klatki… na mój widok Squeaky podbiegła do kraty i niesubtelnie acz wymownie złapała się za kościsty zadek.

Większość przypadków poświątecznych sraczek u naczelnych z sukcesem leczymy tu “przeczekiwaniem”. To jednak była Squeaky. Bolał ją brzuszek. Miała smutne oczka. Moje biedactwo.

Presbytis melalophos 3

Zawróciłam więc do szpitala po węgiel. Trzeba wziąć pod uwagę, że Suri jest grymaśną, neurotyczną babą i węgla dobrowolnie jeść nie będzie.

Rozgniotłam więc kilka tabletek i rozrobiłam z miodem. Powędrowałam po jej ulubione żółte kwiatki. Nalałam miksturę na środek, dbając o estetykę wykonania i zadowolona z siebie pobiegłam do pacjentki.

Zbolała Squeaky entuzjastycznie złapała kwiatek, by chwilę później zorientować się, że dziwny jakiś jest, czarny. Wskoczyła z nim na dach swojego domku, i zaczęła pedantyczne oględziny. Niby  żółty kwiatek. Ale czarny jakiś. (Tu uważne spojrzenie na mnie). Pachnie normalnie. Lepkie to. (Tu podejrzliwe spojrzenie na mnie). Bleh… no ale wciąż, to żółty kwiatek…

Squeaky z chirurgiczną precyzją wygryzła wszystkie płatki i wyrzuciła terapeutyczny środek.

Southern-mitered-langur-P-m-mitrata

- Oż ty mała cwaniaro… – pomyślałam, i wycofałam się z kolejnym kwiatkiem poza małpie pole widzenia. Otworzyłam koszyczek kwiatka, wydłubałam dziurę w dnie kielicha, wlałam tam kolejną porcję węgla na miodzie, i poskładałam w całość. Trochę przybrudzony był… trochę ten węgiel wypływał spodem.

Zaniosłam go Suri.

Squeaky ociągając się, podejrzliwie zeszła z antypodów dachu swojego apartamentu. Wyciągnęła rękę po kwiatka. Przytrzymałam go, uznając, że jeśli trochę poczeka, albo straci pewność, że na pewno dostanie kolejny smakołyk, może zje go bez większego grymaszenia.

Nic z tego. Suri zlustrowała kwiatka przez kraty, uznała, że to kolejny podstęp i straciła nim jakiekolwiek zainteresowanie. Zachciało jej się za to głaskania.

siary_15348-simpai

- OK paskudo… w takim razie załatwimy cię jak kota- pomyślałam tym razem. Psiknę jej resztkę węgla z miodem na futro, Suri to pedantyczna laleczka, będzie musiała się wyczyścić, więc zje lekarstwo i poczuje się lepiej.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Głaszcząc ją ostrożnie przełożyłam strzykawkę przez kraty i pobrudziłam jej goleń.

Skueaky pojrzała na swoją nogę z przerażeniem i krzyknęła rozdzierająco. Odskoczyła na huśtawkę. Z huśtawki na dach. Kulała! Brudną nogę ciągnęła bezwładnie za sobą. Sztywno wyprostowaną w kolanie.

Usiadła na dachu krzycząc boleśnie. Rozpaczliwie potarła sierść dłońmi. Nie zeszło. Przykleiło się do palców. Squeaky w absolutnie ludzkim geście zrezygnowania machnęła rękami. Puściła mi spojrzenie zdradzonej, skrzywdzonej, niewinnej lecz wściekłej koteczki. I demonstracyjnie obróciła się tyłem.

Presbytis-melalophos_TNBBS_JM_2

- I jak poszło?- zapytał Tomek, gdy wróciłam do kwarantanny. Mimo statusu eks-ukochanego zdrowie Squeaky Suri wciąż leżało mu na sercu.

- Kuleje. – stwierdziłam. – Sparaliżowałam jej nogę węglem. (i streściłam historię surilijowego leczenia).

Być może Tomek chciał wykorzystać podstępnie swój moment i odzyskać małpie względy, być może dla dobra ewentualnego przyszłego leczenia chciał naprawić sytuacje… poszliśmy pacjentkę przeprosić.

Nazrywaliśmy kwiatków. Zatrzymałam się w strategicznej odległości od klatki.

Squeaky bujała się na huśtawce. Wściekła. Z boleśnie wyprostowaną, brudną nogą. Obserwowała wyniośle tłumy turystów i ignorowała wszelkie podsuwane jej lody i cukierki. Na widok Tomka uniosła dumnie głowę i kulejąc wskoczyła na dach domku. Odwróciła się do niego plecami.

1282501762

Tomek pogadał do niej wesoło. Pomówił słodko. Miło. Współczująco. I przepraszająco. Nic. Squeaky tkwiła na dachu, niewzruszona. Ostatecznie Marchewce nie pozostało nic innego jak zostawić kwiatki na progu ukochanej… i odejść.

Teraz obserwowaliśmy ją razem. Squeaky kontem oka namierzyła naszą pozycję. Podąsała się jeszcze chwilę. Po czym zmieniła zdanie. Kulejąc zeszła na półkę z jedzeniem, wzięła kwiatki w łapki i nie spuszczając z nas oczu ostentacyjnie rzuciła je na ziemię. I wróciła na dach domku.

 

 

***

Po tygodniu dąsania Suri znów przychodzi do nas po kwiatki i czasami daje się pogłaskać… ale dawna miłość odeszła na zawsze.

1-15b

 

 

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 1,036 other followers

%d bloggers like this: