Feeds:
Posts
Comments

Squeaky Suri to najpiękniejsza małpka w naszym ZOO. Surili sumatrzański, z rodzaju langurów (Presbytis melalophos), zagrożony wyginięciem endemiczny mieszkaniec Sumatry. Przez kilka tygodni byłyśmy przyjaciółkami.

Ze Squeaky zapoznała nas Dorty. “Taka miła, grzeczna małpka. Lubi jak ją głaszczą”.

IMG_6235

Squeaky mieszka w klatce dla ptaka. Dużej klatce, dla sporego ptaka, wciąż jednak okrutnie małej dla stadnej, zwinnej, żywej małpki. Suri mieszka w celi. Dlatego przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w Batu konsekwentnie trzymałam się od niej z daleka. Serce pęka, a i tak nic w jej sytuacji nie mogłabym zmienić.

A później Dorty zademonstrowała nam, jaką rozpaczliwą przyjemność sprawia Suri bycie głaskaną przez kraty…. i zaczęło się.

Z naszej trójki Squeaky pokochała Marchewkę. Miłością totalną. Tomek najlepiej drapał. Tomek najlepiej głaskał. Tomek najlepiej trzymał za łapkę. Tomek miał najfajniesze guziki przy koszuli. Tomek miał najlepsze zadrapania. Najpiękniejsze paznokcie. I obłędne włosy na rękach.

Suri witała go szerokim uśmiechem, wrzaskiem i dzikimi skokami po klatce. Piszczała gdy tylko pojawiał się jej zakratowanym polu widzenia. Siadała mu na ręku. Głaskała jego dłonie. Oglądała skrupulatnie wszystkie skaleczenia. Wylizywała zadrapania. Wygryzała skórki przy paznokciach. Tomek w końcu miał swoją długonogą, czarnooką blond pielęgniarkę.

IMG_6236

Do czasu, gdy za radą Dorty przyniosłam Suri kwiatka. Squeaky ma bardzo pragmatyczne podejście do kwiatów… być może również traktuje je jako dowód miłości, jednak po krótkim, zachwyconym oglądaniu wpierdziela je razem z łodyżką. Okazało się, że przez żołądek do serca to prosty szlak nie tylko w przypadku mężczyzn, ale i co niektórych zwierząt.

Od tego czasu to ja byłam największą przyjaciółką Suri.  :D Głaskałyśmy się i iskałyśmy nawzajem, ja jej przynosiłam kwiatki, ona “opatrywała” moje zadrapania. Przytulała się do mnie gdy była zdenerwowana, śmiała się gdy miała dobry humor… i była najcudowniejsza małpeczką na świecie, ze swoją malutką twarzyczką starej eskimoski.

Male-mitred-leaf-monkey-chewing-on-a-branch

A później się przytruła.

W naszym pracocholicznym świecie bez dni wolnych weekendy mogłyby mijać niezauważane. Weekend to-firmowy lunch, tłum na ścieżkach i, dzięki debilizmowi zwiedzających, gwałtowny wzrost przypadków sraczek u małp. Nie ważne, że można sobie w Batu nakarmić legalnie nietoperza papają albo żyrafę liściem… najfajniej jest nakarmić koczkodana cukierkiem, orangutana ciasteczkiem, a gibona lodami.

Dlatego też, gdy w pewien długi, tłoczny, świąteczny weekend zobaczyłam Suri przyciskającą brzuch do drążka huśtawki i bujającą się nerwowo nie byłam zaskoczona. Nie zjedzone śniadanie, rzadkie odchody na dnie klatki… na mój widok Squeaky podbiegła do kraty i niesubtelnie acz wymownie złapała się za kościsty zadek.

Większość przypadków poświątecznych sraczek u naczelnych z sukcesem leczymy tu “przeczekiwaniem”. To jednak była Squeaky. Bolał ją brzuszek. Miała smutne oczka. Moje biedactwo.

Presbytis melalophos 3

Zawróciłam więc do szpitala po węgiel. Trzeba wziąć pod uwagę, że Suri jest grymaśną, neurotyczną babą i węgla dobrowolnie jeść nie będzie.

Rozgniotłam więc kilka tabletek i rozrobiłam z miodem. Powędrowałam po jej ulubione żółte kwiatki. Nalałam miksturę na środek, dbając o estetykę wykonania i zadowolona z siebie pobiegłam do pacjentki.

Zbolała Squeaky entuzjastycznie złapała kwiatek, by chwilę później zorientować się, że dziwny jakiś jest, czarny. Wskoczyła z nim na dach swojego domku, i zaczęła pedantyczne oględziny. Niby  żółty kwiatek. Ale czarny jakiś. (Tu uważne spojrzenie na mnie). Pachnie normalnie. Lepkie to. (Tu podejrzliwe spojrzenie na mnie). Bleh… no ale wciąż, to żółty kwiatek…

Squeaky z chirurgiczną precyzją wygryzła wszystkie płatki i wyrzuciła terapeutyczny środek.

Southern-mitered-langur-P-m-mitrata

- Oż ty mała cwaniaro… – pomyślałam, i wycofałam się z kolejnym kwiatkiem poza małpie pole widzenia. Otworzyłam koszyczek kwiatka, wydłubałam dziurę w dnie kielicha, wlałam tam kolejną porcję węgla na miodzie, i poskładałam w całość. Trochę przybrudzony był… trochę ten węgiel wypływał spodem.

Zaniosłam go Suri.

Squeaky ociągając się, podejrzliwie zeszła z antypodów dachu swojego apartamentu. Wyciągnęła rękę po kwiatka. Przytrzymałam go, uznając, że jeśli trochę poczeka, albo straci pewność, że na pewno dostanie kolejny smakołyk, może zje go bez większego grymaszenia.

Nic z tego. Suri zlustrowała kwiatka przez kraty, uznała, że to kolejny podstęp i straciła nim jakiekolwiek zainteresowanie. Zachciało jej się za to głaskania.

siary_15348-simpai

- OK paskudo… w takim razie załatwimy cię jak kota- pomyślałam tym razem. Psiknę jej resztkę węgla z miodem na futro, Suri to pedantyczna laleczka, będzie musiała się wyczyścić, więc zje lekarstwo i poczuje się lepiej.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Głaszcząc ją ostrożnie przełożyłam strzykawkę przez kraty i pobrudziłam jej goleń.

Skueaky pojrzała na swoją nogę z przerażeniem i krzyknęła rozdzierająco. Odskoczyła na huśtawkę. Z huśtawki na dach. Kulała! Brudną nogę ciągnęła bezwładnie za sobą. Sztywno wyprostowaną w kolanie.

Usiadła na dachu krzycząc boleśnie. Rozpaczliwie potarła sierść dłońmi. Nie zeszło. Przykleiło się do palców. Squeaky w absolutnie ludzkim geście zrezygnowania machnęła rękami. Puściła mi spojrzenie zdradzonej, skrzywdzonej, niewinnej lecz wściekłej koteczki. I demonstracyjnie obróciła się tyłem.

Presbytis-melalophos_TNBBS_JM_2

- I jak poszło?- zapytał Tomek, gdy wróciłam do kwarantanny. Mimo statusu eks-ukochanego zdrowie Squeaky Suri wciąż leżało mu na sercu.

- Kuleje. – stwierdziłam. – Sparaliżowałam jej nogę węglem. (i streściłam historię surilijowego leczenia).

Być może Tomek chciał wykorzystać podstępnie swój moment i odzyskać małpie względy, być może dla dobra ewentualnego przyszłego leczenia chciał naprawić sytuacje… poszliśmy pacjentkę przeprosić.

Nazrywaliśmy kwiatków. Zatrzymałam się w strategicznej odległości od klatki.

Squeaky bujała się na huśtawce. Wściekła. Z boleśnie wyprostowaną, brudną nogą. Obserwowała wyniośle tłumy turystów i ignorowała wszelkie podsuwane jej lody i cukierki. Na widok Tomka uniosła dumnie głowę i kulejąc wskoczyła na dach domku. Odwróciła się do niego plecami.

1282501762

Tomek pogadał do niej wesoło. Pomówił słodko. Miło. Współczująco. I przepraszająco. Nic. Squeaky tkwiła na dachu, niewzruszona. Ostatecznie Marchewce nie pozostało nic innego jak zostawić kwiatki na progu ukochanej… i odejść.

Teraz obserwowaliśmy ją razem. Squeaky kontem oka namierzyła naszą pozycję. Podąsała się jeszcze chwilę. Po czym zmieniła zdanie. Kulejąc zeszła na półkę z jedzeniem, wzięła kwiatki w łapki i nie spuszczając z nas oczu ostentacyjnie rzuciła je na ziemię. I wróciła na dach domku.

 

 

***

Po tygodniu dąsania Suri znów przychodzi do nas po kwiatki i czasami daje się pogłaskać… ale dawna miłość odeszła na zawsze.

1-15b

 

 

Wieczór z leniwcem

Spokojne, niedzielne popołudnie w tropikach. Co robi dream team Bunik z Marchewką po całym tygodniu ciężkiej (:P) pracy? Pracuje!

Three-toed-sloth-Panama-631.jpg__800x600_q85_cropwww.smithsonianmag.com

Sloth-2013-02cutefunnyanimal.blogspot.com

Szefowie kazali, więc edukujemy się intensywnie w zakresie opieki nad leniwcami!

Nie wiemy do końca kiedy i nie wiemy jakie (“no jak to jakie? no… leniwce”) futrzaki do nas trafią, ale sam fakt, że raczono nas o ich przyjeździe poinformować jest niesamowitym postępem. Dotychczas o radosnych i spontanicznych zakupach braci RR dowiadywaliśmy się zwykle, gdy na porannym obchodzie nie zgadzała nam się na wybiegu liczba antylop, w sposób, który można by tylko wytłumaczyć cudem nocnego pączkowania, tudzież darem niebios. Wbrew pozorom nie były to “urocze niespodzianki”.

- Dr Prista! Od kiedy my mamy 6 gnu na sawannie????

- yyyyyy… od dzisiaj.

- Aha. A skąd one są?

- No jak to skąd? Z Afryki- stwierdziła rezolutnie Prista.

- Kupiliśmy gnu z Afryki!!!????

(-Kto bogatemu zabroni?- powiedziałaby dr Prista, ale na Jawie nie mają takich cynicznych powiedzonek)

- Gdzie i ile one stały w kwarantannie?

- Dr Anna, wiesz, że u nas nie ma miejsca w kwarantannie- pisnęła cichutko dr Prista.

- Wiem… ale chyba stały gdzieś w kwarantannie? Na granicy? W porcie? Na lotnisku? Gdziekolwiek?

- Nie… one są z Afryki.

- Wpuściliśmy na wybieg antylopy prosto z Afryki?????!!!!

- Yyyyyy…. nooooo…..ale wyglądają zdrowo….

Wszystko wskazuje więc na to, że po kilku awanturach, przewracaniu oczami, waleniu głową w ścianę i grożeniu, że nie będziemy w takim nieodpowiedzialnym cyrku pracować (huh! :P) do batuańskiej świadomości zaczęło docierać, że kwarantanna to nie tylko hangar na “zapasowe zwierzęta”. Ciężko jest taszczyć kaganek oświaty przez jawajskie mroki :)

Wróćmy jednak do leniwców.

Sloth+at+Cahuita+by+Pauline+(19)ashabot.blogspot.com

To nie prawda, że leniwce są leniwe. Leniwce mają słaby wzrok, słaby słuch, słabe mięśnie i rzekomo nie grzeszą intelektem- to w znacznym stopniu ogranicza ilość dostępnych rozrywek. Przede wszystkim jednak leniwce mają “beznadziejną” dietę. (Nie będzie to notka promująca wegetarianizm). Jedzą przede wszystkim liście drzew, w których oprócz włókna i toksyn niewiele można znaleźć, dlatego muszą oszczędzać energię. Wolno jedzą, wolno trawią, wolno metabolizują i wolno wędrują. Leniwce w koronach drzew rozwijają zawrotną prędkość do 150m/h. Bardzo niezdarnie chodzą po ziemi, za to dobrze pływają :) Przede wszystkim jednak wiszą na gałęziach. Wisząc jedzą, wisząc śpią, wisząc płodzą i rodzą dzieci. Nawet organy wewnętrzne leniwca (wątroba, śledziona, żołądek) ułożone są “inaczej” (inaczej niż u “normalnych” ssaków).

sloth-wallpapers-8

Za to z punktu widzenia lekarza weterynarii i “klasycznego” wywiadu: “je/pije/kupa/siku/niechęć do życia/zagrzebywanie w ściółce”, leniwiec to zwierzak, który pokonał system.

- Jest “zmiennocieplny”- temperatura waha się od 33-36 st C, w zależności od pogody i temperatury otoczenia; leniwiec nie potrafi też drżeć, żeby się rozgrzać.

- Śpi 18 godzin na dobę.

sloth_1455a

- W jego futrze rosną glony, a okazjonalnie żyją ćmy, więc zaniedbanie futra nic nie znaczy.

pygmy-sloth-mangroves_71212

- Praktycznie nie piją, wystarczy mu to, co zje

slothwww.benrussellcoaching.com

- Sika i defekuje raz w tygodniu… i potrafi przy tej okazji pozbyć się do 30% masy ciała! (!!!!)

Teraz nie pozostaje nam nic innego jak znaleźć klatkę, zaprojektować wystrój, rozpisać dietę… i czekać. A potem postarać się, żeby się rozmnożyły,bo małe leniwczątka są TAKIE słodkie! :)

tumblr_mnmzclxuM01rsciymo1_500

l-baby-sloth

6a010535647bf3970b0168e86e2dd3970c-500wi

Three_toed_sloth_and_baby_Wallpaper_k1vyh

 

 

More or Less Striped

 4 sierpnia w Batu Secret ZOO przyszły na świat 4 białe tygrysięta… i przez kolejny tydzień cały batuański świat kręcił się tylko i wyłącznie w okół nich.

IMG_7877

Tradycyjnie już w poniedziałek, (zgodnie z grafikiem dzień wolny) o 7 rano w nasze drzwi załomotał Dedi.

- Oh jej, jakiemóż to biednemu, cierpiącemu zwierzaczkowi przyjdzie nam dziś pomóc?- zapytalibyśmy w innym, lepszym świecie :)

- Ja pierrrdolę… czy ja się nie mogę choć raz wyspać- warknęłam subtelnie- nie otwieraj drzwi zanim nie znajdę spodni.

- Sorri Mister- uśmiechnął się przesympatycznie Dedi- Małe tygryski, nie jedzą.

- Jak to nie jedzą? Rotri i Sori? Przecież widzieliśmy je wczoraj i były OK?

- Nie Rotri, nowe tygryski!

Popatrzyliśmy na siebie wielkimi oczami. I puściliśmy pędem do skutera.

Na miejscu była już dr Prista i chyba wszyscy opiekunowie z sekcji Safari-Tiger Land.

Rohit leżała rozwalona pod ścianą klatki obserwując tłum pełnymi głębokiej pogardy, bladymi ślepiami. Wciąż pobrudzona krwią. Po jej brzuchu pełzały dwa tygrysiątka. Próbowały ssać. Pod przeciwległą ścianą błąkał się kolejny tygrysek. W rogu klatki dyszał następny. Czerwono-szary od kurzu przylepionego do nie zlizanych wód płodowych.

- Zabieramy te dwa kociaki, niech ktoś obserwuje, czy te przy matce zaczną pić- zarządził błyskawicznie Tomek.

Wyciągnęliśmy maluchy i popędziliśmy z popędziliśmy z powrotem do szpitala.

IMG_7852Stripe i Snowy

Oba maluszki były silnie wyziębione, dziewczynka- która po wyczyszczeniu pyszczka i futerka kazała się być niemal całkowicie biała, miała zaledwie 33,5 st C.

Zbadaliśmy, zważyliśmy, wyczyściliśmy i zakwaterowaliśmy kociaki w nowiutkiej klatce tlenowej z ogrzewaniem podłogowym, na środku naszej salono-kuchnio-sypialni. W przerwach między przyjmowaniem pielgrzymek zatroskanych pracowników oraz cudzych i naszych “oh jej kuci kuci biedaczek cudaczek słodziaczek” próbowałam zorganizować preparat mlekozastępczy dla kotów… Wyszło z tego tyle, że rozpętałam wielką akcję “koci chaos” i przez następne 3 dni nikt nie miał pojęcia co ostatecznie i w jakiej ilości, który z szefów zamówił. Na szczęście zanim skończył się nam zapas mleka kupionego dla Sori i Rotri zdążyła przyjechać nowa dostawa i choć raz w jawajskiej dziczy coś udało się  na czas.

IMG_7939

Ledwie nasze maluszki zdążyły zaróżowić się obrzydliwie uroczo i wypić pierwsze łyki cieplutkich elektrolitów gdy Dedi i Rori przynieśli kolejne dwa kociaki.

Rohit jest wyrodną matką. To jej drugi miot którym nie raczyła się zainteresować.

Zostaliśmy więc z czwórką piszczących białych klusek i strachem, żeby nie podzieliły losu wcześniejszych dzieci tygrysicy, które co prawda umarły na zachłystowe zapalenie płuc, jednak jak twierdzą tutejsze panie weterynarz- miały również zdeformowane czaszki i kończyny i były małymi potworkami.

IMG_8133

 Nasze wyglądały normalnie… jeden, najładniejszy, nie miał ogona. Los nie jest sprawiedliwy. Srebrzystobiałe tygrysiątko w czarne jak noc pręgi. Piękny jak marzenie… i bez ogona. W kontekście historii poprzednich kociaczków bardziej niż uroda interesowało mnie jednak, czy u tygrysów wrodzony brak ogona może być sprzężony w wrodzonym brakiem nerki czy wątroby.

Pozostałe tygryski były białokremowymi bąblami.

IMG_8135

Musieliśmy je jakoś nazwać. Ponieważ ochrzczenie tygrysa jest wielkim zaszczytem i sporą odpowiedzialnością, a mi chodziło tylko o rozróżnienie dzieciaków i założenie im kart nazwaliśmy je Stripe- ten w paski, More- bardziej w paski, Less- mniej w paski i Snowy- od Snow White (nie od Johna Snow, bo to koteczka była).

IMG_7866

 Nazwanie tygrysa Stripe było chyba moim największym wyczynem z kategorii “oryginalne imię” od czasu kotki Mruczki (miałam wtedy 6 lat…jeśli to okoliczność łagodząca), o zgrozo jednak wszystkim tak się podobało, że omal nie pozostał Stripem na stałe.

Pierwszej nocy zostałam z tygryskami sama. Na wszelki wypadek, gdyby coś miało zacząć się dziać. Ponieważ razem z puszką kociego mleka dostaliśmy od szefa wielki telewizor (taka promocja) tygryski najpierw piszczały, mruczały i spały przy kojących dźwiękach Toola, a potem obejrzały śmierć księcia Oberyna i tradycyjną ilość gołych cycków na jeden odcinek “Gry o Tron”. Bylibyśmy fantastycznymi rodzicami :)

IMG_7891

A potem Tomek wyrzucił nas wszystkich na salę chirurgiczną, bo nie mógł w przesłodkim, ptasim jazgocie puchatych bobeczków spać.

O 2 w nocy Snowy straciła straciła apetyt i poczuła się gorzej. 0 6 rano zmarła. Przesiedziałam z nią całą noc pilnując przydużej maski tlenowej, zmieniając termoforki, podając leki i wsłuchując się w coraz płytszy oddech i coraz silniejsze rzężenia w płucach.

Rano, sztywna z nerwów, zmęczenia i przekofeinowania stałam nad stołem sekcyjnym. Snowy obdarta ze skóry. Malutka, krąglutka główka i wielkie błękitne oczka których nie zdążyła otworzyć za życia. Tomek powoli i precyzyjnie rozbierał ją na części pierwsze, a ja czekałam na jakikolwiek ślad mleka w drogach oddechowych. Nic. Nie zachłysnęła się jedzeniem. Może wody płodowe. Może wyziębienie? Była najmniejsza i najsłabsza z całego miotu.

IMG_7908

Pozostałe kociaki chowały się dobrze. Grafik kto kiedy będzie brzdące karmić ustawił się momentalnie. Pierwszy raz odkąd tu jestem wszystkie lekarki były żywo zainteresowane pracą… co jak się okazuje również jest problematyczne, bo nagle wszystkie zostały specjalistkami od żywienia wielkich kotów, i fakt, że niedawno omal nie zagłodziły na śmierć dwóch jaguarów, nie burzył ich optymistycznej samooceny. Oczywiście gdzie trzech jawajskich wetów, tam co najmniej dwie opinie. Na szczęście Dorty, być może chcąc zabłysnąć swymi światowymi znajomościami, napisała do profesora z San Diego, którego uprzejma odpowiedź spotkała się z należytym szacunkiem i odroczyła przeprowadzanie indonezyjskich eksperymentów co najmniej do czasu następnego miotu.

IMG_7943

Gdyby ktoś chciał kiedyś odkarmić z butelki wielkiego kota, to:

- mały wielki kot powinien wypijać dziennie tyle mililitrów co 10-25% masy swojego ciała 

- jednorazowo nie powinien wypijać więcej niż 80% pojemności swojego żołądka

- pojemność kociego żołądka wynosi ok 5% masy ciała… po krótkich obliczeniach wychodzi więc, że kociak warzący 1 kg może wypić 40 ml mleka bez narażania go na wzdęcia, sraczkę albo inne sensacje

- dużo ważnych informacji można też znaleźć tutaj: http://www.tigerlink.org/husbandry/husman6.htm

IMG_7975

Nasze tygrysy po dwóch tygodniach są już niemal dwa razy cięższe, 2 razy większe i 10 razy głośniejsze i 150 razy bardziej żywe. Pełza to wszędzie, ślini i wspina po ubraniach. Leonowi wyrosły pierwsze zęby, i gryzie. Wszystkie są coraz bardziej mięciutkie, puchate i lśniące. Otworzyły swoje zezowate, błękitne ślepka…. I są najsłodszymi istotkami na świecie.

IMG_8130

Ojojkujojku….

Na dobrą sprawę powinnam zrezygnować z karmienia potworków, bo budzi to we mnie tyle groźnych, obcych, nieznanych i potencjalnie szkodliwych uczuć macierzyńskich, że strach się bać.

Są jednak TAAAAAKIE milutkie i urocze. Poza tym- są proste. Głodne- płacz. Mokro-płacz. Nie wysikane- płacz. Kupa- płacz, Zimno-płacz. “zakilnowałem-się-w -rogu-kojca-i-nie-umiem-się-odwrócić”- płacz. Najedzone- szczęśliwe i śpią. Albo śpią i przeżuwają ucho/łapę rodzeństwa.

IMG_8015Lenon i Leon

Doczekały się również ostatecznych imion. Less to Lily (by ciocia Dorty), Stripe to Lenon (by dr Prista). Mój jest More- największy, najsilniejszy, najbardziej łobuzerski i ogarnięty tygrys. I wiecznie głodny. Nazywa się Leon. Od Leona Zawodowca.

Lily z delikatnością i romantyzmem nie ma nic wspólnego poza jej ślicznym, dziewczęcym, srebrzystym futerkiem w beżowe pręgi.Lily jest straszna :P.

IMG_8039Lily

Za to Stripe-Lenon… Nigdy nie podejrzewałabym dr Pristę o znajomość twórczości Lenona, ale nie mogła wybrać lepszego imienia dla tego grzecznego, spokojnego, najprzyjemniejszego tygryska na świecie, dużo drobniejszego i delikatniejszego od swojego rozdartego, rozbijającego się po kojcu rodzeństwa.

Koniec.

Kocham je okropnie.

IMG_7902

Fotostory sierpniowe

Drogi czytelniku! Chciałabym napisać w tym miejscu jakieś błyskotliwe przeprosiny za karygodne zaniedbanie mojego blogaska jak i Twoich ewentualnych potrzeb, by mieć co czytać do kawy. Tak się jednak złożyło, że mój pierwszy sierpniowy dzień wolny jest chorobowym, a denaturowany gorączką mózg blondynki nie radzi sobie z abstrakcyjnym czy grafomańskim myśleniem. Zamiast więc wysilać swój względny intelekt- kilka zdjęć tłumaczących, dlaczego przez ostatnie 2 tygodnie jesteśmy przodownikami pracy i wyrabiamy po 200% normy godzin na dyżurze i wbieraliśmy duuużo historii do opisania.

IMG_8130

Urodziły nam się białe tygryski :D

IMG_8030

IMG_7878

Takie bobeczki!

IMG_8052

Black Jag zwichnął staw skokowy

IMG_8109

Przyjechały nowe potwory (agama żaglowa)

IMG_8170

Nasza praca pediatrią stoi :) Świeżo urodzony muflonek złamał nogę

IMG_8175

IMG_8098

Rotri i Sori zaczęły pracować “na zdjęciach”, (odpukać) wciąż są zdrowe

IMG_8066

Tomek i Gin mają się dobrze :)

 

Marchewkowy terror

Historia ta wydarzyła się w ciężkich czasach, gdy cielak Jin nie rzucał się na butelkę jakby od tygodnia głodował, ale był rozkapryszonym do granic możliwości cielaczkiem niejadkiem, łaskawie raczącym pić jedynie z rąk taty Marchewki.

Oczywiście nie zawsze było to możliwe. Czasami Tomasz miał na głowie inne sprawy. Czasami miał dosyć swojego słodkiego maleństwa. Tamtego dnia popołudniowe karmienie spadło na dr Pristę.

Po 15 minutach proszenia, miziania, głaskania, zachęcania, masowania brzuszka, klepania zadka, wkładania smoczka w pyszczek i wpychania smoka w ryj dr Prista przydreptała zameldować porażkę.

Przyszłam z pomocą i odsieczą.

Jeśli Tomek był dla Jina Mamą, Tatą, dobrym wujkiem, przytulakiem i przyjacielem, ja byłam podłą suką krzywdzicielką od kroplówek i zastrzyków. Znał mnie. Kojarzył. Poza tym, czasami zdarzało mi się go karmić.

Sprawdziłam temperaturę mleka. Pogłaskałam, poklepałam i wyprzytulałam Jina, coby nabrał ochoty do współpracy. Wsadziłam mu smoczek do dzioba. Jin pociamkał, pociamkał… wyrwał się i nie chciał pić dalej.

- JIN!!!!! O co Ci znowu chodzi???- wrzasnęłam sobie w myślach, a potem krytycznie przyjrzałam się butelce. Odkręciłam. Powąchałam.

- Dr Prista! Jak on ma chcieć pić, jeśli to mleko jest skwaśniałe?- zapytałam.

- Jak to skwaśniałe?- zdziwiła się dr Prista.

- Nooo… jest skwaśniałe, może nam dali takie z Eco Parku, albo trzymali za długo poza lodówką… ale jest skwaśniałe.

- Yyyyyyh- zapowietrzyła się dr Prista wąchając mleko- Naprawdę jest skwaśniałe!

- Yyyyyyh…. Tylko nie mów dr Tomek!!!!

IMG_7317

Żółci rasiści

Wiele mówi się w kraju i na świecie o tym, że wszyscy jesteśmy tacy sami.

Bez względu na ilość naukowych publikacji dowodzących, że różna są zdolności intelektualne czy wytrzymałość fizyczna poszczególnych ras, opinia publiczna krzyczeć będzie, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Zawartość melaniny w skórze to tylko niuans estetyczny. Chyba nie jesteś rasistą?! Tylko bycie homofobem jest gorsze, niż bycie rasistą.

IMG_6617kob śniady, w dzisiejszym odcinku wszystkie zdjęcia są z wybiegu mordowni pt .”sawanna”

Jawa to jednak nie jest “świat”. Jawa to Indonezja, a Indonezyjczycy są dramatycznymi rasistami.

Dlatego też dużo łatwiej nam się tu pracuje. Nic to, że jestem młoda, nie mówię po indonezyjsku, nigdy wcześniej nie leczyłam egzotycznych zwierząt… a na dodatek jestem kobietą. Jestem biała. +5 do autorytetu.

IMG_7789niala, zebry, impala

Dotychczas ani w Malezji, ani w Indonezji nie spotkałam żadnego czarnego turysty. Podróżowałoby mu się jednak dużo trudniej. Azjaci to straszni rasiści.

Jestem niemal pewna, że gdyby zamknięcie w klatce małego Murzyniątka nie wywołało międzynarodowego skandalu, szef na pewno zakupiłby odpowiedni “eksponat”. To by dopiero była atrakcja! 50 centów za zdjęcie z Pigmejem…. 2 dolce za zdjęcie z Zulusem. Czy można ich od razu kupić w tradycyjnych strojach? A czy można by ich umieścić na wybiegu z innymi gatunkami? Może nie, w końcu potrafią być drapieżni.

Być może z powyższych powodów, wraz z nadchodzącym szczytem turystycznego sezonu sawanna doczekała się “wzbogacenia wystroju”.

To nie jest żart.

IMG_7769

Dotychczas główną atrakcją sawanny była możliwość obserwowania regularnych, często krwawych, potyczek między samcami poszczególnych gatunków antylop, oraz rozpaczliwie zagrzybionych matek z dzieci. Dobre czasy już się jednak skończyły, w tym roku wprowadzono dość skomplikowany, lecz skuteczny system rotacyjnego wypuszczania na wybieg najbardziej bojowych byków, a i leczenie grzybicy zaczyna przynosić wymierne efekty. Dlatego też trzeba było wzbogacić ekspozycję o kolejną atrakcję!

Co mogłoby być ciekawszego, niż udekorowanie sawanny pełnowymiarowymi figurami autochtonów?

IMG_7775

Teraz można się zastanawiać, o czym w zasadzie jest ten wybieg?

IMG_7807

W mroku nadciągającej ulewy skrada się uzbrojony w łuk myśliwy. Nieopodal pasie się spokojnie kob nilowy, a zakochany bez pamięci antylop szablorogi czuwa pod drzwiami swej małoletniej wybranki serca.

IMG_7779

Gnu zdają się ignorować młodego wojownika.

W pewnym stopniu wybieg pełni teraz funkcję edukacyjną. Od jakiegoś czasu Homo sapiens jest przecież nie tylko drapieżnikiem szczytowym ale i niszczycielem każdego ekosystemu. Może niespecyficznie ludzie rasy czarnej- ale przecież wszyscy jesteśmy równi i tacy sami, więc nie będziemy teraz nagle wykłócać się, kto ma symbolicznie biegać z łukiem po wybiegu antylop z Batu.

IMG_7811

Kob nilowy ostrożnie obwąchuje nowego samca na wybiegu.

Jak się okazuje nowy wystrój okazał się atrakcyjny również dla zwierząt. Stanowi, jak to się modnie mówi, behavioural enrichment.

Kob nilowy obwąchuje więc (jakiegoś dziwnie bladego) wojownika.

IMG_7813

i podejmuje być może jedyną słuszną decyzję…

IMG_7816

Chwila zabawy…

IMG_7817

 

…i po sprawie.

IMG_7780

Przyjrzyjmy się szczegółom…

IMG_7768

Dekoratorzy i architekci ZOO przygotowali się do remontu sawanny merytorycznie i postanowili realistycznie sportretować rdzennych mieszkańców. Sama prawda, bez cenzury.

Nad rozległymi równinami Serengetti wschodzi purpurowa tarcza słońca. Za kilka godzin sawanną zawładnie morderczy upał. Dzieci z pobliskiej wiosny wstają o brzasku. Nie idą do szkoły. Chwytają znalezione przy drodze kanisterki po środkach ochrony roślin i dziarsko maszerują 45 km do najbliższej studni…

Precyzyjnie wybrana fotografia pozwoli uważnym zwiedzającym wywnioskować, że w nie każdej afrykańskiej lepiance znajduje się pralka, a także zadziwić się ogromnym brzuszkiem raczej szczuplutkiego Murzyniątka. Tablice informacyjne milczą na temat patogenezy kwashiorkoru. (To skomplikowane, a poza tym część restauracyjna już blisko).

Kosmiczny totem jest nie na miejscu.

IMG_7764

To nie żart. To jest Indonezja. “Nowa sawanna” bardzo podoba się zwiedzającym; a żyją tu mili, sympatyczni ludzie. W spokoju.  Nie walczą po meczach, nie palą tęczy.

Ciemna strona

Praca taka jak ta byłaby spełnieniem moich największych marzeń… gdybym kiedykolwiek odważyła się śnić z takim rozmachem. Zawsze jednak byłam bardzo realistycznym człowiekiem. Nigdy więc (choć oczywiście od zawsze chciałam), nie myślałam, że przydarzy mi się leczyć tygrysa.

Tymczasem stało się i żyję w weterynaryjnej bajce. Opisuję historie, o których pewnie marzy się studentkom, licealistkom i gimnazjalistkom. Studentom może też. W końcu więcej jest na wydziałach medycyny weterynaryjnej osób, które “lubią i chcą ratować zwierzątka” niż pracować i robić dobrą kasę (przynajmniej na początku zawodowej drogi :P). Leczę jaguary, przycinam paznokcie lamom, zszywam rany antylopom… mam na co dzień wszystkie te cętki, paski, grzywy, kły, ryjki, paszcze i pazury.

Tyle tylko, że praca weterynarza to nie jest wieczna gloria i chwała, czy przypowiastka o dr Dolittle. Zwierzęta umierają. Pacjenci. Czasami nie można pomóc, albo nie potrafi się pomóc i traci się pacjenta. Często po długich godzinach leczenia, gdy już zdążyliśmy go pokochać. Umiera.

I wtedy trzeba położyć go na stole. Obedrzeć ze skóry. Wypatroszyć. Rozłożyć na części pierwsze. Zrobić sekcję. W smrodzie rozkładających się, schorowanych tkanek znaleźć wszystkie usterki. Sfotografować. Spisać. A potem krwawe szczątki wrzucić do czarnego worka.

I wrócić do pracy, ze świadomością, że odeszła kolejna, wspaniała istota, a nam nie udało się temu zapobiec.

To najtrudniejsza część weterynarii.

W Batu umiera wiele zwierząt. Nie potrafię o tym pisać.

MULAN

IMG_6005

Mała lama, nasza pierwsza pacjentka. Dystrofia pokarmowa mięśni, zapalenie płuc, ogromne odleżyny, od urodzenia nie wstawała. Miała ogromne zaniki mięśniowe.

Nauczyliśmy ją stać, nauczyliśmy ją chodzić. Po ok 10 dniach leczenia i rehabilitacji nauczyła się sama wstawać i z zapałem wędrowała po wybiegu. Tej samej nocy umarła. Sekcja zwłok wykazała złamanie 5 żeber. Nikt nie wie, jak to się stało

IMG_6096

BANTENG

IMG_6247

Bos javaicus. Ochwat na skutek przekarmienia karmą treściwą. Utrata apetytu podsunęła tutejszym lekarzom pomysł, by zwiększyć w karmie bantenga zawartość paszy treściwej co doprowadziło do kwasicy żwacza, a następnie ketozy. Sekcja zwłok wykazała dodatkowo m.in. przewlekłe zapalenie płuc, włóknikowe zapalenie otrzewnej, fasciolozę i marskość wątroby, owrzodzenie błony śluzowej przedżołądków, żołądka i jelit, inwazję paramphistomum spp.

IMG_6409

TOPIK

IMG_6677

Lwiatka złotogłowa. Pogryziony przez małpy z sąsiedniej klatki stracił dwa palce prawej łapki. Rana zagoiła się szybko, prawidłowo. 10 dni po zakończeniu antybiotykoterapii, jak co rano odwiedziłam, żeby podać mu preparat witaminowy i poprawić sobie humor. Był, jak co rano, żywą, rozwrzeszczaną, radosną tamarynką. 3 godziny później opiekun przyniósł go do szpitala. Nieprzytomnego. Obrzęk płuc, skórcze toniczne, hipotermia. Umarł pomimo prób leczenia.

P1140074

KAPIBARA

IMG_5990

 

Dotkliwie pogryziony przez kolegę z wybiegu, gdy okazało się, że jeden z dotychczas trzech “samców” ma ruję. Zmarł tuż pod koniec 3-godzinnej operacji.

IMG_7624

IMG_7640

SITATUNG

IMG_7673

 

Sitatunga błąkała się po opłotkach wybiegu dla jeleni, aż padła. Zdiagnozowana jako “nie chodzi bo ropne zapalenie stawów palców lewej kończyny tylnej” miała również złamany ząb i ropień niszczący żuchwę oraz zapalenie płuc. Była skrajnie wyniszczona. Kazali leczyć. Więc leczyliśmy. 3 dni. Poniższe zdjęcia płuc nie wymagają dodatkowego komentarza.

IMG_7730

 

IMG_7728

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 1,017 other followers

%d bloggers like this: