Feeds:
Posts
Comments

Drodzy czytelnicy!

Jedną z najcięższych składowych życia na Jawie (poza koniecznością koegzystencji z dr Karma dla Lwów) jest samotność… a przynajmniej tak widzę to swoimi niebieskimi oczętami nieuchronnie starzejącej się kobiety bez pierścionka.

Próbowałam rozwiązać ten problem w ten czy inny, mniej lub bardziej destrukcyjny sposób (alkohol, praca, internet, nowi pracownicy z Polski, więcej pracy, noce na czatach, rybki w akwarium, próby samokształcenia, alkohol, praca), ale nie zadziałało.

Wymyśliłam więc, że może czas najwyższy skończyć ze swoim chronicznym outsiderstwem i zacząć “gdzieś należeć” (tu powinnam napisać…. “i tak powróciłam na łono Kościoła”… ale na szczęście aż tak źle się nie czuję :P).

Zapisałam się więc do EAZWV, czyli  European Association of Zoo and Wildlife Veterinarians. Nie rozwiązało to jeszcze moich problemów towarzyskich, ale grunt to rozwijać się i dopisywać nowe linijki w CV.

Następnie zapisałam się do “Polacy w Indonezji”, bo rzekomo są tacy :) i mam nadzieję ich spotkać :) (choć koleżanki doradzają m znaleźć “Los hispanos en Indonesia” i pospotykać się z tymi)

Wczoraj zaś dołączyłam do Klubu Polek na Obczyźnie. Idea jest babska, więc piękna. Można sobie poczytać jak się wiedzie rodaczkom w innych krajach wielkiego świata, pośmiać, zmotywować i zainspirować. Poza tym dobrze widziane jest pisanie również własnych postów, a jako że jestem obrzydliwym leniem, każda motywacja jest cenna.

Niniejszym zapraszam na stronę! Gdy tylko uporam się z najnowszym artykułem dla Weterynarii sama również coś do Klubu napiszę, ale oczywiście już teraz jest tam bardzo dużo ciekawych tekstów!

10687062_591533680956713_1259560407635631017_n-2

Grunt to dobrze zacząć tydzień :)

Poniedziałkowy poranek. Robię obchód swojego królestwa.

- Lemur lepiej?- przyszła pora deszczowa, temperatura spadła o 3 stopnie i lemur się porządnie przeziębił.

- Lepiej! Więcej się rusza i więcej je!

- To super.

- Dr Anna, a może on wcale nie jest chory?

- Jest chory. Osłuchiwałam go- jest chory. A dlaczego myślisz, że nie jest chory?

- Bo to jest samiec….

- No tak?

- I pomyślałem, że może przyszedł sezon rozrodczy i on jest zainteresowany samicami i dlatego nie chce jeść…

- Aha… Pulung, a kiedy u nas zaczyna się sezon rozrodczy lemurów?

- W kwietniu.

KURTYNA

IMG_0293

Krótki dialog obrazujący smutno, co weterynaria robi z kobietą (a przynajmniej weterynaria w ZOO na Jawie. W Warszawie wiadomo- kwiatki, czekoladki).

- Dr Ania, przywiozłem ci prezent. Z służbowej delegacji- oświadczył kierownik M i wręczył mi małą torebeczkę. Kierownikowi M coraz częściej zdarza się przemawiać ludzkim głosem, znać Wigilia coraz bliżej.

- Zgadnij co to.

Torebeczka była nieduża, na indonezyjskie możliwości nawet elegancka. Ze słonikiem.

- Relanium w ampułkach? :D- ucieszyłam się. (przysięgam, że potrzebuję do anestezji, nie na użytek własny)

- Nie.

- …..

- Zgaduj dalej.

- Resztki z obiadu??? (okolice Batu są enklawą najohydniejszej kuchni jaką w Azji można sobie wyobrazić).

- Nie no przecież pół kaczki właśnie zżera Tomek.

- Hmmmm….. Kupę do zbadania????

Nie jesteśmy specjalistami od zwiedzania miast. Blog najlepszym tego dowodem. Przez ostatnie 2 lata napisałam chyba wyłącznie o pobycie w Bangkoku.. i to pewnie też tylko dlatego, że spędziliśmy tam pierwsze dni naszej “wyprawy dookoła świata”.

Oczywiście od cuchnących czasów tajskiej stolicy odwiedziliśmy kilka metropolii i pomniejszych miasteczek. Niektóre bardzo mi się podobały (Perth <3) . Inne mniej (Bangkok!). Nie pisałam o żadnym.

Lubię miasta. Tomek nie cierpi. Ten rozdźwięk estetyczny utrudnia zwiedzanie.

Zawsze jednak mamy jeden, stały punkt programu. Jeśli tylko taki istnieje- idziemy do ogrodu botanicznego! W naszej burzliwej rzeczywistości Bunika i Marchewki to szczyt kompromisu. Poza tym naprawdę lubię ogrody botaniczne.

Kiedyś powinniśmy zrobić ranking naszego Top 10. Zaczynałby się od ogrodu botanicznego w Batumi. Singapurski ogród botaniczny też byłby w pierwszej piątce. Może i Singapur jest koszmarnym państwem policyjnym, gdzie za połowę przestępstw można stracić życie, a reszta jest karana chłostą bambusowym drągiem (true story!), spotkanie grupy powyżej 5 znajomych w przestrzeni publicznej jest wykroczeniem (nielegalne zgrupowanie, prawie jak manifestacja), guma do żucia jest nielegalna, a sprawdzaniem, czy przypadkiem nie przeżuwasz skrycie zajmuje się armia policjantów w cywilu…. ale miasto mają ładne. Ogród botaniczny też jest ładny, a że był to mój ostatni wyjazd ze starym aparatem, trochę mnie poniosło :P

IMG_0433

Te żółte kwiatki to storczyki. Tak naprawdę nie zwiedziliśmy całego ogrodu, bo Tomek spał do 10, a później nie mieliśmy już wystarczająco dużo czasu :) Tomek oczywiście powiedziałby, że to wszystko dlatego, że chciałam sfotografować każdego ze 150000 storczyków… ale to nie prawda.

IMG_0406

Oczywiście to nie byłby Singapur, gdyby na wstępie nie zabronili wszystkiego, poza oddychaniem.

IMG_0415 Gwóźdź programu romantycznej randki “Jezioro Łabędzi”, a w nim- żółwie, wydry i stado karpi.

IMG_0413

IMG_0411

Tu trochę mnie poniosło z romantyzmem, ale jak już pisałam, to był pożegnalny spacer z Eoskiem, a to kochany lustrzanek.

IMG_0416Ścieżka tematyczna “Las deszczowy”

IMG_0421

IMG_0492

Szczyt bonzajowej ekstrawagancji- bonsai z bananowca.

IMG_0423A teraz “Orchid Garden”, za który trzeba zapłacić całe 5 SGD (moim zdaniem zdecydowanie warto, wg Tomka… nie warto :P ale był dzielny :P)

IMG_0431

IMG_0434

IMG_0439

IMG_0425

IMG_0446

IMG_0465

IMG_0478

IMG_0458

IMG_0468

IMG_0471

IMG_0463

Bardzo piękny ogród :)

* w tym miejscu chciałabym delikatnie zwrócić uwagę na fakt, że absolutnie wspaniały, wytrzymały (żeby nie napisać niezniszczalny), niezawodny, lekki i poręczny Eos 400D, którym wykonano powyższe zdjęcia jest na sprzedaż, w komplecie z zaledwie 11-miesięcznym obiektywem Sigma 17-70mm 1:2,8-4, szerokokątnym kitowym obiektywem do Canona, Sigmą 18-200mm, zestawem baterii, ładowarką i kartami pamięci. Aparatem wykonano miliard zdjęć i nosi ślady intensywnego użytkowania, Sigma 17-70 to dla amatora przyjemny obiektyw, w doskonałym stanie; dlatego cena (do uzgodnienia) dotyczyć będzie głównie obiektywu. Sigmę 18-200 i szeroki kąt gratis. Info na priv.

(wszystkie zdjęcia na blogu od 24 grudnia 2013 były wykonywane powyższy zestawem)

Wartość sentymentalna ogromna.

IMG_0472

*

Ponieważ za sprawą mojej skromnej osoby liczba rodaków w imperium RR osiągnęła liczebność spokojnie usprawiedliwiającą założenie w Batu konsulatu, baru ze śledziem, wódką i ogórem, a już na pewno refundowanej przez NFZ poradni psychologicznej, w naszej smutnej egzystencji emigrantów na Jawie pojawiła się namiastka życia towarzyskiego. Z uwagi na brak pubów, klubów i lokali (o szkołach tanga i milongach nie wspominając), podkreślam namiastkowość tego życia. Dobrze, że po 5 miesiącach poszukiwań udało nam się znaleźć monopolowy.

Życie towarzyskie upływa więc nam na wspólnym gapieniu się w telewizor i skakaniu po 15 kanałach. Jest nawet Animal Planet. Teoretycznie moglibyśmy oglądać filmy, jednak w sytuacji gdy ja jestem chwilowo zauroczona produkcjami Ves’a Anderson’a, Tomek “Transformersami”, a reszta nie ma (sensownego) dostępu do internetu- o porozumieniu nie może być mowy.

Gapimy się więc w TV.

Popatrzyliśmy na wytarzanego w błocie komandosa wyżerającego skorpiony spod kamieni i pijącego wodę z kałuży. Obejrzeliśmy fragment filmu przyrodniczego o Wyspach Wielkanocnych, traktującego o fakcie, że umarło tam wszystko co mogło. Przerzuciliśmy się na CNN, gdzie tylko walki, wybuchy, wojny i zamachy. Spróbowaliśmy spojrzeć na świat z innej perspektywy, w Al Jazeerze były tylko wybuchy, walki, wojny i zamachy. Przełączyliśmy na BBC gdzie były zamachy, wojny, walki i wybuchy.

- Ja *** (tu spontaniczny wyraz negatywnych emocji)! Tego się nie da oglądać! Znaczy ja nie mogę! Wszystko jest bez sensu! Wycięli w pień lasy na Wyspach Wielkanocnych i niczego się nie nauczyli; wszystko zniszczą, spalą, zaorają, zeżrą i wybiją. Chińczycy wpierdalają ostatnie tygrysy, jacyś amerykańscy komandosi wpieprzają skorpiony i jaszczurki… później pewnie bachory w przedszkolach też żują jaszczurki bo się napatrzą na tego idiotę… A cała reszta świata zamiast wziąć się i ratować co zostało, będzie się bawić w wojny i masakrować cywili bo tak najłatwiej. Boże!…. Musze się napić!-podsumowałam.

- Łoooohoho… no to jak już się zaoferowałaś… to jedziesz po wódkę :D
- Yyyyy… nie no… to była taka… filozoficzna rozkmina.

- Nie, nie… znaczy tak, tak… zgadzamy się z tobą; trzeba się napić.

- Ale przecież piliśmy wczoraj?

- No i?

- I przed wczoraj.

- Jedziesz po tą wódkę czy nie?

- No właśnie wiesz… ja nie wiem czy… znów?

- My jesteśmy za.

- Ale ja nie jestem.. chyba- asertywność, moja mocna strona.

- OK, to rzucimy monetą. Patrz- tu masz ptaszka, druga strona, masz… kurwa też ptaszka :D No to nie, wróć. Tu masz “jalak bali”- jak wypadnie, to pijemy. A tu masz… “bank Indonesia” jak wypadnie…. to tym bardziej pijemy…. to chyba musisz jechać.

Nie jest lekko żyć na Jawie.

Babuszka

To był najpiękniejszy widok jaki mogliśmy sobie tego ranka wymarzyć! Babuszka na antypodach!

IMG_0693

Babuszka jest gibonem borneańskim, któremu na stare lata dane było zostać bohaterem historii kryminalnej… prowadzącej do smutnego wniosku, że na Jawie lepiej trafić w ręce białych przestępców niż praworządnych Indonezyjczyków.

Babuszka została porwana.

Przez nas.

Było to dawno, dawno temu, kiedy to kierownik M stawiał pierwsze kroki na jawajskiej ziemi i przyjechał obejrzeć ZOO M, gdzie również ma rządzić, dzielić i próbować pracować. M-ZOO nie zrobiło na kierowniku najlepszego pierwszego wrażenia. A to mara biegała po ekspozycji z gigantyczną raną grzbietu, zżeraną przez kolejne pokolenie much,a to nadliczbowy niedźwiedź malajski spędzał swą młodość w klatce 1*1,5 metra, albinotyczny kangurek dreptał po wybiegu z kikutami usychających łapek, a ostronos obnosił się po klatce z gigantycznym nowotworem gruczołu mlekowego… Kiedy więc doszliśmy do kwarantanny, gdzie na podłodze klatki wykonanej w klasycznym indonezyjskim stylu: “wielki beton; asceza” dogorywał skandalicznie odwodniony, wychudzony, skołtuniony gibon z połamaną ręką, kierownik M wzburzył się. Argument, że przecież małpa ma wodę (zawieszoną 1,5 metra nad ziemią), tylko nie pije (warstwa glonów, larwy komarów i cały mały ekosystem w misce “bo w ciepłym klimacie tak się dzieje z wodą”) nie pomógł.

Zapakowaliśmy gibonicę do bagażnika i łamiąc kilka poważnych przepisów pojechaliśmy do naszego wspaniałego ZOO.

IMG_0692

Kierownik M w ówczesnym czasie bardzo wierzył w moje chirurgiczne talenty i założył optymistycznie, że z pomocą kilku książek naprawię małpią łapę. Niestety sytuacja okazała się być beznadziejna. Uraz był bardzo stary (zwichnięcie nadgarstka), długotrwałe nie używanie dłoni doprowadziło do dramatycznych przykurczy ścięgien mięśni zginaczy nadgarstka i palców, oraz zaników mięśni przedramienia. Babuszce nie można było nawet rozprostować palców, a rehabilitacja półdzikiego zwierzęcia nie wchodziła w grę.

Ostrzygliśmy jednak małpie dready, wyczesaliśmy tragicznie zaniedbaną sierść, odpchliliśmy, odrobaczyliśmy, nawodniliśmy i zaczęliśmy porządni karmić.

IMG_0694

tak jedzą nasze małpy i czasami zastanawiam się, czy nie poprosić działu żywienia, żeby mi też szykował co rano jakąś miskę (ale wtedy Susan na pewno próbowałaby mnie otruć)

Babuszka spędziła kolejne kilka tygodni w klatce w naszej kwarantannie; pomiędzy stadem zapasowych ostronosów, a jawajskim gibonem psychopatą, który doprowadza do szału nas i niewątpliwie wszystkie kwarantannowe zwierzęta, wyjąc opętańczo co noc, o 3 nad ranem.

W międzyczasie zastanawialiśmy się, co by tu z Babuszką zrobić, bo jako kaleka, stara, smutna małpka jest “nieekspozycyjna”, a żal trzymać ją do końca życia w kwarantannie. Odesłanie jej z powrotem do M-ZOO również nie wchodziło w grę.

Wtedy też, zwiedzając imperium braci RR kierownik znalazł “zapomniane ZOO”. I się zachwycił. Blisko. Cicho. Zielono. Są wielkie klatki. Jest klimat (zmierzch ludzkiej cywilizacji, listopad i przemijanie- zarastające tropikalnym zielskiem woliery, suche liście chrzęszczące pod stopami i wysypisko śmieci budowlanych 50 metrów dalej). Jest potencjał i wielkie możliwości.

Pozwolenie na wykorzystanie porzuconych wolier dostaliśmy zaskakująco szybko.

I zaczęło się. Teraz pomiędzy pacjentami meblujemy klatki. Projekt jest porywająco “ekologiczny”, bo recyklingowy. Gałęzie zabieramy z zaplecza żyrafiarni. Trochę prostych tyczek podprowadziliśmy z nowego wybiegu dla lwów (projektant był najwyraźniej zafascynowany Biskupinem- nie widzę innego powodu dlaczego lwie cztery ściany muszą być obite palisadą prymitywnie ociosanych pieńków). Reszta jest z odzysku. Z wysypiska. Nasze małpy będą skakać po blatach wyrzuconych stołów, starych skrzynkach transportowych, niepotrzebnych paletach, tablicach informacyjnych i drzwiach donikąd…

IMG_0695

Świetnie się bawimy. Nawet trochę zazdroszczę Tomkowi, że ma mniej pacjentów, a więcej czasu na budowanie dziwnych konstrukcji z belek i gałęzi. Fajna praca. Wymierna.

Babuszka była trzecim zwierzakiem, który wprowadził się do “Zapomnianego ZOO”. Ma specjalną klatkę z szerokimi, niskimi stopniami i poręczami z lin. Budę dla psa na ziemi. Spokojne sąsiedztwo w postaci wiewiórek olbrzymich.

Pierwsze trzy dni nieco nas zawiodły. Tomek popisał się swoimi konstrukcyjno-empatycznymi zdolnościami, przygotował jej klatkę spokojnej starości, a gibonica siedziała tylko na parterze. Może wydawała się bardziej zrelaksowana i szczęśliwa. Miała świeże powietrze. Ziemię, a nie siatkę pod stopami. Ptaki i wiewiórki, a nie gibona-psychola za towarzystwo. Poza tym, jak każda stara małpa w tym ZOO, po kilku tygodniach znajomości była już totalnie zakochana w Marchewce i na jego widok biegła do siatki, żeby się przywitać, potrzymać za ręce i popatrzyć sobie w oczy, więc teraz przesiadywała sobie razem z Tomkiem, albo obserwowała, jak robi nowe klatki i strach się bać, jakie małpie myśli krążyły po jej starej głowie. Wszystko było w porządku… tyle tylko, że żyła na podłodze.

Dziś rano siedziała na najwyższej półce.

I śpiewała cichutko.

* I to są momenty dla których tak bardzo bardzo warto starać się i pracować w ZOO; bo czasami jednak udaje się zrobić coś dobrego.

ngs94-0142

Mur

Historia którą dziś opiszę, nie należy do nowych. Nigdy jednak nie pojawiały się na blogu.

Powód- prymitywizm.

To, z czym tu… “żyję”, bo już nie walczę, jest tak niskie, przyziemne, prymitywne, prostackie, płytkie i żenujące, że aż wstyd o tym pisać.

Czas jednak pokazać światu prawdziwą “indonezyjskość”, inaczej nikt nie zrozumie dlaczego oszalałam, albo “… pewnego pogodnego dnia, dotychczas spokojna i wzorowa uczennica Gimnazjum nr 5, Anna B przyszła do szkoły z kupionym na ruskim bazarze karabinem i otworzyła ogień do kolegów i koleżanek. Zginęło 15 osób, 40 zostało rannych”.

IMG_8052

Prawdopodobnie jest to pewna forma mobing, albo przemocy psychologicznej, choć oskarżyć o tak wysublimowane strategie jednostkę, która mentalnie i kulturowo zeszła z drzewa dwa pokolenia temu, i na dobrą sprawę wciąż jest małpą w hidżabie, to trochę tak, jakby oskarżać jakąś Vanesskę z grupy czerwonych muchomorków, że złośliwie zepsuła nam wszystkie babki z piasku… I na tym polega główny problem. To, jak one się zachowują, jest tak poniżej jakiejkolwiek krytyki, że wstyd mi to komukolwiek zgłaszać, bo momentalnie czuje się jak trochę mądrzejszy sześciolatek w grupie sikających pod  siebie i rzygających kożuchami z mleka bahorów. I nie mogę z tym walczyć… bo przy całej dostojności mojego metr-prawie-sześćdziesiąt… musiałabym sobie wykopać grób, żeby zejść do tego poziomu.

Dzisiejszy dzień, jak niemal co dzień, zaczął się dramatem. O tyle nie “niespodziewanym”, że kilka dni temu w ramach moich dodatkowych zleceń fotograficznych, byłam na zapleczu jaguarów, sportretować Aslę, która być może trafi do innego, niewątpliwie lepszego świata. Alsa rotacyjnie dzieli wybieg z Ms Grumpy (sive Virgin) i Black Jag’iem (Putra), którzy swego czasu regularnie pojawiali się na blogu (tu i tu). Wpadłam na zaplecze zabrać Nutrigel, dla którego Alsa jest w stanie zrobić wszystko i przeraziłam się. Putra wyglądał i śmierdział tak, jakby zaraz miał umrzeć na mocznicę.

DSC_4615

Zapytałam dr Pristę, czy coś o tym wie. Dr Prista oświadczyła, że Putra długo nie miał apetytu, ale dr Susan wzięła go pod swoje (obmierzłe, błoniaste) skrzydła i już jest lepiej.

Dziś niewątpliwie zrobiło mu się lepiej.

Kierownik M i szef R wyrazili prośbę, bym była przy sekcji zwłok i napisała niezależny protokół, świadomi umiejętności diagnostycznych lokalnych pracownic. Nie jestem pewna, czy przed naszym przyjazdem istniał tu zwyczaj analizowania zmian anatomopatologicznych i stawiania rozpoznania pod koniec sekcji, czy też grzebanie we flakach było tylko rytuałem ostatniego pożegnania, odkąd jednak Susan przyswoiła sobie piękny zwrot “niewydolność krążeniowo-oddechowa” zwykle to jedyne, co można od niej usłyszeć. Co gorsza ciężko odmówić jej racji. Na dobrą sprawę każde umieranie sprowadza się do niewydolności krążeniowo-oddechowej. Utonięcie czy gruźlica, poderżnięcie gardła czy zatrucie cyjankiem, udar cieplny czy postrzał… ostatecznie wszystko to na koniec zaburzenia pracy układu krążenia i oddechowego.

P1130558

Oczywiście Susan i Prista nie byłyby sobą gdyby w tą beczkę inteligenckiego miodu nie wrzucały jawajskiego dziegciu. I tak mieliśmy już babirusę (jawajską, leśną świnię), która utopiła się w błocie, przeoczono natomiast krwotoczne zapalenie jelit. Jelonka który zginął zabity przez kolegę, z pominięciem wątroby, tak zeżartej przez motylicę, że można było wbijać nią gwoździe w ścianę; albo karolinkę (kaczka), padłą z powodu stresu, mimo ropnego zapalenia płuc.

P1130554

Z uwagi na powyższe argumenty, szefostwo uznało, że powinniśmy być przy sekcji.

Poinformowałam o tym Susan, która z marszu się obraziła. Pomarudziwszy uznała jednak, że “OKeee”, sekcja po lunchu.

Po czym zamknęła się w prosektorium na klucz.

CAŁE ŻYCIE Z DEBILAMI!!!!!!

I biedny Black Jag Putra. Miał takie smutne życie. Może lepiej, że krótkie

Wyjadę stąd martwa. Wewnętrznie.

All in all it’s just another brick in the wall.

KURTYNA!!!!

MUZYKA!!!

(aktorzy kłaniają się z nożami wbitymi w plecy)

https://www.youtube.com/watch?v=HrxX9TBj2zY%5B/embed%5D

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 1,275 other followers

%d bloggers like this: