Feeds:
Posts
Comments

Dziś wypełniając hurtem wszystkie karty pacjentów podliczyłam ich pogłowie i wyszło mi, że każdego dnia minimum raz dziennie podaję kroplówkę i/lub dodatkowe leki 41 zwierzakom, nie licząc pawia, który złamał sobie palec i, mam nadzieję, uprzejmie się zrasta w warunkach ograniczenia ruchu i komfortu leków przeciwbólowych. W przerwach odrobaczam swoją zwierzynę, bo tak się szczęśliwie złożyło, że akurat wypadł czas kwartalnego odrobaczania.Tomek w tak zwanym międzyczasie aranżuje nowe klatki i produkuje zabawki dla stada naszych znudzonych małp. Jakby tego było mało wczoraj cieliła się żyrafa… noc uczyniła z Tomka bohatera, ale przez parę godzin wszyscy mieli już miękkie nogi (a dr Karma modliła się żarliwie i widowiskowo w kącie żyrafiarni).

DSC_5686Morelia viridis

Dzieje się.

41 pacjentów powinno tłumaczyć dlaczego każde zwleczenie się rano z łóżka jest dramatem, 4 kawy dziennie koniecznością, a codzienny (w teorii) zestaw ćwiczeń z “minimum przyzwoitości” zamienił się w jakąś katorgę. Ale warto. Naprawdę warto.

A teraz: dlaczego? Nie, to nie jest kolejny widowiskowy “pomór w Batu”. To inna katastrofa: szef postanowił wykonać plan w 250% i otworzyć herpetarium 3 miesiące wcześniej, niż kierownik planował. Większość moich pacjentów to właśnie “nowa kolekcja”. Wychudzona, odwodniona i spektakularnie zarobaczona. Myślę, że gdybym miała tu mikroskop, z pomocą którego można by wszystko mierzyć i fotografować, świat (i moje CV) wzbogaciłby się pewnie o jakiegoś Kalicephalus’a bunikowskae, albo Physaloptera marchevensis :) Nie mamy jednak ani sprzętu, ani promotora, więc błyskotliwego doktoratu nie będzie. Tymczasem są gady…

DSC_5769-001Morelia viridis

To będzie krótka lekcja geografii i mam nadzieję dobra lekcja biologii pt “bioróżnorodność jest zachwycająca i przechodzi Twoje wszelkie wyobrażenia(!)”.

Zdecydowaną większość gadów nowego herpetarium stanowią gatunki indonezyjskie. Indonezja- jak wiadomo- kraj wysp. Jak być może już nie każdemu wiadomo- wyspy to swego rodzaju “fabryki bioróżnorodności”. Relatywnie małe, odseparowane ekosystemy, znacznie różniące się od tych na stałym lądzie, bo często czegoś brakuje- czasami nie ma ssaków, czasami gadów, czasami pewnej grupy roślinożerców, drapieżników, czy roślin. Dostać się tam ciężko- ale gdy już jakieś zwierzaki tam sztorm zawieje- zwykle szybko ewoluują w najwygodniejszym im kierunku i zapełniają nisze, które na stałych lądach były dla nich niedostępne, albo chociaż ewoluują tak, że szybko przestają być podobne do swoich kuzynów ze stałego lądu. Dlatego po Nowej Zelandii wędrowały wielkie nielotne ptaki moa, na wyspach Galapagos żyją olbrzymie żółwie i stado “zięb Darwina”, a Madagaskar to królestwo lemurów. Gatunków endemicznych (czyli nie żyjących nigdzie indziej poza danym terenem) na każdej indonezyjskiej wyspie są setki (może pomijając Maderę, gdzie doszczętnie wycieli wszystkie lasy), a to znaczy, że ich lasy,cięte bez pamięci przez chińskie giganty celulozowe, są unikatowe i niewiarygodnie bogate.

Teraz ważne hasło: Moluki. Moluki to archipelag malutkich wysp położonych we wschodniej części Archipelagu Malajskiego.

IndonesiaMalukuIslands

Dla miłośników waranów podróż na Moluki i wyspy wokół wybrzeża Papui Nowej Gwinei byłaby chyba tak samo wspaniała, jak wyjazd do Parku Narodowego Krugera dla każdego, kto marzył o safari.

Moluki są ciepłe, lesiste i górzyste. I praktycznie na każdej z wysp żyje inny gatunek nadrzewnych waranów. Każdy jest w innym kolorze.

A teraz krótka wycieczka po naszej kolekcji.

Waran szmaragdowy (Varanus prasinus).

DSC_5774

Szmaragdowy jak sama nazwa wskazuje. Występuje w lasach Papui Nowej Gwinei i niektórych okolicznych wysepkach. Został odkryty i opisany jako pierwszy, dlatego całą resztę kolorowych, nadrzewnych waranów określa się jako “grupę gatunkową v. prasinus”. Wszyscy jej barwni przedstawiciele są niedużymi (do 100 cm) gadami o długim, chwytnym ogonie. Żyją w koronach drzew, gdzie polują na owady.

DSC_5780-001

Ogon! Ogon jest niemal dwa razy dłuższy od ciała tych waranów, a u prasinusów, gdy oplatają go dookoła naszych rąk czy palców- wygląda całkiem jak pęd zielonego groszku.

Waran błękitny (Varanus macraei)

DSC_5793

Warany błękitne, jak nazwa wskazuje, są błękitne. Grzbiet jest niemal czarny w niebieskie cętki.

Żyją tylko i wyłącznie na wyspie Batanta.

macraei

DSC_5789

DSC_5791

Varanus reisingeri

DSC_5806

Varanus reisingeri został opisany (czyli odkryty dla świata biologów z krajów cywilizowanej północy) dopiero w 2005 roku. Nie jestem pewna, czy ma już oficjalną polską nazwę, tłumacząc z angielskiego były nadrzewnym żółtym waranem.

reisingeri

Żyje jedynie na wysepce Misol.

DSC_5809-001

Co za wzór! I kolor! Polskie zwinki i padalce jakoś nigdy nie budziły moich przesadnych emocji, ale to są naprawdę spektakularne jaszczurki. Może robione na szybko zdjęcia nie oddają tego w pełni, mam jednak nadzieję, że gdy zamieszkają w nowych terrariach będę miała czas i warunki żeby sfotografować je lepiej.

Varanus kordensis

DSC_5796Nie jest tak ekstrawagancki jak reisingeri, ani spektakularnie szmaragdowy jak prasinus, jednak zdecydowanie nie pozbawiony uroku. Piękna zieleń. Również nie doczekał się polskiej oficjalnej nazwy.

kordensis

V. kordensis żyje na wyspie Biak.

DSC_5803

Waran turkusowy Varanus caerulevirens

DSC_5829Waran turkusowy nie należy już do grupy prasinus, tylko grupy gatunkowej indicus, jest więc bliżej spokrewniony z waranem indyjskim.

caerulivirens

Żyją na wyspie Halmahera.

DSC_5830-001Niewiele “ciekawostek” można znaleźć o nich w sieci. Żeby nie pisać znów, że “ah, jakie piękne”- mają łapki jak niebo nocą.

DSC_5826-001

I wspaniałe ogony.

To wszystkie warany które już wkrótce będzie można oglądać w naszym ZOO, jednak wśród indonezyjskich lasów biegają jeszcze takie piękności jak Varanus melinus

2048zdjęcie autorstwa 

Varanus doreanus

0649calphotos.berkeley.edu

Varanus beccari

203175http://www.biolib.cz/

Mam nadzieję, że podobała Ci się notka tego typu. Wszelkie “za”, “przeciw” i inne uwagi są bardzo mile widziane w komentarzach.

Osobiście uważam, że fauna tego świata jest absolutnym cudem (tak, “wierzę” w ewolucję), z tysiącami fantastycznych, pięknych czy niezwykłych zwierząt, o których warto pisać, choć są mniej znane niż lwy, tygrysy, goryle czy żyrafy (nie umniejszając nic wspaniałości lwów, tygrysów, żyraf czy goryli).

* pisząc tą notatką korzystałam z informacji zawartych na http://www.monitor-lizards.net/. Z tej strony pochodzą również użyte przeze mnie mapki.

Tratatatam!!!

Drodzy czytelnicy!

Wczorajszy dzień był wyjątkowym!

Moja wrodzona skromność wciąż nie potrafi w to uwierzyć, ani zrozumieć; nabyta (i modna) próżność nie pozwala sprawy przemilczeć… wczoraj na liczniku blogowych odwiedzin stuknęło 100 000! Słownie sto tysięcy!!!

Wszystkim współodpowiedzialnym za ten wynik chciałabym bardzo podziękować :) Przyjemniej się pisze, ktoś to czyta :)

DSC_5640-001

Sam Wiesz Kto

- Boże…. ja mam tak samo jak on!!!

- ?….. czyli?

- Nie mam po co żyć!!! Ani dla kogo! Ani dla czego!!! Ani na co! Nic nie mam! …W sumie nawet nie wiem, co bym chciała mieć! Niby wiem, co bym chciała robić, ale to i tak jest totalnie nierealne! A nawet jakby się udało, choć to niemożliwe, to i tak jest bez sensu! Bo żeby ratować drapieżniki szczytowe, trzeba ratować ekosystemy, a ludzie mnożą się jak pieprzona stonka i niedługo zeżrą, zetną i zadepczą wszystko, bo muszą mieć miejsce na swoje chałupy, stragany i pola durnego ryżu. I wszystko jest bez sensu. Żyjesz po to, żeby tylko patrzeć na umieranie. A poza tym nie mam psa, kota ani chłopaka i nikt mnie nie kocha i nikomu na mnie nie zależy….  może poza rodzicami. Moje życie jest tak tragicznie bezcelowe!

- Jezu! z tobą naprawdę nie można oglądać takich filmów jak…. Harry Potter!?

“Zakon Feniksa” pełen ukrytych znaczeń. Mam niepokojące wrażenie, że gdybym teraz zaczęła czytać o Hogwarcie wyszedł by mi z tego wielotomowy “Lot nad kukułczym gniazdem”.

Fakt, że większość ludzi nie wie, co zrobić ze swoim życiem, albo idzie przez nie bezrefleksyjnie jak stado baranów, zapatrzonych w malowane wrota świata z TVNu wcale nie ułatwia sprawy.

5862_506543542747829_300937901_n

Rozmowy obchodowe

- To jest cudowne zwierze!!!

- Nooo… ale straszna zołza. I jeszcze zawsze jak coś ją zdenerwuje, to odreagowuje na swoim chłopie. Albo idzie mu wpierdolić, albo zmusza go do seksu.

- To straszne. Typowa kobieta.

DSC_5022Manis jest lamparcicą “być może jawajską”, (co chcieliśmy potwierdzić z uprzejmą pomocą kadry z mojej ukochanej Alma Mater :) i moim ulubionym kotem w ZOO (pomijając Leona)

DSC_5020Mieliśmy ambitny plan znalezienia jej jawajskiego męża i rozmnażania tego zagrożonego wyginięciem podgatunku w batuańskiej niewoli… plan był słaby bo nie uwzględniał faktu, że ja nie mam zamiaru mieszkać tu kolejnych 10 lat, a załatwienie czegokolwiek w tym chorym kraju trwa wieki, więc pewnie nie dołożę żadnej cegiełki do ratowania dzikich wielkich kotów na świecie…

DSC_5018

100% Batu

Przy pełnej świadomości, że stoję na skraju załamania nerwowego, a moja jawajska kariera skończy się wieloletnią terapią psychologiczną- tego kraju nie sposób nie doceniać! Terry Pratchett powinien przyjechać tu na dłuższe wakacje. Seria o Świecie Dysku zyskałaby kolejne, niezapomniane historie!

16164033dzisiejszy odcinek będzie  nutrii. Nutria jaka jest, każdy widzi. Z jakiś powodów szef je uwielbia (zdj. z http://www.panoramio.com/, bo chyba nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby fotografować nasze)

11 grudnia 2014. O godzinie 15, tuż po kolejnym ataku monsunu, enigmatyczni opiekunowie “Fish Landu” przynieśli do kwarantanny nutrię, wymownie zawiniętą w czarny plastikowy worek. Ostatnimi czasy trup ściele się w naszym ZOO gęsto, widok nie był więc zaskakujący. O dziwo- nutria nie dążyła do prosektorium, ale na salę operacyjną. Żyła. Konała.

Była w tak tragicznym stanie, że nawet z moim zacięciem do “zawsze warto spróbować/cuda się zdarzają/nadzieja umiera ostatnia/szkoda zwierzaka/nienawidzę eutanazji” nie widziałam żadnych szans. Ciężka hipotermia, bradykardia, płytkie, rwane, rzadkie oddechy i anorektyczne wychudzenie ciała. Skóra i kości. Łamiąc lokalne normy obyczajowe i klnąc na siebie i cały świat, że nie zauważyłam, że nutria taka chuda, a żaden keeper nie raczył mnie poinformować, uśpiłam ją i odniosłam taksydermistom do oskórowania.

Giman szarmancko wyraził swoją radość z powodu licznie przeprowadzanych przeze mnie sekcji zwłok, dzięki którym mamy czas na długie rozmowy. Odparłam uprzejmie, że z przyjemnością dokończę temat borneańskich duchów i ich wpływu na potencję jawajskich mężczyzn (poniekąd fascynujące), po czym wsiadłam na skuter i pojechałam porozmawiać/opierdolić opiekunów nutrii.

Fish Park wraz z przyległym do niego “pawilonem nocnych zwierząt”, “korytarzem gadów” i “ciemnym kątem z żółwiami” jest przybytkiem “skomplikowanym”. Tabliczki informacyjne w większości przypadków zawierają co najmniej jeden błąd (zła nazwa gatunkowa, zła nazwa łacińska, złe zdjęcie, złe występowanie i wszystkie możliwe kombinacje powyższych), lub kompletnie nie zgadzają się z mieszkańcem klatki, bo ten: umarł/został przeniesiony/nigdy się nie zgadzał. Nigdy nie wiadomo kto jest opiekunem konkretnego zwierzęcia- keeperzy pracują stadnie, odpowiadają stadnie i myślą (jeśli w ogóle) stadnie- jeśli któryś z nich ma wolne (a zawsze ktoś ma wolne)- zwykle to właśnie on posiadał wszystkie istotne dla mnie informacje. Nocturnal-Fish Park to wyzwanie.

Wyciągnęłam z socjala Ikę- moją ulubioną tłumaczkę i poszłyśmy na poszukiwania. Ika opatulona w kamizelkę, ocieplaną kurtkę i rękawiczki- bo monsun, zima i idą święta. O dziwo, bez zbędnego mataczenia, aż trzech dobrowolnie przyznało się do opiekowania nutriami. Najspokojniej jak mogłam (mistrz zen… już niedługo) wytłumaczyłam im, że nutria nie żyje, bo była tragicznie wyniszczona i nie mam do nich pretensji, że zdechła, tylko, że muszą mi mówić, jeśli jakieś zwierze nie je, źle się czuje, albo dziwnie zachowuje… bo ja, zwłaszcza w przypadku chowających się po kątach nutrii, nie zawsze jestem w stanie coś takiego zauważyć. Opiekunowie, każdy przesłuchiwany oddzielnie, bo tak się korzystnie złożyło, odpowiedzieli szczerze zdziwieni “że jak to nutria była wyniszczona, przecież jadła?” (tu trzeba im przyznać rację, że nutrie są puchate i kosmate i niekoniecznie widać, jak bardzo są chude). A poza tym “mam się nie przejmować, bo to była bardzo stara nutria. Wszyscy wiedzą, że to strasznie stara nutria… rodziła z 5-7 razy… i była bardzo stara… każdy kiedyś musi umrzeć”.

OK. Pouśmiechaliśmy się. Pogadaliśmy, że zimno.

Wróciłam na prosektorium kroić nutrię.

Naprawdę jadła do samego końca. Faktycznie mogła być bardzo starym zwierzakiem.

A poza tym była samcem.

Dzisiejsza notatka poświęcona będzie efemerycznemu zjawisku, jakim jest Tomasz Marchewka dobro czyniący (każdemu się zdarza).

DSC_5496

Zanim jednak rzesze fanek zyskają kolejne powody do wzdychania, dwa mądre słowa: stereotypia i enrichment.

Stereotypia to sposób zachowania zwierząt, który co wrażliwszych obserwatorów skłania do refleksji nas zasadnością istnienia ogrodów zoologicznych. Mam wrażenie, że ludzie z przerażającą łatwością są w stanie zaakceptować przetrzymywanie zwierząt (dzikich, “rzeźnych”, hodowlanych) w klatkach, o ile te nie łażą maniakalnie w kółko, nie smarują szyb, gałęzi, siebie i kolegów gównem, nie kopulują na wybiegu, bądź nie onanizują na oczach dzieci, młodzieży, starców, duchownych i osób głęboko wierzących. Maniakalne łażenie w kółko to właśnie stereotypia. Trzy kroki w prawo-ściana- obrót- trzy kroki w lewo-obrót-trzy kroki w prawo-ściana-obrót-trzy kroki w lewo… Podłoga-gałąź-gałąź-półka-gałąź-gałąź-podłoga-gałąź-gałąź-półka… Proste, bezsensowne, bezmyślnie powtarzane ruchy, za którymi stoją poważne zaburzenia psychiczne.

Enrichment*- z angielskiego i jawajskiego “wzbogacenie”, czyli w przypadku ZOO wszystko to, co można zwierzakowi wrzucić do klatki, żeby jego życie stało się piękniejsze. Platformy, liny, hamaki, drabinki, dziwne dyspozytory do żarcia, sadzawki z rybkami, baseny z bojami, huśtawki, zabawki, kołowrotki… jeśli jest czas, wola, wyobraźnia i pozwolenie rządzących- można poszaleć.

* w naszym wielokulturowym czyt. jawajsko-polsko-chińskim zespole, jak i materiałach edukacyjnych z których korzystamy, wszyscy enrichment nazywają enriczmentem (ew. “apgrejtem klatki”) i dziwnie by mi się pisało, gdybym teraz nagle na potrzeby czystości językowej próbowała to na siłę spolszczyć… niech więc już raz tak “światowo” zostanie.

IMG_1179

W naszym ZOO, przy wszystkich jego spektakularnych wadach i absurdach, uczciwie trzeba przyznać, że stereotypia nie jest dużym problemem. “Nieduży” w mojej subiektywnej ocenie oznacza 10-15 zwierząt w kolekcji liczącej ok 1300 osobników. Wśród nieszczęśliwych zwierząt były dwa szopy pracze. Każdy z nich żył na innym wybiegu. Jeden z parą, a drugi z pięciorgiem współwięźniów. Nie wariowały “aż tak bardzo”. Tylko od czasu do czasu, być może w z okazji co większych “napadzików” dreptały maniakalnie wzdłuż szyby. Może miały jakieś kłopoty towarzyskie? Reszta towarzystwa nie miała żadnych problemów egzystencjalnych. Bawiły się grupowo na kołowrotkach, myły łapki w miskach z wodą, spały do góry brzuchem i od czasu do czasu kłóciły o jedzenie. Wybiegi miały ubogie, ale starały się nimi cieszyć, jak mogły.

P1120992

Z pomocą przyszedł im Tomasz. Tomek pała do szopów miłością wielką. Moim zdaniem mamy pod opieką dziesiątki bardziej fascynujących, majestatycznych, pięknych i intrygujących zwierząt niż szopy… ale im też nie można odmówić uroku.

Pierwsza zabawka powstała, gdy umierałam z nudów na wyjeździe służbowym do Jakarty.

Rurki z kamyczkami!!!

IMG_1181

Dobry enrichment to przemyślany enrichment, czyli m.in taki, który ma umożliwiać zwierzakowi ekspresję zachowań podobnych do tych, z jego naturalnego środowiska. Co lubią robić szopy pracze? Prać!!! (niewiarygodne, ale prawdziwe). Wystarczy popatrzeń na nie, jak entuzjastycznie moczą łapki w miskach na wodę i zamieniają ją w błoto na resztę dnia.

Tomek podarował im przybite do deski rurki PCV, z wodą i kamyczkami!

IMG_1177

To była euforia!!! Bawiły się cały dzień. Do zmierzchu. Gdy już wyciągnęły wszystkie kamyczki wrzucały je z powrotem, żeby móc się bawić dłużej!!! Co prawda po pierwszych 10 minutach zabawy postanowiły odkryć, skąd się bierze woda i przewracały zabawki, szybko jednak odkryły, że nadmierna ciekawość do niczego dobrego nie prowadzi i bawiły się tak, jak plan zakładał.

IMG_1189

Szopy były zachwycone. Tomek był zachwycony. Miał więc motywację, by tworzyć dalej. Mamy tu poważną rozbieżność opinii w kwestii oryginalności tego pomysłu- osobiście uważam go za plagiat mojej sadzawki z pokrywką z pleksi i dziurkami na łapki…. ale nie prawa autorskie są tu najważniejsze.

Tomek McGuiver pomyślał i zrobił. Zakosił moją miskę do kąpania żółwi. Zabrał kamyczki z terrarium gekonów. Pleksię najwyraźniej dostał od inżynierów. Kawałki deseczek i śrubeczek znalazł razem z Jackiem w pierdolniku koło gadziej kwarantanny. A rybki zabrał wodnym żółwiom. W świecie Marchewki szopy są aktualnie najważniejsze :)

DSC_5462ostatnie szlify

DSC_5464zamknięcie ala “pomysłowy dobromir”… wytrzymuje w porywach pół godziny szopiej zabawy

DSC_5465żywa przynęta

DSC_5469efekt końcowy

DSC_5498reakcja szopów

DSC_5495reakcja zwiedzających

DSC_5499szopy szalały!

DSC_5500szybko okazało się, że szopom wcale nie chodzi o złapanie rybki, tylko o ŁAPANIE rybki. Dość szybko wyłowiły z zabawki wszystkie ofiary, ale były tak zaaferowane macaniem kamyków i pilnowaniem, by koledzy nie ukradli im ich dziury na łapkę, że nie miały czasu ani ochoty na zjadanie łupów.

DSC_5490Nie o było się bez spięć i demonstracji, kto jest najważniejszy przy korycie, uzgodniono to jednak bezkrwawo

DSC_5517ten nie miał czasu się podrapać 

DSC_5524monopolista łowiący na dwie łapki :)

Ciąg dalszy nastąpi

DSC_5583

Świątecznie :P

Za górami i oceanami w Polsce cała przestrzeń publiczna jest już pewnie sterroryzowana obowiązkiem świątecznej atmosfery.

Nergal wiesza bombki i reklamuje opłatki, Czubaszek przytula dzieciaczki, każde miasto, plac i dzielnica chce mieć najwyższą choinkę, każda parafia największą szopkę,  każdy sąsiad z dzielnic aspirujących najwięcej światełek na balkonie, gospodynie domowe już popijają melisą walium i ostrzą noże na biednego karpia i 10 kg sałatek, a w każdym sklepie wyje Marija Carrey.

Tak to sobie wyobrażam :)

Christmas lady and deer Old Town, Warsaw 2013

Na Jawie jest inaczej. Na tej praworządnej muzułmańskiej wyspie bombki, choinki i opaski z rogami renifera pojawiły się w sklepach tuż po Halloween, ale (pomijając muezinów) na ulicach wciąż słychać tylko Rhiannę i lokalny hit o morenach i złamanych sercach. Przyszedł monsun, więc ciemno jest i depresyjnie, jak nie przymierzając nad Wisłą w listopadzie. Atmosfery świąt jednak nie ma. Żadnych kiermaszy z rękodziełami, ładnych bombek, śniegu i lodowisk.

Christmas-in-Key-West-646x300

Jako biedna emigrantka tyrająca w chińskim imperium rozrywkowym pogodziłam już się z faktem, że w tym roku świąt nie będzie. W święta będę pracować i miło będzie ze strony “fauny”, jeśli akurat nie zacznie umierać.

Na blogach też już królują świateczne outfity, świąteczne przepisy, świąteczne ranking, świąteczne porady i DIY “stroik z bombki, gałązki i kokardki”. Tomek oświadczył, że w tym roku choinki nie będzie, więc nie ma co produkować i szpanować wiewiórkami z origami… żeby jednak wpisać się w świąteczny trend- świąteczny dialog:

- Przedwczoraj były Mikołajki- mruknęłam.

- Wiem.

- Nie dostałam od Ciebie prezentu.

- Ja nie obchodzę Mikołajek- rzekł dumnie Marchewka wychowany widać w duchu spartańskim.

- Też nie dostałem od Ciebie prezentu.- dodał po chwili.

- Przecież nie obchodzisz Mikołajek.

- Ale prezent mógłbym dostać.

- Dostałam pieniążka od rodziców!- pochwaliłam się dojrzale.

- Fajnie Ci, ja nic nie dostałem.

- Przecież nie obchodzisz?

- ……- ponure milczenie.

- Zgadnij co wymyśliłam sobie już na prezent.

- Bieliznę? :D- ucieszył się Marchewka.

- Nie.

- Spodnie do tango?

- Nieeee- (choć to było warte rozważenia).

- Yyyy… to nie wiem, ale i tak pewnie przewalisz na ciuchy albo kolczyki.

- Nie! Chciałam sobie zrobić histopatologię makaka!!!!! :D

- ?????………….. ciebie już naprawdę totalnie pojebało.

A teraz w ramach wyjaśnienia: czy patrząc na TAKIE nerki, zaledwie półtorarocznego makaka wanderu (który bez wcześniejszych objawów- żył, aż umarł, zwaliwszy się z drzewa), nie chcielibyście wiedzieć DLACZEGO???

kidneys

(poza tym w Malang nie ma fajnych ciuchów :P)

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 1,337 other followers

%d bloggers like this: