Feeds:
Posts
Comments

Słonica Tania

Kochani!

Dziś bardzo smutna historia, ale wciąż jeszcze można pomóc!

Link krąży już po Facebooku, ale może nie do wszystkich trafił, albo nie wszyscy podpisali.

Klikajcie, czytajcie!

Romania- Send Tania, the Zoo Elephant, to a Sanctuary

813880-1422519789-wide

Dla niespikających krótkie tłumaczenie, o co chodzi:

Europejskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych i Akwariów wymaga, by słonice trzymane były w ogrodach zoologicznych w grupach. 37-letnia słonica Tania z Targu Mures ZOO w Rumunii żyje samotnie, zamknięta w małej, obskurnej celi, stojąc na betonie, często zanieczyszczonym odchodami.

Tania została odłowiona w 1970 r z naturalnego środowiska i przetransportowana do Francji, gdzie w jednym z ogrodów zoologicznych żyła samotnie przez kolejne 20 lat. We wrześniu zeszłego roku została przeniesiona z ZOO we Włoszech do Rumunii.

Samice słoni to bardzo towarzyskie zwierzęta, które muszą żyć w grupach społecznych. Nienaturalne warunki kreowane przez ZOO są źródłem silnego stresu. Tania regularnie buja się i kołysze co jest typowym zachowaniem obserwowanym u zestresowanych, sfrustrowanych słoni.

Autorzy petycji proszą o wsparcie by pokazać, że ludzie nie są obojętni na losy Tani i nie zgadzają się, by rumuńskie ZOO drastycznie zaniedbywało jej podstawowe potrzeby (ruch i kontakt z innymi słoniami)

Słonie to długowieczne zwierzęta i Tania wciąż ma przed sobą długie lata życia. Być może to od nas zależy, czy będą torturą czy pogodną starością.

Puma duma odc 2

Przez ostatnie dni bardzo poważnie rozważałam zlikwidowanie bloga, skasowanie facebooka i dożywotnie niepisanie. Udało mi się nawet zacząć postrzegać weterynarzabezgranic jako największy błąd mojego życia. Takie paradoksalne. Takie smutne.

Za granicą działał jako wyborowy środek kontaktu ze światem. Na miejscu jak piorunochron problemów.

Wszystko można sobie zohydzić. Wystarczy uczynna pomoc “życzliwych”.

IMG_3386-001

Naprawdę uważam, że podróżować jest łatwo. Przejechałam już kawałek świata, zwykle z kimś, czasami sama, myślę jednak, że to nie jest wielka sztuka. Każdy jakoś sobie za granicą poradzi, coby “nie zginąć”- coś zjeść, gdzieś przekimać, zobaczyć to i owo, kupić tamto, pstryknąć widoczek, sweetfocie i selfie.

Sztuką jest wyjechać. I wrócić.

Wrócić- przestawić się znów na tą zimną, szarą zwyczajność życia klasy średniej bez zdolności kredytowej. I tą dziwną, pełną napięć i niedopowiedzeń polską mentalność. Jesteśmy fascynującym, wspaniałym narodem, ale zdecydowanie nie łatwym. To nie jest kraj “no worries, mate” jak w Australii. Tu zawsze są jakieś “worries”, a niewielu “mate’ów”.

IMG_5238

Odbyłam dziś bardzo, bardzo długą rozmowę telefoniczną i wciąż jestem nią wstrząśnięta i zmieszana. Rozmawiałam z panem Kamilem od pumy, o którym pisałam dwa dwa tygodnie temu. Niemiło.

Kosztowało mnie to kawał odwagi, żeby wziąć się w garść i wykręcić numer. Skoro jednak bohater mojej notatki chciał jej treść skonfrontować i wyjaśnić, nie miałam wyboru. Wolność słowa to jedna, a odpowiedzialność druga sprawa.

Najbardziej jednak zastanawiałam się, o czym ja będę ze świrem rozmawiać? On ma swoją racje, ja mam swoją. I co? Będziemy się wykłócać, która jest lepsza bo mojsza?

6914387-cougar-baby

Stara mądrość ludowa głosi “nigdy nie mów nigdy”. Zaryzykuję jednak- NIGDY nie będę popierać trzymania dużych kotów w domach. Będę trzymać się swojego zdania, że to NIE są zwierzęta towarzyszące. Dobrze, że są urodzone w hodowli w niewoli (zamknąć w budzie na podwórku tygrysa z lasu byłoby kompletną zbrodnią i skandalem), wciąż jednak nie są domowymi mruczusiami.

Moje prywatne opinie nie rozwiązują jednak głównego problemu. “Wielkie domowe” koty już są i będą. Pewnie coraz liczniejsze, bo taka panuje moda na bogatym zachodzie, więc i do nas kiedyś dotrze. W polskich lecznicach weterynaryjnych zaczynają się pojawiać serwale i sawannah, a według opinii “znawców środowiska” za wysokimi płotami możnych tego kraju żyje znacznie więcej wielkich kotów gatunków wszelakich. I co teraz? Skoro już są? Zostawić je bez opieki? Niech zdychają?

Mary and Callie ... Waco 2007 Cat Show

pictures-of-cats.org

Można by edukować ludzi, że wielki kot to wielki problem i wielkie obowiązki dla opiekuna- w czym upatruje swej misji pan Kamil, a ja postrzegam jego działania jako dodatkowe lansowanie mody na pumy.

Można by postarać się o zmianę polskiego prawa, żeby posiadanie takich zwierząt było nielegalne i koniec. Bez żadnych furtek, że cyrk czy dobry układ gwiazd. Osoba pana z pumą niewątpliwie budzi duże emocje i może gdyby umiejętnie je przekierować i zjednoczyć, udałoby się zebrać odpowiednią ilość podpisów, by posłowie musieli zająć się pracą nad poprawką tej ustawy. Po raz kolejny jednak- nielegalny, nie znaczy przecież niedostępny. I znów- czy skoro ich obecność w willach i apartamentach wydaje się być nieunikniona- mają konać bez opieki weterynaryjnej? I kwestia, która nurtuje mnie najbardziej- jeśli je konfiskować, to gdzie później umieszczać? W schroniskach dla zwierząt?! Ogrody zoologiczne nie pomieszczą tylu wielkich kotów.

Jak rozwiązać ten problem? Krytykowanie pana Kamila faktycznie może być mało skuteczne. Choć sam się wystawia do odstrzału, występując z pumą w telewizji. Łatwy cel. Jak każdy, kto w Polsce trochę wychyli się przed szereg.

IMG_7220

Niewiele rzeczy jest w życiu czarnych, albo białych. Banał. Rozmawialiśmy bardzo długo. I w jednym Kamil ma rację. Za każdym człowiekiem stoi jego historia. Nigdy nie byłam w Afganistanie, nigdy nie byłam na wojnie, nigdy nie byłam w hospicjum. Nigdy nie odwiedzałam sama,czy ze swoim kotem, ośrodków pełnych śmiertelnie chorych dzieci. Tani, emocjonalny chwyt? Być może. Mam w sobie jednak ogromną pokorę wobec dramatu śmierci dzieci. I pewien podziw, dla ludzi, którzy chcą im dać trochę radości w ich smutnym dzieciństwie w szpitalu pełnym kroplówek i zastrzyków. Pisałabym to z mniejszym dysonansem moralnym, gdyby Kamil odwiedzał je ze zwykłym dachowcem, maine coonem, czy persem, a nie z pumą… ale nic i nikt nie jest czysto czarny albo biały.

W podróżowaniu najwspanialsze jest spotykanie ludzi (+wolność, +widoki,+pokonywanie swoich granic, +wolność, +widoki). Inne narody, inne kultury, inne perspektywy i punkty widzenia. To rozwija. Na początku studiów uwielbiałam jeździć pociągami. Wierzyłam wtedy, że każdy ma swoją mądrość i może nas czegoś nauczyć. Jeździłam więc pociągami i pasjami rozmawiałam z ludźmi w przedziałach. Z czasem straciłam swój poznawczy entuzjazm… może utonął gdzieś w oceanach polskich gorzkich żali, narzekań i marudzenia na cały świat, wciąż jednak lubię sobie czasami pogadać z jakimś nieznajomym na tematy egzystencjalne (bo jaka pogoda jest, każdy widzi). Tylko bardziej selektywnie wybieram swoich rozmówców. Oczywiście nie trzeba jechać na koniec świata, żeby pogadać z kimś ciekawym. Przy takim przeludnieniu Ziemi tajemniczych nieznajomych niemal wszędzie jest na pęczki.

IMG_5662

Ta rozmowa była jak krótka podróż. Rzadko zdarza mi się wisieć 2 godziny na telefonie. Blogerka eko-aferzystka i koleś z pet-pumą. Czy w jakikolwiek sposób przekonaliśmy się do swoich racji? Wątpię. Może on faktycznie nie jest złem wcielonym i źródłem całego problemu, tylko najbardziej medialnym reprezentantem posiadaczy wielkich kotów, w momencie, gdy uważam, że wielkie koty nie powinny być domowymi zwierzakami i koniec. Może ja nie jestem aż tak podłą suką, chcącą się wybić na kontrowersyjnym temacie. Oboje chcemy chronić wielkie koty- jeden cel, dwie kompletnie różne wizje.

Cała ta dziwna historia ma jeden, wielki plus. Rozmawialiśmy. Udało nam się spokojnie porozmawiać. Bez żadnego jadu, wrzasków czy inwektyw. To było na prawdę budujące. I znów cieszę się, że mam tego bloga… bo bez niego nic podobnego by się nie wydarzyło.

Styczeń

Jakby banalnie to nie zabrzmiało- styczeń był miesiącem zmian!

Gdyby w Sylwestra ktoś powiedział mi, że w ciągu najbliższych tygodni zrezygnuję z pracy, dostanę nową, zmienię kraj, a nawet kontynent (o strefie klimatycznej i porze roku nie wspominając), wyląduję w totalnie nieznanym mieście, zacznę specjalizację, a mój wieloletni ukochany rzuci mnie kolejny ostateczny raz (ah te dramatyczne wisienki na torcie życia), to uznałabym, że za dużo wypił. Takich scenariuszy nie piszą nawet “M jak miłość”. Tymczasem proszę… ile można zmienić w 3 tygodnie.

DSC_5972Po kolei:

zanim wyjechałam z ZOO w cieniu wulkanów… starałam się sfotografować wszystko “na co jeszcze kiedyś będę miała czas”:

DSC_6275impale,

DSC_6333sitatungi (tu w absolutnie ulubionym miejscu na wybiegu- czyli w poidle)

DSC_6309babirusy,

DSC_6316drzewice białolice (co za rym)

DSC_6278bezdomne koty,

DSC_6583jelarangi w ich “breeding apartment”

DSC_6612poza tym przeprowadziłam chyba najbardziej przerażającą operację w moim życiu i usunęłam zaparte jaja z leśnej drakunicy… przeżyła!!!!

DSC_6650

Szalony żółw Satimin dostał prywatną, ogrzewaną altanę

DSC_6647jeśli zastanawiacie się jak żółw może być szalony, to przylećcie go odwiedzić

DSC_6524pożegnałam się ze Squicky

DSC_6525to było strasznie smutne

DSC_6545

ciężko było zostawić wszystkie te zwierzaki.

DSC_5162udało mi się nie zgubić ani siebie, ani paszportu, ani bagażu… choć przesiadek było wiele, a zagubienie w strefach czasowych ogromne :P

DSC_5271to taka beznadziejna impresja pt “lot nad miastem”

DSC_6708

i wróciłam do mojego słynnego (od niedawna) rodzinnego miasta…

DSC_6680-001nienajlepsze zdjęcie (2 tygodnie bez słońca! witaj Polandio!!!), ale bardzo, bardzo słupskie- Witkacy i kościoły :P

DSC_6686

Korzystając z nadmiaru wolnego czasu włóczyłam się po lasach, chaszczach i krzaczorach…

DSC_6671

co swego czasu było jedną z moich ulubionych rozrywek… na dobrą sprawę jedyne, co niedawno uległo zmianie to, że kiedyś chodziłam z lornetką, a teraz z aparatem.

DSC_6738Nigdy bym w to nie uwierzyła, ale słupskie podmiejskie lasy, w porównaniu z resztkami dżungli w okolicach Malang, tętnią ptasim życiem!!! Tylu dzikich ptaków nie widziałam od bardzo, bardzo dawna!(…czyli od czasów cudnej Australii :P)

DSC_6737

Oczywiście najłatwiej sfotografować te najpospolitsze… i niestety nie mam zdjęć sosnówek czy czeczotek, ale i tak najważniejsza jest przyjemność z patrzenia :P

DSC_6694

świstunów też kompletnie się nie spodziewałam.

DSC_6741takich dizajnerskich cudów również :P

DSC_6751A poza tym przeprowadziłam się do wielkiej, wielkiej Łodzi. Kupiłam sobie kwiatka… i póki co zachwyca mnie fakt, że nie mieszkam w kwarantannie :P

Nie mam jeszcze zdjęć z mojego nowego miejsca pracy. Myślę jednak, że to będzie niesamowite doświadczenie :)

Mount Kelud

Gunung Kelud znaczy “góra miotła”. Jest najaktywniejszym wulkanem na Jawie. Regularnie wybucha i regularnie zabija. Jak widać nadawanie adekwatnych nazw również nie jest mocną stroną Jawajczyków.

kelud2_3733takiego Kelud’u niestety nie widzieliśmy (http://www.ensonhaber.com/)

Dlaczego Góra Miotła? Bo jak wybucha, to okolica wygląda tak, jakby ktoś ją zamiótł. Aha… Ostatni wybuch, w lutym 2014 roku przysypał popiołem wszystko w promieniu 500km. Dwie osoby zginęły, bo zawaliły się na nich obciążone popiołem dachy domów, a większość lotnisk została zamknięta. Takie to zamiatanie.

W 1919 wybuch zabił ponad 5000 osób. W 1966 około 200. W 2007 mimo widowiskowej erupcji nie zginął nikt, choć ponad 25 tys mieszkańców olało nakaz ewakuacji i pozostało w domach, w sąsiedztwie plującego lawą krateru. Na Jawie jest gęsto, więc ciężko byłoby “gdzieś” się wyprowadzić. Wyspa zbliża się już chyba do absolutnego wysycenia domkami, polami ryżu i zagonami kapusty. W promieniu 10 km od regularnie wybuchającego Mt Kelud mieszka ponad 350 000 mieszkańców. I nie ma tam żadnego miasta- same wiochy i wioseczki.

IMG_1276

Pomijając tygodnie gdy wulkan ziele ogniem, rzyga lawą i ciska kamieniami- jest atrakcją turystyczną. Nie tak znaną i uwielbianą jak Mt Bromo, ale na tyle popularną, że opłacało się postawić bramkę na drodze dojazdowej. Cena- ok 17 zł za dwie osoby i skuter. Moim zdaniem warto. Nie ma ślicznych koników i morza popiołów, ale i tak jest fajnie.

DSC_6089

100 km, 3,5 godziny tłuczenia się skuterem po szosach, serpentynach, wioskach, wertepach wzdłuż pól ryżu, kapusty i ananasów… i dojechaliśmy (później się okazało, że gdyby tak jechać “normalnie”, po szosach, a nie trzcinach cukrowych i plantacjach bananów, to można te 100 km przejechać w 2,5 godziny) . Nie jest łatwo siedzieć 3,5 godziny na relingu tylnego siedzenia. Miałam kiedyś romantycznie idiotyczny plan, że moglibyśmy sobie z Tomkiem zwiedzać Azję na skuterze… no i nie moglibyśmy. Raz, że biedactwo (skuter, nie Marchewka) umarłoby pod nami i plecakami, i pewnie trzeba by go pchać pod każdą górkę, dwa, że pozabijalibyśmy się z Tomkiem dyskutując pokojowo na temat subtelnych różnic w naszej ocenie bezpiecznej jazdy, trzy, chyba nie byłabym w stanie siedzieć tyle na tym obrzydliwie niewygodnym siedzeniu… chociaż kto wie. Ostatecznie i tak wszystko zależy od widoków, a dla takich jak Mt Kelud warto.

IMG_1403-001

IMG_1406-001

IMG_1441

IMG_1412“Szlak” nie zachwyca, ale i tak trzeba się cieszyć, że nie pozwolili wjeżdżać skuterom aż na skraj krateru.

IMG_1432-001

DSC_6074

DSC_6080

DSC_6078

DSC_6076

IMG_1409-001

DSC_6085

DSC_6087

DSC_6093

DSC_6098

DSC_6100

IMG_1425-002

DSC_6101

DSC_6065

Puma duma

“I mówię do swojego kolegi: słuchaj, ty weź swojego serwala, ja wezmę swoją pumę, i skoczymy sobie na onkologię.”

Polandio! Nie jestem pewna, czy tęskniłam, ale nie jestem w stanie Ciebie nie doceniać!

Naprawdę bałam się, że po powrocie nie będę miała o czym pisać na blogu. Ewidentnie zapomniałam, w jak bardzo szalonym kraju żyjemy.

cougar

doubtfulnews.com

W miniony weekend byłam na swoim pierwszym zjeździe podyplomowych studiów specjalizacyjnych. Nie mogłam zacząć ich ciekawiej. Cały materiał poświęcony był gadom, ptakom i wielkim kotom, a nie tak jak mnie straszono- bioróżnorodności kokcydiów jeleni i higienie mięsa łosi. Co więcej- na zajęciach była puma! Żywa. Prawdziwa.

Zawsze uważałam, że w studiowaniu medycyny weterynaryjnej jest wiele magii. Puma na wydziale, to już prawie Hogwart. Tyle tylko, że życie to nie bajka, a realizm magiczny lepiej zostawić sobie na randki i wakacje; a nie mieszać go z pracą ze zwierzętami.

2048

500px.com

Nie będę dociekać kto i dlaczego wpadł na pomysł zaproszenia “Pana z pumą” na wykłady. Oficjalnym celem było omówienie mglistych przepisów regulujących kwestie posiadania zwierząt egzotycznych i niebezpiecznych przez osoby prywatne, oraz pokazanie jak się bada kota, na przykładzie pumy. Sądzę, że śmiało można było omówić powyższe zagadnienia bez udziału pumy trzymanej na postronku; oraz pokazać jak się bada kota na przykładzie kota. Trzeba jednak przyznać, że puma skutecznie przekazała widzom główną różnicę: po godzinie prób wypełznięcia z auli szczeliną pod drzwiami, znalezienia sobie miejsca na stole, pod stołem i na parapecie, oraz biegania w kółko na smyczy, była już tak zirytowana, że nie dała się zbadać praktycznie wcale. Wniosek z tego taki, że mały kot może zrobić człowiekowi sporą krzywdę, a duży kot bardzo dużą krzywdę i nie warto ryzykować. Prawdopodobnie nikomu po weterynarii nie trzeba tego tłumaczyć. Myślę, że uczelnia zaprosiła pana Kamila w dobrej wierze, w trosce o atrakcyjność studiów. Szkoda tylko, że w ten sposób dodatkowo podbudowała jego ego i złudne poczucie słuszności postępowania.

2048 (1)

O tym, jak polskie prawo reguluje kwestie posiadania pum i serwali “Pan z pumą” mówił dość mgliście, aczkolwiek przepisy również są dość mgliste, więc może nie powinnam się czepiać. W skrócie, dla wszystkich potencjalnych amatorów sypiania z lwem, albo trzymania w piwnicy karakala- tego typu atrakcje są w Polsce zakazane, chyba, że prowadzimy działalność cyrkową (a i w ów czas zwierzęta powinny być trzymane w klatkach/na wybiegach, a nie w łóżku pod pierzyną).

Nie o przepisy mi jednak chodzi. Od lat wiadomo, że wydawanie sensownych przepisów nie jest tym, z czym polski rząd radzi sobie najsprawniej.

6914387-cougar-baby7-themes.com

Młoda, śliczna puma. Na wiejskim podwórku.

Mieszka sobie w chałupie. Wyleguje się na kanapie. Śpi w sypialni, i jak jej właściciel podkreślał, żona w łóżku nie musi się mieścić, bo to puma jest najważniejsza. Nie świadczy to najlepiej o kondycji ich małżeństwa, ale grunt to znać swoje priorytety (i mieć dwie kołderki zimą).

Puma trenuje. Łazi na smyczy. Jak ma ochotę, to zareaguje na siad. Jak jej się zachce, to rzuci się na właściciela i ugryzie go w ucho. Zabawa? Jak się zezłości, to nastraszy jego żonę, bo kociak też wie, kto w tym domu jest osobnikiem omega, choć pumy to nie są społeczne zwierzaki, więc nie powinno się od nich na tym polu wiele wymagać. Poluje na kury, ale tylko łapie, nie zabija. Światowa jest. Robi karierę. Była w TV. Bawi dzieciaki. Pozuje z modelkami. Show. Ostatecznie to cyrkowy zwierzak.

Bardzo drażni mnie dorabianie pseudo-ekologicznej ideologii do czysto komercyjnego wykorzystywania zwierząt.

Puma-Jumping

www.instantdownloadnow.com

Przede wszystkim jednak pan Kamil kocha swoją pumę. Nie sposób temu uczuciu zaprzeczyć. Poświęca jej bardzo wiele czasu i uwagi. Dba o nią, tak jak uważa za stosowne. Uważa, że jest dla niej matką pumą. Stara się wychowywać ją jak puma. I zachowywać się jak puma… Daleko idące zaangażowanie.

Karmi ją mięsem, trzymanym we własnych zębach… to naprawdę nie jest zdrowe zachowanie. Pozostaje się cieszyć, że to młoda puma, a nie młody wilk, i nie musi na jej potrzeby wymiotować obiadem.

15-mountain-lion-puma-concolor-carol-gregory

fineartamerica.com

Na świecie jest i będzie coraz więcej podobnych historii. Chwytliwe są. Atrakcyjne. Pan z pumą. Dziewczyna z serwalem. Piękna pani z karakalem. Nikt nie odmówi hipnotyzującego piękna i majestatu wielkim kotom, ani obezwładniającego uroku, gdy zaczynają się zachowywać jak małe mruczki. Tyle tylko, że to nie są małe mruczki. I nie powinny być trzymane w domu na kanapie. Ani ciągane na smyczy po wioskach, ku uciesze gawiedzi. To są drapieżni samotnicy*. Oni nie potrzebują własnego stada, wieloletniego kontaktu z rodzicami, rodzinnego ciepła. To nie są ludzie. Tak: myślą, czują, boją się, są wrażliwe i inteligentne, ale wciąż to nie są ludzie. Mają inne potrzeby, inne reakcje, instynkty i zachowania. One potrzebują przede wszystkim przestrzeni. Wolności. Spokoju. Samotności. Swobody ruchu. Możliwości naturalnego zachowania. A nie przytulanek i oklasków. To, o czym również zapomniał pan Kamil, to fakt, że w życiu każdej “mamy-pumy” przychodzi czas, kiedy jej córeczka musi odejść, bo jest już za duża, za silna i zbyt niezależna; bo awantura “mamo! nie będziesz mi mówić, co mam robić!!!!” byłaby zbyt niebezpieczna. Pan Kamil ryzykuje. Lansując modę na wielkie koty na smyczy ryzykuje jeszcze więcej.

Przerabiano już w Polsce historie “psów-morderców”, których jedyną winą było trafienie w ręce niewłaściwego właściciela. “Psy zabójcy” są usypiani. Z kotami będzie tak samo.

* lwy- koci wyjątek w kategorii “lubię być sam/a”

Jak się okazuje powrót, to nie jest łatwa rzecz.

Może gdybym bardziej go przemyślała i wróciła latem byłoby trochę łatwiej. Tymczasem zimno jest. Ciemno! Ludzie się dziwnie gapią (pewnie gapią się standardowo, ale odwykłam po 9-miesięcznym byciu Bule-pół-bogiem. Bule znaczy biały człowiek). Jedzenie pyszne, ale przerasta możliwości trawienne mojego żołądka. Tomek daleko i bliżej już pewnie nigdy nie będzie. Pierwszy dzień w pracy za to już blisko i jakoś tak nagle straciłam swoją pokazową pewność siebie. Nie ma lekko.

P1020424

Nie wnikając tu jednak w zawiłą patofizjologię moich śmiesznych lęków, albo absurdalnych problemów z termoregulacją (przy tym poziomie otłuszczenia powinnam być stałocieplna jak foka!), dziś temat lekki, przyjemny i estetyczny- moda tu i moda tam! A raczej moda tam, bo jak jest w Polsce każdy widzi. Wszystko dlatego, że przez ostatnie kilka dni oprócz takich oczywistych pytań: “jak ja sobie poradzę w nowej pracy w cywilizowanym kraju/jak mogłam wynająć sobie mieszkanie bez pralki/jak może być tak zimno?” nurtowała mnie zagadka: jak mogłam zgubić zimowy płaszcz?! Rozumiem rękawiczki, czapkę, szalik, skarpetki… ale płaszcz???

I tak musiałam iść na zakupy.

Oczywiście nie trzeba iść do sklepu, żeby zobaczyć pierwszą, największą i chyba najważniejszą różnicę. Bezśnieżną zimą Polska jest szarobura i ludzie też ubierają się szaro-buro (jestem tego najlepszym przykładem). W Indonezji króluje kolor. Kolor i batik.

20130116_freebies_idkreatif_wallpaper_fashion_batik

Batik to specjalny sposób barwienia tkanin, oraz szeroko pojęty “indonezyjski strój narodowy”. Indonezyjska miłość do tradycji jest naprawdę godna podziwu. Wiele instytucji i zakładów pracy nakłada na zatrudnionych obowiązek noszenia batików przynajmniej w piątek (piątek to taka muzułmańska niedziela- nawet Tomek i ja mieliśmy w Batu swoje batikowe mundurki piątkowe).

cabin-crew

batikowe spódnice stewardess linii Garuda Indonesia (www.kaskus.co.id)

SAuniform

Batik w przestworzach jest najwyraźniej w modzie- to Singapure Airlines (www.kaskus.co.id)

mh-crew

i Malaysia Airlines (www.scmp.com)

article-2063352-0EDA7FDD00000578-376_634x414

A tu, żeby nikt nie miał wątpliwości, że oni mają fioła na punkcie swoich batików- indonezyjski rząd i prezydent Barack Obama w batiku (www.dailymail.co.uk)

Ubrani w batik ludzie na jawajskich ulicach są bardzo powszechnym widokiem przez cały tydzień, bez względu na służbowe mundurki czy nakazy. Co mnie szczególnie cieszyło, wzruszało albo bawiło- to batikowe zestawy dla całej rodziny:

Batik Lereng 43 family ungu burgundhy

bajumuslim-modern.blogspot.com

Tenun lombok coklat merah 43 family (1)

Koleksi keluarga batik motif 44 family merah

Czym jest dobieranie krawatu pod kolor sukienki partnerki, przy takim dopasowaniu strojów :P!? Chcielibyście wyglądać na ulicy jak mała drużyna piłkarska (w wielu jawajskich przypadkach kompletna drużyna piłkarska bo stado przychówku to nic nadzwyczajnego)? Ja zdecydowanie nie… ale pewnie ułatwia to upilnowanie dzieci w tłumie, albo znalezienie, gdy już się jakieś zgubi :)

Sarimbit-keluarga-pesta-batik-bahan-nyaman-by-Cantique-kode-CQ-1401-family-e1396342159199

geraicantique.com

Nie dziwię się jednak, że Indonezyjczycy kochają swoje batiki. Są naprawdę ładne.

1 - JANUARI

2433560177_475f621781

20130529_fashion-show-koleksi-batik-keris_8102

Druga sprawa- szorty i dekolty. Jawa to praworządna, muzułmańska wyspa i obnoszenie się (często wątpliwymi) atutami oficjalnie nie jest dobrze widziane. W praktyce różnie to wychodzi, zwłaszcza we wschodniej części wyspy, rzekomo bardziej liberalnej. W centrach handlowych Malang lokalne elegantki w mini nie są niczym wyjątkowym (choć dość ciężko jest dostać bluzkę czy sukienkę z dekoltem… Niemniej po kilku miesiącach sama zaczęłam się zastanawiać na cholerę mi w ogóle jakikolwiek dekolt? Może to nikomu niepotrzebna fanaberia zachodu). Gro dziewczyn nosi jednak długie spódnice, albo długie spodnie i tuniki. W wersji super pobożnej- “rękawki”- żeby nie świecić gołymi rękami, gdy noszą T-shirty.

3678919 (1)

Niestety żadne z poniższych (ani powyższe) zdjęcie nie będzie mojego autorstwa, bo jestem zbyt nieśmiałą sierotą, żeby podejść na ulicy do obcej dziewczyny i powiedzieć “cześć, wyglądasz fantastycznie, mogę zrobić Ci zdjęcie?”. Więc musicie sobie wyrobić opinię na temat “indonesian muslim street fashion” na podstawie wykopalisk z Google. (http://www.fashionfightingfamine.com/)

6496871227_0d201e696a_z

www.fashfaith.com

hijab-summer-style

dian-pelangi-indonesian-fashion-hijab-style

image36-681x1024

www.elegantcloth.com

Trzy- hidżab! Gdy już mamy obraz stylowej muzułmanki w długiej spódnicy i długiej tunice nieodzownym elementem zestawu jest hidżab, czyli chusta zakrywająca włosy, uszy i szyję. Chłopaki czasami się wyzłośliwiali, że dziewczyny to islamskie zakutańce, ale moim zdaniem dobry hidżab nie jest zły. Skoro już Allach, prorok, czy inny nawiedzony, zakazał kobietom kusić mężczyzn włosami i szyjami (a na dobrą sprawę także każdą inną częścią ciała, głosem, gestem i spojrzeniem), starają się wyciągnąć z tego wszystko, co najlepsze. I okazuje się, że hidżab potrafi być doskonałym dodatkiem a nawet kluczowym elementem stroju.

new-hijab-models

How-To-Wear-Hijab-Modern-Gallery101

8_326_1558_41

Sam hidżabowy przemysł przyprawia o zawrót głowy. Sklepy, budki i stragany z chustami we wszystkich kolorach tęczy!

WP_20150105_012

Co więcej- jesteś fanką biżuterii, a tu nagle okazuje się że nie możesz nosić kolczyków, bo nie możesz pokazać uszu, i nie możesz nosić krótkich łańcuszków bo nie możesz pokazać szyi? Trudno, możesz sobie spiąć hidżab “diamentową” broszką, spinką z perełkami albo inną przemyślną hidżabową biżuterią.

$_35

hidżabowe broszki

Eid-Fancy-Arabi-Hijab-for-Women-1 (1)

wielki splendor

Zakutać się też można na 150 sposobów, które w pewien sposób pewnie odzwierciedlają styl, gust i charakter zakutanej. Aktualnie dużą popularnością cieszą się (moim zdaniem obrzydliwe) elastyczne kapturki z daszkiem, w których lubowała się dr Susan, wiele kobiet jednak samodzielnie mota sobie chustki na głowach. Sprawa nie jest prosta- próbowałam. Często też wymaga użycia co najmniej jednej szmaty, żeby włosy nie wyłaziły spod materiały i nie kusiły wiernych i niewiernych (ciekawe, co gorsze).

hijab-models-face (1)

large

Latest-and-New-style-of-Hijab-for-Ladies-2015-7

W naszym ZOO sporym talentem wykazywała się dr Prista. Dr Prista- potrafiła się zakutać zjawiskowo. Do tego stopnia, że idąc przez ZOO myślałam sobie “oooo, ale ładnie ubrana kobieta”… a okazywało się, że to dr Prista, kobieta kulka, przychodziła sobie w dzień wolny na ploty do dziewczyn z magazynu :) Długo myślałam, że doktor to jakiś samorodny talent, co to siedzi wieczorami przed lustrem i eksperymentuje, jakby tu się zamotać, aż kiedyś nudząc się w księgarni trafiłam na dział “fashion& beauty” i okazało się, że książek o tym jak sobie zawinąć hidżab jest chyba więcej niż o tym, jak się czesać.

WP_20150105_002

80 sposobów jak się zakutać

WP_20150105_004

Hidżab na elegancko

WP_20150105_007

Hidżab po trzydziestym piątym roku życia :P

WP_20150105_005

Kobiety w burkach i nikabach (czyli outfitach zwanych okrutnie przez moich kolegów, co to eramsusowali się w Turcji, jako “Buki”) można zobaczyć we wschodniej Jawie sporadycznie. Może im się metry powiewających czarnych chust wkręcały w skutery.

5205330

Tak wyglądają kobiety w burkach. Zanim zaczniemy im współczuć, warto się zastanowić, że ci ludzie mają totalnie odmienną kultura, tradycję i mentalność, którą ciężko nam zrozumieć. Czytałam kiedyś wywiad z dziewczyną, która samotnie podróżowała po Afganistanie. Ona mówiła, że burka, jest dla kobiety jak tarcza. Chroni ją przed obcymi mężczyznami, odcina od świata, daje bezpieczeństwo.

Headgear worn by Muslim women

mała ściąga co jak wygląda

Buty- JAPONKI!!! Plastikowe japonki albo inne gumiaste klapki. Oblecha. W ZOO obowiązywał nakaz noszenia pełnego obuwia, co łatwo zrozumie każdy, komu kiedykolwiek koń nadepnął na stopę, albo kto zalał sobie buty treścią pokarmową robiąc sekcję dużego przeżuwacza, ale poza batuańskim zwierzyńcem królowały klapki. Za to kupienie szpilek, nie wysadzanych na gęsto “diamentami” i nie wyglądających jak buty niskobudżetowej dziwki, było sporym osiągnięciem.

(Każdy wie, jak wyglądają japonki… i może sobie wyobrazić, jak wyglądają na niedomytych nogach ze szponami zamiast paznokci i piętami które nigdy w życiu nie widziały pumeksu… zdjęć nie będzie :P)

Męskiej mody nie będę tu analizować, bo mam do tego zjawiska stosunek ambiwalentny (to chyba seksizm).

Batik Indonesia - National Batik Day - King Fahad Scale - Men Fashion Blogger (1)

Na próbę zajrzałam jednak na jeden z indonezyjskich męskich blogów modowych… no i proszę: batik jest, podkolanówki są, skórzana macho-kamizelka… drwaloseksualny to “Mr Rebel in Town” może nie jest, ale “twórczy” na pewno. fahadscale.blogspot.com- link dla odważnych :P

Osobiście nigdy nie polubiłabym hidżabów bo mierżą mnie jakakolwiek ingerencje religijnych watażków w moje życie osobiste czy garderobę (ah! Polandia- kraj idealny :P), ale muzułmańska moda jest na swój sposób interesująca.

A na koniec- oto co znalazłam przy okazji szukania zdjęć! Nie jestem pewna, czy mnie to śmieszy. Trochę straszy.

a-funny-hijab-monalisa

Kochani!

Zakwalifikowałam się do finału konkursu “Moje małe Himalaje”!

Co prawda nigdy nie byłam w Himalajach/jeszcze nie byłam, ale organizatorom to nie przeszkadza :)

Konkursowe (poniższe) zdjęcie przedstawia grupkę “wesołych Niemców” szturmujących szczyt wulkanu Ngauruhoe w Tongariro National Park w Nowej Zelandii, bardziej znanego jako Mt Dum w Mordorze w Śródziemiu.

IMG_1008

Finał to w moim przypadku ogromny i nieoczekiwany sukces… ale skoro już się do niego zakwalifikowałam warto by było powalczyć o podium :P

TYLKO WASZE GŁOSY mogą mi pomóc!!!!!

Należy kliknąć ten oto link:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.793297794071189.1073741834.115504368517205&type=1

Następnie kliknąć moje zdjęcie.

Kliknąć po nim “Lubię to”.

Koniec.

Głosowanie trwa do 31 stycznia. Wygrywa zdobywca największej ilości lajków.

Dzięki!

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 1,342 other followers

%d bloggers like this: