Kwejki i bash’e

Większość studentów wybrało weterynarię ponieważ „lubi zwierzątka”; względnie „lubiło zwierzątka”, ponieważ pierwszy semestr studiów, wysłany kobiercami nabłonków i usiany archipelagami siedmiu rodzajów kręgów pięciu gatunków zwierząt, szybko i skutecznie gasi naiwne miłostki nie-maniakalnych umysłów. Gdyby CEBOS, OBOP lub inny instytut badawczy pokusił się o przeprowadzenie rzeczowego sondażu okazałoby się, że (poza „wybrańcami”, którym rodziciele nakazali … More Kwejki i bash’e

Historia pewnej Milongi

Oswajam kota. Fakt, że któryś z bezdomnych podopiecznych pani G. trafi ostatecznie w moje skromne cztery ściany (gdyż staropolska fraza „pod dach” byłaby dużym nadużyciem wobec lokum, w którym koczuję) był oczywistą oczywistością. Sukcesywnie znoszone koty: prychające, kaszlące, kichające, zasmarkane i załzawione nieprzerwanie kolonizowały szpitalne klatki. Brudne, chore, dzikie…. Patologiczny zespół cech, którym nie mogę … More Historia pewnej Milongi

słowem wstępu

    Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak … More słowem wstępu

Od dziecka chciałam być „przyrodnikiem”. Miałam pełne szuflady muszelek, piór i liści i dziwnych kamyków. Całymi dniami uganiałam się za wszelkim latającym, skaczącym i biegającym robactwem, skradałam do ptaków i dokarmiałam półdzikie koty, by wieczorami śnić o rejsach z kapitanem Cousteau lub obserwacjach kosmatych ptaków kiwi z sir Davidem Attenborough. Gdy tylko otrzymałam upragnione pozwolenie … More