słowem wstępu

 

 

Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

 /Ryszard Kapuściński/

 

Dotychczas odwiedziłam Czechy, Niemcy, Słowację, Węgry, Austrię, Wielką Brytanię, Irlandię, Niemcy, Belgię, Włochy, Ukrainę, Litwę i Łotwę, Szwecję, Włochy, Norwegię, Finlandię, Rosję, Turcję, Gruzję i Armenię. To tylko nic nie znacząca lista. Wyliczanka. Część krajów znam ze szkolnych kolonii, z natury rzeczy ograniczających wartość poznawczą wyjazdów. Wiele miejsc odwiedziłam podczas wakacji z rodzicami, dzięki czemu ilość odwiedzonych przeze mnie muzeów sztuki jest naprawdę imponująca 🙂
„Moje” podróże zaczęły się na drugim roku studiów, kiedy po kilku mailach i godzinie rozmowy z Adamem zdecydowaliśmy, że jedziemy odkrywać norweskie fjordy. I tak zakochałam się w podróżowaniu autostopem, gdy wszystko co mam to plecak, a jedyne zmartwienie, to znalezienie bezpiecznego miejsca na wieczorne ognisko. Gdy człowiek codziennie zasypia w innym miejscu i pod innym niebem. Jak każda kolejna, i ta wyprawa wyrwała nam się poza granice marzeń i zaniosła nas nie tylko nad fjordy, na Lofoty czy za koło podbiegunowe, ale aż na samą krawędź Europy, po to, by w przypływie fantazji rzucić nas na drogi Finlandii. Kolejny wyjazd, którego mglistym celem była Gruzja zamienił się w wędrówkę po Transylwanii przerwaną dla włóczęgi po Fogeraszach i niezwykle intensywne i poplątane zwiedzanie Turcji, której zabytki zamieniły nasz szlak w labirynt atrakcji. Do celu dotarliśmy zaskakująco lekko. Gruzja… cała nasza wiedza ograniczała się do wyrywkowo przejrzanego przewodnika i piosenki o herbacie i Batumi. Zwiedzanie tego przepięknego, niezwykle zróżnicowanego, i najprzyjemniejszego kraju jaki kiedykolwiek odwiedziłam przerwał nam wybuch rosyjsko-gruzińskiej wojny. Ewakuując się samolotem zwiedziliśmy Rygę, wróciliśmy do kraju i… po generalnym praniu i szybkiej naprawie ekwipunku pojechaliśmy do Turcji, by tym razem, metodycznie i skrupulatnie zwiedzić całe zachodnie wybrzeże. Prawdopodobnie widzieliśmy ruiny wszystkich teatrów, które za czasów swej antycznej świetności wzniosły greckie ręce. Azja jest bliżej, niż większość z nas myśli. Jedynie 3 dni jazdy autostopem z Krosna 🙂
Od tamtego czasu podróżujemy razem z Tomkiem. Naszą kolejną wyprawą, i moim ówczesnym największym marzeniem, był wyjazd nad Bajkał. Szłam na studia z założeniem, że choćbym nawet miała pracować i oszczędzać 6 lat, zrezygnować ze wszystkich ciekawych koncertów, imprez i spektakli, żyć o chlebie i wodzie to i tak pod koniec studiów pojadę nad Bajkał. Niezwykle jest spełniać tak wielkie marzenie. Tak jak niezwykły jest Bajkał, zmienny, niezgłębiony i tajemniczy. Stalowoszary, srebrzystobłękitny, sinoniebieski, czarnogranatowy lub tropikalnie lazurowy jak morze na pocztówkach z Dominikany. Tak niezwykły jak tajga, świetlista, jasna, pachnąca zagubionymi wśród paproci poziomkami lub mroczna, zatapiająca swoją iglastą gęstwiną buriackie góry. Ciemnozielone morze drzew, strzelające w niebo iglicami świerków rozlewające się aż po horyzont, aż po koniec świata. Tak niezwykłe jak gorące źródła zagubione wśród Gór Barguzińskich i Sajanów Zachodnich do których dotarliśmy tylko dzięki radom, wskazówkom i chwiejnym punktom rysowanym na naszej mapie.
Nasza trzecia, ostatnia daleka podróż po raz kolejny zaniosła nas w góry Kaukazu. Mieszkańcy Górnego Karabachu mówią prawdę, kto raz odwiedzi ich krainę zakocha się w niej na zawsze. I tak zostaliśmy oczarowani przez surowe piękno górskiej autonomii, której zniszczone wojną, wyludnione wioski opierają się o ciemne stoki poszarpanych gór, tak inne od niedalekiej Armenii, w której spędziliśmy ponad 5 tygodni. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że tak malutki, górzysty kraj może oferować tak odmienne widoki. Armenia to wariacja na temat gór. Są tam góry zasnute mgłą unoszącą się nad dębowymi lasami i ostre łańcuchy rudych skał rozpalonych irańskim słońcem; są łagodne stoki na których trawa faluje jak grzywy morskich fal i niebotyczne wygasłe wulkany pokryte wiecznym śniegiem. Sercem tej górzystej ferii jest jezioro Sevan, duma narodu. „Powrót” wypadł nam przez Swanetię, północno-zachodni region Gruzji. Wchodząc na kolejne lodowce, fotografując ośnieżone szczyty Wysokiego Kaukazu, mijając średniowieczne, absurdalne wierze obronne maleńkich wiosek po raz kolejny zakochałam się w tym niezwykłym kraju.
Żadna z naszych podróży nie byłaby możliwa, gdyby nie ludzie. Obcy, życzliwi ludzie. Abstrahując od oczywistych konieczności, jakie niesie podróżowanie autostopem, to właśnie spotykani przez nas ludzie stają się dla nas głównym źródłem informacji o kraju. Przewodniki, nie raz nieaktualne, schematyczne, lakoniczne są tylko podstawą, pozwalają naszkicować ogólny zarys wyjazdu. To nasi kierowcy wprowadzają nas w realia życia, dzielą się codziennymi problemami i wiekopomnymi sukcesami rodaków, opowiadają o historii i własnych poglądach. Wskazują miejsca, które warto zobaczyć, i nie raz poświęcają własny czas, by tam nas zawieść, zaprowadzić. Dzikie gorące źródła, malownicze polany, wodospady, skałki owiane smutną legendą… miejsca, o których milczą przewodniki. Zapraszają do własnych domów, dzielą się posiłkiem, udowadniają, że bezinteresowność wciąż jeszcze istnieje. W Górnym Karabachu pewien pan pożyczył nam jucznego osła; w Ust-Barguzin młody Rosjanin zaprosił nas do swojego do swojego domu, po czym wyszedł na całą noc ponieważ był umówiony z przyjaciółmi; gdy w środku nocy potrzebowaliśmy pomocy w południowej Turcji Emine, wraz z całą, liczną rodziną przenocowała nas, by rano ugościć nas fantastycznym domowym śniadaniem. Niezliczoną ilość razy zapraszano nas w gości do domów, na urodziny, grille i inne imprezy w Gruzji i Armenii. Zwiedzamy i podróżujemy z niegasnącą ciekawością. Intensywnie. Różnorodnie. Przyroda, architektura, kuchnia, sztuka… interesuje nas wszystko. Zamki, kościoły, mury i ruiny, tradycyjne dania, tradycyjne pieśni, tradycyjne wzornictwo, podstawowe słowa… choć i tak najbardziej lubimy półdzikie szlaki przez górskie ostępy, drogi przez las i bezludne przestworza, zachwyty nad niezwykłym ptakiem, kwiatem czy drzewem. Bez względu jednak na to, jak bardzo cenimy te eskapady w nieznane koloryt naszym wyjazdom nadają spotykani ludzie.
Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Advertisements

7 thoughts on “słowem wstępu

  1. I know of the fact that nowadays, more and more people are
    increasingly being attracted to cams and the field of pictures.
    However, being a photographer, you must first
    invest so much time period deciding the exact model of digicam
    to buy along with moving store to store just so you may buy
    the most affordable camera of the brand you have decided to pick.
    But it isn’t going to end generally there. You also have to think about whether you should obtain a digital photographic camera extended warranty.
    Thanks a bunch for the good recommendations I acquired from your web site.

  2. My partner and I absolutely love your blog and find nearly all of
    your post’s to be just what I’m looking for. Do you offer guest writers to write content in your case?
    I wouldn’t mind publishing a post or elaborating on some
    of the subjects you write about here. Again, awesome
    website!

  3. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s