Kwejki i bash’e

Większość studentów wybrało weterynarię ponieważ „lubi zwierzątka”; względnie „lubiło zwierzątka”, ponieważ pierwszy semestr studiów, wysłany kobiercami nabłonków i usiany archipelagami siedmiu rodzajów kręgów pięciu gatunków zwierząt, szybko i skutecznie gasi naiwne miłostki nie-maniakalnych umysłów.
Gdyby CEBOS, OBOP lub inny instytut badawczy pokusił się o przeprowadzenie rzeczowego sondażu okazałoby się, że (poza „wybrańcami”, którym rodziciele nakazali odziedziczyć lecznicową schedę, pozbawiając ich tym samym jakiegokolwiek prawa głosu) większość studentów zdawała na ten kierunek bo:
– uczyła się bardzo, lub wybitnie dobrze;
– interesowała się chemią i biologią nieco bardziej niż innymi dobrodziejstwami programów licealnych,
– „lubiła zwierzątka”,
– nie poszła na medycynę, bo NIE LUBIŁA LUDZI
(Pomijając te sfrustrowane jednostki, które miały aspiracje medyczne, ale udało im się załapać „jedynie” na weterynarię. Jednostki takie zwykle znikają po pierwszym semestrze, zorientowawszy się, że łatwo nie jest, uczyć się trzeba, a w obliczu pierwszego zmasowanego ataku kolokwiów z histologii i anatomii nikt nie chce wysłuchiwać ich historii o złamanej przez system karierze, która mogłaby zbawić świat. Naprawdę nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby wkuwać nazw parunastu dziurek w czaszce, przez które odchodzi kilkanaście nerwów, unerwiających kilkadziesiąt mięśni, z uwzględnieniem różnic między wspomnianymi pięciona gatunkami, gdyby nie był olśniony wizją siebie jako młodego, wszechwiedzącego weterynarza, który ratuje konającego psa o najmądrzejszym spojrzeniu na świecie… na pierwszym roku, krztusząc się i łzawiąc od oparów formaliny uwielbiałam anatomię… Później człowiek przestaje postrzegać smród i charczenie jako niezbędne okoliczności zdobywania wiedzy).

Abstrahując więc od tak fundamentalnych tematów jak: czy w danym miesiącu student bardziej nienawidził profesora z histologii, czy też z anatomii (lub też kochał któregoś z asystentów miłością tragiczną i kompletnie nieprzydatną w obliczu zakuwania szlaku syntezy kolagenu) ogólnie rzecz biorąc „nie lubił ludzi”. Oczywiście „nie-lubienie-ludzi” nigdy nie przeszkadzało nikomu w chodzeniu na imprezy. Socjopatia?- tak, ale bez przesady. 5,5 roku studiów hojnie dostarcza kolejne obiekty do grupowej nienawiści, po czym już jako absolwent, z dyplomem, wiedzą, mniejszym, większym, wielkim lub żadnym doświadczeniem trafia na staż lub do pracy i… okazuje się, że praca w lecznicy, to praca z ludźmi. Taki żarcik! Czarny.
Wiele osób odkrywa ten przerażający fakt już na studiach, i od razu zaczyna intensywnie marzyć o specjalizacji chirurga. Chirurgia to jedyna, choć nie idealna, ostoja spokoju i zdrowych zmysłów weterynarza. Chirurg- z asystentem, anestezjologiem, lub sam pracuje sobie w błogosławionym odosobnieniu, w sanktuarium sali chirurgicznej, chroniony magicznym kloszem zasad aseptyki. Kontakt z właścicielem ograniczony do minimum… przy czym większość właścicieli traci trajkotliwy, zajadły ton w obliczu szybkiej narkozy i otworzenia brzucha ich Pikusia-Malusia. Pacjent- prędzej czy później zniknie pod polem operacyjnym, pozwalając choć na chwilę zapomnieć, że jest nadpobudliwym jazgoczącym yorkiem lub krwiożerczym kocurem. Operacja- spektakl umiejętności przeciwko patologii, sztuka, magia. Chirurg pracuje w ciszy; niekończące się deliberowanie na temat ulubionego jedzonka Fafika zastępują mu kojące dźwięki muzyki klasycznej lub ryk Antyradia (kryptoreklama). Chirurg pracuje sam i sam szybko może ocenić, czy operacja przebiegła pomyślnie, czy też nie… oszczędzone są mu rozmyślania, czy dieta hipoalergiczna zawiodła, bo pies nie cierpi na alergię, czy też właściciel uważa, że raz w tygodniu jego Megatherabator-Rex może sobie zjeść kiełbasę z serem i keczupem, albo chociaż czekoladę. Chirurg może przeklinać! (co wbrew pozorom jest niezwykle istotne w pracy o wysokim stopniu stresogenności). Chirurdzy klną więc na potęgę, a żaden z właścicieli nie może poczuć się zgorszony faktem, że ich pogrążony w narkozie pies nasłuchał się homerowskich wiązanek. Chirurdzy klną tak, że po dniu na sali operacyjnej każdy (nawet amerykański :P) serial o lekarzach traci wiarygodność  Oczywiście zdarzają się i chirurdzy nie przeklinający, tak jak zdarzają się białe kruki i zaćmienia słońca, niemniej większość operacji komentuje soczyście nienaukowa łacina.
Oczywiście i chirurgia ma swoje ciemne strony i bezdyskusyjne wady. Bez względu na ślepą miłość do niej i siłę bałwochwalczego uwielbienia nie da się zaprzeczyć prostemu faktowi, że łatwiej zabić pacjenta jednym nieuważnym ruchem skalpela niż jedną nieuważnie policzoną dawką antybiotyku. Chirurgia jest ryzykowna, szalenie odpowiedzialna i niewątpliwie trudna. Nie każdemu dana jest sprawność intelektualna i manualna na raz. Być może nawet dr Haus nie potrafi pięknie szyć, cerować, haftować i wbijać gwoździ w kocie jamy szpikowe. W związku z powyższymi utrudnieniami technicznymi, a także niezwykle długą kolejką bardziej doświadczonych chętnych do operacyjnej nobilitacji zawodowej, po studiach zazwyczaj trafia się na stanowisko internisty. Trafia się na front. I, jak śpiewa pani Edyta B. „czasami lepiej odejść od zmysłów, by nie zwariować”.

Piękna Pani w Futerku
Kolejny nudny, listopadowy dyżur. Nikomu z kilku milionów potencjalnych obserwatorów nie udało się zarejestrować wschodu słońca. Być może dlatego nikomu z kilku tysięcy potencjalnych właścicieli pacjentów nie udało się wstać z łóżka i dotrzeć do lecznicy… Być może w obliczu tak psiej pogody zwierzęta w ramach niemego protestu postanowiły nie chorować.
Po kilku kubkach „kawy oczekiwania” wkroczyła piękna pani w futerku. Z uroczym yorczkiem w kurteczce. Yorczek miał „martwiącą zmianę skórną”. Zmiana okazała się być strupkiem, który w uprzejmości swojej odpadł w czasie badania. Mimo tak oszałamiającego sukcesu terapeutycznego, uznałam, że dodatkowo obetnę Misi pazurki. Obcinam pazurki i ćwierkam grzecznie jakaż to Misia miła i spokojna (faktycznie piesek był niesamowicie miły i spokojny) i jaką to misia ma śliczną obróżkę (faktycznie obróżka była wyjątkowo śliczna)
– Ah pani doktor, w końcu ta obroża była szyta na miarę.
– ahammmmhmmmmm- niesprecyzowana mowa fatyczna.
– … w firmie „nazywamy-się-długo-skomplikowanie-anglijęzycznie&burżjsko”
– Ah… tak …. Naprawdę pięknie pasuje jej ta obróżka.
– No oczywiście. W końcu to prawdziwe norki… jakiej kobiecie nie pasowałyby norki, prawda, pani doktor?
Pani doktor pochłonęły dywagacje na temat prawdziwości wielkich pereł zatopionych w czekoladowym puchu futerka…

Karma light
– Proszę mi jeszcze powiedzieć, co ona je… i pije?- tęga szylkretka ostrożnie wychodzi z wiklinowego koszyka, usiłując ocenić stopień zagrożenia z mojej niewysokiej strony.
– Hmmm, ona teraz to już tylko Royal Canin je… i mleczko pije….
– Mhmmmm…. A jakie mleko…- nieuważnie podtrzymuję konwersację usiłując zajrzeć paskudzie do dzioba.
– Kondensowane 🙂

W pochwale NFZu
Rudi miał pecha. Miał właścicielkę, która co prawda otaczała pedantyczną opieką jego długą sierść i umiarkowaną miłością jego psią osobę, niemniej uważała, że profilaktyka to masoński spisek weterynarzy. Rudi miał pecha, więc dwa ostatnie tygodnie wakacji spędził walcząc pod kroplówką z Babeshia canis. Właścicielka uważała, że to ona ma pecha. Ponieważ nieszczęścia chodzą parami dwa tygodnie po wyleczeniu babeszjozy Rudi wrócił z dramatycznymi wymiotami i gorączką, które okazały się być ostrym zapaleniem trzustki. Znów widywaliśmy się codziennie.
– No kiedy to się skończy! No widzi pani! Ja z tym psem to jestem u weterynarza częściej, niż z dziećmi u lekarza!!!
– Wie pani… z dwojga złego, to już chyba lepiej, żeby chorował zwierzak, niż dziecko…
– No nie wiem…. Dzieci to mam w NFZecie!

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.


One thought on “Kwejki i bash’e

  1. nadrabiam zaległości i dopiero przeczytałem … TO JEST ESENCJA 🙂 tak wspaniałego opisu naszego zawodu jeszcze nie widziałem 🙂 dzięki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s