Akwizytor miłosierdzia

Nigdy nie wiadomo co i/lub kogo spotka się w pracy. Wbrew pozorom wiele klęsk i plag może spaść na „maleńką leczniczkę” na obrzeżach potężnej metropolii. Pomijając ciężkie pogryzienia i obrzęki płuc na 5 minut przed teoretycznym zamknięciem gabinetu czy inne wcielenia praw Murphiego przerobiliśmy już: odcięcie prądu w środku operacji, dyżury w wątłym świetle latarki, burze rozlewające się wielkimi, cieknącymi plamami na suficie poczekalni, potop spowodowany rozszczelnieniem akwarium… czasami klęską jest sama obecność pacjenta w szpitalu. Obecnie, jak całą Polskę, w czym można się dopatrzyć minimalnej dozy sprawiedliwości, nęka nas mróz. Jak wiadomo, sprawiedliwość ma niską wartość opałową. Ponadto, oprócz syberyjskiej aury sprzysięgły się przeciwko nam media i lekarze, zalecający ograniczenie wyjść na zewnątrz do minimum, oraz stołeczni włodarze, gdyż- zgodnie z moimi realistycznie pesymistycznymi przewidywaniami- żaden koksownik nie został oddelegowany na skutą lodem prowincję, ani żaden namiot z darmową herbatą i kapuśniakiem nie stał się sezonowym centrum rozrywki i lokalnego życia społecznego. Staw zamarzł z tak trzaskającą premedytacją, że ewakuował się nawet łabędź, całą jesień uparcie żebrzący o żarcie z całą nobliwą godnością wrodzoną jego królewskiemu gatunkowi. Dlatego też, oprócz pociętych lodem łap i zapaleń górnych dróg oddechowych, nic nie przerywa zimnej monotonii dyżurów. Właściciel pofatyguje się do lecznicy dopiero gdy napadowy kaszel Sasanki zagłuszy telewizyjną prognozę pogody, lub kocie smarki obryzgają tapicerkę nowego wypoczynku.

Zima przynosi jednak i inne atrakcje. Aczkolwiek obywatela X ciężko byłoby nazwać atrakcyjnym. Późną godziną popołudniową obywatel X wszedł niepewnie do lecznicy, pedantycznie zamykając drzwi, szurając nogami z zaciskając w dłoniach zielone teczki. Obywatela na dłuższą chwilę zatrzymało, względnie zainteresowało lub zaniepokoiło akwarium, w którym dwie pielęgnice rutynowo torturowały się w walce o prawo do zmasakrowania ostatniej wegetującej na dnie roślinki. Łagodne światło poczekalni pozwoliło mi upewnić się, że obywatel nie ukrywa żadnego zwierzaka pod kurtką, pod pachą, w rękawie ani w teczce… i nie… nie przewidziało mi się, ma na głowie absurdalną czerwoną czapeczkę w białe grochy. Posłałam mu uśmiech z serii „profesjonalna-miła-sympatyczna” i zaprosiłam do środka….
Czapka z motywem muchomorka nie jest patognomicznym symptomem psychopatyczności jej właściciela… jedynie przesłanką w tym kierunku… Może facet jest „prawdziwym mężczyzną” i nigdy nie skalał się spojrzeniem w lustro… co prawda fenotyp obywatela wskazywał raczej, że jego męskość manifestuje się tylko poprzez picie piwa i hodowanie brzuchola, a nie survivalowe wyprawy by żyć w lesie o jagodach i wiewiórkach, koczować w szałasie i myć w kałuży, lub, co lepsze, nie myć się wcale, ale różnych „prawdziwych mężczyzn” człowiek spotyka w wielkich miastach. Może jest zapalonym eko-aktywistą i czapeczka służy mu już od wieku przedszkolnego, a on nie chce jej zmienić, by nie generować produkcji śmieci na świecie… skórzane buty wdeptały tą teorię w fugi glazury. Może jest wybitnym humanistą, pisarzem, daltonistą… i nie wie że mężczyzna w muchomorku nie wygląda dobrze. Może jest informatykiem… niekoniecznie wybitnym, ale bycie informatykiem mogłoby ten strój tłumaczyć…. Jak widać mój mózg zdolny jest do bardzo szybkiej i wydajnej pracy. Wystarczy tylko trochę go znudzić i zaniepokoić. Tymczasem obywatel X doczłapał do gabinetu.
– Dzień dobry! Słucham pana!… niech pan usiądzie.
Obywatel nie usiadł. Więc wstałam.
– Dzień dobry! Proszę pani miła, ja tu przyszedłem w sprawie, o której zaraz pani opowiem, to jest sprawa, my działamy na terenie wielu gmin województw i całego kraju, tutaj proszę są dokumenty, to jest ważna sprawa potwierdzona pieczątkami….- zaczął nieskładnie grzebiąc w zielonych teczkach i wciskając mi przed oczy kartki zastemplowane gminnymi pieczątkami.
– No dobrze, ale czego ta akcja dotyczy?
– To jest akcja, bardzo wielka akcja, niech pani sobie tutaj poczyta i popatrzy ile mamy już pieczątek, bo jesteśmy już wszędzie….
– Dobrze, rozumiem, ale czego dotyczy ta akcja?- jakoś nie porwał mnie białoczerwony ogrom kartek z pieczątkami i parafkami… jakby nie patrzeć taki dokument można sobie w domu w powerpoint’cie przygotować.
– To jest akcja charytatywna, i już za 10, lub oczywiście co łaska więcej, może pani kupić sobie taką piękną cegiełkę, która jest pięknym obrazeczkiem który może powiesić sobie pani na ścianie a przy tym pomóc….
Już wiem, że nie dam grosza, bo nie toleruje takich „akcji”… ale na wszelki wypadek zaglądam do kolejnej teczki kipiącej „obrazkami-cegiełkami”, może facet ma tam reprodukcje nokturnów Chełmońskiego albo zdjęcia laureatów World Press Photo i zrobię wyjątek którego później będę żałować. Na szczęście wśród „cegiełek” tylko labradorki z kwiatuszkami, kociątka z kokardkami i papież z krzyżem.
– ….więc kupując to może pani pomóc małej Kasi która urodziła się z rozszczepieniem kręgosłupa i rozszczepieniem podniebienia i porażeniem czterokończynowym….
– Nie, dziękuję.
– Słucham? Za co pani dziękuję.
– Za pana czas. Ale nie wspomogę pana akcji.
Gdzieś pod wełnianym muchomorkiem szok minął się o włos z atakiem apopleksji. Obywatel X pobladł, poczerwieniał, przełknął ślinę z dyskrecją którą usłyszeli pewnie dentyści w lokalu obok i wysyczał lodowato
– Jak to, nie wspomoże pani naszej akcji! Dlaczego?
– Bo popieranie takich działań jest sprzeczne z moimi poglądami, a nie czuję się uprawniona by decydować o stanowisku i finansach lecznicy w której pracuję.
– No dobrze, a co dlaczego niby pani sama nie może pomóc?! Dlaczego nie chce pani pomóc Kasi-…wysyczał pan w muchomorku pochylając się niebezpiecznie w moją stronę… zapewne to pytanie przypomną mi na sądzie ostatecznym.
-To jest moja prywatna sprawa i nie muszę panu odpowiadać na to pytanie.
– A to dlaczego, musi pani mieć jakiś powód? To skoro pani jest taka odważna to niech powie… dlaczego nie chce pomóc małej Kasi? 10 zł to dla pani aż tak dużo!!!
Przez moment miałam ochotę powiedzieć mu, co myślę na temat wiarygodności albo sensu takich jednorazowych akcji. Co myślę o jego kulturze osobistej i poziomie komunikatywności. Przez moment chciałam nawet powiedzieć, co myślę na temat wartości badań prenatalnych… ale prawdopodobna riposta pewnie skończyłaby się dla mnie paraliżem czterokończynowym. Największym buntem było więc milczenie.
– Skończyłam już z panem rozmawiać.
– Ale ja z Panią nie skończyłem! Mogłaby pani chociaż odpowiedzieć! (ułułuuu! -Wyraził bliżej niesprecyzowane emocje mój głos wewnętrzny autorki)
– Nie, nie mogłabym. Do widzenia.- oczywiście poczekalnia ziała pustkami i żaden „następny proszę” nie mógł odegrać roli przypadkowego wybawcy.
– Chcę usłyszeć pani odpowiedź.
– Wyjdzie pan sam, czy mam zadzwonić po ochronę- zapytałam z lodowatym spokojem i położyłam rękę na słuchawce telefonu. Nieprzerwany obojętny kontakt wzrokowy z przekrwionymi piwnymi ślepiami. Bardzo jestem dumna z tego tonu, nie pozostawiał najmniejszego cienia wątpliwości że znam numer i jestem pewna że za 5 minut gabinet wypełni pluton super bohaterów w kominiarkach. Tymczasem nawet nie wiem, czy w ogóle ktokolwiek nas chroni, o numerze alarmowym nie wspominając.
Facet podyszał mi chwilę w twarz i wycofał na próg gabinetu.
Usiadłam demonstracyjnie otwierając książkę.
– Ja to nie mówię pani do widzenia- zauważył obywatel X. – Mam nadzieję, że już nigdy pani nie spotkam (i vice wersa)…- facet pienił się od autentycznego obrzydzenia, aż musiałam na niego spojrzeć.- Pani się nad sobą zastanowi. Jak tu wchodziłem, to tak się pani do mnie uśmiechała. Taka pani była miła. A co? A tak naprawdę pani nie jest weterynarz tylko fałszywa suka!!! I chamstwo to bije na kilometr!!!! I… i… samo chamstwo!!!
Wytoczył się zostawiając drzwi szeroko otwarte.
OOOOoooo… suka! Temat do refleksji na kolejne 4 godziny dyżuru. Kto nie lubił Lessie?


One thought on “Akwizytor miłosierdzia

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s