Paradoks lękowy

Wszyscy wyjechali.
Jak się okazało ludzie „z wyboru” pomagają weterynarzom, i tegoroczne prywatne stypendia popłynęły szeroką rzeką ratować zwierzęce życia (a przynajmniej ratować życia weterynarzy przed durem, wścieklizną czy zarodźcami malarii).
Dziewczyny dotarły już do Afryki, i kłują antybiotykami chude szyjki zmęczonych osiołków (Projekt Zanzibar). Wyjechał Grzesiek… i słuch po nim zaginął (WorldWideVet), choć sądząc ze zdjęć żyje, i odżywia się niebanalnie.
Wyjechało pół blokowiska, a wraz z nim babeszje, ciąże urojone, hot spoty i pazurki. Pozostał upał i podwójne dyżury 🙂 I niespodziewani goście.
Niespodziewanym Gościem był rzeczony Grzegorz, z niespodziewaną prośbą, by wypisać mu heparynę. Heparyna rzekomo miała uspokoić roztrzęsionych rodzicieli przed niebezpieczeństwami czyhającymi na pełkowy układ krwionośny w czasie długiego lotu relacji Kijów-Bankok. Wypisywałam mu receptę z niepokojem, że jednym świstkiem papiery wyślę Grzesia na tamten świat… a nie na drugi koniec naszego. Może rodzice Grzesia, dość słusznie przekonani, że na skolopendro-pająko-fila czeka w Azji tyle niebezpieczeństw, że któreś musi dosięgnąć jego obutą w klapek stopę, chcieli szybciej przywrócić go na łono ojczyzny… nawet kosztem kilku niewinnych krwotoków w troposferze.
10 minut później, Grześ, eskortowany przez CS (i nie jest to skrót od couch-surfing) wrócił do gabinetu, ku mojej uldze oświadczając, że w żadnej okolicznej aptece nie ma heparyny. Kupili za to maliny.
– Ty wiesz, co on chciał zjeść?!- zapytał na wstępie oburzony CS.- Chińczyka!!!!- ryknął, zanim zasugerowałam „schabowego z kapusto”. Schabowy z kapustą w 35stopniowym upale wydawał mi się równie absurdalny, co chińczyk przed wyjazdem do Azji.
– 🙂 – Grześ uśmiechnął się nieporadnie i przepraszająco znad koszyczka malin.
– A myślisz, że te maliny są polskie?- zapytała autorka wiecznie wątpiąca.
– Na pewno są bardziej polskie niż chińczyk.
– No nie wiem, truskawki na bazarze były chińskie.
– To może maliny są tajskie 🙂 – zasugerował G.
Wróciliśmy do mlaskającej konsumpcji przerywanej dywagacjami po co Grześkowi w dziczy mikroskop. Tłem akcji, jak co dzień od kilku tygodni, był upał. I pot.
– Ale tu cieplutko masz- mruknął w końcu G- jak w Tajlandii 🙂
– Po południu będzie 38 stopni.
– Cieplej niż w Tajlandii.
Zostawili mnie z tym mizernym pocieszeniem, że też pracuję w tropikach i pojechali. CS na Ursynów. Grześ do Bankoku.
Wszyscy wyjeżdżają.
Nawet autorki ukochany wziął się i wyjechał poznawać arkana bujatrii. Jak się okazuje Podlasie też jest na swój sposób egzotyczne.
Też wyjadę. Bo przecież mam „plan”. Plan zakładający, że w któryś mroźny styczniowy poranek rzucimy wszystko i wyjedziemy w świat. W podróż „dookoła świata”, co w naszym słowniku znaczy „do końca kasy, sił, zdrowia i ochoty”. Czy znaczy to „wszerz i wzdłuż” czy zygzakiem, czy na razie tylko Eurazję… droga pokarze. Zaczęłam przeglądać tanie loty. Wyceniłam koszt szczepień. Zwątpiłam. Wyceniłam kolejny raz… i rozpoczęłam ciężki proces niechcianej akceptacji. Zaczynam motywacyjnie brodzić p „Google- Grafika”, przeglądać rozsypane po mapach punkty „skarbów świata Unesco”, czytać o monsunach, myśleć o ekwipunku… Napisałam kilka listów, i odpowiedzi charytatywnie działających lecznic były niezwykle przyjazne i entuzjastyczne. Nigdy zbyt wiele rąk do pracy przy bezdomnych kundlach, rannych osłach, chorych krowach. Nigdy zbyt wielu weterynarzy dla ulicznej nędzy. Więc- tylko pakować się i jechać. Marzyć i spełniać marzenia…
I w całym tym spełniającym się planie, i śnionym śnie uderza jeden absurdalny i niespodziewany fakt. Boję się. Idiotycznie i strasznie- boję się. Żeby to był mój pierwszy wyjazd, pierwszy lot, pierwsza podróż- ale nie. Pojechało się stopem na Nordcapp, pływało się zautostopowanym stateczkiem po Bajkale, gubiło szlak w Sajanach, jeździło po Turcji, Gruzji i Armenii… jeździło się, zwiedzało, poznawało, kaleczyło język gospodarzy, piło bimber z kierowcami… robiło się tyle głupich rzeczy, i kochało się każdy dzień. A teraz… gdy w końcu mogę spełnić „marzenie życia”- boję się. Bo praca nienajgorsza. Bo polubiłam Warszawkę. Bo za oknem drą się jerzyki i lubię mieszkać na 7 piętrze. Bo kocham tango i szkołę w której tańczę… Bo czy będę mogła tańczyć w Bankoku? Bo czy po powrocie znajdę pracę? Bo czy po powrocie wrócimy do tango? Bo niektórzy już kupują domy, wybierają firanki, żenią się, zakładają lecznice, kupują psa, osiadają… stabilizują się. Jest coś nęcącego w stabilizacji. Złudzie bezpieczeństwa, które daje. Wygodzie i komforcie własnej sypialni i ciemnej pościeli. Niedzielnych śniadań i własnego kota.
Czy ja na pewno mam siłę codziennie dźwigać 20kg swojego całkowitego dobytku? Czy na pewno chce mi się co dziennie rozbijać namiot? Czy nadal bawi mnie mycie się w strumieniach lub umywalkach stacji benzynowych?
Oczywiście pojadę. Bo nie można opuścić „marzenia życia” bez próby realizacji. Bo gdy wyjadę przypomnę sobie ten high „wędrówki w nieznane” i poczucia absolutnej, nieskrępowanej wolności. Życia poza czasem, dniami tygodnia i dyżurami. Smakowania „nowego”, fotografowania „inności”. Poza tym… znalazłam pracę 3 razy, znajdę i czwarty, a wtedy stabilizacja przygwoździ mnie nawet wbrew woli. W końcu mam swoją szczęśliwą gwiazdę i zawsze spadam na cztery łapy.
Niemniej dziwię się sobie. I zastanawiam się, kiedy to człowiek zaczyna się starzeć. Bo to starzenie się i starcze asekuranctwo zwane szumnie „dojrzałością”. Po studiach? Po 25 roku życia? Po pierwszej wypłacie starczającej spokojnie do pierwszego? Czy może w końcu neurony poddały się, i gdzieś w krainie podświadomości ktoś wyprał mi korę mózgową? Pracuj kupuj, kupuj pracuj, kupuj… M1,M2, iPod, samochód, nowy aparat, nowy płaszcz, nowe buty.
Naprawdę dziwne, jak bardzo można się przestraszyć realizacji własnego marzenia.
Dobrze, że mam swoją „Marchewkę Odwagi”…. Albo „Marchewkę Szaleństwa”.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s