Kawka

Kilka dni temu do lecznicy przyleciała kawka. Sama. Sfrunęła przez ścięte podzwrotnikowym żarem powietrze popołudnia i niezgrabnie wylądowała na płytkach poczekalni. Podskoczyła do miski z wodą. Ziała ciężko. Popatrzyła na mnie ze spaloną słońcem desperacją. Puściłam jej spojrzenie pełne ponadgatunkowego zrozumienia. Kawka podleciała na brzeg miski i pociągnęła kilka długich łyków wody. Odchyliła głowę i przymknęła oczy z zadowoleniem. Zaczynałam jej zazdrościć. Piła długo i wolno, korzystając z faktu, że absolutnie nic nie mąciło martwego bezruchu popołudnia. Na parkingu sublimował asfalt. W gabinecie weterynarz wypacał resztki życia. Kawka spojrzała na mnie trzeźwiej i czujniej. Nie ruszałam się… praca mięśni wytwarza dodatkowe, niepotrzebne ciepło. Zsunęła się na skraj miski i zanurzyła w wodzie jedną łapę. Pomachała nią chwilę balansując skrzydłami. Strzepnęła pióra i zaczęła akrobacje mocząc drugą nogę. Teraz naprawdę jej zazdrościłam. Ptaszysko wyprostowało się i zlustrowało dokładnie. Każdym okiem oceniła stopień zagrożenia ze strony mojego zapoconego człowieczeństwa… po czym bezceremonialnie wskoczyła do miski i rozchlapując po ścianach wodę wzięła krótką acz gwałtowną kąpiel. Wyskoczyła mokra i szczęśliwa. Otrzepała się kolejny raz. Złapała kulkę Obesity na wynos.. i wyleciała na piekarnikowy świat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s