Teren

Studiując weterynarię na najlepszej uczelni w kraju, Europie i na świecie (dla niezorientowanych SGGW), człowiek podlega blisko sześcioletniej (lub dłuższej) indoktrynacji, że medycyna weterynaryjna kończy się na bogatych „suburbiach” Warszawy, a wszędzie dalej jest już tylko szamanizm, Obory, Podlasie i inne patologie. Co więcej, „prawdziwa medycyna weterynaryjna” spotykana jest tylko w miejscach, gdzie pracują szlachetni nasi profesorowie lub mniej utytułowani wykładowcy (na szczęście lecznic takich jest co niemiara, bo przecież pracownicy uczelni wyższych poumieraliby z głodu, a ich dzieci musiałyby pracować przy zbiorach chińskich truskawek, gdyby pensja profesora miała być jedynym dochodem rodziny… jednak nieczęsto „pasja” przynosi pieniądze :P) Ambitny student biega więc z wykładu na ćwiczenia, z ćwiczeń do „prawdziwej lecznicy” i z powrotem na wykład, by na stołówce móc pochwalić się, że mył Backhous’y po operacji zespolenia wieloodłamowego złamania k. udowej; albo że golił łapę bernardyna przed operacją rzepki… Student taki zastanawia się, jakim cudem Grey’s Anatomy jest o lekarzach, a nie o weterynarzach, i dlaczego dr House nie diagnozuje kotów…
Student taki odbiera dyplom; pełen wielkich marzeń, megalomańskich planów i absurdalnych oczekiwań zaczyna pracę i…. i okazuje się m.in. że nawet w Warszawie trafiają się”gruczołki”.
Mimo starań naszej uczelni co roku trafiają się jednak i jednostki patologiczne, które chcą „jechać w teren”. Niektórzy co prawda „z wiochy wyszli” i nawet 6 lat w stolicy nie potrafiło zasiać w nich bodaj ziarenka stylu, klasy czy hipsteryzmu, więc i „na wiochę wracają”. Są jednak i tacy, którzy dopatrzyli się tam nadziei na kasę, satysfakcję, szczęście, prostotę i swojskość; albo spóźniony bunt gna ich poza granice w ramach weterynaryjnej ekstrawagancji. Tacy ludzie, przynajmniej przez pierwsze tygodnie, zachowują zdolność obserwacji… I widzą… „drugie oblicze swojskości”.

*
– A wiesz, M. ostatnio znalazła genialny sposób, na pierdzących gospodarzy!
– że na co????
– No bo wiesz, jeździmy po tych oborach, badamy krowy, i często jest tak, że gospodarz stoi obok i pierdzi.
– ….ah.
– No więc teraz, jak pierdzi wyjątkowo głośno, to M mówi do niego „przepraszam, mówił pan coś, bo nie dosłyszałam” 😀 I zazwyczaj później już nie pierdzi 😀
Jak widać weteryniorz może nieść przez oborę nie tylko ulgę przy wzdęciu żwacza ale i podstawy savoir-vivru.

**
M. jest kobietą. Oczywiście nie żyjemy już w średniowieczu, lub chociaż czasach dr Queen, więc po kilkunastu skutecznych uleczeniach bydlątek i dziewczyna zyskuje posłuch czy szacunek gospodarzy. Na początku jednak musi się przebić przez mur szowinistycznej nieufności.
Dawno dawno temu M. pojechała na wezwanie do porodu… tudzież cielaka, i po zbadaniu delikwenta uznała, że cielak jest terminalny, i nic z niego nie będzie. Wbrew tym optymistycznym prognozom cielak przeżył kolejne 24h, i na kontynuację leczenia przyjechał inny lekarz. Mężczyzna.
– Ta wasza dziewucha, to w ogóle!… panie…-poskarżył się gospodarz- skończy taka szkołe, książek się naczyta, przyjedzie… i myśli, że wszystko wie. Ona mi panie powiedziała, że cielak jest w stanie termalnym!!!! Jakbym ja był jakimś la…. La… lajkonikiem!!!

***
– A wiesz o co zawsze pytają, jak się daje antybiotyk?- zapytał zachwycony stażem TM
– O cenę?- zapytałam, myśląc z zazdrością, że mnie zawsze pytają z oburzeniem „a jak ja niby mam mu podać tabletkę” lub „a czi to Fafisiowi będzie śmakować?”
– Nie!!! – zawołał z tryumfem.- Mówią „TYLKO TAKI BEZ KADENCJI”!!!!!

Pozostaje mi tylko zaznaczyć, że akcja notki nie toczyła się na bagnach Podlasia, ale w granicach jakże kulturalnego woj. Mazowieckiego.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s