Wakacyjnie nie-weterynaryjnie

W związku z nieustającymi wakacjami, które zmusiły maleńkie yorki i ich właścicieli do emigracji na tunezyjskie plaże, albo tułaczki na grzbietach wielbłądów u stóp piramid, dzisiejsza notatka również będzie wakacyjna. I nie-weterynaryjna. Aczkolwiek nie pozbawiona zwierzęcych aspektów.
W związku przedstawioną poniżej treścią bohaterowie pragnęli pozostać anonimowymi.
Koledzy incognito należeli do wybrańców i szczęśliwców, których oszczędny i zaradny gospodarczo szef nie obdarzył co prawda umową o pracę, ale zrozumiał, że nawet na śmieciówce człowiek ma prawo do tygodniowego urlopu (jak można wydedukować- koledzy incognito pracują w branży weterynaryjnej). Szczęśliwa kumulacja sprawiła zaś, że znajomi znajomych podarowali im na ów tydzień klucze do uroczego „domku na prowincji”. W całym swym wyjazdowym entuzjazmie, radości i chaotycznym pakowaniu koledzy zapomnieli kilku elementarnych akcesoriów takich jak szampon, szczotka do włosów i lubrykant. O ile miłość ich, oraz wypoczynek na prowincjonalnym, wioskowym łonie natury zniósłby przetłuszczone, potargane kudły, o tyle drugi problem szybko okazał się być… palący 🙂
Kolega incognito wzbił się na wyżyny szlachetnego, acz (jak zwykle) niezaradnego gentelmeństwa i przepełnionym gorzkim bólem, ale i empatią, głosem oznajmił coś na kształt „trudno… będziemy grać w bierki”
Koleżanka incognito, która nie zwykła łatwo rezygnować z życiowych przyjemności, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Szybko i nowocześnie. Odpaliła laptopika i wklepała „Rossmann ”. Raz, że nie oddalili się zbyt daleko od „wielkiego wielkomiejskiego ośrodka”, dwa, że skoro dotarł tu bezprzewodowy Internet tym bardziej musiał dotrzeć tu Rossmann; wszak wioskowe laski muszą gdzieś kupować lakiery do paznokci. Wujek Google poinformował, że najbliższy Rosmann jest w wielkim ośrodku miejski, z którego właśnie uciekli. Koleżanka jęknęła potępieńczo i wpisała „Tesco ”, a potem „Auchan”, „Real”… „supermarket”… przez sekundę jej zdesperowany umysł zawahał się nad wpisaniem „biedronka”…
Zrozumiała, że faktycznie jest na wsi…
Tymczasem nadzieja na seks przywróciła funkcje mózgowe kolegi incognito, który z pewnością i odwagą oświadczył, że „przecież tu na pewno są apteki!” i ruszył do wyjścia. Koleżanka podreptała za nim głośno wątpiąc w fakt, by zaściankowe apteki dysponowały tak nierządnymi akcesoriami. Nic jednak nie było w stanie zatrzymać jej ukochanego….
Zgodnie z teorią, że aptek w kraju jest więcej niż stomatologów, biedronek i weterynarzy razem wziętych, aptekę znaleźli „tuż za rogiem”. Kolega incognito uśmiechnął się tryumfalnie i szarmancko otworzył drzwi.
– Ale ty się pytasz- syknęła koleżanka incognito płonąc (nie)dziewiczym rumieńcem. Kolega spojrzał na nią zszokowany.
– No bo ja się wstydzę- zapiszczała desperacko koleżanka trzepotem rzęs usiłując odwrócić uwagę od faktu, że uroczy rumieniec zmienił się w buraczany wykwit.
– Oh, kochanie!- rzekł jej rycerz, i sam przekroczył próg apteki.
Wyszedł z siatką, paragonem, i głupawym rechotem.
Tymczasem w aptece…
Rycerz śmiało przekroczył próg, zagłębiając się w klimatyzowane wnętrze apteki. Długimi krokami podszedł do okienka.
– Dzień dobry, poproszę poślizg- powiedział niskim, ochrypłym głosem.
– Dzień dobry, chodzi panu o lubrykant? – sprecyzowała atrakcyjna farmaceutka.
– yyyyy, tak!- rycerz zawahał się na ułamek sekundy, zdezorientowany trudnym wyrazem na „l”.
– Jaki?
– yyyy- rycerza oszołomił szeroki wachlarz wyboru, prezentowany przez farmaceutkę wykładającą na blat żele w 5 smakach i 10 cenach.- …… yyyy……. A jaki pani poleca?

😀
Kurtyna!!!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s