Trudne rozmowy

Czasami zastanawiam się „za jakie grzechy”.
Kiedyś zastanawiałam się „skąd oni się biorą” (ale po dłuższych rozważaniach uznałam, że nie chcę wiedzieć).
Nieustannie dziwię się, „skąd ich aż tyle!!!”

Jestem śnieżnobiałym kwiatem lotosu na gładkiej jak szkło tafli jeziora. Wznoszę się ponad krystalicznie czystą toń chłodnej wody. Jestem spokojnym centrum wszechświata. Jestem mistrzynią zen. Jestem spokojnym centrum wszechświata. Jestem cholernym uosobieniem spokoju które nie może udusić, ośmieszyć, zamordować lub choć wyrzucić za drzwi, tych roszczeniowych, agresywnych, chamskich, podłych, wrednych, przemądrzałych, tępych, skąpych, wyliczonych gnomów. Cięte riposty rdzewieją na zapleczu. Jestem spokojnym centrum wszechświata…

*
– Dzień dobry, chciałabym przyjść ze swoim psem na wizytę, i chciałabym wiedzieć, ile to kosztuje.
– Dzień dobry, a co się z pani psem dzieje?
– Chory jest, przecież inaczej bym go tu nie ciągnęła!
– Pierwsza wizyta kosztuje 50 zł + koszty leków i ew. badań dodatkowych, każda kolejna wizyta 30 zł + koszty leków.
– Czyli za leki i tak płacę osobno?
– Tak
– To za co niby jest to 50 zł? Za wsadzenie mu termometru pod ogon i trzaśnięcie drzwiami?!

**
– No dobrze, a ile to leczenie będzie kosztować?
– Tak jak już pani mówiłam- przewlekła niewydolność nerek jest u kotów chorobą nieuleczalną. Leczenie może znacznie spowolnić rozwój choroby, ale pani kot będzie musiał być pod opieką weterynarza już do końca życia.
– No dobrze, ale ile to będzie kosztować?
– To zależy na jak kot zareaguje na początkowe leczenie, i na jakie leczenie zdecyduje się pani później…
– Ja się pytam, „ILE TO BĘDZIE KOSZTOWAĆ’! Bo ja mam na tego kota 100 zł.
– ?? Ale 100 zł w jakiej skali?
– Jakiej znowu skali?
– 100 zł na tydzień? 100 zł na miesiąc?
– Nie, 100 zł w ogóle!

***
– No dobrze, a ile ona będzie jeszcze żyć z tą cukrzycą?
– Aż do śmierci, proszę pana.
– Czyli jednak nie umie pani tego leczyć!

****
– A poza tym, ma problemy z tą… no… pupą….- oświadczył właściciel.
– Mhm… a po czym pan tak wnioskuje- zapytała autorka, która w toku rozmowy zdobyła pewność, że odpowiedzią bynajmniej nie będzie „saneczkowanie”
– Bo liże łapę.- odparł z powagą właściciel.
– Mhm. A którą łapę?
– No jak to którą?!- zacietrzewił się niespodziewanie właściciel.
– Przednią/tylną, prawą/lewą?- podpowiedziała autorka.
– Jaką prawą? Jaką lewą? Co mi pani wymyśla? Jak ja mam pani powiedzieć prawa/lewa? Wszystko zależy którą stroną pies do mnie stoi!!!… Przednią, na pewno.

*****
– Jeśli wieczorem powtórzą się wymioty, proszę jej jeszcze podać pół czopka.
– A jak ja mam jej niby ten czopek podać?- prychnęła właścicielka.
– Yyyyy, no wie pani, pod ogon…. Dam jeszcze pani kilka rękawiczek.
– Ja nie pytam GDZIE! Ja pytam JAK!!! Już tu raz też był taki magik (pozdro dla MG) co mi kazał wsadzać pół czopka! Czy wy się tu zastanawiacie, co mówicie?! Przecież ona raz machnie ogonem i cały czopek wylatuje!!!!!!

*****
– A czy mój pies wie, że pani jest lekarzem?
– Nie wiem, proszę pana.
– No to kto ma wiedzieć?

Jestem śnieżnobiałym kwiatem lotosu na gładkiej jak szkło tafli jeziora. Jestem spokojnym centrum wszechświata. Jestem mistrzynią zen. Jestem spokojnym centrum wszechświata….

Leżę w łagodnym półmroku, rozproszonym miękkim światłem lampy. Wpatruję się w równinę sufitu. Opieram głowę o zagłówek kozetki w kolorze ecru. Licznik psychoterapeuty cichutko tyka w kącie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s