Przedwyjazdowo

Nowości!

Kochani! :PPPPPP
Wróciliśmy wczoraj z Explorers Festival, i (bez wazeliny wobec naszego wspaniałego patrona medialnego :P) było mega!
Odnieśliśmy spektakularny sukces i już wkrótce zostaniemy wielkimi gwiazdami! Autorka poopowiadała o Syberii, Tomek popozował do zdjęć, razem sprofanowaliśmy tango nuevo (na prawdziwej scenie :P), a potem już tylko rozdawaliśmy autografy, słuchaliśmy komplementów, piliśmy kawę w VIProomie (ajt!!!), a nawet udzieliliśmy wywiadu! 😛 Mamy nadzieję, że uda nam się ów wywiad wrzucić na bloga, będzie nieziemski. Autorka wychodzi w nim na najbardziej bezrefleksyjną (żeby nie powiedzieć bezmyślną) podróżniczkę w historii- chodząc po tajdze nie rozwiązała jeszcze żadnej zagadki wszechświata, nie doznała filozoficznego objawienia, nie odnalazła siebie, nie dotknęła istoty bytu, a nawet nie spotkała boga. Patrząc na „piękne góry” widzi „piękne góry”, a powody dla których podróżuje są prymitywne jak konstrukcja cepa. Tomasz zaś zdradza dlaczego uważa, że „każdy owoc jest lepszy po przefermentowaniu” (!!!!! True story!!!), a także wyznaje „czy po pobycie na Syberii miał wstręt do alkoholu?” 😀 (Jaki rozmówca, takie pytania :P)

A tak bardziej serio, to pierwszy raz byliśmy na tego typu imprezie (pierwszy raz w ogóle- niekoniecznie jako VIPy), i naprawdę warto. Nasłuchaliśmy się niesamowitych historii, naoglądaliśmy przepięknych zdjęć, i jakby się nie starać, 7 żyć to za mało, żeby przeżyć wszystko, co oferuje Ziemia. Trzeba się będzie reinkarnować. Byliśmy na slajdowisku faceta, który pobił 2 rekordy świata w nurkowaniu na wysokościach- http://www.wyprawy.az.pl/ (mój nowy idol). Koleś usycha na Atacamie, albo brnie w śniegu i mrozie Himalajów, z płetwami przytroczonymi do plecaka; a potem nurkuje sobie w jeziorku, w kraterze wulkanu, na wysokości ponad 5 tys mnpm. Spotkaliśmy też pana, który przez 4 lata szedł z Nordkappu (północny przylądek Europy) na Kamczatkę, wzdłuż wybrzeża Europy i Azji. Burze śnieżne, pękający lód, -60 st C, pół roku nocy polarnej- taki spacer. Pan dzielił swą przygodę z dwoma reniferami, a potem kilkunastoma psami, więc „nie był całkiem samotny”. Poznaliśmy też wariata, który pojechał sobie rowerem na półwysep Jamalski i w północny Ural. Nudno mu było jeździć jedyną drogą, wiec pojechał „na przełaj” i kilka dni pchał swojego górala przez bagna… a potem spłynął rzeką na dętce od traktora…
Wiele rzeczy „można”.

Co zobaczyć w Tajlandii?

Kiedy już (oficjalnie) pozbyłam się wszelkich wątpliwości co do sensu i bezsensu wyjazdu, wpisałam na listę wolontariuszy Lanta Animal Welfare, przestałam dręczyć wizją przyszłego bezrobocia oraz zmarnowanego sezonu łyżwiarskiego… pozostało już tylko „planowanie” (oraz milion szczepień).
„Planowanie” czyli w naszym słowniku bazgrolenie po mapie/kartce w celu uwiecznienia „co byśmy chcieli/musieli zobaczyć”. Czas nie gra roli. Zakuwanie autostopu w czasowy rozkład jazdy jest poważnym błędem w sztuce.
Co więc chciałabym zobaczyć w Tajlandii? Wszyscy liczący na streszczenie rozdziału „mast si” z Lonely Planet będą zawiedzeni… Tak, zwiedzimy sobie Bangkok i zobaczymy Szmaragdowego Buddę jak przystało każdemu farangowi (nowe egzotyczne słowo :P),jak i Wat Pho, Wat Arun, pałace i bazary. Ciang Mai, Ajatuje, plażę Bonda, góry „dzikich plemion”… Ruiny, świątynie, góry i jaskinie z pewnością są warte tłoczenia się w tłumie turystów by poznać trochę historii, kultury i sztuki Syjamu.
Co więc najbardziej chcę zobaczyć w Tajlandii?
PTAKI!!!
Zobaczenie ptaka zazwyczaj pociąga za sobą konieczność chodzenia po górach, błotach, chaszczach i bezdrożach- czyli atrakcji samych w sobie. Spania na plaży, wstawania o świcie, słuchania otoczenia, patrzenia w niebo. Wspaniale jest wejść do lasu, w którym pojęcia nie mamy co wokół nas śpiewa (albo skrzeczy lub drze dzioba).
Co fruwa w Tajlandii?


Zimorodek, który trochę przesadził z upierzeniem 🙂


Dzioborożec, który nie śpiewa, zamurowuje żonę z dziećmi w dziupli i ogólnie jest paskudny… ale ciekawy 🙂


Wg google „sroka wachlarzowata”. Wszystko co czarne, skrzydlate i długoogoniaste jest piękne.


Dziwogon długosterny- jak wyżej- skrzydlaty, czarny, długosterny= piękny 🙂


Kukułka długosterna- choć zielonodzioba malkoha brzmi lepiej. Prywatnie- ptasia reinkarnacja Marchewki:)


Czyli „jakaś tajska” muchołówka.


Angielskie „słoneczne ptaki” to po polsku nektarniki… czyli wciąż słodko i egzotycznie.


Pająkożer? Pająkojad? Na pewno bardzo pożyteczny gatunek 🙂


Ptaszek, który mógłby być logo tajskiego etapu naszej podróży- Scarlet Minivet!!!

A tymczasem, w parkach Warszawy:


Kosmiczne płetwy łyski


Bo nasze ptaki są przecudowne. Może niekoniecznie śmieszki i wrony, ale mysikróliki na pewno 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s