Rzewnie, śmiesznie i tragicznie

I nastał ten dzień😛 I był to dobry dzień. Dzień „ostatniego długiego dyżuru”.

Dzień z: małym sukcesem anestezjologicznym (z wielkimi podziękowaniami dla Zosi), budującą (jak zawsze) dyskusją nad polem operacyjnym, blisko godzinną pantomimą pani S, na temat jej bezdomnych podopiecznych, wizytami, długimi i krótkimi, trudnymi i lekkimi, ludzi których znam, ze zwierzakami, które lubię. Super dzień! I, jak niemal wszystkie styczniowe dyżury… (tu w ubogim swym słownictwie totalnie nie mogę znaleźć odpowiedniego przymiotnika)… pożegnalny… uroczy… wzruszający…? Taki gabinetowy wyciskacz łez🙂 Bo nagle okazało się, że „mała pani weterynarz”, która przez ostatnie miesiące nieskończenie wiele razy zapewniała właścicieli, że skończyła już studia,że wie co robi, i że potrafi pobrać krew, a nawet wykastrować kota, jest osiedlowym dobrem wspólnym, i jest w ich wielkim interesie, żeby ze swojej „szalonej wyprawy” wróciła.

*

– Pani z jakimś swoim chłopakiem tam jedzie, tak?

– Tak, z moim chłopakiem.

– To niech on tam panią pilnuje! Niech mu pani przekaże, że ma panią pilnować!

**

– A gdzie tam pani spać zamierza?

– Pod namiotem głównie.

– O Matko Boska! No wie pani!…. No to skoro tak, to niech pani sobie koniecznie ciepłe majtki na ten wyjazd spakuje!

– Ale ja jadę do Tajlandii! Tam będzie z 26 stopni🙂

– Ale niech pani weźmie ciepłe majtki! W nocy pod namiotem! Kto to słyszał!? Potem pani dzieci temu swojemu chłopakowi nie narodzi!

***

– I niech pani koniecznie na ten wyjazd jakieś leki sobie weźmie!

– Oczywiście.

– Ale naprawdę. Tabletki jakieś. Na gardło. I na biegunki… i plastry niech pani spakuje.

– Tak jest.

– I na ból głowy… i antybiotyk! O właśnie, antybiotyk niech pani weźmie.

– Oczywiście😀

– Boże… przecież to pani się tutaj zna na lekach, a nie ja- dziad stary. No, ale niech pani wróci zdrowa!

****

– W lutym już się niestety nie spotkamy, ale przekażę wszystkie informacje koleżance.

– ?

– Wyjeżdżam do Tajlandii. Leczyć zwierzaki!

– Szczęście mają te tajskie zwierzaki🙂 (mmmmmm… pan G- mistrz komplementów)

 

Oh jej! Naprawdę! Przez ostatnie 2 tyg tyle razy mnie ściskano, przytulano, całowano w rączkę i jeszcze raz ściskano, że moja aspołeczna, niedotykalska natura musiała znacznie rozszerzyć swój zakres tolerancji🙂 Jeszcze nie wyjechałam, a już tęsknię! Po kolejnych  „a kiedy pani wróci?”… „oh jej, tak długo!” aż żal mi wyjeżdżać! Gdzie ja później znajdę takie przyjemne, mrówkowcowe blokowisko? Gdzie później spotkam takich przyjaznych, otwartych,inteligentnych,troskliwych,uważnych , dowcipnych właścicieli? Gdzie mi będą tak wierzyć i ufać? (oh jej… harcersko :P) Buhuhuhuhu…. !!!! Ja naprawdę uwielbiałam tą pracę!

Tymczasem jednak milowymi krokami zbliżam się do bezrobocia.

Po pięknym dyżurze, nastał piękny wieczór. I Pola Mokotowskie nigdy nie były tak urocze i ciche, z powietrzem gęstym od wirujących płatków śniegu.

Kompromitująco długo zastanawiałam się, czy samotne picie wina będzie godnym i wspaniałym zwieńczeniem „pięknego dnia”, czy tylko kolejnym krokiem w stronę alkoholizmu. Ostatecznie uznałam, że, w obliczu bliskiego hasania w bikini po rajskich plażach z palmami, alkoholizm jest mimo wszystko mniejszym zagrożeniem niż „puste kalorie”, i picia nie będzie.

W ramach rekompensaty i powrotu do stałocieplności (romantyczne spacery w śnieżycy mają pewne wady) zrobiłam sobie dłuuuugą, gorącą kąpiel. I tak, leżąc w melisowej pianie, popijając melisową herbatę, wsłuchiwałam się w łomot pralki, mgliście żałując, że nie przywlokłam do łazienki laptopa z bardziej wyrafinowaną muzyką. Pralka łomotała, a ja z coraz większym niepokojem wmawiałam sobie, że to na pewno zapomniana fiolka po szczepionce, a nie pasek, nóż czy latarka ukochanego.

Lęk narastał. Coś było nie tak. Znerwicowana podświadomość o czymś pamiętała… Pralka mieliła jakieś niezidentyfikowane, wielkie zagrożenie… Nie nóż… nie mp3… nie komórka…I wtedy… w jednym, okrutnym przebłysku pamięci, zawirował przede mną czarno-różowy polarek. Dyżurowy polarek…. Polarek z ….. OSTATNIĄ WYPŁATĄ!!!!!!!

Zginę w tej Tajlandii….

Trzeba jednak przyznać, że polskie złote to bardzo wytrzymałe banknoty.

539850_337721519647317_808676447_n

http://www.facebook.com/photo.php?fbid=337721519647317&set=a.219453084807495.56421.219446661474804&type=1&relevant_count=1


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s