Odc.7 Bunik w dżungli!!!! :D

13.02.

Jeeeeeejjjjj!!!!!!!!! :DDDDDDDDD

Tak naprawdę dopiero dziś poczułam się tak naprawdę „na wyjeździe”! I pomijając Bangkok- Tajlandia jest wspaniała!

Autostop działa genialnie. Dziś w zasadzie nie czekaliśmy ani razu. Drogi są równiutkie, usiane znakami „uwaga krowy” i „uwaga SŁONIE” 🙂 Samochody- w większości pick-upy (przynajmniej w tym regionie), więc albo podróżuje się w klimatyzowanym wnętrzu, albo z wiatrem we włosach na pace. Mega.

I tak błyskawicznie dotarliśmy do Erawan (albo Arawan- zależy od mapy) National Park. Wjazd kosztuje 200 BTH od osoby, czyli dużo, albo niedużo (20 zł), a wejście do parku „zaskakuje”. Rozbudowana baza noclegowa, stragany, parking, Wifi free (to nas tutaj nieustannie i najbardziej dziwi), jakieś bajorka, kwietniki, pola golfowe,150 budyneczków funkcji różnorakich…. A jak wynika z map dla turystów dostępny jest tylko szlak na wodospady i kilka króciutkich (niewiele ponad kilometr) ścieżek przyrodniczych. Wszystko jest bardzo dobrze oznaczone.

Wymyśliliśmy sobie, że śniadanie zjemy romantycznie z widokiem na wodospady (nie ma to jak romantyczna oprawa zupki chińskiej). No i ruszyliśmy- asfaltową drogą, wśród umiarkowanie zagęszczonego tłumu Rosjan (głównie Rosjan) w klapkach, szortach i bikini, przez lekko przyschniętą i bezlistną dżunglę…. Hmmmm… nie dżungli wina, że akurat jest pora sucha, ale i tak trochę inaczej sobie ją wyobrażałam. Na szczęście przy pierwszym wodospadzie szosa się urywa na rzecz bardziej „dżunglowatej” ścieżki (pomijając betonowe i drewniane schody, ale bez nich byłoby bardzo ciężko), a drzewa ożywają 😛 Tutaj też dowiedzieliśmy się, że do parku nie można wnosić żadnego jedzenia- to takie prawo „śmieciochronne”, a przy okazji utrudnia i tak zabronione dokarmianie ryb i małp; a za każdą butelkę z wodą należy zapłacić depozyt. Chyba to działa, bo park naprawdę jest bardzo czysty. A gdy kilka wodospadów dalej tłum obległ dwie małpy bujające się na drzewach, małpiszony nie doczekały się niczego, poza sesją zdjęciową.

P1020841

 

P1020844

Wodospady w Arawan tworzą 7 poziomów. Nie są wysokie, dopiero pod koniec spadają z góry wyższymi kaskadami, niżej to raczej skalne ślizgawki. Pod każdym wodospadem woda rozlewa się w małych, choć głębokich basenach, w których można się kąpać, więc turyści korzystają. Co poziom to trochę mniej turystów (czasami schody są dość strome i dość długie, więc selekcja działa 🙂 ), i co poziom to większe ryby w jeziorkach 😀 Dopiero na koniec wielkie pasiaste stwory zastępują znów niewielkie rybki.

IMG_3842

 

IMG_3859

 

IMG_3841

 

P1020822

 

IMG_3858

 

IMG_3862

Widoki są fantastyczne. Gigantyczne drzewa, liany, ogromne liście, drobne paprotki wokół wodospadów, drzewa wyrastające wprost z bladobłękitnej wody… I motyle!!!! Chyba trzeba nam było kupić książkę o motylach 😀 Bo tajskie motyle są piękniejsze nawet od ptaków 😀 We wszystkich możliwych kolorach, jednak większość elegancko skontrastowana dodatkami czerni. Naprawdę! Przecudowniepiękne.

IMG_3857

 

Jakoś tak się składa, że część motyli z uporem obsiada Marchewkę. Tomek twierdzi, że to dlatego, bo poci się kwiatkami… ale uwierzcie, że to nieprawda. Może to te motyle co lubują się w siadaniu na padlinie. Osobiście strasznie skutecznie wabię komary i inne gryzące cholerstwo… przynajmniej nie ma wątpliwości czego ode mnie oczekują.

P1020872

 

IMG_3849

 

Kąpaliśmy się na samej górze, czyli w „level 7”. Woda jest zimna 😛 (przynajmniej jak na tajskie możliwości), a zakaz dokrmiania ryb chyba poważnie szwankuje, bo ryby dokarmiają się same J Wystarczy trochę cierpliwości i można zaliczyć fisz-pedicure, za darmo, pod wodospadami i paprotkami, w stadach tropikalnych motyli 😛 trzeba tylko uważać, żeby się ryby za bardzo nie rozpędziły, bo wtedy bywają bolesne 😉

IMG_3865

 

P1020853

 

IMG_3867

Wieczorem zaś błąkaliśmy się po ścieżkach przyrodniczych, zasłanych gęsto liśćmi bambusa i widzieliśmy… kolejnego dżunglowego stwora!!! Póki co nie wiemy, co to jest! Wygląda jak gigantyczna wiewiórka, wydaje dźwięki jak pracująca drukarka, a jak się wykłuca (a to chyba bardzo kłótliwe stworzenie jest) robi hałas jak awaria jakiejś wielkiej, archaicznej maszyny. Zwinne to, puchate, z oczkami jak paciorki.

P1020913

 

P1020912

Dziś nocowaliśmy na kempingu w obrębie parkowej „noclegowni”. Oczywiście- za darmo. Co prawda pani z „biura zakwaterowań” powiedziała nam, że absolutnie nie można się tu rozbijać za darmo, ale już parkowi stażnicy wzruszyli się naszą historią, że u nas kasa tylko na bilety wstępu i jedzenie, i pozwolili nam się rozbić. Autorka gorąco liczyła na free wifi na polu namiotowym w dżungli (ludzie się szybko przyzwyczajają), ale niestety :P- nie było. Był za to ptaszek, którego koniecznie chciała na tym wyjeździe zobaczyć!!!!!

P1020925

 

tratatatam!!! greater rocket-tailed drongo! po polsku drongo rajski, albo dziwogon rajski- zwróćcie uwagę na ten fikuśny ogon 😛 jest super!

A po drugiej stronie rzeki- krokodyl!!! (albo wielki waran… tu zdania są podzielone. Tomek mówi że krokodyl, a on ma lepszą lornetkę) 🙂

I dużo czapli. I wszelkich innych ptaszorów.

Tak oficjalnie, bez kombinowania i wielkiego oszczędzania to taki kemping- z wynajęciem już rozbitego namiotu, z wodą, oświetleniem i łazienką… kosztuje 40 BTH za osobę, czyli 4 zł! To jest naprawdę świetne miejsce na wakacje.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s