Odc. 10 tranzytowy

17.02

Rankiem nasze „gorące źródła” wyglądały jeszcze gorzej niż nocą, ale i tak sobie w nich popływaliśmy. Pakowaliśmy się przy „Love me tender” w wykonaniu lokalnego muzykanta. Żeby przez przypadek nie przeoczyć niczego ciekawego przeszliśmy się okoliczną ścieżką przyrodniczą, która najpierw wiodła wzdłuż strasznie gorącego strumyka o dnie zarośniętym „wścieklezielonym czymś”,

IMG_4005

a potem przez bambusowe zarośla… Tutaj wszystko jest „bambusowe”. Jeśli kiedyś spadnie jakaś klęska żywiołowa na bambusy, to tutejsze ekosystemy przestaną istnieć. Liczyliśmy na wypatrzenie jakiś tropikalnych modliszek, albo innych ciekawych owadów, ale widać tutejsze insekty są prawdziwymi mistrzami kamuflażu, i nic nie znaleźliśmy.

P1030113

Trochę niepocieszeni zdecydowaliśmy, że tym razem już zdecydowanie ruszamy daleko na południe, trzymamy się parków narodowych niedaleko naszej drogi, i jedziemy dziś do Khao Sam Roi Yot National Park; czyli nad morze. Oczywiście nie wyszło.

IMG_4011

 

gdzie się nie ruszyć, tam bambus

Nie wyszło dlatego, że jakieś 50 km od naszego miejsca docelowego złapaliśmy na stopa Fina. Zanim Fin pokrzyżuje nasze aktualne plany nastąpi krótka retardacja….

P1030090

Fin przyjechał do Tajlandii 4 lata temu na wakacje… i został. Mówi, że przez te 4 lata ani razu nie widział autostopowiczów, i nie wie jak my sobie w tym kraju radzimy, bo nawet jego Tajska dziewczyna wybijała mu z głowy autostopowe pomysły, bo tu nikt „nie rozumie o co chodzi”…. My jesteśmy takimi cudakami, że nas rozumieją… Swoją drogą dziś kilka razy ostrzegano nas, że jeśli nie pojedziemy autobusem, to nigdzie nie dojedziemy bo: Tajowie nie znają angielskiego, nie znają autostopu, nigdy się nie zatrzymują, i… to NIEBEZPIECZNE!!! Gdzie byśmy nie pojechali, zawsze autostop jest „niemożliwy”, i „niebezpieczny”. Smutne to, że takie złe zdanie mają o swoich rodakach 😛 My tam uwielbiamy autostopowanie w Tajlandii 😛

Wracając do Fina- Fin wynajmuje mały domek w przyjemnej okolicy, płaci za niego 6000BTH miesięcznie- czyli 600 zł!!! A mieszka w Hua Hin, czyli miasteczku, gdzie znajduje się letnia rezydencja króla- czyli lokalizacja nie byle jaka. Król jest zawsze barwnym tematem do rozmów 😛 Zwłaszcza w Tajlandii, gdzie ogromne zdjęcia ich drobnego króla w wielkich okularach widzi się wszędzie. I nie jest to tylko monarcha w złotogłowiu i paradnych mundurach. Można też natknąć się na króla w koszulce, z lustrzanką na szyi, na tle parku narodowego; króla w pomarańczowych szatach mnicha czy króla oglądającego roślinki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

375

 

na zdjęciach z ulicznych „fotografii chwały” król jest zawsze młody

I jak mówił nasz Fin, prawdą jest, że króla trzeba kochać. Wystarczy jedno złe słowo o królu, i 5-10 lat spędzamy w celi. Bez odwołania. Fin twierdzi, że nie ma zmiłuj. Można tu zabić człowieka, wyrazić skruchę, przeprosić, zapłacić karę i żyć na wolności, ale jedno złe słowo o królu, i oglądamy świat przez kratki…. Ale lud kocha swojego króla; gorzej z księciem-następca, ale o tym nie mówi się głośno, bo w każdej chwili może zostać królem, a wtedy wszelka krytyka będzie miała więzienne konsekwencje 😛 Aktualny król ma już 85 lat, z czego ostatnie 4 spędził w szpitalu. Ma też 3 córki. I tu bardzo się zdziwiłam, bo myślałam, że tajskie księżniczki tylko ładnie wyglądają, wąchają kwiatki i biegają po łąkach za motylkami… a potem wychodzą za mąż za szejków arabskich albo miliarderów zza morza… Tymczasem tutejsze księżniczki muszą normalnie pracować. Jedna jest nawet profesorem. Co więcej, każdego dnia telewizja nadaje odcinek „z życia królewskiej rodziny” pokazujący skrót ich ostatnich 24 godzin… i wszyscy to oglądają… Więc strasznie jest być tajską księżniczką.

Koniec dygresji.

IMG_3871

 

Tomek pośrodku nigdzie

Fin był „bird-watcherem”. (Miał książkę o azjatyckich ptakach o jakiej marzę, teleobiektyw o jakim nawet nie marzyłam, i lunetę o jakiej nawet nie śniłam… wszystko leżało sobie luzem na tylnym siedzeniu….) I jako znawca tematu oświadczył nam, że być może parę lat temu nasz docelowy park narodowy był fajny, ale teraz to jedna wielka hodowla krewetek; za to dziwi nam się dlaczego nie pojechaliśmy do Kaeng Kranchan , największego parku narodowego Tajlandii, z lasami deszczowymi… No to pojechaliśmy! Najbardziej okrężną, dziwną i wymyślną drogą, jaką można było wyznaczyć… po raz kolejny odwieziono nas na posterunek policji… obejrzeliśmy przez przypadek posąg wielkiego Buddy…

IMG_4012

 

Kaen Krachan… widok z namiotu 🙂

 Ale tuż przed zachodem słońca- dotarliśmy! I jest tu przecudownie!!!!! Zdecydowanie będzie nam się tu podobać. I chyba zostaniemy tu na dłużej 😀

 

 

www.nileguide.com

thaholiday.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s