Odc.8 Nad rzeką Kwai

15.02

Tak się jeździ na stopa w Tajlandii!!!!

P1030125

Bunik i tajscy rock&droll’owcy!

Ale zanim trafiliśmy na rozpędzoną pakę z 3 Tajami, 2 gitarami i osuszoną butelką whisky… minął prawie cały dzień 🙂

Tomek zarządził dziś pobudkę o  6 rano chyba… Przeżyłoby się to bez większego entuzjazmu, ale że nasz widok z namiotu sięgał „ponad lasy” autorka pokontemplowała sobie (ah!) wschód słońca nad jeziorem i było pięknie.

P1030037

nasz namiocik :*

P1030048

P1030039

takie sobie widoczki 🙂

Przeszliśmy się ścieżką przyrodniczą, grubo wysłaną opadłymi liśćmi bambusów… i tym razem patrzyliśmy jak las budzi się do życia. I widzieliśmy kolejne „nowe gatunki”, i każdy kolejny był śmieszniejszy i zabawniejszy! Nieubłaganie zbliża się czas notatki ornitologicznej 😀 A obserwacje ptaków przerywały nam awantury i dzikie pościgi „bambusowych wiewiórek”.

P1030062

P1030102

co spacer to atrakcje 🙂

P1030054

IMG_3902

Przeszliśmy dalszą część szlaku „Huai Mae Khamin waterfalls”, zarzekając się, że już koniec fotografowania, bo ile można cykać wodospady, po czym każda kolejna kaskada otrzymywała własną sesję zdjęciową. Przy ostatniej zjedliśmy romantyczne śniadanie (wielkie motyle, tropikalny las, świergot ptaków, komary i zupka chińska na sucho), i zdecydowaliśmy, że powinniśmy chyba jechać powoli na południe w stronę naszego wolontariatu… ale tak tu ładnie, że pojedziemy na północ do kolejnego parku… (Lam Khlong Ngu- jeśli ktoś jest fanem google earth 🙂 )

IMG_3911

IMG_3914

IMG_3929

IMG_3922

„wodospady jakich wiele”- w tej części Tajlandii… 🙂

IMG_3923

z serii „mam lustrzankę, to się bawię”

 

Po czym pojechaliśmy na północ.

IMG_3906

Tzn nie pojechaliśmy, bo akurat nic po naszej leśnej drodze nie jechało (zwłaszcza w naszym kierunku), więc poszliśmy pieszo. Ranek zmienił się w południe. „Ciepło” zmieniło się w upał. Ptaki wyginęły na rzecz cykad… tylko kruki od czasu do czasu przelatywały nad autorką, pewnie wyczekując świeżej porcji oczek do wydziobania. Wiatr umarł. Bambusy wegetowały gubiąc ostatnie liście. Powietrze falowało. Tomek zapieprzał gdzieś przodem…. Ostatnie neurony autorki umierały gotując się gdzieś pod kożuchem skoagulowanych opon mózgowych. Życie dookoła nie miało się lepiej (pomijając cykady). I wtedy, zza zakrętu wyłonił się bordowy obdrapany pick-up… a w nim nasi dwaj weseli panowie „z wczoraj”, dziś w eleganckich mundurach. Zapytali, gdzie idziemy- odparliśmy, że do … czyli na północ… Oni jechali do Erawan, czyli na południe… więc pojechaliśmy z nimi. Miło się jechało. Wiało.

IMG_3944

IMG_3946

my mamy karmniki dla ptaków… oni lizawki dla motyli 🙂

IMG_3940

A z Erawan, jak przystało na styl „pijane zające”, odbiliśmy na północ, lekko modyfikując plan z … na Sai Yok National Park. Tutaj też złapaliśmy naszą ekipę. Pierwszy raz w życiu jechałam przez piekarnik 😛 Powietrze było tak gorące, że żaden pęd nie byłby w stanie dać wrażenia chłodu… A nasz kierowca pędził. Tak jak Tajowie jeżdżą raczej przepisowo, tak ten bił rekordy prędkości. Nawet miałam nadzieję, że zaliczę jakieś autostopowe spa, i mi ten wiatr wszystkie zmarszczki wyklepie i wyprasuje, ale cudu nie było.

P1030123

I tak dojechaliśmy do Sai Yok National Park, czyli kolejnego parku z wodospadami i jaskiniami. Tutaj też zrobiliśmy fenomenalne odkrycie (wstyd się przyznać, ale „true story”- chyba mocno przereklamowaliśmy nasze umiejętności czytania mapy), że od kilku dni błąkamy się nad rzeką Kwai. Tą samą nad którą przystojni amerykańscy aktorzy budowali most w filmie o wszystko-mówiącym-tytule; i który to most jest teraz trakcją niemal tak obowiązkową jak świątynia tygrysów. Dla wygody podróżujących wszystkie atrakcje są blisko siebie.

IMG_39651

My oczywiście nie będziemy płacić za spacer po żelaznym moście w tłumie innych „western people”, poza tym dziś też sobie chodziliśmy po „moście na rzece Kwai”, na pewno dużo bardziej kameralnym, a też ciekawym. Widoki były wspaniałe. Bo w parku Sai Yok wodospady to nie kaskady na leśnych rzeczkach, tylko spektakularne  ujście leśnych strumyków do Kwai właśnie. Niepozorny strumyk lawiruje sobie przez las, po czym spada z urwiska szerokim, malowniczym  wodospadem.

IMG_3955

IMG_3967

IMG_3971

Jeśli jednak widoków, ptaków i przyrody byłoby ludziom za mało, w Sai Yok można też zaliczyć „rafting”. Mocno się zastanawialiśmy gdzie tu można poraftingować, bo Kwai płynie sobie spokojnie i niewinnie, wijąc się delikatnie między plażami a skalistymi wybrzeżami. Niemniej- można.  O zachodzie słońca wąska łódeczka motorowa holuje wielką jak nabrzeżna chata tratwę w górę rzeki. Na krytej „swojską” i klimatyczną strzechą tratwie siedzą turyści i turystki, roznegliżowane tak, jakby naprawdę nie miały się czego wstydzić. Tratwa znika za zakrętem rzeki. Łódeczka wraca samotnie. A po chwili w nurcie rzeki pojawiają się zapakowani w kapoki turyści. I dryfują sobie z prądem jak wielkie spławiki…. I to jest tajski rafting. Naprawdę, czego to ludzie nie wymyślą…. I czego to turyści nie kupią 😛

Rafting fotostory

IMG_3969

IMG_3974

P1030195

My za to powłóczyliśmy się po okolicy. Tomek namierzył kolorowego węża;

P1030205

a z drzew zwieszały się ciekawe epifity:

P1030182

IMG_3983

A potem poszliśmy do jaskini „Hello Kitty” 🙂 Oficjalnie jaskinia nazywa się trochę inaczej, niemniej na cześć Kitty Hog-nosed Bat, czyli najmniejszego nietoperza na świecie, który rzekomo żyje tylko w Tajlandii, tylko w tych jaskiniach i tylko nad rzeką Kwai. Jaskini strzegło stado makaków. Kitty bat jest widać tak rzadki i tak maleńki, że nie udało nam się go wypatrzeć. Autorce zresztą niczego się nie udało wypatrzeć poza stertą kości. Być może wszystko jest kwestią nastawienia. Autorka akurat uważa, że prawie wszystkie jaskinie są klaustrofobiczne, zakurzone i śmierdzące. Tomaszowi wystarczy, że gdzieś można się wspinać i czołgać i już jest zachwycony… dlatego on widział ciekawe robaki, ciekawe pająki i jaskiniowego gekona.

P1030208

A namiot rozbiliśmy nad rzecznym urwiskiem, z widokiem na skaliste brzegi i lasy. Fajne jest tutejsze nocne niebo ) Człowiek patrzy na gwiazdy i pierwsze (i jedyne- przy naszej kosmicznej ignorancji) co widzi, to gwiazdozbiór Oriona… W bardzo odległej przeszłości autorka wymarzyła sobie, że kiedyś przekroczy równik, i popatrzy na Krzyż Południa… teraz tak sobie myślę, że dotarcie na półkulę południową to może być najmniejszy problem w tym przedsięwzięciu 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s