Odc.9 beztytułowy :)

16.02

Tak się jeździ na stopa w tak zwanym kraju trzeciego świata” 😀

IMG_4003

Nie wszystko jest dziełem przypadku, żeby przejechać się tym Oldmobilem poczekaliśmy chwilkę aż skończy tankować, i dopiero wtedy zaczęliśmy łapać okazję 🙂 Chcieć to móc 😛

Zdecydowanie uwielbiamy Tajlandię J Dziś był też kolejny wspaniały dzień 🙂

Rankiem ruszyliśmy przejść wszystkie możliwe ścieżki w Sai Yok National Park. To zdecydowanie najciekawszy park w jakim dotychczas byliśmy. Ma nawet ścieżkę dla obserwatorów ptaków 😛 choć akurat na niej nie widzieliśmy nic ciekawego 😀 poza ciekawym pajączkiem 🙂

P1030266

 

jak ktoś wie co to, to niech pisze. Małe to było, i skakało… skakun?

Za to inne szlaki… Natknęliśmy się na małpiątko bawiące się na środku ścieżki z dwiema dorosłymi rezusami. Małpiątko brykało i tarmosiło dorosłych, dorośli udawali spokój i cierpliwość.

rhesus-monkey-(macaca-mulatta)-female-and-baby

 

żeby nie było wątpliwości- to nie jest nasza fotka 🙂 (www.planetscott.com)

Do momentu, kiedy zorientowały się, że są w „ukrytej lornetce” i z wrzaskiem zarządziły ewakuację na pobliskie skały. Nagle ożyły okoliczne krzaki i całe stado (z paręnaście, może więcej) małp rzuciło się do swojej kamiennej fortecy. Już nie było widać małpiątek. Z góry obserwowały nas tylko nastroszeni strażnicy. To nie były „figlarne” i „milutkie” małpy z Erawan, pozujące do zdjeć i bujające się nad głowami turystów… Miały zdecydowanie inne podejście do ludzi. I pewnie niedobrze byłoby się takiemu stadu narazić.

Przez dłuższą chwilę oglądaliśmy stadko „jakiś” drongo (chyba Dicrurus bracteatus, ale nikt do końca nie wie…. skandaliczne dużo czasu zmarnowałam właśnie na szukanie tego stwora w necie), i plączącego się między nimi dzięcioła, oraz „różnych małych ptaszków”, aż przyleciał „black baza” i cała reszta zniknęła. Po polsku to „czubak czarny”, ale „black baza” trafia w sedno. Typek jest niewielki, ale sieje postrach, jak pan i władca przestworzy. A ze swoim czarnym czubem i czarno-białym upierzeniem wygląda jak mały wojownik; albo zakapior.

dsc_9152

 

oczywiście nie nasze… znalezione na http://www.treknature.com

Przyleciało to, usiadło na gałęzi, przeszyło las swoim zbójeckim spojrzeniem, i wszystkie małe ptaszki się wyniosły. My więc też wynieśliśmy się do „Bat Cave”.

W jaskini nietoperzy rzekomo również mieszkają „hello kitty”, ale mieszka tam też cała masa wielkich, bardziej fotogenicznych nietoperzy, więc i tym razem nie widzieliśmy tych malutkich endemitów.

P1030210

 

P1030242

 

P1030236

Trafiliśmy za to na ścieżkę, schodami i pomostami wznoszącą się ponad skały, z tarasem widokowym na wysokości koron drzew. Siedzieliśmy więc sobie dłuższą chwilę patrząc na wznoszące się naprzeciwko drzewo o ogromnych, pomarańczowych kwiatach. A w okularach lornetek przewijały nam się żółtozielone nektarniki, niesamowicie zielone „zieleniki” (naprawdę są takie ptaki, i inaczej nie wypadałoby tego nazwać) wilgi i czubate, czarno-żółte bulbule (bulbul to też adekwatna nazwa :P).  I co mieliśmy zamiar „wstać i w końcu wracać” to pojawiało się coś nowego i jeszcze ciekawszego… Zaprawdę piękne było to miejsce 😛

IMG_4000

 

IMG_3994

 

IMG_4001

P1030271

 

 

wielkie pomarańczowe kwiaty 🙂

Blue-wingedLeafbird.jpg-for-web-NORMAL

zielenik- z http://www.birding2asia.com

Bardzo polecamy park Sai Yok. Bardzo, bardzo. Dodamy jeszcze, że w parku znajduje się źródełko wody mineralnej, tryskającej ze skał sporym strumyczkiem i podpianym jako „pitne”. Piliśmy. Piszę tą notkę kilka dni później… i dalej nic mi nie jest, więc chyba naprawdę jest pitne 😛

IMG_4002

 

prawdopodobnie najbardziej „wędrowne” grudniowe Poznaj Świat; przy źródełku 

P1030248

P1030274-001

 w objęciach pasożytów 

Gdy już weszliśmy wszędzie, gdzie wejść było można postanowiliśmy „w końcu ruszyć na południe”… trzymaliśmy się tej idei kilka godzin, ale jazda szła nam tak płynnie, a Tomek wypatrzył na mapie jakieś gorące źródła zaledwie 90 km od naszej trasy… że postanowiliśmy pojechać do Bo Klung, czyli gorących źródeł właśnie.

Kupiliśmy sobie kiść malutkich bananów (2 zł) i ogromną papaję (też 2 zł).

Minęliśmy miasto, gdzie po ulicach łażą małpy.

Minęliśmy zagłębie kurortów o wystrzyżonych trawniczkach.

Minęliśmy zagłębie pluszowych misiaczków i puchatych owieczek…

W międzyczasie jakiś kierowca nadrobił dla nas ponad 70 km, żeby tylko nas podwieźć….

Dojechaliśmy do Bo Klung ciemną nocą…. I tu szczerze mówiąc trochę wtopiliśmy, ale było ciemno, autorka w sumie spała i nie ogarniała,a Tomek myślał, że gorące źródła będą dzikimi bajorkami w tropikalnym lesie chronionym w parku narodowym… I tym sposobem zapłaciliśmy za kemping tak, jak za wejście do parku narodowego- czyli strasznie dużo. Ani pole namiotowe, ani okolica nie umywała się do naszych dotychczasowych noclegów… ale popływaliśmy sobie w środku nocy w basenie stylizowanym na jeziorko wśród skał, o wodzie podgrzewanej  „z jądra ziemi” :P, więc mimo wszystko nie było źle.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s