Odc. 11 Kaeng Krachan

18.02

Ptaki obudziły autorkę o świcie. Bezlitosnym wrzaskiem.

IMG_4085

Wyjrzałam  znamiotu. Na brzegu zalewu brodziły szczudłaki (definitywnie nadszedł czas nowe listy ornitologicznych życzeń), a kilka metrów od nas w wodę cierpliwie wpatrywał się zimorodek i czaple nadobne. Trafiliśmy do raju.

IMG_4019

W siedzibie głównej Parku Narodowego Kaeng Krachan nieopatrznie i naiwnie spytaliśmy o mapę… i to był błąd. Mapy nie było (???!!!- jak liczący prawie 3 tys. km kwadratowych park może nie mieć mapy dostępnej dla zwiedzających?), były za to problemy. Nie tylko lingwistyczne. Otóż żeby wejść do parku musimy wynająć samochód. Brama wjazdowa jest 30 km stąd, i tylko samochód może nam pomóc. Jedyne 1600 BTH za dzień + bilety wstępu, super okazja. Tomek odbył 3 długie, i nic nie wnoszące rozmowy telefoniczne, usiłując zaznajomić chyba jedynego anglojęzycznego pracownika o idei autostopowania. I poległ. Oczywiście gdzie chłop nie może, tam dziewczynę swoją pośle… czwartą trzeszczącą i przerywającą rozmowę przeprowadziła autorka, i metodami ukrytej perswazji oraz łopatologicznych wyjaśnień dostała pozwolenie na piesze szturmowanie bram parku.

P1030463

Więc pojechaliśmy. I dojechaliśmy do bram szkoleniowej jednostki wojskowej…. :/ Dowódca starał się wyglądać bardzo groźnie J Zwymyślał nas nawet trochę, że mamy czelność zwiedzać Tajlandię, a nie mówimy po tajsku… Ale tak naprawdę był bardzo sympatyczny i cały czas trochę się z nas śmiał. Autorka poudawała przestrach i skruchę, i było bardzo zabawnie. Ze szpiegowskich newsów możemy napisać, że tajscy szeregowi ćwiczą w koszulkach koloru fuksji… widać mają tam bardzo kwiatowe poligony 😛

IMG_4020

 

„smocze pole”- czyli uprawa pitahai

Zawróciliśmy. Okoliczni kierowcy byli bardzo uprzejmi ale wyjątkowo „niekumaci”, więc po kilku przesiadkach, poprawkach, kręceniu i zawracaniu w końcu stanęliśmy pod bramą parku. I tu okazało się, że bez samochodu nie możemy wjechać. Pertraktacje były krótkie i burzliwe. Polsko-angielsko-tajskie; przy czym strażnicy rozumieli kasjerkę, a autorka rozumiała Tomka. Pomimo teatralnej gestykulacji, powoływania się na cennik, turystykę, groźby i litość…. Nie wpuścili nas. Autorka strzeliła focha. Tomek grzecznie usiadł czekać.

IMG_4057

Czekaliśmy z 45 minut. Autorka klęła, udając, że czyta. Tomek czekał. Kasjerka łypała na nas obrażonymi ślepkami najszpetniejszej kobiety Tajlandii. Rozlazłe, nalane, ropuchowate babsko odziane w za ciasny róż i infantylne błękitne rękawki z niewydarzonymi motylkami….

I wtedy przyjechali niemieccy turyści. Jakoś zawsze z ciężkich autostopowych sytuacji ratują mnie niemieccy turyści 😛 Dosyć desperacko wyjaśniliśmy, w czym problem. A oni nie widzieli problemu, żeby nas przez ten cholerny szlaban przewieźć.

Bilet dla obcokrajowców kosztuje 200 BTH. Ropucha w różowym dała nam bilety za 100 batów.

IMG_4065

Autorka z trudem powstrzymała się przed pokazaniem babie języka, tudzież inną dojrzałą ekspresją emocji, ale teraz nie miało to już znaczenia… Byliśmy „po drugiej stronie”. A las piętrzył się po obu stronach krętej drogi. Wyraźnie zmęczony i przykurzony porą suchą, ale ogromny, gęsty, splątany… przytłaczający.

IMG_4081

Dopiero w samochodzie też dowiedzieliśmy się, o co w powyższym zakazie chodzi. Kaneg Krachan ma liczną populację słoni. I są to słonie zdecydowanie nie pałające entuzjazmem do turystów. Dlatego też włóczenie się tu pieszo po zmierzchu może skończyć się tragicznie. I wszystko byłoby logiczne i zasadne, gdyby nie fakt, że kilka kilometrów od wjazdowej bramy turyści stopniowo porzucają swoje wozy, i zaczynają błąkać się po lesie pieszo.

IMG_4128

Turyści w tym parku znaczy niemal wyłącznie „bird-watcherzy”. Pojedynczo, parami, stadami i zorganizowanymi wycieczkami- obsiadają pobocza i mierzą w bogu ducha winne ptaki obiektywami wielkości astronomicznej lunety.

Nasi kierowcy nie byli wyjątkiem. Z wielkim przejęciem oświadczyli nam, że jadą obejrzeć „white-fronted scops owl” (po naszemu syczek białoczelny). Zapytaliśmy się, jak chcą znaleźć tak malutką sowę w tak wielkim lesie, a oni odparli, że ktoś wrzucił dziś rano na facebooka info, na którym drzewie owa sówka siedzi! Ornitoświry, widać wszędzie tacy sami 😛  Nieuleczalne to i wspaniałe.

7626919300_41a04df5e3_z

 

syczek białoczelny

 

Szczerze mówiąc autorce bardzo mocno zabiło chore serduszko, na wieść o tak niesamowicie rzadkim syczku, którego kryjówkę dwaj Niemcy znaleźli dziś na Facebooku… ale, że nie chciała się narzucać (nie ma to jak zmarnować życiową szansę na obserwowanie ginącego gatunku w naturalnym środowisku) grzecznie wysiadła na kempingu. Pierwszy w parku kemping znajduje się zaledwie 15 km od bram parku… drugi i ostatni kolejne 16 km dalej.

IMG_4060

 

łosie rogi; większe niż w doniczkach z Tesco

Tak naprawdę w Kaen Krachan nie ma szlaków turystycznych. Jest wąska asfaltowo-gruntowa (jak przetrwała, taka jest) droga, obstawiona statywami i ornitologami; oraz 3 krótkie szlaki przez las. My akurat nie mieliśmy wyboru- poszliśmy jedynym w okolicy. Z nadzieją na czarne pantery, mgliste pantery, lamparty i tygrysy 😛 Albo chociaż tapira.

IMG_4022

 

P1030359

Szlak był dziki, klimatyczny i ciekawy. Nieskończoną ilość razy przechodziliśmy po kamieniach i zwalonych drzewach nad strumyczkiem, i za każdym razem miałam nadzieję, na „cudowne obserwacje przy wodopoju”. Tymczasem bardzo ciężko jest coś wypatrzeć z wąskiej ścieżki. Dookoła nas las szeleścił, szurał, ćwierkał, trzeszczał, krzyczał i szumiał. Dookoła tętniło tropikalne życie. I wszystko to działo się za gęstą zasłoną liści i gałęzi… Tylko żółtoczarne i oliwkowe bulbule nieskrępowanie objadały się owocami, gdzieś mając nas i nasze lornetki… ale nie po to idzie się do rezerwatu biosfery UNESCO, żeby oglądać bulbule… Dopiero  pod koniec ścieżki kilka nieuważnych małych ptaszków i piękna dzieciolica podniosło nasze morale. Poza tym znaleźliśmy sobie nową atrakcję i wyzwanie… Usiłowaliśmy fotografować motyle!

P1030365

 

piękna „dzięciolica” Dinopium javanense (czyli sułtan czerwonożytny- okropna nazwa)

P1030372

 

ten motyl był ogromny

P1030373

a ten bardzo szybki

IMG_4027

A gdy wyszliśmy na drogę…. Nad strumykiem kłębiły się setki motyli!!!!!

P1030394

P1030399

IMG_4043

IMG_4038

IMG_4033

 

IMG_4051

 

IMG_4078

 

dewiant

100 tys. zdjęć i zachwytów później z niewyobrażalnym hałasem w koronach drzew (i … na łodygach (?) bambusów) pojawiły się langury czarne! Z angielskiego „dusky leaf monkey”- jak widać naukowcy z Wielkiej Brytanii to nie tylko biolodzy ale i poeci 😛 Tu nastąpi koniec opisu… ich się chyba nie da opisać.

P1030418

P1030419

Pierwsze co ujrzeliśmy wracając na kemping, to bujający się nad parkingiem gibbon białoręki. Autorka uznała, że „woooow, co za miejsce” i zaczęła się skradać do kolejnej, naczelnej atrakcji. Gibbon znudził się bujaniem, pobłąkał się wśród ławeczek i powędrował na trawnik… autorka za nim, pełznąc po murawie, i udając, że jej nie ma…. Tomek cykał foty z dystansu swojego super zoom’u… I wtedy okazało, się, że tutejsze zwierzaki lubią mnie podejrzanie bardzo.

IMG_4068

 

IMG_4071

Wczoraj autorka poszła pod prysznic, i wróciła z kotem. Rozmyślała sobie pseudofilozoficznie, że jednak „można mieć wszystko”- czyli autostopowe wakacje, namiot u stóp lasu deszczowego, z genialnym widokiem na jezioro, a przy tym czysty prysznic z ciepłą, nie limitowaną wodą i wszystko to za darmo, gdy za drzwiami zaczął miauczeć kot. Uparcie miauczał. Być może do uraty głosu. A gdy otworzyłam drzwi kabiny na samym środku korytarza siedziała śliczna, ruda koteczka. Obrzuciła mnie międzynarodowym kocim spojrzeniem, które łączy miłość, tęsknotę, prośbę, bezbronność i wyrachowanie, po czym zaczęła się łasić. Tu nastąpiła typowa naiwna interakcja pt. „oh! jaki uroczy kotek!”. Kotek rozmruczał się z aprobatą. Odprowadził mnie do drzwi. I na ścieżkę. Zawahał się na skraju trawnika, a przy niskim płotku zaczął miaucząco protestować. Autorka wzięła kota pod pachę, i przyniosła do namiotu. Tomek uznał, że super, bo przed chwilą skradał się do niego szczur. Kotka przespacerowała się po okolicy, litością i przemocą spróbowała wywalczyć nocleg w namiocie, po czym pogodziła się z przegraną, ułożyła się Tomkowi na kolanach i zasnęła.  Już trzeci dzień nas odwiedza.

P1030439

Tymczasem autorka skradała się do puchatego gibbona, zaklinając go, żeby tylko nie uciekł zanim zrobi kolejne „zdjęcie życia”. I gdy była już naprawdę blisko gibbon popatrzył na nią swoimi smutnymi oczkami, w dwóch podskokach znalazł się przy niej, i przytulił się do jej brudnej nogi….

P1030436

Gdy już uznał, że całkiem niezły ze mnie głaskacz, próbował nawet objąć mnie za szyję, ale gdzieś tam w głębi rozklejającego się z zachwytu mózgu autorki tliły  się resztki rozsądku, i na próbach się skończyło… Nigdy nie wiadomo, co takiemu naczelnemu do głowy strzeli, nawet jeśli jest tylko biedną, samotną sierotką bez swojego stada.

IMG_4076

Skończyło się więc na masowaniu stópek. Miał niesamowicie mięciutką i delikatną skórę.  Futro też miał mięciutkie i milutkie. I bardzo smutną mordkę.

P1030446

Umówiliśmy się, że wrócimy z którymś z kończących dyżur pracowników parku. Powoli wracając głośno zastanawialiśmy się, czy jutro chcemy tu wracać. Autorka uznała, że koniecznie chce tu wrócić, bo nie widziała jeszcze dzioborożca, a co to za pobyt w Kaeng  Krachan bez dzioborożca…. I wtedy, wysoko nad koronami drzew przeleciał dzioborożec wielki!!!! On jest NAPRAWDĘ wielki! Wygląda to jak jakiś zagubiony pterodaktyl! Nie wiem co matka natura i ewolucja miały na myśli, obdarzając ptaka takim łbem…. Ale efekt jest niesamowity.

greathornbill2_rs

 

hornbill_great_winter_thailand_5a

I tak postanowiliśmy spędzić tu kolejny dzień!

 

 

 

zdjęcia syczka i dzioborożca pochodzą ze stron:

http://farm8.staticflickr.com/7128/7626919300_41a04df5e3_z.jpg

http://www.kolkatabirds.com/photo/greathornbill2_rs.jpg

http://www.tsuru-bird.net/a_species/hornbill_great/hornbill_great_winter_thailand_5a.jpg


2 thoughts on “Odc. 11 Kaeng Krachan

  1. wspaniały opis, cudowna wyprawa, trochę zazdroszczę, ale sama bym się raczej nie odważyła 🙂 najbardziej mi się podobał „bardzo szybki motyl” 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s