Odc. 15 Makłowiczowanie autostopowe

21.02

Wczorajszy dzień inteligentnych i odkrywczych konwersacji zakończył się inauguracją nieuniknionej serii pt. „podróżujemy na stopa- śpimy w przydrożnych chaszczach”. Co prawda autorka chciała ratować wieczór, noc i pozory higieny, rozbijając się na tyłach stacji benzynowej z prysznicem i łazienką (spanie przy stacjach benzynowych sprawdza się czasami w tak cywilizowanych krajach, jak nie przymierzając Polska i Norwegia); ale nie w Tajlandii takie numery. W Tajlandii miło i z uśmiechem wywalili nas na pobocze. Więc poszliśmy w chaszcze. I rozbiliśmy się na takim gruzowisku, że żaden fakir by na tym nawet nie wyleżał. Rano jednak okolica wyglądała całkiem estetycznie.

P1030668

widok z prawej

P1030672

widok  z lewej

Autostopowanie szło sprawnie. W międzyczasie Tomek próbował pobić rekord wszechświata w oszczędnym komponowaniu garderoby, i kupił sobie koszulę w tajskim lumpie, ale się okazało, że tajskie szmateksy wcale nie są tańsze od polskich i rekordu nie było. Niemniej godnym uwagi jest odnotowanie faktu, iż do Marchewki w końcu dotarły światowe trendy (co prawda sprzed roku, ale wciąż światowe), i w tym sezonie u Tomasza królują pastele 😛

IMG_4139

Jechaliśmy na zachodnie wybrzeże. Początkowo plan zakładał zwiedzanie parku narodowego Hat Khanom Mu Ko Thale Tai (dłużej nazwy nie mogli wymyśleć); ale w międzyczasie Tomek dowiedział się o istnieniu Koh Samui (bodaj najbardziej znanej wyspie Tajladnii), i zapragnął na nią popłynąć. I pragnął tego, aż dowiedział się, że to najbardziej znana i turystyczna wyspa Tajlandii. Więc przekierwał swe marzenia na sąsiednią Koh PhaNgan. Autorka nie była pewna czy wdzięczna nazwa plaży „Full Moon Party” bardziej ją kusi czy odstręcza; ale nasz ostatni kierowca bardzo poważnie poradził nam, abyśmy na Pha Ngan pilnowali siebie, rzeczy, dobytku i pieniędzy, co łącznie z ceną promu (22 zł w jedną stronę) skutecznie nas zniechęciło. Niby 22 zł nie dużo, ale wraz z ceną wstępu do parku narodowego i biletu na stały ląd uzbierała by się już suma nielicująca z „niskobudżetowymi” wakacjami. Z podobnych powodów upadł pomysł dostania się na wysepkę z Mu Ko AngThong National Park, której nie mieliśmy nic do zarzucenia, oprócz odległości od przystani promowej i kosztu dojazdu. Na zdjeciach wyglądała przepięknie. Może jak już będę bogata…

P1030669

Pojechaliśmy więc do Khanom.Przez moment jechaliśmy na pace balansując nad workami przeciekających kalmarów i spętanych żyłką krabów cichutko duszących się w plastikowych siatkach. Kolejny kierowca uprzejmie podwiózł nas do siedziby parku narodowego… i tu szczęście i uprzejmości się skończyły. Jak okazuje, dla niektórych pracowników jakby nie patrzeć „atrakcji turystycznej” nasze motywacje były totalnym kosmosem. Jak można „chcieć zwiedzić park narodowy”? Jak można chcieć przejść się po jakiś szlakach? Jak można chcieć coś zobaczyć. 40 stopni, absolutny brak cienia, wszyscy pracownicy „visitor center” + okoliczni „zainteresowani” (łącznie z 6 osób) dywagowało nad mapą okolicy, i rozkminiało czego od nich chcemy! Oczywiście wszyscy mili i uśmiechnięci. Oczywiście nie obyło się bez telefonicznej rozmowy z „kolegą co zna angielski”; i oczywiście w słuchawce oprócz trzasków nie udało się usłyszeć niczego oprócz „hello” i „Ok, OK”.

– CHCEMY SIĘ PRZEJŚĆ TU (przejazd palcem po mapie wzdłuż plaż)

– AAAAA! DELFINY, TAK TU DUŻO DELFINY!

(…)

– CHCEMY WEJŚĆ DO Hat Khanom Mu Ko Thale Tai „UTAJAN”

– OK, OK, UTAJAN PIĘKNY

– MOŻEMY KUPIĆ BILETY?

– NIE.

I tak bite 20 minut. Ostatecznie skapitulowaliśmy.

Poszliśmy szukać żarcia, bo autorka we własnych wyobrażeniach zbliżała się już do śmierci z głodu. Przeszliśmy się wzdłuż głównej ulicy „osady”, która miała do zaoferowania tylko zupki chińskie i lody. Przy jedynym straganie z bananami akurat nie było sprzedawcy.

Autorka postanowiła zrobić światu na złość i umrzeć z głodu; gdy akurat mijaliśmy uliczkę prowadzącą do portu. Z niebiesko-pomarańczowych kutrów wynoszono całe skrzynie tuńczyków i innych ryb dziwnych i pięknych. Na brzegu wszystko warzono, przekładano lodem i skuterami i furgonetkami rozwożono w świat. Chwilę podywagowaliśmy, czy da się kupić. U pierwszej handlarki się nie dało. Przy drugiej pani wyciągnęła dla nas gigantycznego tuńczyka. Pomachaliśmy energicznie rękami wybierając sobie dużo mniejszą rybę. Waga nawet jej „nie złapała”. Więc ku radości nas i wszystkich widzów- dostaliśmy za free tuńczyka prosto z kutra.

IMG_4132

Zastanawialiśmy się gdzie i jak by go tu zjeść, gdy pod dachami pustawego targowiska zazieleniły się warzywniaki. Panie idealnie zrozumiały, co mamy na myśli machając im przed oczami rybą i pokazując na zielsko. Nawet poszły na sąsiedni stragan po szczególnie aromatyczne listki (jeszcze nie wiemy co to, ale wszystkie tutejsze potrawy tym pachną). I tak z siatką grzybów, papryczek chili, limonkami i pomidorem, oraz pęczkiem trawy cytrynowej, „korzonkiem” i „gałązką” poszliśmy GOTOWAĆ! Pierwsze starcie z kuchnią azjatycką 😛

IMG_4136

Możemy jeszcze napisać, że gotowaliśmy w palmowym gaju, gdzie w cieniu drzew polatywały białe czaple i kraski…. Można by też dodać, że pod pierwszą palmą zaatakowały nas czerwone mrówki, a poza tym pod palmami pasły się też krowy(a jak wiadomo, krowy srają raczej bezrefleksyjnie), ale lepiej zostać przy czaplach i gołąbkach.

IMG_4137

Wyszło nam genialnie 🙂

A potem pojechaliśmy na plażę… co prawda nie była to plaża z parku narodowego, ale była pusta, cicha i z palmami 😀

IMG_4143

I zaczął się dramacik pt „tyle pięknych muszelek!!! Kto to będzie dźwigać 🙂

IMG_4141

Po południu poszliśmy „drogą do nikąd” szukać zaginionego wejścia na szlak parku narodowego. Ale znaleźliśmy tylko wielkie trzcinowisko i krowy. Niemniej był to przyjemny spacer.

IMG_4154

P1030707

IMG_4158

Na koniec zaś, dzięki odważnej pani z fantazją, która załadowała nas i nasze plecaki do wózka bocznego przyspawanego do skutera wróciliśmy na naszą plażę. Rozbiliśmy namiot na pokruszonych muszelkach, tuż pod skałami, z widokiem na morze i wyspy na horyzoncie…. Nie zamykaliśmy wejść, bo kto to widział komary w nocnej bryzie… I przez całą noc gryzły nas mrówki….

P1030722

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s