Odc. 17 Khao Sok

23.02

W końcu dotarliśmy do prawdziwie deszczowych lasów deszczowych.

Pada 2-3 razy dziennie 🙂

P1030783

Rozbiliśmy się nad rzeczką, na polu namiotowym parku Khao Sok. Wokół bambusy i drzewa „kwietniki”, oblepione paprociami i innymi epifitami,- w najbliższym sąsiedztwie „namiot tunel” bardzo minimalistycznego Australijczyka, i „pałatka chu*nia” bardzo kreatywnego Rosjanina- czyli pierwotnie namiot typu „igloo” rozbity przy pomocy bambusów i kamieni.

Tomasz zarządził, że skoro śpimy w „TAKIM” miejscu, to warto byłoby znaleźć się w lesie już o świcie, i zaordynował pobudkę o 6. Autorka karnie wygrzebała się z „kokonu” o 6. Zjedliśmy nasz „ryż powszedni”. Podywagowaliśmy, czy „ciepły letni deszcz” przeczekać czy zignorować, po czym lunęło tak rzęsiście i tropikalnie, ze do 9 rano nie śmialiśmy otwierać namiotu.

P1030762

Jak 99% szlaków w tajskich parkach narodowych i ten prowadził do wodospadu.

Na powitanie wysoko nad naszymi głowami wylądowało 5 dzioborożców. Dziwne były jakieś, i z dziobów paskudne. Autorka myślała, że młode pewnie, bo tak szpetna i hałaśliwa może być chyba tylko gównarzeria, ale dzięki  naszemu przewdniczkowi, okazało się, że to dzioborożec perukowy (Anorrhinus galeritus) i on po prostu tak wygląda. Popatrzyliśmy chwilę, posłuchaliśmy, poszliśmy.

cld08121217

www.wildborneo.com.my

Las wokół kapał, mżył, i parował. Cichy i ciężki od lakierującej liście wody. Gigantyczne bambusy, gigantyczne liście palm, gigantyczne pnie drzew oplecione lianami i bluszczem.

IMG_4223

Był przepiękny.

Tomasz robił zdjęcia.

P1030778

Autorka zastanawiała się jaką by tu begonię obrzygać, albo czy aby 2 rolki papieru toaletowego starczą jej na jakieś 8 godzin chodzenia po lesie (nie planujemy zamieszczać genezy psychofizycznego stanu Bunika, gdyż nie jest to historia romantyczna). I też robiła zdjęcia.

P1030773

Szliśmy. Szlak, trzeba mu to przyznać, pomijając pierwsze betonowe, strome i wysokie schody, był bardzo „absorbujący”, tudzież- dziki i dżunglowaty. Było tu sporo stromych zejść i podejść, korzeni do zaplątania, skarp do runięcia; i wiele rzek i strumieni, gdzie najbardziej luksusowym mostem były przerzucone nad wodą dwa pędy bambusa; ale zazwyczaj turystom musiały wystarczyć kamienie. Śliskie kamienie. Dla autorki raz okazało się to za mało, i tym sposobem jej plecak jest lżejszy o lornetkę :/ Niby należałoby się cieszyć, w końcu lepiej utopić marną lornetkę niż dobry (i „kochany”) aparat, ale strasznie jest być „ornitologiem” bez lornetki!!! Zwłaszcza w dżunglach Tajlandii!

P1030786

jeden jedyny most na naszej drodze; miał chwiejny początek…

P1030789

i „nie miał końca”

Po jakiś 30 minutach wędrówki przez  mgły i rosy Tomasz uznał, że „w tym lesie nie ma życia”. A jak Tomek tak zawyrokuje… to małpy rzucają się z drzew na złamanie karku, a słonie idą popełnić masowe samobójstwo. Umarły las…. Deszczowy. Jako, że autorka zalała swoją lorneteczkę dopiero w drodze powrotnej, nie zważając na ten mrożący krew w żyłach werdykt śmigała sobie wzrokiem za nektarnikami i muchołówkami. Wypatrzyła nawet zimorodka z dziobiszczem wielkim jak pędzona marchewka.

7722703598_951a3e4dc4_z

taki oto był ów zimorodek- krasnogłowem sundajskim rzekomo zwany :)(http://farm8.staticflickr.com/)

Tomasz jednak obraził się na świat „makro” i nagle odkrył w sobie miłość do entomologii. Z uwagą i pietyzmem godnym większej sprawy zaczął więc lustrować wszystkie powygryzane liście, zmaltretowane pędy i stare pajęczyny. Trzeba przyznać, że nie bez sukcesów.

P1030854

straszyk

P1030865

modliszka (się popisałam nazewnictwem)

P1030869

P1030877

pająk „śnieżynkowy”

P1030918

kolejna modliszka

P1030931

mały konik z wielkimi czułkami

Choć i tak najbardziej spektakularne odkrycie- wiszące o zgrozo nad ścieżką- miało rozpiętość kończyn długości ludzkiej dłoni, i do wypatrzenia tego monstrum bynajmniej nie trzeba było analizować każdego patyczka na więdnącym krzewie.

IMG_4241

P1030832

To jednak nie ogromne pająki i kolorowe węże stały się bohaterami dnia.

P1030913

P1030915

… tu w tle pojawia się muzyka z Archiwum X, a leśne cienie gęstnieją, rozpełzając się na wąską ścieżkę.

Jakąś godzinkę od wejścia w las, gramoląc się na wyjątkowo wysoki i niewygodny pień zwalonego drzewa, autorka z zadziwiającym ją samą spokojem zauważyła, że „ojej, musiałam się gdzieś mocno skaleczyć”. Tomek odwrócił się raczej z przyzwoitości, niż zainteresowania. Lewa nogawka spodni, po kolanem, była przesiąknięta krwią.

P1030836

zaczynam być „prawdziwą blogerką”- najpierw fota, potem reakcja

Trochę się autorce słabo zrobiło. Ale, że aspiruje do bycia „prawdziwym podróżnikiem”, pewnym choć ostrożnym ruchem podwinęła materiał. Gdzieś w tle zastanawiała się, jak mogła tego nie czuć. Pod kolanem, na zakrwawionej nodze wisiały opite do nieprzytomności pijawki, dyndając bezwładnie jak koszmarne bombki. Nie miały siły się ruszać. Zginęły. Zostawiając nastrzykane heparyną rany samym sobie, autorka obejrzała się cała, odkrywając kilka innych mniej lub bardziej nażartych pasożytów. Z każdym kolejnym jej poziom obrzydzenia wzrastał. Pijawki są ohydne. Obślizgłe, miękkie, mokre, wijące się… bleahhhh.. I momentalnie się przysysają. Oderwie się ją z nogi, wgryzie się w palec, oderwie się ją z jednego palca, wgryzie się w drugi. I tak ciągle. I wiją się, wiercą, gryzą i przyczepiają….

Odpijawkowana ruszyłam dalej, teraz dzieląc uwagę między ptaki, patyczaki, a ściółkę i pełznące w górę butów pijawki. Nagle okazało się, że świat jest pełen pijawek rwących się do naszej krwi. Co kilka kroków strzepywało się to cholerstwo z butów. I się szło. Z radością.

Po krótkim czasie autorka kontrolnie spojrzała pod spodnie, raczej chcąc ponapawać się swoją skutecznością, niż odkryć cokolwiek nowego na swoich obdrapanych łydkach. Odkryła całą kolonię nowych pijawek…. I tu już zapomniała, że ma być opanowanym podróżnikiem i dostała małego napadziku… Tomasz mruknął, że „to tylko pijawki”, i żeby zademonstrować swój niezachwiany spokój zaczął kręcić przyrodniczy film grozy pt. „żerowanie pijawy”. Casting do głównej roli wygrała wyjątkowo okazała i paskudna pierścienica. Tomasz usadowił ją na swojej dłoni. Pijawa powierciła się obleśnie. Ugryzła raz… Ugryzła drugi raz… przepełzła cm dalej… znów spróbowała się wgryźć… Po kilku próbach skapitulowała, i z rozpaczy rzuciła się w ściółkę… To się nazywa gruboskórność.

P1030793

Autorka, łamiąc wszelkie możliwe zasady stylu, gustu, smaku i wizażu włożyła spodnie w buty a bluzkę w spodnie, i uznała, że jest „pijawko-proof”… niedługo potem okazało się, że pijawki atakują też z nieba, i spadają za koszulę.

Żeby nikt nie pomyślał, że (jak zwykle) przesadzam- zdjęcie dokumentacyjne 😛 Te rude plamy to krew. Trochę sprana po pławieniu w rzece.

IMG_4263

Kolejnego dnia, już na innym szlaku, mijaliśmy tajskiego przewodnika, który machał przed oczami swych białych pracodawczyń butelką, z miksturą wyglądającą i śmierdzącą jak woda z benzyną. Zachwalał, że to świetny środek na pijawki. Dziewczyny marszczyły noski i wymigiwały się od użycia. Jestem pewna, ze gdyby ściągnęły ze swoich opalonych nóg choć jedną, opitą pijawę, byłby w stanie wysmarować się i benzyną z czosnkiem.

IMG_4262

Tomka w końcu coś ugryzło raz, ale porządnie

Wracając zaś do naszego szlaku do wodospadu , to wodospad nie zachwyca, ale zawsze przyjemniej jest iść, gdy ma się jakiś cel… zwłaszcza, gdy idąc dokarmiamy pijawki.

IMG_4245

P1030887

Za to schodząc ze szlaku przestraszyliśmy (albo weszliśmy w drogę)- latającą jaszczurkę! Naprawdę! Ta mała, żylasta i niepozorna gadzina ma na bokach ciała żółtopomarańczowe fałdy skóry, na których szybuje z drzewa na drzewo. Akurat niefortunnie poszybowała przed nami… i wylądowała w blasku fleszy 😛

P1030970

I jeszcze kilka zdjęć, dla których wyżej nie było miejsca, a nieskromnie- bardzo nam się podobają. To jest naprawdę piękny las.

IMG_4234

IMG_4248

P1030845

P1030781

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s