Odc. 18 Inne pieśni

24.02

Dobrze, że robiliśmy zdjęcia, bo inaczej nikt by nam nie uwierzył, co po tym lesie biega, lata i skacze. Dziś szliśmy przez dżunglę stworów.

IMG_4293

Jak zwykle, szliśmy do wodospadu. Szlak opiewał na 7 km w jedną stronę, więc podeszliśmy do tematu bardzo poważnie i zapakowaliśmy sobie nawet drugie śniadanie do plecaka- oczywiście ryż 😛 (niedogotowany, bo znów zaskoczył nas koniec benzyny). 14km przez dżunglę to na tutejszych szlakach może być dużo 😛 Tymczasem okazało się, że pierwsze 3 km szły szeroką, lekką drogą. Nudną drogą. Tylko wiewióry szalały w bambusach.

A gdy przeszliśmy po wąskiej deseczce przerzuconej nad strumieniem, i za naszymi plecami zamknęła się ściana lasu, znów znaleźliśmy się w innym świecie. Ciemnym, dzikim, zielonym. Obcym. Szeleszczącym, trzeszczącym i szumiącym dźwiękami, których nie rozumiem.

IMG_4265

Przepiękne są te lasy. Tylko tak przeraźliwie wilgotne. Niewyobrażalnie mokre. W zasadzie, o ile nie złapie nas burza, człowiekowi wszystko jedno, czy pada czy nie. Deszcz się słyszy, a nie czuje. Deszcz szeleści w koronach drzew i chlupie w łodygach połamanych bambusów. Ale praktycznie nie pada. Wszystko zostaje gdzieś tam wysoko w górze, na nieprzeliczonych piętrach liści-parasoli. Rzadko jakaś zaginiona kropla dosięgnie ściółki. Dopiero gdy powieje wiatr, lub siła grawitacji upomni się o swoje, woda spływa ciężkimi kroplami na ziemię. A wszystkie krzaki, liany, palmy i młode drzewa wycierają się o mijających je ludzi. Kapie non stop. A mijane liście są zawsze mokre. Tak naprawdę nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, bo my też zawsze jesteśmy mokrzy. Nie od deszczu i rosy…. Nieeee. Tak naprawdę chcielibyśmy, żeby lunęło bo w dżungli ludzie się „pocą” w skali, jaką ciężko sobie wyobrazić.  Sama w zasadzie nie postrzegam tego nawet jako „pocenie się”…. My jesteśmy po prostu mokrzy. Cali. Cała skóra od czoła po kostki pokryta jest równą warstwą potu, pomalutku spływającego do butów. Włosy, jakby ich nie spinać i wiązać, są całe przesiąknięte potem. Bluzka i spodnie lepią się do ciała mokre, jak po praniu. Twarz wyciera się totalnie mokrą bluzką raczej żeby rozmazać pot, niż go wytrzeć. To jest niewiarygodne. Czy się stoi czy idzie pot spływa po nas strumyczkami. Jak w saunie, tyle, że w sunie nikt nie chodzi, nie skacze i nie wspina się po stromych szlakach.

IMG_4270

Naprawdę trudne są te tutejsze szlaki. Nagimnastykować się trzeba jak w górach :P, a uważać jeszcze bardziej, bo tutaj nigdy nie wiadomo, czy solidna gałąź zwisająca nad ścieżką jak wymarzona asekuracja jest gałęzią czy podstępną lianą, na której możemy się nieźle bujnąć, spróchniałym badylem czy zamaskowanym mrowiskiem. W książkach „pomocne konary” zwykle zamieniają się w jadowite węże albo gniazda włochatych pająków- ale takich przygód póki co nam oszczędzono.

IMG_4281

Zanim dotarliśmy do doliny ”skoliotycznych” stworów mijaliśmy „najpiękniejsze drzewo na świecie. Drzewo, które swoimi korzeniami trzyma całe zbocze góry (tzn. tak to wygląda). Jest niesamowicie piękne, z tymi ogromnymi, wysokimi korzeniami rozlewającymi się po stromym stoku, ze swoim strzelistym pniem i ciemną koroną gdzieś bardzo wysoko w górze. Gdy tak się człowiek zastanowi, ile „w” i „na” tym drzewie żyje owadów, ptaków, pająków, jaszczurek, grzybów, mchów, porostów i epifitów… dla ilu istot to drzewo jest całym światem… to naprawdę jest cud świata.

IMG_4278

P1040069

P1040066

P1040174

P1040176

A potem las zaroił się od „stworów”.

P1040118

P1040117

IMG_4294

P1030928

P1040215

Gasteracantha arcuata

P1040216

P1040247

P1040248

P1040257

P1040258

P1040132

P1040155

ten stwór „pocił się” migdałowo 🙂

P1040153

P1030941

I tak fotografując zbliżyliśmy się niepostrzeżenie do celu. Przez ostatnie 200 metrów szlak pokazuje, co potrafi, i czym jest chodzenie po dżungli. Najpierw funduje nam wspinaczkę po ściance z gliniastej, żółtej ziemi utrzymywanej plątaniną korzeni, a potem spada w dół tak stromym, kamiennym uskokiem, że najchętniej zamknęłoby się oczy i zjechało na „dupolocie” (w kulturalnych kręgach zwanym „jabłuszkiem”), ale wtedy na pewno nie zobaczylibyśmy wodospadu 😛 Jak w każdej porządnej grze, każdy kolejny etap jest trudniejszy. Przedostatni stok jest piaszczystym osuwiskiem, a wszystko, dosłownie wszystko, co miłosierna matka natura podsuwa pod nasze dłonie (jako roślinną asekurację) ma kolce. Na koniec, parę metrów nad poziomem rzeki, szlak urywa się, i dojście do wodospadu zależy już tylko on naszej inwencji. Wodospad, tak jak i wczorajszy, nie porywa. Ale satysfakcja zostaje.

IMG_4299

Wzdłuż szlaku jest rozrzucone jeszcze kilka krótkich ścieżek doprowadzających do kolejnych wodospadów, o których również nikt nigdy pieśni i ballad nie napisze, oraz kilku „kąpielisk”. I przy jednym z nich kazało się, że jeśli zafundujemy sobie opiekę przewodnika (nie pytaliśmy ile to kosztuje) możemy sobie rozbić mały obóz w dżungli, nad rzeką spokojną i błękitną jak hotelowy basen, połowić ryby, posiedzieć w nocy przy ognisku itd. Jeśli kiedyś tu wrócimy, musimy przetestować, jak bardzo konieczna jest obecność przewodnika. Bo noc w lesie deszczowym brzmi dobrze.

IMG_4308

IMG_4320

IMG_4272


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s