Odc 19 Ciuszki i kwiatuszki

25.02

Dziś, na pożegnanie z Khao Sok, zaplanowaliśmy sobie, że zobaczymy raflezje, czyli największe kwiaty na świecie. W przyrodzie, dokładnie tak samo, jak w podróży autostopowej- jak sobie człowiek coś zaplanuje albo założy- to nigdy nic z tego nie wyjdzie J Tak więc i z raflezji nic nie wyszło, choć jeżdżąc po szosach, przecinających deszczowe lasy tego regionu, wielokrotnie czuliśmy ich zniewalający zapach. Woń na tyle silną i niewątpliwą, że nawet obudziła ona w Marchewkowej głowie „explorerski” i przygodowy plan, by dać się porwać odorowi i odnaleźć raflezje węsząc wśród lian, pijawek i bambusów. Ciekawy był to plan. Zginął zabity „głosem rozsądku” czyli moim :).

IMG_4340

ruch drogowy w Tajlandii

I tak wylądowaliśmy na turystycznej ścieżce, prowadzącej do słynnych kwiatków. I niewątpliwie, gdyby nie owa roślinka, na pewno nigdy by nasz szlak na żadnej turystycznej mapie nie zawitał, bo oprócz długiego marszu pod górę, wśród zeschniętych liści i zielonych bambusów, nie oferował nic. Pomijając spotkanie z bardzo dużymi i  bardzo gryzącymi mrówkami.

09_rafflesia

Raflezja, zwana jest również bukietnicą Arnolda, a wśród lokalnej ludności (czyli mieszkańców Borneo, Sumatry, Malezji i południowej części Tajlandii) „trupim kwiatem” co zdecydowanie lepiej odzwierciedla jej czar i urok. Bukietnica, tudzież trupi kwiatek, jest rośliną o największym pojedynczym kwiecie na świecie(o średnicy dochodzącej do 100 cm i wadze 10kg), a żeby nie było zbyt słodko i uroczo kwiat ów cuchnie gnijącą padliną. Co ciekawe raflezja na dobrą sprawę jest „samym kwiatuszkiem”- nie wytwarza liści, nie ma łodygi, ani korzeni- jest pasożytem, żerującym na lianie spokrewnionej z winoroślą. Ekstrawagancja kosztuje- lepiej rozwijać gigantyczne wielkości kwiaty cudzym kosztem, niż własnym, mozolnym procesem fotosyntezy. Raflezja kwitnie krótko, zasmradza okolicę raptem 2-3 dni, podczas gdy rozwój pąku trwa 6-9 miesięcy. Naukowcy wyróżnili 28 gatunków bukietnic, wszystkie są zagrożone wyginięcie.

IMG_6804

IMG_6811

001162-01

Nam niestety nie udało się zobaczyć kwitnącej raflezji. Szliśmy twardo pod górę, zastanawiając z niepokojem, dlaczego żaden odór rozkładu nie zatruwa leśnej atmosfery. Na szczycie czekały na nas jedynie „trupie pączki”- wielkości główek kapusty.

P1040224

P1040225

Szkoda. Mamy nadzieję, że może jeszcze kiedyś będzie okazja ją zobaczyć. Bo czego by o niej nie pisać, jest na swój turpistyczny sposób piękna.

sarawak-gunung-gading-rafflesia-03-e1323243409297-650x413

Wycieczka do raflezji miała być też naszym tymczasowym pożegnaniem z lasami deszczowymi- plan zakładał, że „po Khao Sok” to już tylko na południe, na Lantę. Oczywiście nie wyszło. Nie jest tak łatwo pożegnać się z dżunglą.

IMG_4322

Na przedmieściach Phanom mijaliśmy bardzo „ciekawy” bazar. Uwielbiam „ciekawe” bazary, a że Tomkowa odyseja pt. „błądzę po sklepach, szukam spodni” wciąż trwała, łatwo udało się go przekonać, że on też strasznie chce pogapić się straganowe dobra. Najpierw okazało się, że to nie byle bazar, tylko targowisko tutejszej mniejszości muzułmańskiej… i naprawdę patrząc na mijające mnie kobiety, prezentowane mi suknie i powiewające na wieszakach chusty przez moment gotowa byłam przejść na islam; z powodów estetyczno-odzieżowych. Przy takim wyborze tkanin, wzorów i dodatków obowiązek noszenia hidżabu chyba nie jest bolesny. A gdy już daliśmy się porwać hałaśliwemu klimatowi miejsca (aż mi się przypomniało, jak bardzo lubię Turcję), i nieuniknionemu „CHCĘĘĘĘ”, okazało się, że to nie jest byle jaki jarmark, ale doroczne święto na cześć budowniczych tutejszego meczetu! A w związku z tym, zostaliśmy zaproszeni do świętowania z nimi, co łączyło się z zaproszeniem do bazarowej jadłodajni! 😀 Wszystko co darmo lepiej smakuje! Zwłaszcza po nieudanym poszukiwaniu raflezji. Przekrzykując więc lokalnego wodzireja, wrzeszczącego coś ekspresyjnie do mikrofonu, i pijąc upiornie mocną, słodką kawę rozmawialiśmy z naszymi nowymi znajomymi i degustowaliśmy wszystko, co serwowano. Jak nas zapewniano, były to same „tradycyjne” i „typowe” dania. „Typowym” śniadaniem w Phanom jest więc „sticky rice” (taki ryżowy konglomerat) z „zielonym glutem”. Nie brzmi to może apetycznie, ale smakuje ciekawie. I chyba dobrze. „Zielony glut” jest ubitym z cukrem jajkiem, gotowanym na parze; za pistacjowy kolor odpowiada „powder ingredient”, co do którego nie udało się dogadać. „Ingredient” może mieć coś wspólnego z glonami, bo efekt końcowy przypomina paluszki krabowe na słodko. Kolejnym dodatkiem do sticky rice były świeże wiórki kokosowe smażone z cukrem (czyli wszystko super, „a dupa rośnie”). A deser stanowiły „kolorowe kostki”, czyli coś pomiędzy budyniem  a  galaretką, bladofioletowe- o smaku jagodowo-kokosowym, i wściekle zielone jak trawa na wiosnę, z bliżej niezidentyfikowanym smakiem słodko-krabowo-gloniastym. Się najedliśmy! I wróciliśmy do „bycia na zakupach” 😀 Tomasz ostatecznie kupił sobie spodnie (bogom niech będą dzięki), ja szukałam „chusteczki na włosy”, ale skończyłam z „płachtą uniwersalną”, która wg. schematyczno-poglądowego rysunku na opakowaniu może być suknią, sukienką, chustą i spódnica, a wszystko to zamotać można na kilka sposobów. Promocja 10 w 1 J I z pewnością lista ta nie wykorzystuje w pełni jej wszystkich możliwości(bo np. dobrze się sprawdza również jako prześcieradło) . Po wjeździe do Pakistanu będzie jak znalazł 😛

P1040233-001

A potem, jako że „czas był najwyższy” żeby ruszyć w kierunku Lanty, pojechaliśmy do Si Phan Nga (nie jest to łatwa nazwa) National Park. Dżungla wciąga. Nasz uroczy przewoźnik doniczkowych fikusów nadrobił niezły kawałek drogi, żeby podwieźć nas pod bramy parku. Po czym zagadał się ze strażnikiem i obśmiał nas tak serdecznie- nas „pięknych”, „młodych”, ubłoconych i zakurzonych, że wpuszczono nas za darmo.

IMG_4323

Wieczorem nad pięknym i pustym polem namiotowym roiły się jerzyki; wieczorem zastąpiły je lelki. Było wspaniale.

raflezje

http://franslanting.photoshelter.com; http://commons.wikimedia.org; http://wonkgonewild.wordpress.com; http://borneoadventure.com

Reklamy

One thought on “Odc 19 Ciuszki i kwiatuszki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s