Pierwsza operacja plastyczna Anny B.!

Rozwiewając podejrzenia, wątpliwości i/lub nadzieje- nie, nie sprawiłam sobie cycków, i nadal nie mam uroczego noska. To ja trzymałam skalpel. I ratowałam cudze piękno, a nawet życie.

Koteczka trafiła do nas 12 dni temu. W takim stanie.

IMG_4657

W pierwszej chwili myśleliśmy, że to obustronne złamanie trzonu żuchwy, czyli ta kategoria obrażeń, które leczymy zaklęciem „You must go tu Krabi”. Okazało się jednak, że kości są całe, a kot trzyma pyszczek kurczowo zaciśnięty.

IMG_4654

Skóra, mięśnie, wszystkie tkanki miękkie brody zwisały oderwane od kości. Uraz sięgał aż do wysokości zębów trzonowych. Nerwy żuchwowe nie zostały uszkodzone.

Właściciela nie udało się odesłać do kliniki w Krabi, na dyżurze byliśmy sami. Podaliśmy kotu leki przeciwbólowe, podłączyliśmy kroplówkę i uznaliśmy, że po ogarnięciu bieżących i hospitalizowanych pacjentów poczytamy o podobnych przypadkach i spróbujemy jej nieszczęsną brodę doszyć.

W tym czasie zwilżaliśmy ranę, żeby nadmiernie nie wyschła.

IMG_4658

Po ok 1,5 godzinie Tomek zasiadł przed wyrocznią Google, a ja wyrocznią Fossum…. i… w Fossum nic podobnego nie opisano!!!! A jak wiadomo, jeśli czegoś nie ma w Fossum, to w ogóle nie powinno zaistnieć w przyrodzie. Google wyświetliło kilka podobnych przypadków u waranów i innych gadzin.

Improwizowaliśmy.

Bardzo.

Kotkę, roboczo nazwaną „Bródką” znieczuliliśmy zoletilem, ksylazyną i atropiną. Zdecydowanie nie jest to mieszanka godna polecania, ale innej tu nie mamy.

Plan zakładał „doszycie bródki Bródce” i nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nie fakt, że kocia żuchwa to łyse kostki  i nie ma tam żadnych tkanek do których można coś doszyć.

Zrobiłam to tak:

Cat

Wiem, że to nie jest najpiękniejszy z rysunków poglądowych.

Tkanki wewnętrznej powierzchni brody dokładnie oczyściliśmy, opłukaliśmy i poskrobaliśmy skalpelem, żeby trochę odświeżyć powierzchnię rany. Po czym zrobiliśmy „przymiarkę” jak mocno należy naciągnąć skórę, żeby znów była brodą.

1. Pierwszy szew przechodził przez tkanki miękkie brody mniej więcej na wysokości zębów przedtrzonowych (starałam się złapać „jak najwięcej tkanek”, po czym nitka poprowadzona była w okół trzonu żuchwy (tuż za spojeniem żuchwy), zatopiona w dziąśle przed zębem przedtrzonowym. Węzełek został schowany między krawędzią żuchwy a tkankami brody.

Nie założyłam tego szwu bardziej „doogonowo” bo bałam się igłą uszkodzić ujście ślinianki podżuchwowej (albo samej ślinianki).

2- Szew łapał skórę przodu brody. Tutaj już kompletnie nie było do czego jej przyszyć, więc zawiązałam nić dookoła dolnego kła.

3- Wszystko już się niby trzymało, ale „efekt kosmetyczny” nie był satysfakcjonujący, z powodu skóry „wiszącej” pod kłami. Założyłam jeszcze dwa krótkie szwy, żeby zrobić mały lifting. Zawiązane również dookoła kła.

Szyłam nicią Vicryl 5-0. Zależało mi, żeby była bardzo cienka, bo myślałam, że węzełki w pysku będą kota denerwować. Nić musiała być wchłanialna, bo w „lantowych” realiach- nie spodziewamy się, żeby właściciel przyszedł na zdjęcie szwów.

W całej powyższej operacji największe kłopoty sprawiały wyciągnięte z kanału żuchwy nerwy. Nie były uszkodzone, i nie chcieliśmy tego stanu zmienić 🙂 ale ich obecność trochę utrudniała manipulacje brodą.

Efekt końcowy był taki:

IMG_4664

Trochę krzywo, poza tym pojawił się znaczny obrzęk tkanek- więc niepięknie.

Postanowiliśmy, że kot dziś się przegłodzi, jutro dostanie płynne jedzenie.

Osłonowo klindamycyna w syropie (nie mamy iniekcyjnej, a nie chciałam się z nią szarpać podając jej tabletki); przeciwbólowo tolfedyna (nie mamy nic innego).

Spałam śniąc o tym, że rano znajdę Bródkę z dyndającą brodą oblepioną muchami, lub czarną, cuchnącą gangreną.

Jaka była moja radość, gdy rano zobaczyłam pacjentkę zamaszyście liżącą się po dupie! Love!!!

Bródka zjadła z radością cała michę karmy rozmieszanej z wodą…

Nie mam zdjęć z tego dnia, bo po południu, za linią ostatniego szwu pojawił się znaczny obrzęk, i Bródka wyglądała jak pierwsza w historii kotka z wolem, i myślałam, że zaraz wszystkie szwy puszczą i będzie smród, gangrena i eutanazja.

Trzeciego dnia wole zniknęło, Bródce przypadkowo ktoś podał suchą karmę i też nią nie pogardziła… Wyglądała lepiej.

IMG_4774

prawy profil

IMG_4793

lewy profil

IMG_4788-001

może trochę durnowato, ale to chyba nie z winy chirurga

IMG_4795

z bliska

8 dni po operacji wyglądała tak:

IMG_4908

IMG_4911-001

IMG_4913-001

A teraz gania gdzieś po tajskiej wsi i nie wraca, więc zakładamy, że żyje szczęśliwie.

IMG_4778

Bardzo się polubiliśmy 🙂

Advertisements

5 thoughts on “Pierwsza operacja plastyczna Anny B.!

  1. Jak cudnie, że jesteście, pracujecie i piszecie! Zazdroszczę pasji i pracy, energi i chęci! Z ogromną radością i wzruszeniem czytam Waszego bloga i czekam na nowe artykuły, pisane zresztą z dużą lekkością pióra 🙂
    Pozdrawiam! A.

  2. I am not sure where you are getting your info, but good
    topic. I needs to spend some time learning more or understanding
    more. Thanks for great info I was looking for this
    information for my mission.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s