Lasy mangrowe, podejście drugie.

Ostatnio trochę zmieniła mi się koncepcja prowadzenia bloga. Nowa wizja zakładała, że będę pisać więcej o miejscach, zwierzaczkach i ciekawostkach, a mniej o nas, coby nie ugruntowywać twierdzenia, że „głupi to ma szczęście”, albo żeby przypadkiem nie być posądzonym o lansowanie się na super-podróżników, los viajeros, Pawlikowską-Pałkiewiczowską czy diabli wiedzą kogo. No ale nie da się… 😀 Naprawdę jesteśmy mega 😛

P1040511

(Mercedesem :P)

To był nasz ostatni „dzień wolny”. Obudziliśmy się. Wolno. Zwlekliśmy na śniadanie. Akurat ktoś przywiózł kota z gigantyczną raną grzbietu. Pogapiliśmy się jak Hal wszywa dreny…. Pożyczyliśmy motor…. Wszystko trwało wieki… Zdecydowaliśmy, że będziemy uparci, i znów pojedziemy na Koh Lanta Noi szukać dzikich lasów mangrowych….

Trzy godziny później płynęliśmy kradzioną, cieknącą łódką przez mangrowy las, a z brzegów obserwowały nas małpy i czaple rafowe 😀

IMG_5057

O tym co tubylcy i tzw. gospodarka rolna zrobiła z Koh Lanta Noi pisaliśmy tutaj (czyli o tym jak to nam się nie udało mangrowców znaleźć, bo wszystkie były zniszczone, spalone i wykarczowane, dla dobra palm olejowych).

Tym razem szczerze mówiąc bardziej się przygotowaliśmy, czyli obczailiśmy na Google Earth wszystkie drogi gruntowe biegnące gdzieś w okolicach lasów namorzynowych.

I pojechaliśmy. Przez „lasy”, które okazały się niekończącą plantacją kauczukowców. Zawsze wyobrażałam sobie kauczukowce jako potężne, wysokie drzewa o masywnym pniu i ciemnych koronach… Nic z tego. Tutejsze kauczukowce to rachityczne, mizerne drzewka o pniach poplamionych szarawym porostami, wyglądającymi jak pleśń. Wszystkie na tej samej wysokości obdarto z kory. Wycięte w drewnie kanaliki zbiegają się u dołu i spływają rynienką do miseczki. Drzewka z miseczkami, na których dnie zalega grudkabrudnobiałego, cuchnącego kauczuku.

IMG_4400

Niewiele w tym lesie lata, śpiewa i żyje. Tylko amazońskie kauczuki wykrwawiają się do swoich miseczek.

Super las.

Ogromny las.

Odbiliśmy w kierunku morza. Dla odmiany otoczyły nas palmy olejowe. Taka ta dzika wyspa różnorodna.

IMG_4929

Tomek zmusił nasz biedny skuterek do jakiś off-roadowych wyczynów. Biedna, biedna ta nasza maszyna. Rzężąc i gotując się wywiozła nas „pośrodku nigdzie”… To było prawdziwe „pośrodku nigdzie”. Nic tam nie było. Chaszcze i jedna zaskoczona krowa.

P1040499

Pojechaliśmy dalej.

Przez palmy zwieszające liście tuż nad ścieżką. Gdyby to była „kotara z listków wierzb” byłoby całkiem miło i romantycznie, ale to były palmy, więc oprócz wydłubania oka, wyrwania włosów i pocięcia twarzy niczego się po nich nie można było spodziewać. Tomek leżał na kierownicy, ja leżałam na Tomku, i „prowadził nas los”, bo totalnie nic nie było widać.

I tak dojechaliśmy nad obrzydliwy kanał (nawadniający, być może), za którym były dzikie mangrowce!!!

IMG_5025

IMG_5024

Przeskoczyliśmy na drugi brzeg, przedarliśmy się kilka metrów w głąb lasu i…. utknęliśmy w zasiekach z ubłoconych korzeni 😀 Jupiiiii!!!!! Las namorzynowy!!! Prawdziwy, dziki, rozległy!!!

IMG_5028

IMG_5026

Tak naprawdę tutejsze mangrowce zdecydowanie nie należą do urodziwych drzew. Szczerze mówiąc składają się tylko z ubłoconych korzeni i krzaczastej korony. Są jednak niezwykłe. Tym razem udało nam się nawet zobaczyć, na czym ta ich żyworodność polega. Co innego przeczytać w Wikipedii, że to „kiełkowanie nasienia na roślinie macierzystej”, a co innego to sobie wyobrazić. Siewka mangrowca wygląda tak:

IMG_5031

IMG_5032

łodyżka jest strzelista i mięsista, a „cebulka” zbita i zdecydowanie cięższa, więc gdy już zdecyduje się odpaść od rodzinnej gałęzi wbija się w bagnistą ziemię. I wyrasta z tego malutki mangrowiec:

IMG_5034

Ogólnie jednak chodzenie po lesie namorzynowym jest na tyle beznadziejne, że nawet nam się nie chciało 🙂

Poszliśmy więc wzdłuż kanału, szukać „dzikiej namorzynowej rzeki”, bo przecież skądś musi być do niego doprowadzana woda… To już było trochę nieprzyzwoite, bo ile można chcieć atrakcji jednego dnia, same lasy powinny nam wystarczyć… Ale udało się! Tomek znalazł błotnistą rzeczkę. Skoro Tomek znalazł rzeczkę, ja nie mogłam być gorsza- znalazłam łódkę!

IMG_5035

… i przekonałam praworządną Marchewkę, że pożyczenie łódki na godzinkę nikomu krzywdy nie zrobi. W sumie nie trzeba go było długo przekonywać.

IMG_5038

Więc ukradliśmy łódkę.

Na chwilę.

Nie jesteśmy z tego powodu dumni… 😦

Ale nie żałujemy.

IMG_5053

Wiecie jak to jest? Płynąć łódką przez prawdziwy labirynt namorzynowych „rzek” (jak to się fachowo nazywa?)?Fantastycznie!!! 😛 (zwłaszcza, jeśli się nie wiosłuje :P) Niesamowicie kręte i porozgałęziane są namorzynowe rzeki. Aż się na początku bałam, że nie trafimy z powrotem do naszej zatoczki 😛 Później jednak chciałam już tylko dopłynąć do morza. Z każdym zakrętem rzeka stawała się szersza, i głębsza, i ciekawsza… tylko krokodyli brakowało 😛 Łódka nam jednak tak przeciekała, że moglibyśmy liczyć jedynie na zatonięcie pośrodku namorzynowego lasu. To też byłaby „przygoda na bloga”, ale nie lubię przygód zagrażających mojemu aparatowi. Wystarczy, że po raz kolejny utopiłam swoją lornetkę. Tym razem nieodwołalnie. Spoczęła na wieki w mułach Koh Lanta Noi.

IMG_5041

IMG_5049

IMG_5054

Jeszcze tak informacyjnie dodam, że w sumie w namorzynowym lesie nie da się zaparkować łódki byle gdzie i wyjść na brzeg, bo: po pierwsze, trzeba by być ptakiem lub makakiem, żeby sobie wśród mangrowców porazić. Po drugie- brzeg to bagno. Wygląda całkiem mięciutko i przyzwoicie, po czym zasysa nogi lekko do pół łydki. Próbowaliśmy kilka razy wyleźć gdzieś na stały ląd, żeby wylać wodę z naszej dziurawej łódki, ale udało nam się jedynie ubabrać błotem po kolana. I zrobić brzydkie zdjęcie pięknej rybki. Kosmicznej rybki 😛

P1040519

Gdy wróciliśmy…siedząc po kostki  w burej wodzie, okazało się, że jest odpływ, i nasza zatoczka tak się wypłyciła… że za cholerę nie da się zawlec łódki na miejsce. Uwiązaliśmy ją nieco dalej, a gdy wychodziliśmy na stały, gotujący się w upale ląd- minęliśmy jej właściciela 😛 Pokazaliśmy mu- gdzie teraz stoi łódka. Pouśmiechał się, jak to Taj. Może się nawet ucieszył, że nie musi jej wlec przez wyschnięte bagnisko. Uciekliśmy, zanim się zorientował, że zaparkowana jest fajnie, ale do połowy zalana wodą.

A potem pojechaliśmy do „namorzynowej” wioski. Bardzo nie-turystycznej wioski.

IMG_5073

IMG_5075

IMG_5081

IMG_5085

P1040529

Wieczorem Tomek uskuteczniał jazdę przełajowo-rajdową w kamieniołomie  i ostatecznie odkrył granice wytrzymałości naszego skuterka.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s