Pożegnanie z Tajlandią

Szczerze pisząc wyobrażałam sobie, że tuż przed przekroczeniem tajskiej granicy całkowicie rozpakuję plecak, przejrzę wszystkie ciuchy, przeszukam kosmetyczkę, zajrzę do każdej kieszeni, otworzę każdą paczkę, wyrzucę wszystko, co nawet dla mnie będzie wyglądać podejrzanie, po czym pozapinam wszystkie możliwe klamry i troki, wsadzę plecak w przeciwdeszczowy pokrowiec i tak… oglądając się co chwila dookoła, na wypadek gdyby jakiś tajniak z chińskiej mafii chciał mi niepostrzeżenie podrzucić kilogram koki,  przejdę przez granicę.

W wyobrażeniu tym na granicy czekałby na mnie zastęp nadgorliwych celników, maszyny do prześwietlania bagaży, oraz stado psów tropiących. A gdyby przetrząsanie i obwąchiwanie moich bluzek i skarpet nic nie wykazało, zawsze mogłabym liczyć na przeglądowe RTG jamy brzusznej i rozmowę przy wariografie… A nóż gdzieś w moich trzewiach schowałby się woreczek z amfetaminą?

W końcu opuszczam kraj narkotykowego terroru.

Jeden zabłąkany listek przydrożnych chwastów, który niewyspany celnik pomyli z marihuaną, i koniec. Kto wie, czy można pisać bloga z celi? Pewnie nie.

Taki więc był plan.

Przekraczaliśmy granicę w Sadao.

Granica to jest… Babel, „Babilon”, dżungla… może trochę Bangkok. Na granicy można kupić wszystko, w każdych ilościach… jeśli tylko przebijemy się przez tłum pieszych, korek samochodów i zasieki ze skuterów. Sklepy z kosmetykami, zakłady optyczne z nieustającymi „ostatnimi wyprzedażami”, ciuchy, buty, telefony, owoce, 150tys straganów z żarciem, kantory, banki, restauracje chińskie, tajskie, malezyjskie i bóg wie jakie, hotele…Nawet McDonald. Jest absolutnie wszystko…. Oprócz mapy Malezji. I to wszystko wylewa się z witryn i straganów, zalewa chodnik i kolonizuje ulicę.

IMG_5244

 

IMG_5247

 

IMG_5248

Wypakować tu plecak???? Tylko po to, żeby nałapać karaluchów, dać się okraść lub stratować.

W jedynym czynnym o 18 banku nie było kantoru. Wymieniliśmy trochę kasy w sklepie.

Granica.

Budy z żarciem ciągną się aż do pierwszych budek celników. Można oddawać paszport jednocześnie kupując grillowane kurze łapki. Na środku jezdni dyszy brudny kundel. Smród, że można zwątpić w boga.

Podchodzimy do odprawy celnej… widać wyglądamy biednie, bo przeganiają nas od razu do kontroli paszportów.

Przed okienkiem niedługa kolejka miejscowych. Każdy ma w paszporcie 50 BTH. Sobie szybko przypominamy, czy gdziekolwiek czytaliśmy, że za wyjazd z Tajlandii się płaci? 5 zł? Ostatecznie nic w nasze paszporty nie wkładamy. 5 minut i gotowe.

Idziemy dalej, tłum rozdartych i obdartych chłopaczków usiłuje nam wcisnąć skutery, żeby dojechać do malezyjskiej granicy, wymienić walutę, sprzedać jajko na patyku, czapkę albo zegarek. Pytam się Tomka, czy my już naprawdę wyjechaliśmy z Tajlandii. Mówi że tak.

Ale jak to????

I gdzie ta cała kontrola antynarkotykowa. Gdzie tresowane psy, małpy i świnie? Gdzie prześwietlenia i kamery????

NIC. ABSOLUTNIE NIC. Nikt nawet palcem nie tknął naszych plecaków! Gdybyśmy tam mieli pół kwintala kokainy, to musiałaby nam się chyba na ulicy rozsypać, żeby ktoś zwrócił na to uwagę. Dosłownie zero kontroli…

W Malezji nam plecaki prześwietlili. Panie celniczki były tak zaaferowane wzrostem Tomka, że nawet nie zerknęły w ekran komputera.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s