Malezja z autostopu odc1

Wiecie ile kosztuje nowy samochód w Malezji? DUUUUŻO! Malezja to kraj najdroższych samochodów na świecie! I wcale nie dla tego, że po ulicach jeżdżą same Porche i Astony Martiny. To konsekwencja polityki rządu, który bardzo skutecznie chroni malezyjskie Protony. Jeśli więc jakiś obywatel zamarzy sobie dywersyjnie samochód zagraniczny, oprócz rynkowej ceny pojazdu będzie musiał zapłacić podatek odstraszający. Wysokość podatku różni się w zależności od marki, klasy i modelu wozu, ale nigdy nie spada poniżej 100% wartości samochodu! Dla przykładu sprowadzając sobie do kraju nowego Wolkswagena Golfa zapłacimy za auto + haracz wysokości 150% ceny pojazdu. Szaleństwo? To jeszcze nic! Podatek od zakupu fur luksusowych (typu BMW X6, Porsche Cayene, nowe Mercedesy) wynosi 300%!!! 300, nie 30 (słownie: trzysta procent). Jeśli więc jakiś Malezyjczyk podwozi nas Mercedesem klasy S, to znaczy, że jest naprawdę bogaty 😛

IMG_5294

Benzyna za to jest bardzo tania- 1,8-2 zł za litr 95. Ale autostrady płatne. Ogólnie trzeba przyznać, że drogi są bardzo dobre. Wyspę Penang ze stałym lądem łączą 2 mosty, jeden ma 16 km, drugi 24 km. Robią imponujące wrażenie.

Tym sposobem drogi zaś pełne są Protonów i Perodua. Nie jest to oryginalne, malezyjskie dzieło narodowe- samochody są japońskie Protony produkowane są na licencji Mitshubishi, Perodua chyba w 100% składają się z części od Toyoty. Produkowane są w Malezji, pod malezyjską nazwą, z malezyjskim znaczkiem. Wszyscy nasi kierowcy zgodnie twierdzą, że pojazdy te to badziew niesłychany i gdyby nie zaporowe podatki nikt przy zdrowych zmysłach Protona by nie kupił. Rzekomo psuje się w nich absolutnie wszystko i co chwila.(Pisząc tą notkę właśnie wygooglało mi się, że w tym roku Protony mają trafić też na polski rynek :P)

Nas póki co bawi protonowa mimikra. Nie widzieliśmy jeszcze żadnego oryginalnego Protona, każdy „coś przypomina”. Są Protony-Toyoty, i Protony-Fordy, Protony-Ople i Protony-Alfa Romeo. Jak w Tajlandii- „same same, but different”!

IMG_5372

IMG_5377

niby Toyota

IMG_5375

tak jakby Ford

IMG_5374

prawie Mini Cooper

IMG_5373

„Alfa Romeo”

Mimo iż kierowcy swych samochodów raczej tu nie kochają, nie przeszkadza im to w tworzeniu raju dla autostopowiczów! Malezja to siódme niebo! Nie zdarzyło nam się czekać dłużej niż 10 minut, a gdy już ktoś się dla nas zatrzymał, zawsze był gotowy nam pomóc… w skali, która nawet nas sprawia w zakłopotanie. Doradzą gdzie jechać, obwiozą po wszystkich możliwych księgarniach w mieście, nakarmią, podwiozą dużo dalej, niż sami jechali, podpowiedzą, wyjaśnią, poopowiadają… Nigdy nie spotkaliśmy jeszcze tak uczynnych kierowców. Brzmi to mniej więcej tak:

IMG_5275

*

– Gdzie chcecie jechać?

-Tak naprawdę jeszcze nie wiemy, wczoraj przejechaliśmy granicę, nie mamy mapy… chyba do Alor Satar, kupić mapę, a potem chyba na Langkawi…

– Ok, zabiorę was do Alor Satar.

– Super, a Ty gdzie jedziesz?

– Do pracy.

– To chyba nie masz czasu? Naprawdę podrzuć nas tylko do głównej drogi, a my sobie dalej poradzimy.

– Nie, no przecież nie mogę was tak zostawić! To jest duże miasto, jak chcecie znaleźć księgarnię? Zwłaszcza otwartą o 8 rano?

Odwiedziliśmy razem 7 sklepów potencjalnie posiadających mapy (w praktyce map nigdzie nie było), po czym nasz kierowca odwiózł nas na przystań promową, odprowadził do kas, sprawdził, czy kupiliśmy dobre bilety, upewnił się, że wiemy gdzie i o której godzinie podejść, po czym zaprowadził nas do poczekalni i tam się z nami pożegnał.

IMG_5266

**

– Gdzie chcecie jechać?

– Chyba do …. Mamy taką mapę, że nie do końca wiemy, co można zobaczyć na Langkawi. A ty co byś nam polecił?

– Jeśli lubicie przyrodę, to górę Raya. Zawiozę was tam.

– A ty gdzie jedziesz?

– Wracałem do domu, już go minęliśmy. Ale spokojnie, podwiozę was, to tylko 20 km.

P1040556

***

-Gdzie się wybieracie?

– Chcieliśmy pojechać na nocny market w P…. A Pan gdzie jedzie?

– Wracam z pracy, do swojego domu w ….

– Uuuuuu, no to szkoda… bo to całkiem inny kierunek.

– Nie nie, wskakujcie do samochodu. Podwiozę Was. Od niedawna mieszkam na tej wyspie, też sobie zobaczę, jak ten market wygląda.

Prawdziwy raj autostopowy!

Co więcej- TUWSZYSCY MÓWIĄ PO ANGIELSKU!!!! Wiecie jakie to robi wrażenie, gdy w nieturystycznej mieścinie podejdzie do was chłopczyk z podstawówki z pytaniem „Excuse me madam, can you say, sorry speak English?”, a potem płynie i poprawnie wytłumaczy wam, że nie ma sensu sterczeć przy szosie i łapać stopa, bo za parę minut z pobliskiego przystanku odjeżdża autobus? Ogromne! Ja cały czas nie mogę się przyzwyczaić, że w każdym wiejskim sklepie, stacji benzynowej czy straganie wszyscy mówią po angielsku, minimum na poziomie podstawowym. Skutkuje to tym, że robię z siebie idiotkę, pokazując na coś palcem i rycząc „How much?”, co by mieli szansę mnie zrozumieć, po czym dostaję rozbudowaną i swobodną wypowiedź zakończoną uprzejmym „do you understand?”. To jest cudowne! Kraj staje otworem! Żadnych wielkich tajemnic! Coś nas zainteresuje- pytamy. Czegoś nie wiemy- pytamy. Mamy problem- pytamy. Co jest ciekawego na Langkawi- Góra Raya. O co chodzi z kolorowymi flagami przy drodze- kampania przed wyborami. Jak trafić do kawiarenki internetowej… Za skrzyżowaniem w lewo.Genialnie!

IMG_5296

Oczywiście jest to sukces malezyjskiego systemu edukacji, ale opartego na fakcie, że jako kraj postkolonialny Malezja ma dwa języki urzędowe- malajski i angielski. Dzieciaki zaczynają się uczyć w odpowiedniku naszej zerówki (w sumie nie wiem jak tam się ma nowelizacja ustawy o polskiej edukacji…. Tu angielski zaczynają zakuwać 6latki). Naukę kontynuują przez całą podstawówkę (do 12 roku życia) i liceum (do 17), a jeśli zdecydują się na wykształcenie wyższe, to i na studiach. Jest im o tyle łatwiej, że wiele malezyjskich stacji radiowych posługuje się tylko językiem angielskim, telewizja ma program mieszany. Dzieciaki nie są skazane na angielski, w szkole oprócz klas z językiem angielskim są też profile z językiem chińskim.

Dodamy jeszcze, że w Malezja jest czysto, zielono, ciepło i bezpiecznie.

Kolejny raj na ziemi? Na pewno nie dla kobiet.

IMG_5280

Malezja to kraj muzułmański, i osobiście nie widziałabym w tym nic złego, ale gdy doktryny religijne stają się prawem państwowym można zacząć się bać. Islam musi się rozszerzać. Święta wojna nie wchodzi w grę, zdolności rozrodcze muzułmanek widać nie są satysfakcjonujące, dlatego rząd znalazł nowe rozwiązanie na krzewienie religii. W Malezji żyją również Chińczycy, Hindusi i wyznawcy buddyzmu z różnych stron świata. Jeśli przedstawiciel/ka którejś z tych grup zakocha się muzułmaninie, lub muzułmance, i postanowi zalegalizować ten związek małżeństwem- musi przejść na islam. Nie ważne, czy  mężczyzna, czy kobieta-każdy musi przyjąć jedyną słuszną wiarę.

IMG_5284

Co w tym tak strasznego dla kobiet? Nie wszystkie chodzą w burkach, widać czasami można się dogadać, i ubierać modnie, barwnie i wygodnie… choć widok wystylizowanego kolesia w szortach i rozchełstanej hawajskiej koszuli, z Ray Banami na nosie, wielką lustrzanką na szyi i smartfonem w kieszeni, za którym drepcze pokornie „buka” w burce nie jest niczym nadzwyczajnym.

Najciekawszym prorodzinnym rozwiązaniem jest prawo, pozwalające mężczyźnie na „wielożeństwo”. Czyli posiadanie prywatnego haremu. Facet może mieć tyle żon, na ile go stać, przy czym progi finansowe chyba nie są ustalone. Teoretycznie kochający małżonek, przed poślubieniem (nabyciem?) kolejnej kobiety powinien spytać o zdanie pierwszą żonę. Pierwsza żona zgodnie z tradycją ma jakieśtam minimalne prawa i względy. Pierwsza żona może się nawet nie zgodzić (każda kolejna nie ma absolutnie nic do gadania) na wprowadzenie do rodzinnego gniazdka nowej kochanki. Jeśli jednak pan mąż ma wystarczająco dużo kasy może skierować sprawę do sądu i wystąpić przeciw żonie (o co? O utrudnianie dzieła prokreacji i radosnego płodzenia kolejnych wyznawców Allaha?). Jeśli wykaże, że go stać- facet zawsze wygrywa pozwolenie na kolejną żonę. Kto to widział, żeby w sądzie wygrała kobieta 😛

IMG_5265

I to koniec newsów na dzisiaj. W tym miesiącu odbędą się wybory, i część naszych kierowców gorąco liczy na totalną zmianę rządu. Jak mówią, radio, prasa i telewizja mogą być ocenzurowaną machiną wspierającą władzę, ale internet jest poza ich kontrolą (widać rząd Malezji nie wpadł na pomysł podpisania ACTA). My możemy tylko napisać, że Malezja to idealny kraj na autostopowe (i nie tylko) wycieczki, szkoda tylko, że bilety lotnicze takie drogie.

IMG_5262


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s