George Town

George Town jest stolicą malezyjskiej kuchni. Wielbiciele i koneserzy tytułują je nawet stolicą, albo perłą kuchni azjatyckiej, sprawa nie byle jaka, w końcu Azja to ponad 40 tys km2. Mnie jednak, bardziej niż jakiekolwiek cuda z ulicznych garkuchni, zachwyca miasto.

IMG_5508

Zarówno unikalna kuchnia, jak i niesamowita architektura, są efektem kulturowej mieszanki mieszkańców tego miejsca. George Town założyli Anglicy. Potężne, pastelowe, europejskie gmachy sąsiadują z lekką, orientalną, niesamowicie kolorową zabudową azjatyckich uliczek. Sklepiki, warsztaty, riksze, stragany na kółkach, a pod parasolem, bambusy w donicach. Kilkuminutowy spacer pozwala nam minąć świątynie chińskie, buddyjskie, muzułmańskie, hinduskie i katolickie. China Town, Little Indie- kolejne inne światy. A pomiędzy tym wszystkim- nowoczesne galerie handlowe, a ponad tym wszystkim- przeszklone, strzeliste wieżowce.
Dla mnie George Town było jak wyspa skarbów. Mogłaby całymi dniami włóczyć się i błądzić po uliczkach, szukając kolejnych niezwykłych miejsc.

IMG_5504

IMG_5473

IMG_5476

IMG_5482

IMG_5486

IMG_5492

IMG_5503

IMG_5511

IMG_5480

IMG_5481
IMG_5493

IMG_5515

Nie pamiętam kiedy jakieś miasto zrobiło na mnie aż tak duże wrażenie. Jest przepiękne. A przy tym- zielone i czyste, co po 2 miesiącach w Tajlandii jest prawdziwym ewenementem. Na wypadek gdyby mieszkańcy i turyści potrzebowali dodatkowej motywacji do szukania koszy na śmieci- mandat za wyrzucanie odpadków na ulicę wynosi 500 ringitów, czyli 500 zł.

IMG_5516

Nie jestem w swoich zachwytach odosobniona. W 2008 UNESCO wpisało George Town oraz Malekę na listę Światowego Dziedzictwa, ze względu na niezwykłą architekturą, oraz unikalny charakter miast. Słowem- George Town jest niepodobne do niczego!Trzeba zobaczyć osobiście.

IMG_5551

George Town urzeka nie tylko piękną zabudową. Klima miasta tworzy niesamowita sztuka uliczna.

IMG_5524

IMG_5529

IMG_5564

Oczywiście jako, że byliśmy w malezyjskiej stolicy kuchni tym razem nie ograniczaliśmy się do „ryżu powszedniego” (aktualnie jemy non stop ryż z sosem słodko-ostrym) i trochę sobie pozwiedzaliśmy gastronomicznie. Pierwszego dnia zamówiłam Penang Laksa- czyli najbardziej tradycyjną, tutejszą i niezwykłą zupę i rzekomo jedna z najsmaczniejszych zup na świecie. Wg rozdawanej w informacjach turystycznych broszurki „co jeść w George Town”- absolutny „must have”. Ja tam jestem bardzo podatna na podobne manipulacje i reklamy- więc kupiłam. Stoisko z Penang Laksa wygląda tak, że w tle bulgocze jakiś wywar, na ladzie stoi tysiąc talerzyków, a gdy zdecydujemy się na michę zupy, pani z każdego z tych talerzyków cośtam bierze- cebulkę, jajko, kawał ryby, jakieś rybno-sojowe kulki, trochę mięty, dużo makaronu, jakieś inne listki, cuda i łodyżki-wrzuca do naszego talerza- po czym zalewa bulionem i koniec. Kosztował mnie ten eksperyment 10 zł, czyli tragicznie drogo- ale najedliśmy się tym i Tomek i ja. No i ewidentnie nie jestem orientalnym koneserem smaków, bo żadnego dodatkowego sensu żwycia w GT konsumpcja tej zupy nie nadała… co więcej, była jednym z najmniej smacznych dań, jakie od wyjazdu z Polski jadłam (ogólnie tutejsze dania są OSOM). Penang Laksa jest dziwna (jak 90% tutejszych dań). Jest zupą rybną. Pływa w niej totalnie wszystko- bo i jajko, i jakaś marynowana (wędzona?) makrela, i warzywa, i mięta i rzekomo jakaś pasta z krewetek…. Efekt jest ostro-słodko-kwaśno-miętowo-rybny.

IMG_5555
Kolejnego dnia zamówiłam sobie Chee Cheong Fun ,czyli ryżowe kluseczki- porcja „S”- 2 zł, i Otak Otak (2,8zł)- czyli coś jakby omlet z liśćmi i kawałkami ryby, zawinięte w liść bananowca. Che Cheong Fun je się z sezamem i sosem- nie wiedziałam jaki chcę, więc dostałam i ostry, i słodki i sojowy. I teraz wiem, że ze słodkim są najlepsze. Otak Otak za to jest pyszny (pewnie 2 miesiące temu powiedziałabym, że jest niejadalnie ostry, ale po pobycie w Tajlandii- jedzenie bez chili nie ma smaku :P)… ogólnie mam wrażenie, że wszystko co zawijają w liście jest pyszne To dlatego- że jest zielone!

IMG_5487

A to hit! Lody z fasolą i makaronem? Pyszne! Chendul- bo tak to się nazywa, jest tyutejszym deserem. Składa się z lodu (lodu- nie lodów- bo to zwykłe kostki lody zmielone i zalane kondensowanym, kokosowym mlekiem i jakimś syropem), z czerwoną, słodką fasolą i makaronem! Makaron jest zielony od jakiejś przyprawy.

IMG_5559
Kolejnego dnia jedliśmy lody z kukurydzą- i też były spoko. Ice Kacang.
Ogólnie koszt przeciętnego, duzego obiadu (z deserem)- 6-7 zł
Gdyby ktoś z Was chciał George Town zwiedzić, i zaoszczędzić na noclegach- to polecamy okolice ogrodu botanicznego! (ostatnio rzadko mamy dostęp do Internetu, więc nie mamy szans znaleźć nikogo na couch-surfingu). Próbowaliśmy znaleźć jakieś miejsce na nabrzeżu w mieście, ale jest to totalnie niemożliwe. W samym George Town jest trochę kuszących i pozarastanych, opuszczonych ruder, ale wiele osób ostrzegało nas, że miasto ma spory problem z narkomanami, i że lepiej się nocą po ruinach nie włóczyć. Miejsce przy ogrodzie jest ciche, spokojne, bezpieczne. Widok z namiotu uroczy.

IMG_5410

widok z namiotu nocą

IMG_5412

widok o poranku

O świcie na ścieżki wyrusza stado biegaczy i spacerowiczów, a nocą nad rzeczkami siedzą wędkarze, ale nikt nam nie przeszkadzał. Niektórzy wędkarze mają tylko idiotyczny zwyczaj pukania w tropik o 2 w nocy i informowania szeptem że „bardzo przepraszają, oni tylko będą łowić ryby koło namiotu, ale nie będą nam przeszkadzać”. Można korzystać z toalet w ogrodzie botanicznym. Śniadanie można sobie ugotować też w ogrodzie botanicznym (wstęp darmowy) i pospacerować po jego ślicznych ścieżkach.


IMG_5425

IMG_5426

IMG_5434

najgrubszy langur Malezji

IMG_5440

IMG_5446

kwiatek inaczej

IMG_5448

IMG_5449

IMG_5420

P1040699

a to ja, gdyby ktoś już zapomniał jak wyglądam. Asymilacja trwa- spodnie made in Indonesja.

Na koniec opowiastka o ludzkiej dobroci i „małym, przestraszonym Buniku”. Przy ogrodzie botanicznym nocowaliśmy 2 razy (za pierwszym razem próbowaliśmy w ogrodzie- ale się nie udało). Na wstępie muszę zaznaczyć, że po mojej armeńskiej „przygodzie” mycie się w dziwnych miejscach, z dala od namiotu i z dala od silnych ramion Tomasza (:P) nie jest już takie samo. A że tutaj jeszcze nie udało mi się kupić żadnego gazu pieprzowego, ani podręcznego paralizatora , to boję się tym bardziej. Pierwszej nocy więc, przestraszyłam się bardzo. Piorę sobie gacie w łazienkowej umywalce, 23 w nocy, cisza, spokój, a tu nagle wchodzi Hindus z mopem… Hindus trzeba przyznać też się przestraszył. I bardzo przepraszał, i bardzo się zdziwił, że o 23 ktoś tu jest, skoro od 2 godzin park jest zamknięty. Skończyłam pranie, wróciłam do namiotu… po godzinie nas eksmitowali za teren parku 😛 Drugiej nocy myślałam, że uda nam się przenocować „potajemnie”, żeby się nie przestraszyli, że chcemy pod bramami parku zamieszkać. Zanim jednak przeszliśmy przez parking minęło nas z 3 strażników na skuterkach, wszyscy krzycząc „Hello! Znów tu śpicie? Ok, Ok, No problem, good night!!!!”. Skoro „no problem”, to uznałam, że zrobię sobie większe pranie (pranie- największa zmora niskobudżetowych wyjazdów). Sterczę więc znów w toalecie, piorę swoje ciuchy, znów jest koło 23, zastanawiam się, czy dziś znów spotkam Hindusa z mopem i czy dziś dla odmiany nie postanowi mnie zaatakować… A tu nagle z dworu dobiega śpiew… A przynajmniej donośne fałszowanie. W umywalce pełno gaci, bluzek i skarpet… uciekać, czy nie? Jeszcze nigdy nie słyszałam o śpiewających gwałcicielach (zwłaszcza że nie był to uwodzący śpiew syreny, ani przebój Nine Inch Nails). Zostałam. Parę minut później, nadal fałszując, do łazienki wszedł ten sam Hindus z mopem. „Hello!- oświadczył- słyszałaś, jak śpiewałem? Słyszałem,że znów śpicie nad rzeką, i tak pomyślałem, że znów możesz tu być… więc śpiewałem, bo nie chciałem cię przestraszyć!”

Kurtyna!

IMG_5520

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s