Nasz pierwszy raz z monsunem :)

Tytuł jest lekko przesadzony.
Moje podstawowe i ulubione źródło informacji (czyli internet) nie potrafiło udzielić mi żadnej konkretnej i jednoznacznej odpowiedzi,dlatego też, wszystkich naszych malezyjskich kierowców dręczyliśmy tym samym pytaniem- kiedy zacznie się sezon monsunowy?
I jak się okazuje- w Malezji nie ma pory monsunowej. W Malezji w ogóle nie ma pór roku, 12 miesięcy jest gorąco i mokro Jeśli naprawdę się uprzeć, to można wyróżnić dwie pory roku- gorącą i mokrą; oraz gorącą i bardzo mokrą. Bardzo mokro jest od listopada do marca, więc wybraliśmy idealną porę na podróżowanie po tym kraju.

IMG_5633
Nie uchroniło nas to jednak przed tropikalnymi opadami. W końcu- teraz trwa pora „gorąca i mokra”. Langkawi nieco nas rozpuściło. Zawsze udawało nam się złapać stopa tuż przed ulewą, więc uznaliśmy to za dobry omen, widać ciężkie burzowe chmury ułatwiają autostopowanie, więc można je nawet polubić. Poza tym, deszczyki na Langkawi- popadały, minęły, namiot znosił je dzielnie.
Co innego w Parku Narodowym Penang. Nie powiemy, że złapało nas z zaskoczenia…. Nieeeeee. Błyskało, grzmiało i wiało dobre pół godziny. Niebo ciemniało nam nad głowami. Coraz wyższe fale tłukły o brzeg „Plaży Żółwi”. A my… pełen relaks. Kawka i sheesha z lornetką w ręku. Że wilgi krzyczą- tym lepiej, łatwiej je wypatrzyć (się okazuje, że czy wilga egzotyczna czy krajowa- „krzyczy na deszcz”).

P1010103

(taki tutejszy „gołąbek”)

Wraz z pierwszymi kroplami przenieśliśmy się do stolika pod daszkiem. Ja-akurat w trakcie przyszywania szelki do mojego „niezawodnego” plecaka. Cały dobytek rozwleczony i rozwieszony na okolicznych krzakach- coby się przy okazji przewietrzył. Usypałam ze wszystkiego stos na środku stołu, i tyle. Szyję dalej.
Zaczęło padać mocniej. I momentalnie zrobiło się bardzo zimno.
A potem lunęło. Tak, że świat zniknął za ścianą deszczu.
A potem zerwał się wiatr. I okazało się, że w czasie tropikalnej ulewy deszcz nie pada tylko z góry. Leje z każdej strony. Zalewa wszystko, pod każdym możliwym kątem. I pod takim daszkiem jak nasz, można sobie wziąć prysznic i zrobić pranie, ale na pewno nie można się schować.
Więc mokliśmy.
Z 2 godziny.
2 godziny lało, wiało, grzmiało i błyskało.
O zmierzchu na chwilę ucichło. Więc rozbiliśmy namiot. (jak ja się cieszę, że zawsze noszę śpiwór zawinięty w foliową siatę! Jedynie on wyszedł sucho z potopu).
A potem znów padało. Całą noc.

IMG_5611
I takie są tego konsekwencje Uwięzieni w dżungli. Przez mokre gacie i skarpetki.
Tym sposobem spędziliśmy kolejny cały dzień w Parku Narodowym Penang; przy nietypowej, żwirowej plaży, którą upodobały sobie żółwie morskie. Tuż obok znajduje się jezioro meromiktyczne. To rzadko spotykane jeziora strefy nadmorskiej. Zasila je woda zarówno słodka, jak i słona, ale w przeciwieństwie do większości akwenów efektem nie jest jezioro słonawe, tylko takie, gdzie woda rozkłada się warstwowo- woda morska, cięższa ze względu na zasolenie, utrzymuje się w strefie przydennej, a warstwę powierzchniową tworzy słodka woda rzeczna.

P1010093

P1010095
Jeśli nie bawią nasz geograficzne ciekawostki- drzewa otaczające kemping, jak i cały park narodowy, są idealnym miejscem do obserwowania latających lemurów. Stworzenie wygląda podobnie do wiewiórki, a osławione „latanie” jest oczywiście lotem ślizgowym w koronach drzew, możliwym dzięki fałdom skóry rozpiętym między łapkami.
My nie mogliśmy wybrać się na poszukiwani lemurów. Ani żółwi. Ani nawet zimorodków.
Pilnowaliśmy prania. Bo to, czego nie da się w parku przeoczyć, to hordy makaków. A gdzie są makaki, tam nic nie jest bezpieczne.

P1040672


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s