Malezja autostopem odc.2, o dobroci i miłosierdziu :)

Dziś nastał wiekopomny dzień w naszym wspólnym podróżowaniu!!!

Dziś, pierwszy raz odkąd jeździmy razem (czyli z 5 lat)- śpimy w hotelu!!!!

Tratatatam!

IMG_5982

Z własną łazienką!

Z WiFi!

A nawet z klimatyzacją!

I nie jest to kryzysowo-ratunkowy nocleg reanimacyjny. Oboje jesteśmy zdrowi 🙂

I nie jest to upadek ducha i ostateczna klęska naszej złotej zasady jeżdżenia i nocowania za darmo.

Śpimy za darmo 🙂 Ah ta Malezja! Wczoraj nocowaliśmy w błocie między kurnikiem, a zapleczem motorowego warsztatu, gdzie całą noc hałasowały kury, szczury i kocury… a dziś w mieście, w czystej pościeli, w łóżeczku 🙂 Nigdy się nie wie, gdzie człowieka noc zastanie 🙂

Ale zanim pani Nancy zgarnęła nas z ulicy, zawiozła do hotelu i opłaciła nam nocleg przydarzyło się wiele rzeczy „pierwszych i niezwykłych”.

Autostop szedł nam opornie, ale widać wyglądamy już na tyle marnie i biednie, że raz kupiono nam lody, później czekoladki, na koniec napój izotoniczny… więc nawet najeść się można było. A na pewno wyhodować próchnicę 🙂

Tak sobie słodząc dojechaliśmy do Kuantan. I tu, pierwszy raz w życiu… piliśmy kawę w Starbucksie 😛 Nikt nie ucieknie przed Starbucksem. Bo cóż można było zrobić, jeśli jedyne wifi free znajdowało się w Starbuniu? Poszliśmy… i byliśmy dramatycznie modni.

P1010004

 

tak wygląda blogowanie w cywilizacji

P1010519

a tak w dziczy

 

Dziś też pierwszy raz w Malezji… kupiliśmy alkohol! Tzn Tomasz kupił 🙂 Tomaszowa wątroba widać uznała, że po 3 tygodniach abstynencji czuje się zapomniana i niepotrzebna, więc Marchewka wrócił z zakupów z rumem! Bardzo szczęśliwy 🙂

Wrócił też z… prezentem! 🙂  Tym sposobem pierwszy raz w życiu mam świecący breloczek do komórki 🙂 Co prawda aktualnie nie mam komórki, bo jej się umarło w plecaku… ale gadżet do telefonu mam 🙂

IMG_5987

 

(Nightmare before Christmas, bardzo fajna bajeczka)

I tak, wysuszeni i wymrożeni galeriową klimą wyszliśmy w wieczorny skwar, szukać miejsca na namiot.

Jak nam udowodniły minione 3 tyg. Malezja to kraj spokojny i bezpieczny, więc dziarsko i optymistycznie maszerowaliśmy sobie w kierunku zalesionych wzgórz wznoszących się za miastem.

Szliśmy przez ciche, i bardzo „amerykańskie” osiedle parterowych domków jednorodzinnych, trochę podniszczonych i zaniedbanych, ale wciąż ładnych. W   temacie „sposobu szukania miejsca na nocleg” różnimy się z Tomkiem totalnie… czyli tak samo jak w każdej innej kwestii. Ja jestem dzikusem, który najchętniej przemknąłby gdzieś niepostrzeżenie, rozbił się, przespał, a o  świcie zniknął, nie zawracając głowy tubylcom i o nic ich nie pytając bo 1- po co ściągać czyjąś uwagę, 2- po co robić z siebie sensację, 3- poza Rosją i Kaukazem ludzie i tak nigdy nie kumają, o co nam chodzi. Tomasz wręcz przeciwnie. Tomasz, być może słusznie, uważa, że nikt nie zna lepiej okolicy i płaskich łączek na niej rozsianych, lepiej niż jej mieszkańcy. Tomasz uwielbia rozprawiać z miejscowymi o spaniu w namiocie, bezpieczeństwie, wygodzie, palniku wielopaliwowym i ryżu z cebulą. Naprawdę, czasami mam wrażenie, że Marchewka kocha być gwiazdą.

484555_333405780084502_1200637445_n

Tak więc i tym razem Tomek postanowił podyskutować z Hinduskimi pracownikami myjni samochodowej, mimo, że las szumiał 10 minut drogi przed nami. Hindusi nic nie wiedzieli, za to pani Nancy uparła się, że nie pozwoli nam spać na obrzeżach niebezpiecznego Kuantan w niebezpiecznym lesie. Chwilę trwało, zanim skapitulowałam, bo jednak strasznie mnie taka szczodra dobroczynność krępuje. Jakby nie patrzeć stać nas jeszcze na kilka nocy pod dachem, a po krzakach koczujemy poniekąd z wyboru (albo z uporu); ale kobiecie naprawdę zależało. A ja też nie mogłam wiarygodnie kłamać, że po całym dniu autostopowania nie mam ochoty na prysznic. Więc zapakowała nas do swojego świeżo wypranego samochodu (żółtego jak słonecznik), zawiozła do hotelu, opłaciła nocleg, a depozyt, który odbierzemy jutro mamy „wydać na co sobie wymarzymy”. Depozyt jest wysoki.

Niesamowite co? Takie… chrześcijańskie. Zgarnąć z ulicy zabłąkane brudasy, i zapewnić im kąpiel i bezpieczną noc w czystym łóżku 🙂

IMG_5990

 

Marchewkowa pełnia szczęścia! Litr majonezu i ćwiartka rumu 🙂

Mieliśmy się tu upić! Zwłaszcza, że mamy co opijać… ale po kubku kawy z rumem umarłam… a jak się obudziłam, spał już Tomek 🙂 Taka impreza!

A opijać mieliśmy…. pierwsze finansowo-ekwipunkowe wsparcie naszej wyprawy!!! Naprawdę, stajemy się „poważnymi i prawdziwymi” podróżnikami 🙂

Już niedługo… dostaniemy nowe buty od firmy Meindl, czyli takie same jak mamy, tylko 4 lata młodsze 🙂

 

Advertisements

One thought on “Malezja autostopem odc.2, o dobroci i miłosierdziu :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s