Taman Negara odc 1

Wyobraźcie sobie najstarszą na świecie, tropikalną puszczę.

IMG_5940

Las jest mokry od niedawnej burzy. Powietrze pachnie ozonem. Zapada zmrok. Wąska ścieżka wije się wśród monumentalnych, strzelistych drzew. Idziemy boso, czując pod stopami miękkie mchy, opadłe liście, glinę i korzenie*.W jednym ręku niesiemy mydełko, w drugiej ręcznik i czysty T-shirt.

Schodzimy na kamienisty brzeg. Zostawiamy ciuchy na zwalonym pniu, i wchodzimy do rzeki koloru mocnej herbaty. Woda jest cudownie zimna. Leżymy w zatoczce jak w wannie, a nurt zmywa z nas pot, błoto i krew (ah te pijawki) po całodniowej wędrówce przez dżunglę. Z gałęzi drzewa na drugim brzegu przygląda nam się spokojnie para gibonów. Cichną ostatnie dzienne ptaki. Włączają się cykady.

Wracamy zmarznięci do namiotu. Gdzie czeka na nas gorący kubek kakao!

IMG_5969

Tak będę pamiętać Park Narodowy Taman Negara!

(* Tak naprawdę chodzenie po dżungli boso nie jest pewnie najbezpieczniejszym, ani najmądrzejszym pomysłem; ale… jest takie romantyczne! I bardzo przyjemne).
IMG_5917

Żeby coś takiego przeżyć, trzeba… trochę się nachodzić (bo mimo iż na szlakach nie ma tłumów, to jednak ruch turystyczny raczej uniemożliwia kąpanie się nago w rzece, bez wzbudzania międzynarodowej sensacji czy zgorszenia), a co ważniejsze- trzeba trochę pomarudzić. Marudzić należy na zbyt krótkie szlaki i zbyt drogich przewodników. My marudziliśmy dwa razy. W „pałacu” dyrekcji w Merapoh  nie wymarudziliśmy nic, tylko się dowiedzieliśmy, że wędrując sobie szybko i radośnie asfaltem, 9 km w głąb parku, złamaliśmy regulamin. W znacznie mniej spektakularnej siedzibie parku w Jerantut wymarudziliśmy pozwolenie na dojście do wodospadu Lata Berkoh, czyli całe 5 km dalej, niż oficjalnie można.

IMG_5908

w tle- Gunung Tahan, rzekomo najtrudniejszy szlak trekkingowy Azji Południowo-Wschodniej.  Minimum tydzień wędrowania przez dżunglę 😀

Trochę niepocieszeni, że nikt, nigdzie nie chce nam pozwolić na samodzielne zdobywanie Gunung Tahan weszliśmy na szlak… i momentalnie się zgubiliśmy. Tzn, w nomenklaturze Marchewki „zgubiliśmy NASZĄ drogę”, ponieważ Marchewka się nigdy się nie gubi, on co najwyżej nie wie, gdzie się znajduje 🙂 Szlak na Gunung Tahan i z powrotem do cywilizacji ma niec ponad 100 km. 100 km przez dziewiczą dżunglę! Tak sobie planowaliśmy, że przemkniemy niepostrzeżenie przez bramy parku (przy „czujności” tutejszych pracowników-dziecinnie proste), a potem będziemy się kryć w dżungli przed strażnikami i przewodnikami, aż zdobędziemy naszą wymarzoną górę… ale szczerze mówiąc na tych 100 km pewnie byśmy się 1000 razy zgubili, i odnaleźli gdzieś na plantacji palm olejowych 🙂

IMG_5909

Idąc więc do Lata Berkoh wleźliśmy przy okazji na Bukit Teresek, co ma taki sam sens, jak jeżdżenie z Gdańska do Warszawy przez Poznań. Ale tym sposobem dokładniej poznaliśmy sobie turystyczne ścieżki Taman Negara. I-to naprawdę nie jest efekt „zakazanego owocu”- tuż za tabliczką „zakaz wstępu bez przewodnika” las staje się piękniejszy, wyższy, dzikszy i bogatszy. Co prawda tam też zaczyna się strefa pijawkowa, ale dla takich widoków można nakarmić sobą kilka pasożytów.

IMG_5967

IMG_5942

Znaczna część krótkich szlaków Taman Negara stanowi zawieszona nisko nad ziemią kładka, z listw, prawdopodobnie mających przypominać drewniane belki. Wędruje się więc po równiutkim chodniku, a wzniesienia i nierówności tereny pokonuje się po schodach. Niby fajnie, i wygodnie, bo ani się człowiek nie ubłoci, ani pijawek nie nałapie, ale czy naprawdę przyjeżdża się do dżungli wędrować po schodach i chodnikach? Które dudnią pod stopami tak, że wszyscy mieszkańcy lasu słyszą nas pewnie z odległości pół kilometra? Teoretycznie na takim szlaku można by zaobserwować tylko zwierzęta głuche, wściekłe lub okaleczone… w praktyce można z powodzeniem obserwować wiewiórki. Okazuje się, że szczeliny pomiędzy belkami świetnie odcedzają orzeszki- liście, gałązki i inne odpady spadają pod ścieżkę- orzeszki i żołędzie zostają. Wiewiórki szaleją. Jest orzeszek- jest euforia. Taman Negara to jeden z najstarszych lasów na świecie- wiewióry zdecydowanie mają coś z „Epoki lodowcowej”.

P1010580

P1010576

My, przez pierwsze dwie godziny błądzenia po chodnikach Taman Negara, czuliśmy się strasznie zawiedzeni. Bo co ta dżungla? Zdarto z nas kasę za absolutnie wszystko (bilet wstępu, pozwolenie na nocowanie, LICENCJĘ NA FOTOGRAFOWANIE, przepłynięcie 20 metrów rzeki łódką- co prawda opłaty są groszowe, ale irytujące), a my spacerujemy dudniącą kładką przez chaszcze… Bo tak rzekomo reprezentacyjny kawałek puszczy wygląda- jak chaszcze. Skłębione krzaczory, cieniutkie drzewka, trochę paprotek, trochę rattanów. Żadnych monumentalnych drzew, żadnych spektakularnych lian, czy orchidei. Taki tam lasek… Być może taka to malezyjska polityka, utwierdzać naród w przekonaniu, że dżungla to sterta chwastów zagracających teren, gdzie mogłyby rosnąć palmy olejowe… Dużo rozmawiamy tu z naszymi kierowcami o palmach, lasach i ochronie przyrody… Malezyjczycy nie kochają swoich lasów. Palmy  to pieniądze. Las to dzikie węże i komary. Od zachodu i południa Taman Negara to wyspa na morzu olejowych plantacji. Jedynie od północy lasy wciąż wylewają się daleko poza granice parku… i tną je tam intensywnie.

P1010699

Dlaczego do Lata Berkoch trzeba iść z przewodnikiem- nie wiemy. Może prawdziwe piękno dżungli wymaga prawdziwie wysokiej opłaty- bo tutejsi przewodnicy się cenią. Oczywiście pytaliśmy, ile by nas kosztowała eskorta na Gunung Tahan. Za 7 dniową wycieczkę przewodnicy liczą sobie 1200 zł.

Szlak nie jest trudny (po bagnach i korzeniach mossy forest w Cameron Highlands chyba już nic w Malezji nie będzie dla nas trudne). Tylko bogaty w pijawki. Nienawidzę pijawek. Jestem w stanie zrozumieć, że od istnienia komarów zależy życie jerzyków i innych ptaków, i komary pełnią ważną funkcję w dżunglowej sieci pokarmowej… ale jestem pewna, że ten sam ekosystem mógłby świetnie funkcjonować bez pijawek. Las byłby wtedy jeszcze piękniejszy. I kleszczy… łaził po mnie kleszcz, wielkości paznokcia (palca wskazującego- jeśli ma być precyzyjnie). I głodny był. Jeszcze nienapity. To był pewnie kleszcz żerujący na słoniach i nosorożcach… odsysający jednorazowo jednostkę krwi… Był tak ohydny… że nie zrobiłam mu nawet zdjęcia (szczerze mówiąc to zrobiłam panikę godną „głupiej blondynki”…).

P1010640

 

takich stworzeń na szlakach jest pełno. Tomek mówi, że przy bliższym kontakcie gryzą 🙂

Szlak był łatwy i przyjemny, do momentu przeprawy przez rzekę. Przeprawy przez rzekę są zawsze momentem, kiedy w naszym dream teamie przestaje działać idea równouprawnienia, a ja zamieniam się w potrzebujące pomocy niewyemancypowane stworzenie, które bez silnego ramienia mężczyzny zginie (ok… przy zakładaniu plecaka też… Marchewka pewnie by wymienił jeszcze 500 innych sytuacji).

IMG_5949

Rzeka jest szeroka, w najgłębszym miejscu sięga do bioder, czyli o ile wcześniej zastanawiałam się, czy można się w niej umyć nie ryzykując załapania rybki żyjącej w pęcherzu moczowym, albo innego ciekawego pasożyta- po tym przejściu przestało to mieć znaczenie. Poza tym, po raz kolejny okazało się, że rzek naprawdę nie można bagatelizować. Patrząc sobie na Tomasza, brnącego na swoich patykowatych kończynach przez wodę wymyśliłam sobie, że jeśli będzie mi ciężko iść po tych kamieniach, to najgłębszy odcinek sobie przepłynę… Ciepło jest, i tak jestem mokra bo przez 2 godziny lało… W życiu! W najlepszym wypadku wyłowiliby mnie 8 km niżej, przy bramie parku. Gdyby nie silne ramię Marchewki pewnie bym na drugi brzeg nie dobrnęła 😛 Ale przygoda była 😀

IMG_5951
A w drugą stronę równouprawnienie zadziałało jeszcze bardziej 😀 Tomasz brodził przez rzekę… a mnie przewieźli pracownicy parku, którzy podpłynęli tu o świcie, przespacerować się z piłą motorową, i cośtam przy jej pomocy poprawić! Cwaniaki na środku rzeki zapytali, czy mam wykupione pozwolenie na fotografowanie!

IMG_5963

 

IMG_5965

A to największy cudak z naszego pobytu w Taman Negara: szerokodziób białoskrzydły.

Black_2D00_and_2D00_Red-Broadbill-51

 

117392690.TG9r6H3X._H4B8678a1

 

( fotki z http://www.thefeaturedcreature.com)

Poza tym po raz kolejny wydłużyliśmy sobie listę obserwowanych dzioborożców. Tym razem o dzioborożca żałobnego . Tak naprawdę w dżungli bardzo ciężko obserwuje się ptaki, liście i gałęzie bardzo skutecznie zasłaniają nawet tak wielkie straszydła. Nie da się za to takiego ptaszyska nie usłyszeć. I niestety, jego głos to nie jest donośne ćwierkanie.

AB_rhinoceros_mouse_c-2

 

ANGM199704_41-2

 

(genialne zdjęcia p. Tima Lamana; www.timlaman.com)

Zimorodek nie uciekał…

P1010670

 

P1010672

A monarszyk hiacyntowy uwił sobie gniazdko tuż przy samej ścieżce. Po czym udawał grzecznie i cichutko, że nie istnieje. I wcale go nie widzimy. I że się nie boi.

P1010559

Za to najciekawsze zwierzaki widzieliśmy jak zwykle z szerokiej drodze wychodzącej z siedziby parku w Merapoh.Widzieliśmy tam także porozrzucane wzdłuż asfaltowej drogi lizawki… bo skoro turyści płacą za night safari, to chociaż jelonka zobaczyć muszą 😛

Nam udało się zobaczyć cyjona, czyli dzikiego malezyjskiego psa.

Thinrhino_Cuon_alpinus

 

taki trochę lisek

Dhole-trotting-across-grass-clearing

Szliśmy szczęśliwie pod wiatr. Psiak biegł sobie lekkim truchtem wzdłuż pobocza, aż w końcu dotarło do niego że jest w ukrytej lornetce, więc nie zmieniając tempa płynnie zawrócił, i tym samym równym krokiem wbiegł w las.

A poza tym widzieliśmy Binturonga!!!

Binturong zwany jest po angielsku bear catem, ale tak naprawdę nic z kotem wspólnego nie ma, należy do rodziny łasicowatych. Duży jest, waży od 7 do 14 kg (dziewczyny są większe i cięższe od panów), mierzy sobie 60-97 cm, i wygląda jak wyjątkowo szpetna wydra, albo niewydarzony rosomak.

3420685251_bf08e14887 (1)

 

tumblr_ly4b74I9rK1qc2w0eo1_500

 

tumblr_m7sj6neugD1r884s6o1_500

 

Binturong

 

(zdjęcia; www.tumblr.comwww.neviditelnycert.cz ; www.flickr.com)

Nie mamy zdjęć, bo byliśmy tak samo zaskoczeni jak bintorung. Bintorung tarabanił się przez przydrożne krzaki z hałasem godnym wielkiego warana. Więc podeszliśmy mu na spotkanie. Żadne z nas nie spodziewało się kota, myśleliśmy, że to będzie wielka niezgrabna jaszczurka, jeżozwierz, ogromna wiewiórka… Tymczasem stwór wygramolił się z paproci, z rozpędu przeszedł jeszcze kilka kroków, popatrzył na nas zaskoczony, sprychał dziko, i uciekł w krzaki. Tomek (wciąż straumatyzowany swoją przygodą z makakiem) bał się nawet, że znów go coś za

Bintorung!!!! Prawie jak tygrys 😛

W następnym odcinku o gospodarce rabunkowej zasobami turystycznymi w Taman Negara, czyli o zdzierstwie, kłamstwach i kantowaniu.

IMG_5922

Reklamy

One thought on “Taman Negara odc 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s