Malezja autostopem odc 4, wino, kraby i śpiew

Obudziliśmy się w lesie. Dookoła fruwała banda sójkowników szarych i komary. Zjedliśmy makaron z cebulą. Zrobiliśmy przegląd namiotu- kona. Podywagowaliśmy, czy jedziemy do portów na zachód czy na południe… stanęło na tym, że „co złapiemy, tam pojedziemy”.

Sibia, Long-tailed D34_9338.pbase (1)sójkownik szary (paskudna nazwa, po ang Long-tailed Sibia) z confoley.com

Wieczorem popijaliśmy wino w luksusowej willi na obrzeżach Kuala Lumpur… piszę z jej pokoju gościnnego. Za drzwiami osobistej łazienki mam wannę wyglądającą jak prom kosmiczny; cały system do hydromasażu jest tak skomplikowany, że boję się go używać.

lt_sibiateż „sójkownik” z www.yathin.com

Dziś uznaliśmy, że najwyższy czas opuścić Fraser’s Hill. Lało. Pierwszy złapany samochód jechał do Klang- czyli jednego z portów „jachtostopowych”. Uznaliśmy, że to ingerencja „palucha losu”.

Kuala Lumpur sparaliżowały korki. Lało. Nasz kierowca chyba miał dość, więc uznał, że podwiezie nas do miasteczka pod KL, przy drodze wylotowej do portu.

Lało.

Miasteczko, jak można było podejrzewać, stanowiło integralną część KL. Hotele, wieżowce, centra handlowe.

Kupiliśmy kolejny worek makaronu. Chwilę pomyśleliśmy, czy idziemy na obiad, czy na konanie z głodu na poboczu autostrady. Wygrało głodowanie- w myśl zasady: najpierw bezpieczny nocleg, potem kolacja.

Doczłapaliśmy się pod wiadukt. Przemoczeni.

Sznurek samochodów. Korek. Praktycznie „środek miasta”. Już widzę jak bezskutecznie czekamy 3 godziny. Jak błąkamy się nocą po estetycznie podświetlonych hotelowych trawniczkach… jak śpimy na podłodze jakiegoś dworca.

8306286663_ba16708ae3Garrulus mitratus; www.liewwkphoto.com

Czekaliśmy 5 minut.

Rozsiedliśmy się wygodnie na skórzanych, kremowych tapicerkach. Ah te Mercedesy klasy E! Suniemy przez KL w kapsule luksusu.

Pani mówi nam, że mamy trochę szczęście, bo nigdy tędy nie jeździ, a trochę pecha, bo dziś są urodziny jej syna, więc nie ma czasu podrzucić nas do portu w Klang. Dla nas nawet parę km to szczęście 🙂

Dzwoni telefon. Pani pyta, czy nie mamy ochoty zajechać do jej domu na zupę, „nic specjalnego”- chińska, tradycyjna zupa, szpinak, kurczak, makaron. Tomkowi świecą się oczy- już Klang nie jest ważne- ZUPA-szczyt marzeń! „I moglibyście wziąć prysznic, i wyprać ubrania”- kontynuuje pani. I trafia w mój „szczyt marzeń”. Jedziemy!

Chestnut capped Laughingthrush

bfbsoutdoorramblings.blogspot.com

I tak, pachnący i wyszorowani wylądowaliśmy w za jadalnym stołem, nad talerzami specjalnej, urodzinowej zupy, plując kośćmi z kurzych łapek na marmurowy stół. Kurze łapki nie są tak ohydne, jak wyglądają. Zwłaszcza, jeśli popija się je czerwonym, australijskim winem. A potem długo dyskutuje z panem domu o Malezji, Australii, winie, wyborach, zamachu w Bostonie, podróżach, religiach, kuchniach świata…

Tak naprawdę odwalamy kawał dobrej roboty, bo wyczekiwany syn solenizant nie przyjedzie, więc lepiej, żeby ktoś jego urodzinową zupę ze „spagetti długowieczności” zjadł, załatał dziurę przy stole i zagłuszył ciszę. Staramy się.

Po osuszeniu butelki dowiadujemy się, że bardzo chętnie nas przenocują, a jutro możemy razem pojechać do Kuala Selangor, obserwować ptaki!!!

large_niltava_m_e25606141_cs (1)

Niltawa wielka (wcale nie jest taka duża) orientalbirdimages.org

Wieczorem zaś pojechaliśmy zobaczyć port. Wycieczka strategiczna przed operacją „jachtostop”. Pojęcia nie mam, jak to zrobić, ale mam niepokojące wrażenie, że się uda 😀 Póki co udało nam się złapać stateczek na Bajkale i ponton w Norwegii, więc poziom „basic” został osiągnięty.

Wycieczkę kończymy w nadmorskiej restauracji. Pierwszy raz w życiu jedliśmy „wielkie kraby” (dziś mam tak nie-wegetariański dzień, że chyba popsuje mi to karmę… ale nie wypadało odmawiać). Były pyszne. Choć po tym wieczorze jestem pewna, że kraby nie nadają się na romantyczną kolację. Jakoś żaden romantyczny film, który widziałam do tej pory, nie uwzględniał, że do zjedzenia kraba używa się młotka 🙂

Autostopowanie jest cudowne!

IMG_5997

(zdjęcia do tekstu trochę z innej bajki, ale dziś opuściliśmy Fraser’s Hill- jedno z najlepszych miejsc do obserwowania ptaków w jakim zdarzyło mi się biegać z lornetką, i będę te nasze obserwacje przeżywać pewnie jeszcze parę miesięcy. Powyższe ptaki to takie tamtejsze „kosy i mazurki”- wszędzie tego pełno :D)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s