Bunik i Marchewka na morzu!!!!

Jakiś czas temu uznaliśmy, że „czas zmienić kraj”, więc zautostopujemy sobie jacht na Sumatrę czy Borneo… a najlepiej od razu do Australii. O tym, czegośmy się dowiedzieli kiedyś jeszcze napiszę, genialny plan skończył się jednak jedynie na wycieczce do bardzo eleganckiego klubu jachtowego.

Trochę nam było smutno.

Ale…. co to dla nas?! 😀

Chcieliśmy morze- mieliśmy morze! Kilka dni później „zautostopowaliśmy” sobie prywatny wędkarski rejs, wynajętą łodzią 🙂 A tak naprawdę zautostopowaliśmy parę wesołych Singapurczyków na wakacjach, a że i my jesteśmy czarujący i weseli (hmmm, może nie powinnam zbyt wiele pisać po 1 w nocy)- zaprosili nas na pokład!

IMG_6281

Wyruszyliśmy o 5 rano (lekko nie było).

IMG_6267

O świcie dotarliśmy na przystań. Tomek z Aishą zajadał się bułkami z czerwoną fasolą, ja ganiałam za ptakami, panowie załadowywali na łódź skrzynki z wędkami, haczykami, przynętami i żyłkami. Wszyscy czekaliśmy na kapitana.

IMG_6265

P1020117

IMG_6269

Kapitan „Jungle” zjawił się przed 6. Zapakowaliśmy się do niewielkiej łodzi, Jungle odpalił silniki, i z rykiem pomknęliśmy poza otaczające zatokę wysepki!

IMG_6275

Chłodny świt, chłodny wiatr, chłodne fale rozbijające się o burty i otwarte morze przed nami! Łuuuuhuuuu!!!!!! Przygoda!

IMG_6276

Jak w każdej grze- żeby złowić duże  ryby, trzeba najpierw złapać małe rybki. Płynęliśmy wypatrując ławic ryb (a przynajmniej nasi znajomi wypatrywali- ja widziałam tylko wodę i rybitwy). Później okazało się, że ich tajemnicze umiejętności nazywają się „sonar”, w który nasza łódka była wyposażona- żadne szprotki się były w stanie się przed nim ukryć.

P1020158

ta ryba to wg rybaków „sweet lips”, wg Ricky’ego- Angelina Jolie 🙂

Tutejsze ryby mają ciężki żywot. Tak naprawdę aż dziwne, że wciąż coś w tych wodach pływa. Morze przeczesują sieci mniejszych i większych kutrów rybackich, na ryby czyhają przynęty licznych wędkarzy, dryfujące sieci i przydenne pułapki. Jakby tego było mało morze usiane jest „sztucznymi rafami”. Sztuczna rafa to zakotwiczonej na dnie lina, do której przywiązuje się liście palm, albo innych drzew. Do szczytu liny przyczepia się puste, plastikowe kanistry- żeby „rafę” było z daleka widać. Takie miejsca szybko stają się dobrym żerowiskiem dla małych ryb. Małe rybki wabią większe rybki, większe rybki są przynętą dla dużych ryb, a duże ryby opłaca się łowić w sieci. Nocą „sztuczne rafy” odwiedzane są przez trawlery, uzbrojone w bardzo silne światła. Najpierw wokół sztucznej rafy rozstawia się sieci. Następnie rafę oświetla się bardzo reflektorami. Przestraszone ryby uciekają, wpadając prosto w sieci. Proste. I okrutne.

IMG_6291

IMG_6297

IMG_6295

Zaczęliśmy od sprawdzenia wszystkich „pułapek na ryby”. Pułapki to klatki o ścianach z sieci o dość dużych oczkach- prowadzi do nich jedno, lejkowato zwężające się wejście- po wpłynięciu ryby zwykle nie potrafią trafić do wyjścia, i czekają, aż ktoś wyciągnie je na pokład. W jednej z klatek pływały… dwa REKINY!!!!

IMG_6288

Na szczęście nikt z załogi nie był amatorem „zupy z płetwy” i rekiniątka trafiły za burtę. Po dosyć powierzchownych oględzinach weterynaryjnych 🙂

IMG_6287

Wbrew pozorom nie jest ciężko utrzymać rekina w jednej ręce- rekiny to niezwykłe ryby- ich skóra nie jest „obślizgła” i obrzydliwa, przypomina drobnoziarnisty papier ścierny, albo antypoślizgową matę. Do paszczy im nie zaglądaliśmy.

P1020141

Pułapki nie dostarczyły satysfakcjonującej ilości „przynęty”, więc zaczęliśmy wędkowanie. Coś tam nawet udało mi się wyciągnąć, ale to zdecydowanie nie moja bajka. Dalekie zarzucenie spławika cały czas przekracza moje możliwości manualne, zdejmowanie ryby z haczyka trwa wieki, a po moim „eks-weganiskim” sercu tłuką się wyrzuty sumienia. Szybko więc uciekłam na dziób łodzi, do Aishy. Panowie łowili- my opalałyśmy się w tropikalnym słońcu, owiewane morską bryzą 😛 To jest życie! Leżeć sobie w łódce łagodnie kołyszącej się na falach…

P1020129

A po kilku godzinach okazało się… że łagodne kołysanie się na falach jest bardzo przereklamowane, a mój błędnik nie widzi w tym nic romantycznego. Taaaaaak, po 3 godzinach „kołysania się na falach” jedyne, czego człowiek pragnie to znaleźć się na stałym lądzie; (a raczej wyrzygać się za burtę i umrzeć). I nic nie pomaga. Żadne autosugestie, ambicje, patrzenie na horyzont, zaklinanie własnych genów… nawet dimenhydrynat 😛 Nic.

Tak więc ja umierałam i spałam, a rejs trwał dalej ( może to dobrze że nie złapaliśmy żadnego jachtu na Borneo 😛 „córka marynarza” to jednak marna kompetencja :P). Urwała nam się kotwica. Złowiła się mątwa. Złapała się wielka ryba… którą zanim wyciągnięto zdążył nadszarpnąć rekin… Działo się.

P1020150

P1020148

A gdy wieczorem zrobiło mi się trochę lepiej i nawet odwarzyłam się obudzić- wszyscy już spali. Łącznie z kapitanem 😛

IMG_6298

IMG_6304

To był wspaniały dzień (mimo wszystko :P) !

Załapać się na morski rejs wędkarski autostopując przy podrzędnej drodze.

Czasami zastanawiam się, czy nasze szczęście ma jakiś limit!

Ta podróż przestaje być „spełnianiem marzeń” a zaczyna być odkrywaniem „co ciekawego może nam się jeszcze przytrafić, o czym nigdy nie pomyśleliśmy”.

P1020163

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s