Australia autostopem odc2, w którym szukamy pracy

Wyruszyliśmy z Albany z postanowieniem znalezienia pracy. Pełni spokoju i pewności siebie, optymistycznie wyluzowani- w końcu w Australii bezrobocie nie istnieje, a my wędrujemy przez krainę farmerów, więc już niedługo będziemy zbijać majątek zbierając winogrona.

IMG_6801

Na dobry początek pojechaliśmy więc zobaczyć „Dolinę Gigantów”.
Gigantami są red tingles tree/ Eucaliptus jacksonii (nie mogę się doszukać polskiej nazwy), drzewa które rosną tylko w rzeczonej dolinie, i lasach otaczających Walpole (czyli pobliskie miasteczko). Robią niesamowite wrażenie.

IMG_6819

IMG_6821

Podlegający ochronie obszar porasta las złożony niemal wyłącznie z potężnych, starych drzew. Red tingles tree dorastają do 60 metrów wysokości. Pokrojem przypominając polskie dęby. Szerokie, masywne pnie pokryte są czerwonawą korą. Pień najsłynniejszego w dolinie drzewa posiadał „jamę”, w której Australijczycy lubili parkować samochody i pstrykać sobie pamiątkowe foteczki. Niestety wiekowy olbrzym nie wytrzymał presji sławy i popularności (a raczej tłumnego ubijania ziemi wokół systemu korzeniowego). Drzewo runęło. Jego strata zmotywowała jednak ludzi do ochrony lokalnej przyrody.
Dziś wokół najdorodniejszych z red tingle tree wiedzie szlak, zaczynający się od słynnej ścieżki zawieszonej wśród koron drzew. Następnie szlak schodzi na ziemię i kluczy wśród monumentalnych pni, a turyści mogą wzbogacić swoją wiedzę o świecie czytając liczne tablice informacyjne, poświęcone krzakom i zwierzakom.

IMG_6820

IMG_6823
Powyższa atrakcja kosztuje 15 AUD. Oczywiście płacenie 45 zł za spacer pomiędzy drzewami, nawet rzadkimi i wyrośniętymi, jest lekką przesadą. Po pierwsze- lasy otaczające ową ekstramalnie drogą ścieżkę są równie piękne, równie stare i równie wysokie, więc spacerując alternatywnymi ścieżkami- nie tracimy wiele. Po drugie-… może i nie ma się co chwalić, ale… w kilku miejscach płatny szlak przebiega dosłownie kilka metrów od zwykłej, bezpłatnej leśnej drogi. Tak więc…my sobie trochę ową burżujską ścieżką pospacerowaliśmy.

IMG_6811

Red tingle tree nie są jedynymi olbrzymami rosnącymi w tutejszych lasach. Co więcej, nie są najwyższymi z tutejszych drzew. W tym regionie występują również Karri- eukaliptusy dorastające do 90 metrów wysokości!!!! (co plasuje je na 4 miejscu w rankingu najwyższych drzew na świecie). Mają niemal białą korę, i smukły, strzelisty pień, co czyni je idealnym materiałem na deski, i swego czasu poważnie zagrażało ich przetrwaniu. Obecnie jednak większość tutejszych naturalnych lasów podlega ochronie, a nieliczne wciąż prosperujące tartaki obrabiają drewno z lasów przemysłowych.

IMG_6813

Liczba znajdujących się tu parków narodowych jest oszałamiająca, jednak tutejszy ekosystem jest jednym z najbardziej unikalnych na świcie. Roślinność południowo-zachodniej Australii przez setki tysięcy lat była odizolowana od reszty świata- wodami oceanów i piaskami pustyni. Obecnie 80% występujących tu roślin to endemity!!! (czyli gatunki nie występujące naturalnie nigdzie poza tym regionem). Absolutnie niesamowite!

IMG_6843trawa drzewiasta- moja ulubiona tutejsza roślina

IMG_6842

Cena biletu do Doliny Olbrzymów dobitnie uświadomiła nam, że jeśli chcemy zwiedzać australijskie parki narodowe, musimy znaleźć pracę (w końcu nie wszędzie da się wleźć przez dziurę w płocie czy krzaczory). Kolejne dni spędziliśmy więc szukając. Początkowo głównym problemem wydawał nam się brak wizy, uprawniającej do legalnego zatrudnienia. Nowy kraj- nigdy nie wiadomo, jak bardzo praworządni, patriotyczni i przepisowi są jego mieszkańcy. A nóż miły, żartobliwy farmer na pomysł pracy na czarno zwyzywa nas od polskiej hołoty i żebraczych imigrantów? Albo zadenuncjuje? 😛

IMG_6799

IMG_6797
Australijczycy są na szczęście „normalni” 🙂 I „mijanie się z prawem” nie jest im obce 🙂 W Australii obozowanie na dziko jest nielegalne- praktycznie wszyscy nasi rozmówcy takie biwakowanie praktykują. Żeby łowić ryby trzeba zapłacić za specjalną licencję- niewielu zawraca sobie tym głowę. Prawie jak „bracia Słowianie”!

IMG_6831
Najpierw więc pytaliśmy o pracę naszych kierowców, co jak przystało na sposób bazujący na „wrodzonym szczęściu”- musiało więc zawieść. Zintensyfikowaliśmy starania i, za radą poznanych ludzi, zaczęliśmy pytać w „backpackerskich” hostelach i informacjach turystycznych- również bezskutecznie. Przeszukaliśmy oferty na Gumtree- nieliczne i niekoniecznie dla nas(za to naprawdę sporo fajnych ofert dla ludzi jeżdżących konie!). Zaczęliśmy czytać lokalne gazety. Autostopując próbowaliśmy chodzić od farmy do farmy- ale pomysł nie wypalił, bo farmerskie domy zwykle są daleko od drogi, a po przemaszerowaniu kilkuset metrów okazuje się, że i tak stoją puste…

IMG_6837

Ostatecznie zaczęliśmy pytać wszystkich i wszędzie- w hotelach, restauracjach, gabinetach weterynaryjnych, sklepach… WSZĘDZIE. O każdą możliwą pracę. Nikt nas nie zjadł, nie nakrzyczał, nie zadenuncjował 🙂 Wszyscy byli bardzo mili, dostaliśmy dziesiątki numerów telefonów i słów otuchy. Zostawiliśmy kilka ogłoszeń, w których oferowaliśmy malowanie, pielenie, naprawianie płotów, koszenie trawników, zbieranie owoców, dojenie krów, opiekę nad zwierzętami, mycie okien, a także „pruning” (czyli czynność, o której do wczoraj nie mieliśmy zielonego pojęcia, poza wiedzą, że jest to coś, co robi się w winnicach). Nic z tego.

IMG_6836
Jest późna jesień i pracy nie ma. Nie ma już jabłek, nie ma winogron, nie ma żadnych prac w polu, tutejsze krowy są głównie mięsne, spędzają całą dobę na pastwisku i żadnych polskich pastuchów do szczęścia im nie trzeba… Turystów niewiele, więc nikt nie szuka dodatkowych kelnerek, ani weterynarzy do zmywaka :/
Wspaniale jednak podróżuje się po jesiennej Australii!

IMG_6889

Szukając pracy dotarliśmy też do Augusty, czyli miasteczka, gdzie- jak twierdzą ludzie bardziej zorientowani w kwestii końca świata- gdy już powstaną bestie rogate i smoki Babilonu- tam właśnie wytrwali w wierze znajdą ocalenie 😛

IMG_6871

Czegokolwiek by Apokalipsa o Auguście nie mówiła- miasto położone niezwykle. Leży na styku dwóch oceanów! Pomiędzy którymi znajduje się szerokie ujście rzeki Blackwood. Tu również nie znaleźliśmy zatrudnienia, widzieliśmy jednak wspaniały zachód słońca, warzęchy (czyli ptaki z dziobem-łyżką) i „plażowe papużki”. Pojechaliśmy na przylądek Leeuwin z malowniczą latarnią morską (wejście płatne, więc z dystansu :P).

IMG_6901

IMG_6895

IMG_6892

A nocą po raz kolejny prawie zamarzliśmy. Nocą temperatura spada do 4-5 st C. I dla mojego tropikalnego śpiworka z komfortem do 15 st jest to zdecydowanie za mało 🙂 W Auguście miałam nadzieję, że jeśli zapakuję się w 3 pary spodni, wszystkie posiadane swetry, koszule, kamizelki i kurtkę to będzie mi ciepło. Nie było :/

IMG_6923

IMG_6924

IMG_6940

I tak, po kilku dniach intensywnych poszukiwań pracy i zamarzania nocą pojechaliśmy do Margaret River. Gdzie staliśmy się „szczekaczami” 🙂 (co nie jest najprzyjemniejszą nazwa, ale nie wiąże się z niczym złym) Czyli zajmujemy się „woofingiem”, czym w Australii nazywają pracowanie za wikt i opierunek. Mamy pokoik na poddaszu z oszałamiającym widokiem na sad i las, prysznic z gorącą wodą i kolacje z duuużą ilością wybornego Porto. Tom w młodości prowadził „wycieczki” (z których najdłuższa trwała pół roku) przez pustynie- z wielbłądami, mapami i kompasami. Susie podróżowała dużo po Australii. Mają trzy psy. Oboje pilnują, żebyśmy się przesadnie w ich dzikim ogrodzie nie przepracowywali 🙂 Jest super!

IMG_6931


One thought on “Australia autostopem odc2, w którym szukamy pracy

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s