Australijskie opowieści

Australijskie opowieści to niemal ogólnokrajowy, sztandarowy produkt turystyczny. Zwykle australijskie opowieści barwnie i kwieciście reklamują nam ludzie, którzy chcą nas oddelegować swoim znajomym -coby zepchnąć na nich problem pośredniczenia w szukaniu nam pracy na czarno; podesłać im ekipę do skoszenia trawnika, albo towarzystwo do kieliszka; lub wreszcie wysłać nas w miejsce gdzie ciepło, miło bezpiecznie i z prysznicem. Wówczas owi znajomi, mieszkający niedaleko- czyli w promieniu 300 km (słownie trzystu), portretowani są jako niezgłębione źródło najbardziej hardkorowych-outbackowych opowieści, bajarze, pisarze i gawędziarze…

IMG_8205
Nigdy jeszcze nie zdarzyło nam się siedzieć po turecku przy kominku i z zapartym tchem słuchać monologu brodatego australijczyka, który ćmiąc fajkę snułby nam niekończące się”australijskie opowieści”. Zwykle kończymy podpici wspaniałym australijskim winem, rozmawiając o wszystkim i niczym z równie podpitym gospodarzem, przekonującym nas, że Australia nie jest aż tak niezwykła, jak ją malują.

IMG_8272
„Normalność” Oz wygląda mniej więcej tak:

*
– A jakie są tradycyjne australijskie potrawy?
– Hmmmm…. wiecie, Australia była kolonią brytyjską, więc cała nasza kuchnia jest angielska…. Jest trochę dań irlandzkich… ale nie… nie mamy nic takiego „tradycyjnego” i „naszego”…. no może poza zupą z kangura 🙂

P1030210

 

kangury szare są WIELKIE! z bliska widujemy je tylko leżakujące na poboczu. Bardzo, bardzo licznie :/

**

– To prawda, że macie tutaj wszędzie tak strasznie dużo tych wszystkich jadowitych węży?

– Czy ja wiem? Nieee, no jest tych węży sporo, ale one uciekają, jak słyszą, że ktoś się zbliża. Naprawdę… zwykle widzi się tylko jak uciekają w trawy. Wiecie, ja w końcu żyję już 73 lata, mam 8 dzieci, 9 wnuków i 3 prawnuków, i nikogo z mojej rodziny żaden wąż nie ukąsił!
– Eeeee, no to faktycznie kolejna bajka, że wszędzie czarne mamby polują na turystów.
– Chociaż wiecie… jak chodziłam do szkoły, czyli dawno temu… i na biologii uczyliśmy się akurat o gadach, to mój kolega przyniósł do klasy na zajęcia węża, którego złapał gdzieś koło domu…. i to był wąż tygrysi 😀

wazwąż tygrysi, znaleziony na traveltreasurechest.blogspot.com. Osobiście jadowite gady traktuję z należnym im szacunkiem, i nie wtykam im obiektywu w paszczę 🙂

***
– Kukabura nie jest natwynym gatunkiem dla zachodniej Australii.
– Nie? To skąd się tu wzięła?
– Jak wszystko- Anglicy przywlekli.
– Ale po co?
– A bo im się podobało, jak one się śmieją, i chcieli ich tu też słuchać (kura bura to tak naprawdę „kukabura chichotliwa” ze względu na swój wiedźmowy chichot). Nie cierpię ich. Mamy tutaj tyle tych ślicznych, malutkich chwostek, wachlarzówek i innych ptaszków, a to cholerstwo je wszystkie zżera! Jak moi synowie byli młodzi, to płaciłam im 5$ za każdą odstrzeloną kukaburę!
– ??!!
– W sumie to nie musiałabym im nic płacić, bo to były jedyne ptaki na które mogli polować… a oni lubili sobie postrzelać.

IMG_6991

P1030196
****
– Kiedy mieliśmy farmę czasami musieliśmy polować na kangury. Kiedyś ich rozmnażanie zależało od dostępności wody, a gdy zaczęto zakładać farmy, i nawadniać tereny- zaczęły się mnożyć jak szalone. A wiesz- jak masz farmę, to masz łąki dla krów czy owiec, a nie dla kangurów… więc od czasu do czasu musisz kilka odstrzelić, zeby trzymać ich stałą liczebność, bo inaczej zeżarłyby ci wszystko. Tak więc my też polowaliśmy. Ale mieliśmy 8 kangurów, które przyzwyczaiły się i pasły na łące bardzo blisko domu i wszystkich zabudowań… i to były nasze „domowe kangury”. Nie były na tyle oswojone żeby je głaskać i tarmosić, ale zawsze skakały koło domu, były więc świętymi kangurami i nie wolno było do nich strzelać 🙂

IMG_7035
*****
– Ale nie macie w tej fajce żadnych narkotyków?- Susie lat 61, patrząc podejrzliwie na Tomka rozpalającego sheeshee.
– Nieeeee…. tylko tytoń. Smakowy. Nie bawimy się na wyjazdach w podróże z marihuaną.
– Spokojnie, ja tam nie mam nic przeciwko. Jakbyście chcieli zapalić, to możecie, tylko ja wtedy nie będę palić z wami…. ja po marihuanie zamieniam się w zombi.
-???? Ale zawsze?
– Nie wiem, ale ostatnio jak paliłam zamieniłam się w straszne zombi, i więcej tego nie powtórzę.
– Uuuuuu- pełni zrozumienia- dawno to było?
– Nie… jakieś 5 lat temu.

IMG_5397nie mamy żadnego zdjęcia zombi 🙂

******
– Wiesz jak wygląda szczeciogonek rdzawogłowy? (przysięgam, że po angielsku brzmi to poważniej i rozsądniej- chodzi o ptaka z rodziny chwostek)
-Pojęcia nie mam.
– Czekaj, znajdę Ci ją… o tak.

RufCrownedEmu-wren270810-8289

(blogs.crikey.com.au)

Nic specjalnego, ale rzekomo jest bardzo rzadka. I żyje tylko w tym jednym rejonie. Kiedyś organizowałem tam wycieczki na wielbłądach, i raz miałem taką parę ptasiarzy, którzy wykupili udział w 2 tygodniowej wyprawie, tylko po to, żeby zobaczyć tą chwostkę. Od razu mi tak powiedzieli- że to jest ich jedyny cel. Zobaczyli tą swojego szczeciogonka pierwszego dnia. Parę km od wyruszenia w drogę. I wiecie co zrobili? Pojechali do domu. Tego samego dnia. Pierwszego.

128026759.WUGKBxjq

*******

– Boże! Wy w Australii jesteście naprawdę szaleni!- stwierdziliśmy, przeglądając katalog urn, posągów i nagrobków dla psów, kotów, rybek i papużek, w jednej z lecznic weterynaryjnych (ponieważ szukanie pracy zaczęliśmy profesjonalnie i ambitnie- chcieliśmy zostać technikami).

– My w Polsce chyba w ogóle nie mamy komercyjnych krematoriów dla psów i kotów!

– To jeszcze nic! Na wschodnim wybrzeżu mają krematorium dla koni!!! 😛 Wyobrażacie sobie, ile to musi kosztować???? I jaki wór popiołu dostajecie z powrotem 😛

IMG_6802


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s