Ucieczka z Nullarbore, czyli autostopowania ciąg dalszy

Pamiętając poniekąd traumatyczne autostopowanie z Esperance do Eucli wizja przejechania z Eucli do Sydney jakoś nie napawała mnie przesadnym optymizmem. 2,5 tys km autostopowania… I deadline w postaci końca wizy. Uroczo. Czy w ogóle da się przejechać te 2500 km w miesiąc? A jeśli faktycznie będzie to trwać miesiąc, to czy wcześniej nie zwariuję (jeszcze bardziej)? Albo nie zabiję Tomka? Albo Tomek nie zabije mnie? Albo nie wyrzucę jego harmonijki pod koła nadjeżdżającego TIRa? Albo nie spalę jej w ognisku? Albo nie ogłuchnę od słuchania jego rzępolenia….? 600 km do najbliższego miasta, w którym będzie można się poddać, zacisnąć zęby, zapłacić za bilet autobusowy i „normalnie” dojechać na wybrzeże… Chaosie! Autostopowanie bywa trudne…

IMG_8794Gdyby ktoś jeszcze nie wierzył nam w przerażającą, albo wspaniałą, tudzież morderczo nudną pustkę południa Australii- to jest widok na zachód…

IMG_8795to jest widok na wschód…

IMG_8796to jest widok na południe…. na północy była stacja benzynowa. Nic. Absolutnie nic. Teren płaski jak stół. Na niebie ani jednej chmurki. W zasięgu wzroku ani jednego drzewka. Huraganowy wiatr… i tak kilkaset kilometrów. Plakaty społeczne przypominają, że „senny kierowca zginie”.

IMG_8786stacja benzynowa

IMG_8793turystka 🙂

Czas był jednak najwyższy by opuścić „naszą” farmę. Tomek trochę marudził, że szkoda bo smaczne obiadki, uszlachetniająca praca i jeszcze szlachetniejsza dniówka, ale strategicznie i zapobiegawczo należało już ruszyć dalej. Poza tym, jestem pewna że jeszcze jeden dzień pielenia i dostałabym ciężkiej alergii na chwasty, grabie i łopaty.
Tak więc spakowani, najedzeni, obładowani zapasem wody zamknęliśmy drzwi naszego luksusowego, bielonego domku… Juuuhuuuu!!!! Kolejny etap podróży! Kolejny odcinek maratonu na wschód! Odrobina sztucznego optymizmu i zakłamanej autosugestii, i już myśli się, że będzie dobrze! Uda się!

IMG_8788
Pomaszerowaliśmy do Carol, która obiecała, że podrzuci nas do najbliższej stacji benzynowej i…. czekaliśmy 2 godziny. W tym czasie Carol szukała swoich dzieci, dzieci znajomych, męża, kluczyków do samochodu, przepisu na szybki lunch, kanistra z benzyną, kulejącego konia, okularów przeciwsłonecznych, portfela i znów kluczyków… przedpołudnie zmieniło się w popołudnie, a doliczając do tego czekającą nas poza farmą zmianę strefy czasowej zrobiło się beznadziejnie późno… W momencie kiedy zaczynałam nabierać przekonania, że szybciej byłoby pójść pieszo, Carol ostatecznie odpaliła samochód. Pędziliśmy autostradą rozmawiając o weekendowej imprezie, na którą rodzina państwa R. pojechała TIRem (bez przyczepy), a „sąsiedzi” spod Kalgoorlie przylecieli prywatną awionetką. Australijskich farmerów stać na hollywoodzką ekstrawagancję. Pozostaje tylko żałować, że okolic Eucli nie nawiedzają patrole drogówki, i żadnemu policjantowi nie było dane zatrzymać prowadzonego przez zmęczonego 14latka TIRa, odwożącego do domu młodsze rodzeństwo, oraz umierającą na kaca matkę, śpiącą w długiej, nabijanej cekinami sukni, w ramionach swojego równie skacowanego męża, śpiącego w smockingu… Piękna patologia! 🙂 I chociaż wszyscy wrócili cało i zdrowo, niepomni żadnych przygód czy wypadków poimprezowa noc musiała być straszna dla okolicznych kangurów. Trup słał się gęsto. Pobocze zalegały świeże, puchate ciałka. I jak to w outbacku bywa- gdzie kangurza padlina- tam orły.

P1040465to akurat kruk. Kruki są białookie. Wyglądają jak fani Marlina Mansona.

P1040457a to już orzeł australijski. 3 metry rozpiętości skrzydeł

Niemal całą drogę eskortowały nas ciężko zrywające się do lotu, obrzarte orły. Pofotografować je! Ah! Nie ważne, że zamiast polować żrą jak sępy… Nieważne, że drepczą po poboczu jak wrony… Wciąż cudowne, olbrzymie i majestatyczne… Chyba tylko orły potrafią z godnością wpierdzielać śmierdzące ścierwo i wciąż wyglądać królewsko.

P1040460

P1040458
Jak więc ucieszył mnie widok dwóch orłów kołujących nisko nad stacją benzynową! (Obiad niezmiennie zakłócały im przejeżdżające samochody). Ruch na drodze i orły w zasięgu zoomu obiektywu! Jednak to będzie dobry dzień! Pożegnaliśmy się z Carol, i zmieniając ustawienia czasu i przesłony maszerowałam w stronę rozjechanej kangurzyny, nie mogąc się zdecydować, czy podchodzić do orłów, czy ustawić się w dobrym miejscu i czekać, aż same przylecą… Oczywiście wygrała pierwsza opcja, bo przecież nie potrafię czekać….

P1040455„piękny i młody”

IMG_8768stary i jeszcze piękniejszy

I tak zaczęła się najbardziej niezwykła sesja zdjęciowa w moim życiu.Te orły australijskie, mają (starając się pisać kulturalnie) świat bardzo głęboko gdzieś. Nie rusza ich, że kruki i kakadu poderwały się spłoszone z pobocza. Nie obchodzi ich, że dwójka dziwaków z plecakami skrada się w ich kierunku z aparatami w dłoniach. Nie obchodziła ich nawet kompromitująco głośna praca mojego Eoska (przy całej miłości jaką go darzę- rzęzi fatalnie). Do starszego orła  podeszłam na jakieś 15 metrów. Wtedy uznał, że przesadzam, i majestatycznie poderwał się do lotu. Cudowne. Być tak blisko dzikiego, wolnego, zdrowego orła!

IMG_8757

P1040516

W tym momencie dzień awansował do rangi „absolutnie cudownego i wspaniałego”… i kwestia zautostopowania czegokolwiek na wschód totalnie straciła znaczenie. Miałam zdjęcia orłów! Co lepszego mogło mnie na tym pustkowiu spotkać?

IMG_8788A1- prawie jak ZOOsafari

1,5 godziny później zatrzymał się dla nas stary, rozklekotany dostawczak… a kolejnego dnia obserwowaliśmy WIELORYBY!!!!
Podróżowaliśmy razem 3 dni. Steve, Matt, Marley i my. Buddysta, mormon i jego pies. Steve i Matt byli kolegami z dzieciństwa, którzy dawno, dawno temu uskuteczniali zawody w rzucaniu kamieniami w dal i przeskakiwaniu przez płoty sąsiadów… a potem dorośli, zdobyli pracę, zrobili karierę, wybudowali domy, założyli rodziny, napłodzili dzieci (Matt aż siedmioro… a ma tylko 1 żona…- biedna kobieta)…. i spotkali się dopiero teraz, po 25 latach! Męska wyprawa! Męska przygoda! Przejazd południowym brzegiem Australii!

IMG_8790
Razem z nimi pojechaliśmy o świcie nad klify Nullarbore… o których tak marzyłam, ale byłam pewna, że muszą poczekać aż zacznę zwiedzać Australię własnym samochodem.

IMG_8780klify Nullarbore…. spektakularny koniec Australii 🙂

P1040527

P1040535

P1040543

P1040546

P1040548
Wieczorami siadaliśmy przy ognisku i fałszowaliśmy śpiewając najbardziej znane polskie i australijskie folkowe piosenki…. na trzeźwo.

P1040520
Obstawiłam z nimi pierwszą w moim życiu gonitwę chartów… i wygrałam 😀 Całe 2 AUD 😛 Flaming Tango musiała wygrać 😛
Nie daliśmy się namówić na skakanie z pomostu do oceanu, po zachodzie słońca… 🙂 Co prawda myślałam, że skończy się to czyimś zawałem i będę musiała odstawić „zmierzchowy patrol”, ale na szczęście jakoś to przeżyli. Mi było zimno stojąc na brzegu w kurtce i swetrze.

IMG_8826absolutnie bezchmurne niebo

Daliśmy się za to namówić na kolację w restauracji, i pierwszy raz w życiu jedliśmy ostrygi! 🙂 Okolice Ceduny, Smoky Bay i Streaky Bay to zagłębie hodowców ostryg 🙂 To była chyba najdroższa kolacja w moim życiu….
Nic jednak nie da się porównać z obserwowaniem wielorybów.

IMG_8818

W Parku Narodowym Head of Bight znajduje się specjalny punkt obserwacyjny gdzie z widokowych tarasów można oglądać odwiedzające zatokę olbrzymy. Wybrzeże jest klifowe, więc widok jest wspaniały. Już przy zjeździe z autostrady wystawiona jest tablica,gdzie codziennie pracownicy parku piszą ile wielorybów danego dnia można wypatrzeć. Tego dnia było ich 42!!!!

P1040703
To było absolutnie niesamowite! Oczywiście zawsze chciałam zobaczyć wieloryby, ale nigdy nie sadziłam, że zrobią na mnie aż tak ogromne wrażenie! Jest wiele, bardzo wiele gatunków zwierząt którymi się zachwycałam oglądając je w naturze, ZOO, na filmach lub zdjęciach, ale szczerze mówiąc wielorybów w tej ferajnie nie było… Wieloryby są niezwykłe i niezwykle inteligentne… ale niewiele o nich wiem i niewiele się nimi interesowałam.

P1040693

Wieloryby są niewyobrażalne. Są tak ogromne i potężne, że w pierwszej chwili „rozsądek” narzuca nam myślenie, że to co leży w wodzie, o co roztrzaskują się fale, ta lśniąca, gładka czarna powierzchnia to skały, wyspy, wynurzające się z morza łodzie podwodne… ale nie zwierze. Zwierze nie może być tak wielkie. Tymczasem były ich dziesiątki! Olbrzymich, grzejących grzbiety w promieniach zimowego słońca, wielorybów!

P1040648

P1040675

Są potężne. Majestatyczne. A przy tym bardzo subtelne i delikatne. Nierealne. Gigantyczne i niesamowicie łagodne.

Lipiec i sierpień to czas, kiedy do wybrzeży Australii przypływają matki z dziećmi- i rzeczywiście, to były wielorybice z cielakami. Matki są flegmatyczne i spokojne, poruszają się z powolną gracją, niesamowicie zgrabnie, jak na kilkudziesięciotonowe matrony. Maluchy taplają się bardziej dziarsko, ale wciąż daleko im do młodych kociaków. Wcale też nie jest tak, że wieloryby tylko machają ogonami ponad wodą i puszczają fontanny… przynajmniej te wieloryby nie gustowały w takich rozrywkach.

P1040656

Widzieliśmy za to wieloryba, który dryfował łaciatym brzuchem do góry, z płetwami piersiowymi sterczącymi nad wodą i wielorybicę przytulającą swoje dziecko płetwą do ogromnego boku.

P1040639

Widzieliśmy też jak matki bawiły się, wpływając pod maluchy i wynosząc je na chwilę na powierzchnię! Były cudowne! I rozmawiały ze sobą!

Wydaje nam się, że to były kaszaloty.
To było jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń w moim życiu! I, choć pewnie zabrzmi to głupio i pretensjonalnie- chyba trochę mnie to zmieniło. Naprawdę nie wyobrażam sobie, jak można mordować tak cudowne istoty… I jak można tak bezrefleksyjnie niszczyć Ziemię.

P1040613

W takim „zielonym „i patetycznym nastroju doautostopowaliśmy szczęśliwie do Portu Augusta- małego miasta z dużą …. Aborygenów, oraz ciekawym wybrzeżem i wspaniałą biblioteką. Tradycyjnie już- mieszkamy u kolejnego przyjaciela Toma- Markusa… Kolejny wspaniały człowiek na naszej drodze… Grzejemy się przy kominku, słuchamy jego buszowych opowieści, a za oknem leje. Od dwóch dni rzęsiście leje. Jestem pewna, że przez te dwie doby spadł im tutaj cała roczna norma deszczu…. Jest ciemno, zimno, mokro i paskudnie… a Australijczycy się cieszą! Oni są zachwyceni. Deszcz- taka radość.

IMG_8841


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s