Suffolki

Dla takiej wielkomiastowej dziewczyny jak ja (Słupsk, szerzej znany jako „osada niedaleko Ustki”, a w kręgach feministycznych- miejsce ostatniego całopalenia czarownicy w historii Polski i Europy), oraz absolwentki najlepszej weterynaryjnej uczelni w kraju, Europie i na świecie (SGGW :P) owca jest gatunkiem egzotycznym. Prawie tak jak kangur.

Z tą różnicą, że kangurzątka jeszcze nie spacerują na postronkach po Krupówkach.

IMG_92601moje zdecydowanie ulubione jagniątko. Najśliczniejsze! i najlżejsze 🙂

Bardzo więc ucieszyła mnie informacja, że nasza najnowsza gospodyni, jest właścicielką farmy z suffolkami! A jeszcze bardziej fakt, że tegoroczne maluchy dorosły już do wieku kastracyjno-szczepiennego 🙂

IMG_9249

Pogoda sprzyjała (nie padało od ponad 24 godzin- z perspektywy ostatnich 2 tygodni stan absolutnie wyjątkowy), na farmę napatoczyli się aż 2 lekarze weterynarii, więc Jennie postanowiła, że wielka operacja powszechnego torturowania odbędzie się dziś, o świcie.

O świcie było hasłem ambitnym… ale dla wszystkich niewykonalnym 🙂

Ale później wszystko poszło szybko, pięknie i sprawnie, a my zdobyliśmy nowe farmersko-weterynaryjne doświadzcenie, i jestem o krok bliżej w zostaniu hodowcą kóz lub owiec z krainy Oz 🙂

IMG_9245Nieufna suffolkowa mama.

Suffolki są rasą mięsną, tak więc są mniej puchate i kosmate niż merynosy. Suffolki są pakerami. I jak twierdzą ludzie zajmujący się strzyżeniem owiec (jest w Australii wiele osób, utrzymujących się niemal wyłącznie z golenia baranów) są wredne, bo zamiast siedzieć grzecznie na tyłku, w czasie strzyżenia kopią i wierzgają. Rasowe suffolki mają kremowo-białą wełnę, czarną głowę i kopytka, oraz piękne, bursztynowe oczy. Są śliczne!

IMG_9246Dzieciaki rodzą się ciemne, niektóre niemal czarne. Powyżej ostatni spacer z długim ogonkiem 🙂

W czasie gdy owce denerwowały się zgonione z pastwiska na padok, my przygotowywaliśmy miejsce pracy.

IMG_9264Litr szczepionki „na wszystko”. Szczepionka na wszystko jest dla wszystkich i chroni przeciw Corynebacterium pseudotuberculosis, a także całemu wachlarzowi Clostridiów (tetani, septicum, novyi B, perfringens, chauvoei- doba motywacja żeby sobie przypomnieć co szeleściło pod skórą, co zmieniało nerki w papkę, a co powodowało bradsot… bradsot niemiecki zawsze kojarzył mi się jedynie z mocnym drinkiem; prof. F nie byłby ze mnie dumny :P). W osobnej butelce wisiała szczepionka przeciwko M.paratuberculosis. Australia wprowadziła ogólnokrajowy program zwalczania choroby Johny’ego. Wszystkie owce przeznaczone do rozrodu powinny zostać zaszczepione, i odpowiednio zakolczykowane. Szczepionka podawana jest w mięśnie szyi, tuż za uchem, kosmicznym pistoletem, mającym chronić przeciw przypadkowym zaszczepieniem się człowieka. Olejowy adjuwant powoduje bardzo poważne stany zapalne. Jennie twierdzi, że podanie sobie dawki w palec może się skończyć amputacją… Dobrze więc, że wymyślono odpowiednio wycudowany pistolet, bo ja dziś oczywiście odświeżyłam sobie odporność na tężec, w ramach szczepienia wyjątkowo wierzgającej owcy. Teraz mogę sobie dopisać w żółtej książeczce odporność na szelestnicę 🙂

IMG_9265-001„Stół operacyjny” i narzędzia tortur. Gumki kastracyjne, ustrojstwo do kolczykowania i „coś” do gumek zakładania.

IMG_9260jagniątka czekające na nadchodzącą „rzeź”

IMG_9251Tomasz wkracza do akcji. Jennie nie żadnego psa pasterskiego (Heidi nadaje się tylko do głaskania i noszenia w torebce) więc trochę się dziś nabiegaliśmy.

IMG_9252

IMG_9255u wrót śmierci

IMG_9274Tomasz i Jennie w akcji

IMG_9280Jagniątko w Marchewkowych ramionach. Cały trik polega na tym, żeby dzwignąć delikwenta na wysokość „deski operacyjnej”, posadzić i złapać za tylne nogi na tyle pewnie, żeby odechciało mu się wierzgać… Jeśli pracujemy w grupie dobrze jest też wyłapać samemu najmłodsze, a ciężkie zostawić silnemu koledze 😛 Małe są szybsze i bardziej wierzgają, ale ciągle pozostają kilka kilo lżejsze… Bez względu na taktykę i technikę po kilkudziesięciu maluchach bolą ręce, ale to super zabawa. Misiaczki puchate!

IMG_9282„raciczki do góry”!

IMG_9286„nie patrz, nie będzie bolało”

IMG_9284to nudne i nieestetyczne zdjęcie pokazuje, jak się jagnię trzyma i jak pozbawić je ogona. Kastrację przeprowadza się w ten sam sposób „na gumkę”. Nie jest to przyjemny zabieg. Nie trzeba wzbijać się na wyżyny międzygatunkowej empatii, żeby domyślić się, że gruby kawał gumy zaciśnięty dookoła jąder nie jest najwygodniejszym dodatkiem.

IMG_9297To ja, z moim czarnym baranem 🙂

IMG_9271maluszki

IMG_9290a to dorosła pacjentka, z rozwarstwioną puszką racicy

IMG_9291Piękności! Prawdą jest, że jak się już owcę posadzi na tyłku, to siedzi dość grzecznie.

IMG_9303A to już drugie stado zmęczone i obolałe szczęśliwie wraca na pastwisko.

IMG_9306To nie są suffolki. Ciekawe o czym rozmawiają.

IMG_9308trochę trwa zanim w ogólnym zamieszaniu matki odnajdą swoje maluchy

IMG_9269Pluszaczki przytulaczki! W sobotę ciąg dalszy!

Naprawdę mogłabym być australijską farmerką i hodować suffolki na pastwisku z papugami! Tylko nie wiem co bym z nimi później robiła… Może po prostu hodowałabym szczęśliwe owce 🙂


4 thoughts on “Suffolki

  1. Nie znam się zupełnie, także wybacz może naiwne pytanie – ale po co im się te ogony obcina? Jest tego jakiś głębszy cel? ;P I rozumiem, że to się ciacha tak ‚na żywca’? :<

  2. Skracanie ogonów to zabieg pielęgnacyjno-profilaktyczny. Co prawda owce to nie tuczniki, żeby miały sobie ogony obgryzać, ale długi, wiotki, powiewający ogon bardzo łatwo ulega uszkodzeniom: typu złamania w czasie transportu, skaleczenia podczas biegania po pastwisku, aż do pogryzień przez psy czy lisy- klika kurtyzowanych wczoraj maluchów miało pokąsane ogony. Pewnie jakieś znaczenie ma też fakt, że okropnie ciężko by się taki wełnisty, obsrany ogon goliło… Farmerzy wyznają więc filozofię, że lepiej ogon wyeliminować, i uchronić zwierzaka przed przyszłymi potencjalnymi męczarniami. Ile w tym racji ciężko powiedzieć, widywaliśmy już stare owce galopujące z długimi ogonami, i wyglądały całkiem zdrowo i szczęśliwie.
    Co do techniki ogon można obciąć i ranę zabezpieczyć maścią antyseptyczną, albo, tak jak my, wyeliminować „na gumkę”- mocna gumka ogranicza przepływ krwi, więc niewystarczająco ukrwiony organ powoli obumiera i usycha. Tak samo przeprowadza się kastracje. I tak, zabiegi robi się „na żywca”. Nie jest to przyjemne, na pewno jest bolesne… ale tak wygląda praca ze zwierzętami gospodarskimi. Usypianie zwierząt do takich zabiegów nie miałoby większego sensu- ryzyko związane z podaniem leków anestezjologicznych jest zdecydowanie większe niż założenie gumki na ogon. Poza tym- takie zabiegi robi się masowo- nikt nie byłby w stanie zapewnić im odpowiedniej opieki podczas wybudzania. Wypuszczenie na pastwisko stada zataczających się, wyziębionych, półprzytomnych jagniąt na pewno ucieszyłaby lisy. Zawsze też pozostaje kluczowy argument- kasa.
    W Polsce „na żywca” przeprowadza się m.in. kastracje i kurtyzacje ogonów prosiaków, dekornizację,skracanie dziobów kurczaków.. i wiele innych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s