Nowa Zelandia odc2 w którym spotykają mnie prawie same zawody

Tak jak zawsze oglądałam na niezliczonych zdjęciach z imperium Google, albo superrozszerzonych reżyserskich wydaniach megahiperprodukcji Petera Jacksona- Nowa Zelandia miała być najcudowniejszym krajem na świecie. Młoda, świeża, górzysta, malownicza, szumiąca pierwotnymi, egzotycznymi lasami, pełnymi niezwykłych, endemicznych ptaków!

IMG_9857
Weekendowa wycieczka do Cathedral Cove utwierdziła nas w tym przekonaniu.
Kolejne dwa dni autostopowania zmiażdżyły wszystkie moje dotychczasowe, naiwne marzenia. Pewnie oczekiwałam zbyt wiele.
Miało być Śródziemie 🙂 Autostopowy raj. Ornitologiczne siódme niebo. Trekkingowe Eldorado. Widokowy szał uniesień. Lasy przepiękne. Przyroda przecudowna. W końcu- miało być dużo pracy. I miało być taniej… Nic, NIC z tych rzeczy.

IMG_9936(trzeba przyznać, że Kiwi mają bardzo dobre wyczucie gdzie ustawić ławeczkę)

Opuszczaliśmy Auckland podekscytowani jakby to był sam początek podróży… (Tak naprawdę w każdym nowym kraju zawsze czuje się jak na początku nowej podróży i bardzo lubię to uczucie :P) Pomaszerowaliśmy dziarsko w kierunku wylotowej autostrady… I tam okazało się, że Nowa Zelandia to nie dzikie Oz, gdzie można sobie autostopować gdzie dusza zapragnie, tu po autostradach szlajać się nie wolno. Stanęliśmy więc idiotycznie na wysepce na skrzyżowaniu i bez większych nadziei wystawiliśmy kciuki. Po 10 minutach zatrzymał się minibus z łódką na przyczepie. 5 łódka jaką zautostopowałam w życiu 🙂 Koleś zablokował całe skrzyżowanie. Wcisnęliśmy sie na pierwsze siedzenie razem z naszymi 2 namiotami, 3 karimatami i ogromnymi plecakami. Przez kolejne 15 minut nie mogliśmy oddychać, ale dotoczyliśmy się na obrzeża miasta.

P1050879

Prawdopodobnie najlepsze pastwisko w Auckland. Szczyt wulkanu. Z widokiem na całe miasto 🙂

Powędrowaliśmy do kolejnego zjazdu na autostradę, a tam… autostopował już sympatyczny chłopak z dwoma bardzo niesympatycznymi psami. Chcieliśmy podejść i pogadać, ale psy nam nie pozwoliły. Piękne były. Wielorasowe. Ślicznie utrzymane. Ale wyjątkowo nietowarzyskie. Kulturalnie ustawiliśmy się kilkadziesiąt metrów za chłopakiem. Uznaliśmy, że skoto typ autostopuje z 2 agresywnymi kundlami, to znaczy, że jeżdżenie okazją w NZ to pestka. Czekaliśmy 45 minut. Po tym czasie na naszej drodze pojawił się babsztyl w kosmicznej sukience. Babsztyl nie miał ani zwierzaków, ani plecaków, jedynie kusą marynareczkę. Rozpuśniła kruczoczarne kudły i ustawiła się na samym początku kolejki. Bezczelna. Czekaliśmy kolejne 10 minut. Zaczęło padać. Czekaliśmy dalej. Zaczęło lać. Wyciągnęliśmy przeciwdeszczówki (z radością patrząc na moknącego babsztyla w żakieciku). Czekaliśmy. Każdy z czekających zrobił wycieczkę w pobliskie krzaki. Kurtki przemokły. Psy zmokły. Po 1,5 godziny wspólnego czekania baba złapała okazję, a chłopak z burkami szturmem zdobył tylne siedzenie samochodu. Zostaliśmy sami. Po kolejnej pół godzinie szczęście uśmiechnęło się do nas. Dosyć ironicznie, bo dziewczyna podwiozła nas raptem 10 km, do kolejnego zjazdu na autostrady do Hamilton. Naprawdę lało. Dobrnęliśmy w strugach deszczu do naszej drogi a tam…mókł babsztyl w kosmicznej sukience i sympatyczny chłopak z psami.

IMG_9921

Kolejka autostopowa 🙂 Prawie jak w Rumunii, tylko tam z reguły krócej się czeka 🙂

Znów ustawiliśmy się na samym końcu kolejki i mokliśmy w milczeniu. 15 minut. Pół godziny. Godzinę. Mały biały pies miał dosyć i wyżebrał miejsce w ramionach godpodarza. Duży czarny pies ze stoickim spokojem ociekał wodą. Ja dygotałam z zimna miotając przekleństwami na rozgrzewkę. A babsztyl cierpiał. Naprawdę cierpiał. Dobrze jej tak! Po ponad godzinie chłopak poszedł się przejść, babsztyl skapitulował, a my podjechaliśmy kolejne 10 km w kierunku Hamilton. 4 godziny autostopowania, 30 km za nami! Niekoniecznie moja definicja raju 🙂 Tym razem wylądowaliśmy w zajezdni przy autostradzie. Restauracje, McDonaldy, Subwaye, stacje benzynowe, informacja turystyczna itp. W jednej z jadłodajni zmarnowaliśmy trochę czasu, na próby przywrócenia mi stałocieplności i wysuszenia kurtki suszarką do rąk (bardzo nietrafiony pomysł), a gdy z powrotem wypełzliśmy autostopować, w najlepszym miejscu stał… chłopak z dwoma psami 😀

P1050798
Tym razem nie czekaliśmy długo. Peter jechał do Taraungi. My jechaliśmy do Hamilton, bo gdzieś tam w okolicy miała być piękna rzeka i gorące źródła. Jak to w naszym przypadku zwykle bywa- skończyliśmy na pastwisku pod Taraunga. Ale zobaczyliśmy Hamilton. I płynącą przez niego rzekę. I malownicze wille otoczone nieziemsko kwitnącymi magnoliami w najbogatszej dzielnicy miasta.
Późno po zachodzie słońca Peter zostawił nas nad inną rzeczką, zapewniając, że niby jest to teren prywatny, ale można po nim bez problemu łazić, bo zawsze widzi tam stada wędkarzy. Spoko. Odeszliśmy trochę od drogi, rozbiliśmy się. Super. Miejsce trochę straciło na uroku po zapaleniu latarek, bo okazało się, że obozujemy na krowim polu minowym (bardzo, bardzo gęsto zaminowanym),ale kto by się takimi detalami przejmował. Rano dostaliśmy bardzo poważne kazanie na temat biwakowania na prywatnych posesjach i pouczenie by nigdy więcej tego nie robić. Tym razem przynajmniej pominięto kwestię wysokości mandatu.

P1050887
I tu dochodzimy do trzech najstraszniejszych aspektów nowozelandzkiej rzeczywistości.
1- wszystko jest pogrodzone. Gdzie by człowiek nie chciał pójść, tam płoty, bramki i pastwiska. Ewentualnie parki narodowe i rezerwaty przyrodnicze nie są ogrodzone, jedynie otoczone przez płoty sąsiadujących z nimi farm. Żadnych dzikich krzaków, żadnych nieużytków. Niemal żadnych lasów (to co mniej więcej naturalne, jest parkiem narodowym czy rezerwatem, gdzie z przyczyn oczywistych rozbijać się nie można; to co nienaturalne-czyli leśne plantacje- są terenem prywatnym). Plaże, parki, górki i pagórki obstawione są znakami zakazującymi campingowania. Przy drogach nie można, dalej od dróg tym bardziej nie można, w dzikich miejscach nie można, w zatoczkach dla campervanów nie można…

IMG_9876

Od 6 miesięcy jeździmy sobie po świecie nocując za darmo, i nagle okazuje się, że tu będziemy mieć z tym problem!!!! Aaaaa!!!! Oczywiście nie mamy zamiaru się poddać i marnować kasy na polach namiotowych. Jeśli prawa nie da się przestrzegać, trzeba je niepostrzeżenie ominąć 🙂 (może to nie jest najtrafniejszy aforyzm dla szerszej publiczności :P). Miejmy nadzieję, że w razie czego skończy się tylko na kolekcjonowaniu upomnień i pouczeń.

IMG_9953
2- co wynika z punktu pierwszego, jadąc przez północną wyspę ma się wrażenie, że składa się ona niemal wyłącznie z pastwisk i plantacji sosen czy eukaliptusów. Na łąkach owych krówki, owieczki, jelenie, alpaki, stada królików i bażantów, pasące się, kicające lub walczące w mizernym cieniu brzóz, topól, dębów czy platanów. Nie można odmówić tym widokom piękna. Łagodne, szmaragdowo-zielone wzgórza. Po aksamitnej trawie suną owce puchate jak obłoczki. Ich seledynowozielony świat zamykają ciemnozielone ściany gęstych żywopłotów (o ile żywopłoty nie są na tyle wysokie, że żadnego świata spoza nich nie widać). Na horyzoncie błękitne szczyty gór. W dolinach bystre rzeki.Przy drogach rozłożyste drzewa. W miastach setki magnolii. A wokół błękitne wody oceanu. W skrócie- Irlandia.

IMG_9929

Ładnie, tyle że na końcu świata spodziewałam się czegoś bardziej… nieeuropejskiego? Gdzie moje dziewicze lasy dziwnych drzew? Gdzie dzikie góry? Gdzie naturalne krajobrazy? Oczywiście nie oczekiwałam kiwi drepczących po ulicach i gigantycznego rezerwatu pełnego Aragornów i Maorysów z reklamy Bounty (choć hmmm… byłby to raj odnaleziony :P), ale nie myślałam, że północna wyspa okaże się jedną wielką farmą :/

IMG_9951skrawek natury-paprocie drzewiaste

3- punkt trzeci, najgorszy. 87% nowozelandzkich ptaków to gatunki endemiczne– czyli takie, których nie można spotkać nigdzie poza tym jednym obszarem (oraz ogrodami zoologicznymi, prywatnymi kolekcjami, muzeami, czarnym rynkiem itp). 87%!!! Dla ornitologa- wyspa skarbów. Lądując w takim miejscu w zasadzie frunie się nad ziemią, myśląc tylko o tym, że praktycznie wszystko co by się nie odezwało w krzakach, albo nie przeleciało nad głową będzie nowe i unikatowe. Kraj kiwi, kakapo i takahe… ptaków dziwaków!

Baby-Kiwi-Bird-resized-600

kiwi- blog.gmedical.com

Pierwszym ptakiem którego zobaczyliśmy po wyjściu z lotniska był kos. Ok. Gradobicie i okolice lotniska to nienajlepszy zestaw do obserwowania przyrody. Kolejnego dnia na podwórku przywitały nas wróble. Potem usłyszeliśmy szpaki. A przez resztę dnia oglądaliśmy kosy, szczygły, trznadle, zięby i znów kosy; bardzo, bardzo dużo kosów. Kos- najliczniejszy ptak Nowej Zelandii! :/ A ponad to australijskie rozelle, indyjskie majny brunatne, azjatyckie bażanty, kanadyjskie bernikle, kaczki krzyżówki…

ab3fb93e6aSzczygiel151107_2L8C5567szczygieł-www.mateuszmatysiak.pl 

Nie jest tak, że nie lubię szczygłów. Uwielbiam. Szczygły i czyżyki- najjaśniejsze gwiazdy zimowych spacerów. Ale w Polsce, nie w Nowej Zelandii!!! Przez kilka dni błąkałam się po Auckland oczom nie wierząc, i wmawiając sobie, że poza miastem będzie lepiej. Nie było. Teraz wmawiam sobie, że na południowej wyspie będzie lepiej. Kilka dni temu znalazłam jednak przewodnik po nowozelandzkiej awifaunie i nie pozostawia on większych złudzeń. No nowozelandzkim niebie fruwają najpopularniejsze ptaki całego świata, bo,jak mówił m.in nasz couchsurfingowy gospodarz „każdy chciał tu przywieźć coś z domu, żeby czuć się jak u siebie”. I tym sposobem trafiły tu australijskie sroki, europejskie szczygły i gawrony; a przy okazji lisy, króliki, oposy (które z radością przekwalifikowały się z roślinożernych pluszaczków w krwiożerczych ptasich morderców),szczury, psy, koty… I nagle zabrakło miejsca dla kakapo. Pokraki. Najcięższej papugi świata, o niedołężnych skrzydłach jak paletki.

Smutne.

a_kakapo_explores_codfish_island_photo_by_stephen__4e3284ceefkakapo+ http://www.asexuality.org

Wracając zaś do przaśnej codzienności niskobudżetowych włóczęgów- Nowa Zelandia jest droga! Dużo droższa niż Australia! Biedny Marchewka! Znów będzie musiał wpierdzielać mielonki dla psów, albo owcze serca z przeceny (Tomasz- moja khalesi :P). Miażdżącą prawdą jest jednak, że kurs nowozelandzkiego dolara jest niewiele niższy niż australijskiego, ceny zaś znacznie wyższe (np cena mleka w Australii 0,9centów za litw, w NZ najtańsze 3 NZD za 2 litry; chleb w Oz 1 AUD, w NZD minimum 1,5NZD, to samo z ryżem i makaronem 😦 ). Długo szukaliśmy, czy mają w Śródziemiu coś taniego, na czym udało by się przeżyć, i jedyne, co jest naprawdę tanie to prezerwatywy. Znaczy się- powinniśmy zacząć żyć miłością 🙂

b
I zimno jest. Bardzo. W nocy zwykle w granicach +4 stopni, w dzień niekoniecznie cieplej. Nowa Zelandia zimą nie jest najbardziej trafionym pomysłem, dla ludzi z komfortem cieplnym w okolicach +25 stopni 🙂 Zresztą… to zdjęcie mówi wszystko.

P1050991Nowa Zelandia nie będzie wyspą moich najlepszych „stylizacji” 😦

A poza tym pada. Codziennie.
Kiwi są jednak bardzo mili. Może jeżdżenie autostopem nie jest najszybszą formą transportu(co by nie mówić o namiętności tureckich kierowców do europejskich turystek- Turcja i Armenia to najlepsze kraje autostopowe w których byłam), ale to dobrzy, otwarci ludzie. Co innego mogłabym napisać stukając pod dachem domu kobiety pracującej w jednym z parków Napier?

IMG_9965z cyklu- kreatywne klozety- toaleta w Napier 🙂 Pomijając szalety Napier to bardzo ładne miasto

Wczoraj jak zwykle rozłożyliśmy nasz menelski majdan na ławeczce w jednym z uroczych parków. Pani mijała nas co chwila to z taczką, to z grabiami… Chwilę pogadaliśmy… I wylądowaliśmy w jej mieszkaniu, z 2 psami, 2 kotami, 3 (o dziwo fajnymi) dzieciakami. Całą noc lało. Dziś też leje. Dzięki Ci Adele, bo chyba byśmy w naszym namiocie utonęli!

IMG_9948
Wiem, że to co napisałam niegodne jest, podłe, niskie i malkontenckie do cna, bo Nowa Zelandia cudowna jest i zachwyca. Ale co mam poradzić, jeśli mnie nie zachwyca?
Plan na najbliższe dni zakłada przeżycie obecnego potopu i deszczowej apokalipsy. A potem chcę wejść na Khazad Doom, czy szczyt Mordoru ( czyli odwiedzić Tongariro National Park) a potem pojechać na południe i zamarznąć w miejmy nadzieję najcudowniejszym miejscu na ziemi 🙂 W tle znów szukamy pracy, ale to nudna historia 🙂

P1050975

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s