Park Narodowy Te Urewara…. i powrót do zachwytów

Nigdy nie zgrzeszyliśmy posiadaniem planu wyjazdu, ale nawet na tle całego dotychczasowego chaosu tej wyprawy Nowa Zelandia jest wybitna.
Wszystko jest „inaczej”. Inaczej wyobrażałam sobie północną wyspę, tutejsze ptaki, nasze podróżowanie, pogodę, autostopowanie… wyobraziłam sobie nawet, że nie będzie mi zimno i „dam radę” (choć przysięgam, że nie wiem pod wpływem jakich złudzeń to sobie uroiłam). Ale nie daję sobie rady 😛 Pracy nie ma, kiwi nie ma, Aragornów nie ma, cudownej termogenezy nie ma… Póki co włóczymy się po Nowej Zelandii uciekając przed burzami i mrozami, przy okazji odbijając się od nieaktualnych ofert pracy jak cholerne cząsteczki w ruchach Browna.
Czasami jednak ma to swój urok.

IMG_9980
Do Napier przyjechaliśmy szukać pracy, ale jedyne co tam znaleźliśmy to Adele-burzową zbawicielkę 🙂 Adel pracuje w parku, w którym rozłożyliśmy swój żebraczy majdan żeby ugotować śniadanie (o godz. 14 :P). Kilkuminutowa pogawędka skończyła się zaproszeniem do domu i przeczekaniem pod dachem nadchodzącego pogromu. Nie trzeba było być Jarosławem Kretem, albo wnukiem górala z Krupówek, żeby wypatrzyć na niebie i ziemi oznak nadchodzącego kataklizmu. Potop w telewizji nazywano szerokim frontem atmosferycznym. Front wyżywał się nad Napier przez 2 dni. W tym czasie my wysyłaliśmy setki listów aplikacyjnych, piekliśmy ciasta i bawiliśmy się z dzieciakami wykrywaczem kłamstw. Wykrywacz kłamstw raził kłamczuchów prądem. Czad.

IMG_9971Mały elektrowstrząsik i jest zabawa 🙂

Gdy jednak znów ruszyliśmy w drogę świat był piękny jak w dniu stworzenia. Wiosna. Kwitnące w sadach jabłonie. Słońce. Pierwsze listki na wierzbach. A nad nami skowronki. Przy całej mojej niechęci do „wzbogacania” wysp europejskimi gatunkami- to były pierwsze śpiewające skowronki jakie słyszałam w tym roku! Aż można się wzruszyć 🙂   Poza tym to pierwsza wiosna jaką widzimy w tym roku 🙂

IMG_9777
Łapaliśmy okazję na północ, lub północny-zachód. W naszej oportunistycznej filozofii życiowej taka strategia sprawdza się najlepiej w krajach z nie najlepszymi warunkami autostopowymi- czego byśmy nie złapali- zawsze pojedziemy tam, gdzie chcieliśmy 😛 Tym razem ja chciałam pojechać do Khazad Dum (w świecie równoległym zwanej Tangariro National Park); Tomasz chciał zobaczyć jezioro Waikaremoana (lingwistycznie był to cel bardzo ambitny). Czekaliśmy ponad godzinę (tudzież- spacerowaliśmy szosą w trelach skowronków :P). A potem pojechaliśmy nad jezioro.
I tu zaczyna się cykl „Cudowna podróż”.

IMG_9977
Jakieś 60 km przed jeziorem o Nazwie-Której-Nie-Można-Wymówić dowiedzieliśmy się, że droga dojazdowa jest zamknięta, bo powalone wiatrem drzewo uszkodziło most. Nie wiem dlaczego uznaliśmy, że to żaden problem. Droga była przepiękna. I wcale nie opustoszała. Minęły nas z 4 samochody- każdy kierowca podrzucił nas choć kilka kilometrów dalej, oferując przy okazji nocleg. Widać poza głównymi drogami autostopuje się cudownie.
Ostatnim samochodem jaki się dla nas zatrzymał był szkolny autobus, który dowiózł nas do zerwanego mostu, a tam okazało się, że po drugiej stronie kładki dla pieszych czeka kolejny busik, który również nas zabrał 🙂 W sezonie taki przejazd kosztuje turystów 50NZD! Ale, że to nie sezon, a my wyglądamy biednie i sympatycznie- nikt nic od nas nie chciał 🙂 Zanim dojechaliśmy do wioski na granicy parku narodowego zaprzyjaźniliśmy się z kierowcą na tyle, że podwiózł nas prywatnym samochodem kolejne kilka kilometrów dalej.

IMG_0025
Wysiedliśmy w zimnym, dzikim lesie. Zmierzch. Pusta droga. Wspaniale!
Nie zdążyliśmy się nawet porządnie zastanowić, gdzie i jakby tu potajemnie złamać prawo i rozbić się na dziko, gdy zatrzymał się dla nas strażnik parku. Strażnik był człowiekiem uprzejmym acz szalenie poważnym, na wstępie wyliczył nam opłaty za nielegalne obozowanie(odstraszająco wysoka), a potem odwiózł na bezpłatne pole namiotowe na brzegu Waikaremoana!!! Cóż znaczy „zamknięta droga” dla autostopowiczów w Nowej Zelandii? 😛
Rozbiliśmy się nad Rosie Bay, po której granatowych wodach pływały czarne łabędzie- kolejna efektowna introdukcja. Było cudownie pięknie i upiornie zimno(w okolicach zera).

IMG_9994

IMG_9991
Nazbieraliśmy kilkudniowy zapas mokrego drewna. Rozpaliliśmy. I przez kilka kolejnych godzin dusiliśmy się w gęstych kłębach dymu, trzymani iluzją ciepła i nadzieją, że w końcu wszystko wyschnie i zacznie się palić. Nocą nasze żenujące ognisko zwabiło Daniela- „podróżnika z Subaru”.

IMG_9996
Z Danielem spędziliśmy dwa dni… i pewnie spędzimy wiele więcej (czego sobie zresztą życzę). Jako że Daniel, tak jak my, przy ognisku milczy gapiąc się w płomienie (ewentualnie łzawi i smarka od dymu) nasza znajomość tak naprawdę zaczęła się na 6 godzinnym szlaku wokół jeziora Waikareiti.
Był to przepiękny szlak. Przez jeden z najpiękniejszych lasów po jakich zdarzyło nam się chodzić.

P1060032
Lasy Parku Narodowego Te Urewara należą do jednych z największych i ostatnich pierwotnych lasów północnej wyspy. Kiwi nie prowadzą tu żadnej gospodarki. Pnie gigantycznych, powalonych olbrzymów próchnieją na ziemi pochłaniane przez gęstwinę mchów i paproci. Nie mniejsze, wciąż rosnące drzewa wyglądają jak naturalne kwietniki oblepione epifitami i girlandami porostów (czyli trochę jak w dżungli, ale tu mamy wrażenie, że tu wszystko ma dla siebie słońce i przestrzeń, a nie walczy, pnie się i morduje jak w tropikalnych lasach deszczowych).

P1060040

Podszyt budują moje ulubione paprocie drzewiaste! Runo zaś paprocie nie-drzewiaste, kosmiczne widłaki i bardzo wybujałe mchy. Jest to bardzo paprotkowy las.

IMG_0005

IMG_0007

P1060081

Jest bardzo wilgotno, więc rośliny mogą pozwolić sobie na bardzo ekstrawaganckie i skomplikowane kształty liści.

P1060126Nie mamy pojęcia co to, ale było bardzo ładne.

P1060024Szliśmy sobie jak w pradawnym „hicie-kicie”- „razem ale jednak osobno”. Daniel co chwile zostawał w tyle i robił zdjęcia (Daniel, w przeciwieństwie do nas przed naciśnięciem spustu migawki myśli… i to go spowalnia 😛 My pstrykamy i idziemy dalej… dlatego pewnie nigdy nie zostanę fotografem :P). Mi co jakiś czas udawało się wypatrzyć jakieś ptaszysko. Tomasz standardowo zapierdzielał przodem i dyktował tempo 😛 A przy okazji marudził, że bez sensu taki las, bez dzikich zwierząt. Że niedźwiedzi nie ma, tygrysów nie ma, jeleni nie ma, więc nudno. Ciekawie było tylko na Syberii. (Wbrew temu, co Tomasz opowiada na ogniskach i imprezach- i jego, i moje kontakty z syberyjskimi niedźwiedziami ograniczyły się do mijania tropów i niedźwiedzich klocków, więc obecność misia w lesie nie zawsze przekłada się na spektakularne sesje zdjęciowe i spotkania III stopnia).

IMG_0010

Trzeba przyznać, że ten las był bardzo, bardzo cichy (gdyby nie zawleczone z Europy kosy i drozdy byłby przeraźliwie cichy), nie znaczy jednak, że jest pusty. Mają tu bardzo liczną populację szczurów i mięsożernych oposów (co tłumaczy w znacznym stopniu leśną ciszę); dzikie kozy, dzikie konie, a jak nam wyszło z tropów i rozrzuconych na torfowisku kości- i dzikie jelenie.

IMG_0002Ten opos nikomu już nie zrobi krzywdy 🙂 Oposy- nowozelandzkie dzikie bestie to takie skrzyżowanie małpy z drapieżną wiewiórką. Oposy pochodzą z Australii, gdzie są objęte ścisłą ochroną. Nie cieszą się jednak zbyt dużą sympatią społeczeństwa. Co prawda są puchate i słodkie, ale nagminnie plądrują sady, a co najgorsze uwielbiają gnieździć się na strychach, hałasować, sikać (złośliwe) i śmierdzieć. Trudno więc wyobrazić sobie powód, dla którego ktoś przywlókł je do Nowej Zelandii. Tu- bez konkurencji, bez drapieżników, rozmnożyły się jak szalone, i przekwalifikowały z okazjonalnie plądrujących gniazda roślinożerców w ptasich morderców.

P1060019opos podstępna bestia 😛

P1060163Oposy i szczury dziesiątkujące tutejszą awifaunę stanowią największy problem parku Te Urewara, dlatego pracownicy parku starają się z nimi walczyć. Jedną z form jest zastawianie pułapek. Przynętą jest- kurze jajko! (Tomasz prawie się obślinił gdy to odkrył 😛 Tego dnia minęliśmy tyle pułapek, że spokojnie starczyłoby nam na porządną jajecznicę dla 3 osób… ale oczywiście ich nie ruszyliśmy :P). Nocą zaś trafiliśmy na ekipę possum-hunterów.

tumblr_mpp2r2xmQ31s05o54o1_400

W Te Urewara NP rzekomo wciąż żyją kiwi. Są to jednak zwierzęta nocne, więc nie mieliśmy szans żeby jakiegoś spotkać. Bez problemu można za to wypatrzeć gołębia maoryskiego (albo kereru- w duchu nowozelandzkiej poprawności politycznej).

6313944028_5b2148604a

.Gołąb/garlica maoryska to piękny, potężny ptak, z karykaturalnie małą główką.

Pomijając gigantyczne, zielone gołębie ptaki, które widzieliśmy dotychczas do „spektakularnych” nie należą. Poza kosami i drozdami, po dziewiczych lasach Nowej Zelandii fruwają:

10-11-JS8Q0906

Rudziki nowozelandzkie, które wcale nie są rude (kolega ze zdjęcia widać był ofiarą bardzo dociekliwych ornitologów)

tomSkalinki wielkogłowe, stworzenie bardzo muchołówkopodobne.

tumblr_m1xogpLjIH1r2wrwho1_500Maleństwo zwane rifleman (ktoś był bardzo „dowciapny”) czyli barglik; i kilka innych mikrusów.

IMG_0021szlak

IMG_0028bagienko

Niemal na końcu szlaku czekało zaś jezioro Waikareiti. Z lodowatą wodą. Czystą jak kryształ.

IMG_0032

IMG_0035woda tak czysta, że aż dziwnie było w nią patrzeć

IMG_0037

Wieczorem rozbiliśmy się na kolejnym darmowym campingu i tym razem Tomasz-piroman zorganizował nam fantastyczne ognisko, choć razem z Danielem bardzo uparcie staraliśmy się zgasić je w naszymi herbatach 😛 To był cudowny wieczór.

Po którym nastąpiła obrzydliwie zimna noc.

Rano lało. A my pojechaliśmy w stronę Hibbitonu.

home-of-adventures-hobbiton

zdjęcia ptaków i Shire z www.flickriver.combushhaven.org; http://www.tumblr.com; onebigphoto.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s