Że was na to stać…

(Ten post zaczęłam pisać kilka tygodni temu, +/- w „półroczną rocznicę” naszej wyprawy… ale że w międzyczasie przydarzyły nam się transcendentalne przygody w hippisowskiej komunie, pożegnanie z Oz i pierwsze dni w Nowej Zelandii- nigdy go nie skończyłam. Czas najwyższy to uczynić, bo wszystko wskazuje na to, że Śródziemie zmusi nas do kupienia samochodu-póki co żaden pracodawca nie chciał nawet słyszeć o tym, że codziennie będziemy punktualnie dojeżdżać do roboty okazją, więc przyjdzie nam pożegnać się z autostopowaniem 😦 na jakiś czas.) 

Kilka dni temu minęła pierwsza poważna „rocznica” naszej wyprawy. Podróżujemy już okrągłe 6 miesięcy! 😀

P1010166Malezja Cameron Highland

W założeniu miało być weterynaryjnie i azjatycko, wyszło nam ornitologicznie i australijsko… co niespecjalnie powinno dziwić, bo trzymanie się planów nigdy nie było naszym priorytetem. Co zaś mnie dziwi, to stan konta. Szczerze mówiąc myślałam, że po 6 miesiącach będziemy pogryzać korę i rzuć korzonki, z bólem serca szukając najtańszego lotu do Europy, i przygotowywać się psychicznie do jakże przerażającej wizji rozpoczęcia tzw. „normalnego życia”. Tymczasem po pół roku rozbijania się po rajskich plażach, wcinania krewetek i zachwycania się legendarnie drogą Australią- wciąż jest dobrze.

IMG_8283Australia, środek Nullarbor (czyli bardzo nigdzie)

Dziś w programie temat, o którym jak wiadomo damy i gentlemani nigdy nie rozmawiają, ale tak naprawdę wszystkich najbardziej interesuje- czyli KASA, a w szczególności cudza kasa i cudze wydatki, zwłaszcza na głupoty, o których też marzymy.

Jako, że mamy z Tomaszem rozdzielność finansową, tekst będzie egocentryczny i autotematyczny; tylko o mnie.

P1010268Malezja- Cameron Highland (Mt Irau)

Wypadałoby zacząć od początku, czyli „jak mnie na to stać?”. I, być może niestety, muszę tu rozwiać wszystkie fantastyczne i bardzo filmowe dywagacje na temat źródeł mojego domniemanego bogactwa. Zwłaszcza Australijczycy są niesamowicie twórczy (Australijczycy są mistrzami w wyolbrzymianiu i koloryzowaniu wszelkiego rodzaju opowieści. To ich narodowy talent. Aż dziwne, że JK Rowling, albo RR Martin nie są z Australii). Tak więc nigdy w życiu nie obrabowałam żadnego banku, nigdy nie udało mi się uwieść żadnego tajskiego księcia, arabskiego szejka, ani nawet zwyczajnego milionera; nie odziedziczyłam po nikim kopalni diamentów w Afryce, nie jestem mistrzynią w poławianiu pereł, nie znalazłam bursztynowej komnaty… reasumując, nie zrobiłam w życiu niczego spektakularnie lukratywnego. Nie umiem też grać na giełdzie. Nie jestem też córeczką moich rodziców, i jakkolwiek mogę liczyć na ich pomoc, to niekoniecznie na zafundowanie mi podróży dookoła świata. Nie jestem nawet „dziewczyną swojego chłopaka” 🙂 Szczerze mówiąc nawet nie mam chłopaka. Jednak gdyby nie Tomasz, pewnie musiałabym zainwestować w jucznego osła, a z osłem mógłby być problem na granicach, więc męczenie się z nim (Tomkiem, nie osłem) jest poniekąd strategią oszczędnościową. IIIfilar :P.

IMG_5201-001

Ostatecznie, w co być może ciężko będzie niektórym uwierzyć, bycie lekarzem weterynarii, to nie jest najlepsza fucha na świecie. Będąc młodą lekarką weterynarii, w mieście stołecznym Warszawa, początkowo wisi się gdzieś na samym końcu łańcucha pokarmowego, a przeżycie „do pierwszego”, bez używania magicznego zaklęcia „mamo…. ” jest sporym sukcesem. Nie wiem, czy stawki rynkowe są tematem tabu, więc żeby nikogo nie urazić, ani nie zniechęcać, nie będę rzucać cyferkami; czasami jednak więcej zarabiałam jako hostessa w czasie studiów, niż lek. wet na dyżurze. I nie był to wyzysk moich „podłych, kapitalistycznych pracodawców”. Przez ostatnie 2 lata miałam przyjemność pracować u wspaniałych ludzi, i wciąż jestem im niezmiernie wdzięczna za wszystko czego mnie nauczyli, oraz zaufanie, którym mnie obdarzyli 🙂 (miód ścieka po monitorze :P) Po prostu start w weterynarii bywa trudny, i nie od razu osiąga się poziom życia pięknych dwudziestolatków z polskich seriali. Zawsze jednak można mieszkać w obskurnym mieszkaniu razem z 4 innymi współlokatorami-nędzarzami, jeździć po Warszawie rowerem, a nie autobusami, jeść owsiankę, a nie sushi; a co najważniejsze- pracować po 10-11 godzin dziennie i brać tylko 1 wolny weekend w miesiącu. Wtedy nawet niespecjalnie mamy czas i siły żeby kasę wydawać.

IMG_3785Tajlandia, Bangkok

Przed wyjazdem przez jakiś czas starałam się znaleźć sponsorów dla naszego projektu; ale albo projekt ów był zbyt mglisty, albo ze mnie słaby manager i specjalistka od PR- ostatecznie nikogo nie znalazłam. Dopiero w trakcie wyprawy swojego wsparcia udzieliła nam firma Meindl, dając nam potężną dużą zniżkę na zakup nowych butów, za co bardzo dziękujemy 🙂

P1010741martwa natura z najlepszymi butami na świecie 🙂

Ile to kosztuje?

Mój budżet wyjazdowy wynosił 10 tys, i miało to starczyć na przygotowania, podróż i ewentualne przeżycie do pierwszej wypłaty, kiedy już wyląduję na emigracji zarobkowej, sortując sałatę w Norwegii.

Przygotowania.

O tym powinniśmy napisać na samym początku, jeszcze przed wyjazdem. Przygotowania bolą i niestety nie da się tego przykrego doświadczenia uniknąć. Można liczyć na szczęście i niezawodność swojego układu immunologicznego, ale rozsądek nakazuje, żeby jednak jakoś się ubezpieczyć i zaszczepić. My zaszczepiliśmy się „na wszystko”, co nam pani doktor w Szpitalu Chorób Egzotycznych zaleciła, czyli dur brzuszny, cholerę, tężec, błonicę, krztusiec, polio, meningokokowe zapalenie opon mózgowych i wściekliznę (przeciw żółtaczkom typu A i B szczepiliśmy się przed wcześniejszymi wyjazdami do Turcji i Armenii). Myślę, że jeśli ktoś nie ma zamiaru zbawiać i uszczęśliwiać bezdomnych kotów na końcu świata, to wściekliznę może sobie darować (zawsze to prawie 500 zł w kieszeni). Osobiście nie szczepiłabym się również przeciwko meningokokom, bo szczepionka przed najpopularniejszym w Azji i Europie szczepem B wejdzie na rynek dopiero w przyszłym roku, ale że Tomasz się uparł- nie miałam wyboru. Całość- ponad 1500 zł.

P1020016„komar malajski” 🙂

Do kosztów profilaktyki doliczyć należy zakup Malarone, cena za opakowanie waha się od 200 (drogie apteki) do 80 (internet+krótki termin ważności); najlepiej kupić z drugiej ręki- czyli od jakiegoś podróżnika, który chce się swoich tabletek pozbyć po powrocie z wyjazdu. Jeśli jednak nie możemy nic znaleźć w necie najtaniej kupić je w aptekach sieci Ziko (przynajmniej w Warszawie).

Ubezpieczenie– lepiej mieć, żeby później w razie czego nie żałować, że przeżyliśmy katastrofę lotniczą i do końca naszych dni będziemy harować na spłatę kosztów leczenia. My jeździmy z kartą Euro26, którą wbrew nazwie mogą sobie wyrobić ludzie do 30 roku życia. Koszt- ok 70zł.

P1020424

Bilet w jedną stronę. My lecieliśmy do Bangkoku (bo nie nadaję się do długiego autostopowania i spania pod namiotem w Polsce zimą), więc było drogo- 1500 zł.

Sprzęt– na szczęście wszystko co uważam za potrzebne (buty, plecak, latarka itp) miałam z poprzednich wyjazdów, więc tym razem nic nie musiałam kupować. Tomasz sprawił sobie nową zabawkę w postaci palnika wielopaliwowego, który jest ciężki i paskudny, ale dzięki niemu możemy gotować ile dusza zapragnie, nie bojąc się czy, gdzie i za ile uda się kupić butlę z gazem.

XGKnasz jest „same same but brudniejszy” zenstoves.net 

Palnik działa na benzynie, deaslu, alkoholu, nafcie… absolutnie uniwersalne urządzenie. Nowy jest bardzo drogi (ok 700zł), nasz zbliża się do pełnoletności, zwiedził chyba więcej krajów niż my, a wciąż sprawuje się świetnie; kosztował 150 zł, znaleźliśmy go dzięki liście mejlingowej skpb (Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich).

Całość przygotowań- ok 3,3 tys.

IMG_5153lekcja tajskiego gotowania 🙂 było Mohito, było fajnie

A teraz ile kosztuje życie w szerokim świecie?

Półroczna średnia- ok.650 zł miesięcznie. W tym ceny przelotów z Malezji do Australii i z Australii do Nowej Zelandii. Istnieją oczywiście drobne różnice w moich i Tomasza wydatkach- Tomasz więcej je (czego oczywiście nie widać bo los jest niesprawiedliwy), a ja znaczną część topię w kremach, odżywkach, okularach przeciwsłonecznych i lekach na bakteryjne zarazy tego świata- ostatecznie więc bilans się wyrównuje.

P1040336Tajlandia, Lanta

Szczerze mówiąc najdroższym etapem naszej podróży była dotychczas Tajlandia 🙂 Bo taki tani kraj, fajne parki narodowe, pyszne egzotyczne jedzenie, co chwilę gdzieś jakieś kolorowe targowisko. W Tajlandii żeśmy przyszaleli. ,Między innymi dlatego, że przez miesiąc pracowaliśmy na Lancie w schronisku dla zwierząt. Wychodzimy z założenia, że dobry lekarz weterynarii powinien mieć dobry kontakt z personelem karmiąco-sprzątająco-pomocniczym, bo tak naprawdę to oni najwięcej widzą i wiedzą o zwierzakach którymi się opiekują; a że na dyżurach nie mieliśmy czasu na ploty i głupoty, musieliśmy nadrabiać nocą; ergo- okoliczności zmusiły nas do picia kolorowych drinków w kolorowych knajpkach na plaży. To były kontakty służbowe 😛

P1040382

Szczerze zaś, o ile mieszkamy w namiocie, w Tajlandii można bardzo wygodnie żyć, zwiedzając co dusza zapragnie, jedząc w lokalnych knajpach, a czasami restauracjach z orchideami i spektakularnymi widokami, pijąc alkohol (z półki „pitne a nawet smaczne”- a nie „klepie- nie marudź”) a nawet wydając okazjonalnie fortunę na worek antybiotyków i wagon papieru toaletowego za 700 zł miesięcznie.

Teraz wydaje mi się, że 700 zł miesięcznie to strasznie dużo, ale wyobraźcie sobie, kiedy udało Wam się utrzymać za taką kasę w Polsce (o ile nie waletujemy u rodziny/konkubenta/w parku na ławce).

IMG_4223Tajlandia, Park Narodowy Khao Sok 

W Malezji podliczyliśmy Tajlandię, uznaliśmy, że żyjemy rozrzutnie, i cały pobyt z biletem do Australii wyniósł nas 800 zł (1,5 miesiąca). Trochę to niewiarygodne. Jak to się udało?

1- po pierwsze Malezyjczycy (a zwłaszcza malajscy Chińczycy) to bardzo gościnna nacja. W tym kraju bardzo dobrze działa „autostop z obiadem”.

2- parki narodowe prowincji Pahang są absurdalnie tanie. Wejście do najsłynniejszego w kraju Taman Negara National Park kosztuje…. 1 zł za dzień! Nawet jeśli zaszalejemy praworządnie i kupimy sobie pozwolenie na cykanie zdjęć (sprawdzają) to wydamy kolejne… 5 zł. Co prawda prom przez rzekę (jedyna droga by dostać się od strony Jerantut) kosztuje więcej niż wejście na szlak, ale wciąż to tylko 3 zł w 2 strony… Oczywiście do rozwiązania pozostaje kwestia noclegu i jedzenia- w Jerantut ceny są turystycznie-zaporowe- ale wystarczy poprosić, i darmowe miejsce na namiot pod palmami zawsze się znajdzie. Jedzenie można przytaszczyć w plecaku.

IMG_5942Malezja, Park Narodowy Taman Negara

3- w Kuala Lumpur pięknie działa couchsurfing, a także autostopowanie po mieście. Malezja to dobry kraj 🙂

IMG_6419Kuala Lumpur

Australia. O tym jak tanio podróżować po Australii napiszę chyba całą notkę, bo „da się”. My przez pierwsze 2 tygodnie pobytu wydaliśmy tyle kasy (masa ciuchów z „dobrego samarytanina” bo okazało się, że zimą w Oz nie da się pomykać w szortach :P, karta telefoniczna, mapa, kilka biletów miejskich w Perth), że gdy już się zawzięliśmy w oszczędzaniu, to przez cały czerwiec wydałam całe 25 zł… 🙂 Kluczem do taniego zwiedzania Australii jest woofing (więcej tutaj)- czyli- pracujemy 4 h dziennie (a jak się dogadamy/zaprzyjaźnimy- to jak nam się podoba), a gospodarz karmi nas, poi (winem…. albo rumem, ewentualnie whisky, chyba nigdy nikt nas w Oz nie zaprosił na bezalkoholową kolację :P), udostępnia łóżko pod dachem oraz swobodny dostęp do prysznica, pralki i internetu. W między czasie, korzystając z takich błogosławieństw techniki jak prąd i żarówka zarywamy noce wypisując artykuliszcza, którymi później zadręczamy redakcje gazet wszelakich. Jeśli jesteśmy wystarczająco uparci- w końcu gdzieś ktoś się załamie, i nas wydrukuje 🙂

IMG_8426

Krążą wśród wooferów historie o niewolniczej pracy w kieracie i wyzysku za kromkę chleba… my mamy same bardzo dobre wspomnienia, i wielu znajomych z którymi wciąż mejlujemy.

IMG_9140

Oczywiście najlepszym sposobem, aby przestało nas boleć wydawanie dolarów, jest zarobienie dolarów 🙂 Oficjalnie pracować w Australii nie można(pomijając garstkę farciarzy z working holiday wiza i superspecjalistów). Ale jak wiadomo- Polak potrafi; a i Australijczycy praworządnym i przykładnym narodem nie są.

My przez te 3 miesiące trochę się namachaliśmy grabiami i łopatami, ale…. każdy by chciał grabić trawniki na ogromnej farmie w sercu outbacku 😀 i wyskakiwać wieczorem na straszenie wombatów 🙂

P1040225

Tym sposobem, po pół roku rozbijania się po świecie, obserwowania wielorybów, fotografowania kangurów, popijania krewetek sokiem z kokosa i nurkowaniu wśród kolorowych, tropikalnych rybek mam na koncie… trochę więcej niż przed wyjazdem 🙂 Oczywiście kwestią dyskusyjną pozostaje wyjeżdżanie na koniec świata z majątkiem wys. 7 tys PLN, ale lepiej z taką kasą, niż żadną 🙂

Wniosków z powyższych wyliczeń można wysnuć wiele.

Na pewno nie odprowadzę w tym roku zbyt wysokich składek do ZUSu 🙂 a moja przyszłość jawi się w najczarniejszych kolorach.

Czy jednak naprawdę trzeba wielkich pieniędzy, na wielkie podróże?

P1010963


3 thoughts on “Że was na to stać…

  1. Czyli za miesiąc w Tajlandii wydaliśmy całe ogromne 700 zł… a wiecie ile kosztuje wycieczka do Hiszpanii czy innej Grecji all inclusive na 10-14 dni? ok 2 tys… i mnóstwo osób tak jeździ i nikt ich nie pyta jak na to zarobili 😦 a jak już ktoś jedzie gdzieś dalej to na pewno dziecko bogatych rodziców/złodziej/puszcza się czy nie wiadomo co tam jeszcze ludzie wymyślą. Trochę to smutne. A nawet bardzo.
    Większość osób nie chce wyjść ze swojej bezpiecznej strefy i podróżowanie widzi tylko z biurem podróży i w 5* hotelach, a potem się dziwią, jak ktoś może jeździć przez pół roku…
    W sumie to każdy bloger podróżniczy jest atakowany takimi pytaniami 🙂

    Podoba mi się fragment o przygotowaniach 🙂 Niedawno zostałam mocno pojechana na stypendium z wyboru, za że stratuję o 5 tys a powinnam o co najwyżej 2 tys… bo przecież bilet to 2 koła a szczepienia to tylko 500zł 🙂 resztę wydam na alkohol, nurkowanie, dziwki i tak dalej 😀 a w kwestii jedzenie to powinnam pić wodę z rzeki i jeść owoce z drzewa przez miesiąc, a nie startować w konkursach, bo inni to sami zarabiają, a nie biorą udział w konkursach <3333 (na marginesie, nie wygrałam, więc może kogoś coś mniej boli ;))

    Wam dziękuję za pomoc 🙂 Chętnie skoczyłabym na taką samą wycieczkę, ale z różnych powodów nie dam rady, przynajmniej z wami można zwiedzić kawałek świata 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s