I co ja robię tu, łuuuuhuuuu… :D

ścieżka dźwiękowa http://www.youtube.com/watch?v=kAbpxU0_4cY

Nie wiem czy ktokolwiek pamięta jeszcze niszową acz zabawną kapelę ze Słupska (popisowy towar eksportowy mojego miasta 😛 zaraz po troci 🙂 ) o nazwie Elektryczne Gitary. Pewnie nie :), ale to był dzień stworzony do nucenia tytułowej piosenki.

IMG_0293
Bo kto by kiedykolwiek przypuszczał, że ja, wiecznie zakompleksione dziewczę z pomorskiego zaścianka, a następnie jedna z tysięcy szarawych przedstwicielek stołecznej klasy „nędzy aspirującej”, będzie sobie kiedykolwiek spacerować po nowozelandzkich wulkanach??? Żeby było śmieszniej- podjechawszy tam WŁASNĄ FURĄ!!!! Buahahahahahaha!!!!

IMG_0223Dobrze, że zrobiliśmy dużo zdjęć, bo sama bym sobie nie uwierzyła!

IMG_0257Chaosie!!!! Czy to nie jest cudowne, wspaniałe i niewiarygodne?

IMG_0321

IMG_0227Czy ktoś z Was pił kiedyś poranną kawę z jeszcze piękniejszym widokiem na świat??? 😀
Zanim zacznę się rozpisywać o wulkanach, gejzerach i hobbitach w Mordorze trzeba wyjaśnić skąd u nas taka ekskluzywna zdobycz techniki jak samochód 🙂

P1060444Kalinka na krańcu świata! Nasz mount rider, snow fighter 😀
Można to nazwać upadkiem autostopowych ideałów, zdradą, albo tanim (albo i nie tanim) oportunizmem 🙂 Można też uznać to za dowód naszej niesamowitej elastyczności i zdolności adaptacji do najróżniejszych warunków i wymagań. My- autostopowicze z wyboru- kupiliśmy samochód! I- jakkolwiek burżujsko i idiotycznie by to nie zabrzmiało- kupiliśmy go spontanicznie.

P1060383

Historia Kalinki zaczyna się w jeden z licznych deszczowych poranków w Matamata. Carmen pije truskawkową hebratę, Tomasz dyktuje mi numery siorbiąc kawę, ja dzwonię, przedstwiam się, pytam o pracę i dziękuję za informację, że pracy nie ma; w tle brzęczy MTV classic. Po 30 rozmowach trafiam na Terrego. Terry pyta, czy mamy samochód, bo gdybyśmy mieli na pewno coś by dla nas znalazł. Pytam więc Carmen, bardziej z nudów niż z ciekawości, czy nikt z jej znajomych nie ma na zbyciu niepotrzebnego wozu. I okazuje się, że ona i Scott chcą się pozbyć moknącej na trawniku Toyoty. 2 dni później jest nasza! 😀 (tu powinnam napisać jak łatwo, szybko i prosto można w Nowej Zelandii kupić i przerejestrować samochód, i jak tanie (i nieobowiązkowe) jest jego ubezpieczenie… ale o tym może przy innej okazji).
Czasami mam wrażenie, że u nas wszystko jest możliwe. Zwłaszcza w tej podróży. W końcu- przyjechaliśmy do Matamata jak obraz autostopowej nędzy i rozpaczy- brudni, mokrzy, chłodni i głodni… a wyjechaliśmy własnym samochodem, z połową tradycyjnego, australijskiego tortu na tylnym siedzeniu! 😀

IMG_0162
Nasz pierwszy w życiu wspólny samochód (i szczerze mówiąc pierwszy wspólny zakup droższy niż kilka butelek wina :P) to oficjalnie Toyota Caldina, nieoficjalnie Toyota Kalinka. Kalinka demonem prędkości nie jest 🙂 Póki co wyprzedziliśmy tylko załadowanego gimbusa pełznącego pod górkę, i traktor 🙂 Ale nie o to nam chodzi, żeby bić rekordy i zbierać mandaty 😛 My rozkoszujemy się jazdą 😛 Jeeeeejjjjjjjjj! Jeśli jest coś wspanialszego niż jeżdżenie po Nowej Zelandii, to jest to jeżdżenie po Nowej Zelandii słuchając ulubionej muzyki!!!!
Na koniec tej przeuroczej historii należy dodać, że po dwóch dniach zadzwoniłam do Terrego pochwalić się, że już kupiliśmy samochód i zapytać, kiedy możemy zaczać pracę; a Terry najspokojniej na świecie odpowiedział, że teraz żadnej roboty nie ma, ale oddzwoni do nas za miesiąc! I tak zostaliśmy z Kalinką, mocno nadszarpniętym budżetem… i wciąż bez pracy.

IMG_0201Taupo, aż chce się zacząć biegać w mroźne poranki!

Postanowiliśmy jednak (już chyba tradycyjnie), że póki co pocieszymy się, że ją mamy, a martwić się zaczniemy później. Oczywiście Tomkowi taki „bezreflekcyjny, nierozważny, hedonistyczny i zły” optymizm przychodzi bez najmniejszego problemy, a mi opornie, albo i wcale. Dlatego, pomimo wszystkich samochodowych błogosławieństw, strasznie żałowałam, że utopiliśmy 1500NZD w niepotrzebnym nam złomie. Nie ważne, że nie musimy codziennie zwijać i rozwijać namiotu i martwić się deszczem, dźwigać wszędzie plecaków i sterczeć godzinami na poboczu czekając na okazję; że możemy podjechać gdzie chcemy i zatrzymać się w każdej chwili na cykanie fotek; że pierwszy raz od 6 miesięcy możemy sobie kupić jedzenie na zapas i nasze życie stało się cudownie proste! Nieeeee, ja uznałam, że Kalinka to nasz największy błąd, i pierwszy gwóźdź do grobowej deski tej wyprawy. Na szczęście jednak w takich chwilach zawsze można liczyć na nowozelandzką pogodę. Pierwszą noc w naszej Toyotce spędzaliśmy gdzieś pomiędzy pastwiskami niedaleko Taupo. To była najzimniejsza noc tego wyjazdu. Obudziliśmy się o 6 rano. W krainie szronu, szadzi i lodu. Samochód zamarzł. Od zewnątrz. I od środka. I tu objawiła się cudowność Kalinki- w namiocie nie możemy włączyć ogrzewania, z nawiewem na stopy! 😀
I od tego czasu kocham Kalinkę 🙂 Zwłaszcza odkąd okazało się, że nie pali 10 litrów benzyny i 2 litrów oleju na 100km 🙂

P1060396szron, mróz, 6 rano….złoooooo!!!

I tak po raz kolejny minęliśmy cuchnące siarkowodorem gejzery Rotaruy, ogromne jezioro Taupo- które tak naprawdę jest kraterem wulkanu i dojechaliśmy do Parku Narodowego Tangariro, fanom „Władcy Pierścieni” wg P. Jacksona bardziej znanego jako Mordor.

P1060451Mordor 🙂

P1060449Mordorskie kwiatki

My niestety dojechaliśmy na miejsce zbyt późno, żeby przejść najsłynniejszy szlak parku i wspiąć się na Khazad Dum. Uznaliśmy więc, że pierwszego dnia pochodzimy po krótszych szlakach w dolinach, a zdobywanie szczytów zostawimy sobie na jutro 🙂

P1060457
Myślę, że zdjęcia pokarzą więcej, niż jestem tu w stanie napisać 😀 Poza tym- ile ahów, ohów i innych epitetów można znieść w jednym tekście?

Zaczęśliśmy od podjechania do narciarskiej wioski. Przyjemnie musi być śmigać sobie po stokach wulkanu, ale jakoś się nie skusiliśmy 🙂

IMG_0230

Silica Valley- czyli nowozelandzka „dolina krzemowa”.

IMG_0264

IMG_0269

P1060486zdjęcie dla znajomych i rodziny 🙂 tak naprawdę łączy nas już tylko Kalinka, rachunki i żądza mordu… co w pewnym sensie jest definicją dojrzałego związku 😛

I jak to w Nowej Zelandii- każda rzeczka ma swój wodospad 😀 A każdy wodospad ma swoją tęczę.

P1060543

IMG_0274

Zanim Tangariro trafiło na srebrne ekrany załapało się na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co dziwnym nie jest, bo to spektakularny kawałek Ziemi. Co za to dziwi, to najbliższe otoczenie parku. Nie ma tu żadnego obszaru przejściowego, ani otuliny. Park jest wysepką na morzach plantacji sosen- równych szeregów drzew w jednym wieku, jednego pokroju i jednej wysokości, sprowadzonych tu zza oceanu, niemal kompletnie bezużytecznych dla tutejszych zwierząt. Te lasy to praktycznie pustynie. Martwe, puste i ciche. Tak samo obrzydliwe jak plantacje palm olejowych zatapiających Taman Negara w Malezji.

IMG_0298

IMG_0214Gejzery na stoku wulkanu. Na pierwszym planie sosnowa plantacja. I nie jest to las. Monokultura, zwłaszcza gatunku naturalnie niewystępującego w danym regionie to przyrodnicza pustyniaJ

Jeśli jednak wierzyć informacji turystycznej i znakom na drogach w tych trawach i zaroślach wciąż żyją kiwi.

IMG_0284

Noc spędziliśmy w Kalince, na parkingu gdzie ktoś szczęśliwie zapomniał postawić wszędobylskich znaków „zakaz nocowania”; zamarzając w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.

IMG_0331

IMG_0334

Rano zaś „krainę Mordor, gdzie zaległy cienie” pożarły chmury. I oprócz mgły i śniegodeszczu nie było widać nic. Żadnych wulkanów. Żadnych gejzerów.

IMG_0300


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s