Les barefootes cebuloiteres

ścieżka dźwiękowa http://www.youtube.com/watch?v=NrgcRvBJYBE

IMG_0598widok z „sypialni” 😀

Nigdy nie przypuszczałam, że Nowa Zelandia będzie krajem, który totalnie unicestwi nasz dotychczasowy (czyli jedynie słuszny, idealny i wspaniały) sposób podróżowania! 😀
Tydzień temu sprawiliśmy sobie Kalinkę i nie da się zaprzeczyć, że w naszym autostopowym życiu była to zmiana wstrząsająca. I jak się okazało był to wielkich zmian początek. Kilka dni temu sprawiliśmy sobie Francuza 😀 Floriana-Williama 🙂 Panie i panowie- zdziczały………… wędrowny duet „Bunik z Marchewką” chwilowo zawiesił swoją działalność. I o dziwo- dobrze nam z tym 🙂 (a przynajmniej mi jest wspaniale 😀

P1060814
Tu jest czas i miejsce na sypnięcie życiową mądrością- drogie czytelniczki- jeśli po wielu latach bardzo skomplikowanej znajomości para-związkowej i pół roku wspólnej podróży (i spędzania z sobą niemal 24 h dziennie codziennie razem (sic!)myślicie, że już absolutnie nic nie jest w stanie wskrzesić zainteresowania Wami waszego „kolegi”, albo chociaż sprawić, by widział w Was kobietę, a nie wroga/klątwę/przekleństwo/boską karę i pokutę- dokoptujcie sobie Francuza do trójkąta 😀 Ja aktualnie jestem księżniczką 😀 (albo raczej „lejdi”). Nie muszę zmywać, nosić plecaka, dźwigać zakupów, gotować, zwijać namiotu, biegać po wodę…. ja po prostu jestem, i opromieniam ich swoją domniemaną fantastycznością 😀 (w chwilach gdy akurat nie robią zawodów w zjeżdżaniu na dupie z wydm, albo rzucaniem zdechłymi meduzami w dal :P)

IMG_0466

Co prawda mimo wszystko gotuję i piekę tony ciastek (przydażył nam się dostęp do piekarnika), aby moje miłościwe księżniczkowanie trwało dłużej, ale dla człowieka który przez ponad ćwierć wieku umiał przygotować tylko naleśniki i budyń z torebki to też jest przygoda! Zwłaszcza, że chłopcy są absolutnie niewymagający. Wczoraj pożarli całą blachę praktycznie zwęglonych ciastek i twierdzą, że im smakowało 😀

P1060822William i ja i Tomasz za obiektywem 😛

Historia Floriana-Williama jest tak absurdalna, że mogła przydarzyć się tylko nam, albo w komedii z Jimem Cerry’m. Geneza ma oczywiście podłoże finansowe. Bardzo szybko (tzn po pierwszym tankowaniu) okazało się, że nawet jeśli Kalinka nie pali 10 litrów benzyny i 2 litrów oleju na 100km(Kalinka pali 6,5l/100 w górach, kochana!), to i tak jeśli chcemy podróżować dalej długo i szczęśliwie musimy znaleźć kolegów do dzielenia kosztów paliwa. Napisaliśmy więc bardzo szczere i uczciwe ogłoszenie na Gumtree (żeby później nikt nie był zdziwiony i rozczarowany), że wiecznie kłócąca się, acz wyluzowana, towarzyska i easy-going nie-para Polaków, szuka towarzystwa do podróżowania. Żyjemy w namiocie, myjemy się w lodowatych strumyczkach albo umywalkach stacji benzynowych(albo wcale), szlajamy po górach i lasach i lubimy przyrodę. O dziwo odpisało kilka osób. A ku mojej radości jako pierwszy odezwał się Florian, a nie czarnookie nastoletnie Niemki 😛 Odpisaliśmy Florianowi, żeby zadzwonił, bo on jest w Auckland, my w Taurandze- i trzeba wymyślić gdzie byłoby najwygodniej się spotkać. 5 minut później zadzwonił telefon. Uznaliśmy, że jak na Niemca Florian ma niesamowicie francuski akcent… ale różne anomalie się w podróży spotyka. Umówiliśmy się, że spotkamy się w Taupo, a potem pomyślimy co dalej. Pół godziny później jechaliśmy odebrać go w Auckland 😀 Taka mała zmiana, bo na północy słońce i wiosna, a u nas listopad i śniego-deszcz.

IMG_0351
Przybyliśmy. Znaleźliśmy. Zapakowaliśmy. Trzeba przyznać, że Florian brzmiał totalnie Francusko i absolutnie nie wyglądał na lat 19, ale uznałam, że może chciał napisać 29, ale mu nie wyszło… 3 dni i kilka litrów kawy i wina później Florian zapytał, dlaczego w sumie nazywamy go Florian, skoro on ma na imię Wiliam. I okazało się, że on nigdy do nas nie pisał. Po prostu zadzwonił 😀

IMG_0353
Przyjemnie się z podróżuje z Florianem. Florian optymistyczny jest i kontaktowy. Dzielnie znosi pobudki o 6.30 rano (jeśli ktoś myślał, że się na tym wyjeździe opierdzielamy- był w błędzie) i prawdziwie cierpiąc wypełza z namiotu szczerząc się heroicznie i wołając „kolejny piękny dzień!” Jeszcze dzielniej znosi chwile, w których wszyscy myślimy, że zaraz zginiemy, w czasie mojej nauki jazdy Kalinką 😀 Twierdzi, że nie przeszkadza mu nasza muzyka. Wszędzie szuka pająków; a pierwszego dnia nauczył się rozpoznawać 5 gatunków ptaków (w tym 3 europejskie 🙂 Dzięki mnie William dowiedział się, jak wygląda zięba :P).

IMG_0361Owieczki z Tawharanui Regional Park

IMG_0381duuużo owieczek 😛

P1060644i jeszcze więcej 😛  choć stada owiec w parku mieniącym się „jedną z ostatnich ostoi kiwi” to kolejna słodka i urocza ilustracja hipokryzji nowozelandzkiej ochrony przyrody

Trzeba też przyznać że zaczęło się nasze wspólne podróżowanie przepięknie. Postanowiliśmy w końcu przyjąć jakąs strategię, i nie obijać się po Nowej Zelandii jak pijane zające, tylko najpierw zwiedzić Northland (czyli najbardziej północną część Wyspy Północnej), a potem ruszyć zygzakiem na południe 🙂 Pierwszego dnia trochę na chybił trafił wybraliśmy rezerwat Tawharanui  . Na miejscu okazało się, że camping na terenie chronionym kosztuje 15 NZD od osoby, czyli zdecydowanie powyżej naszego progu tolerancji dla głupich wydatków. Jak już kiedyś pisałam, strasznie ciężko w Nowej Zelandii znaleźć dzikie i niechciane krzaki- wszystko jest pastwiskiem, polem, łąką albo innym nieurzytkiem prywatnym. Wszystko jest za płotami. Do tego plotki głoszą, że Kiwi nienawidzą „turystów srających po krzakach” (czemu zresztą się nie dziwimy) i do pomysłów nocowania na ich terenie podchodzą bardzo nieentuzjastycznie. Ostatecznie znaleźliśmy zjazd na przypuszczalnie opuszczoną posesję, z zatoczką, w której na upartego można było upchnąć namiot Floriana-Williama i Kalinkę. Chłopcy oczywiście zaczęli organizowanie noclegu od wystawienia na dachu 5litrowego kartonu wina(nasz wkład na dobry początek znajomości) i Kahuli (dar Floriana i strefy bezcłowej)… a zaraz potem przyjechał właściciel tego miejsca, a oni tłumaczyli żarliwie, że nie stać ich na nocowanie na płatnym campingu 😀

P1060663

P1060610
Rano zaś ruszyliśmy do rezerwatu, z postanowieniem przejścia wszystkich możliwych szlaków (prawie nam się udało) i było cudownie!
Po pastwiskach biegały jagniątka, i kuśtykały ich matki. Po plażach biegały sieweczki. Nad oceanem szybowały głuptaki. W krzakach miotały się wachlarzówki. A William z wrodzonym sobie optymizmem i entuzjazmem przechodził intensywny kurs rozpoznawania ptaków 😀 Myślę, że zrezygnowanie z kursu na przewodnika wycieczek było moim dużym życiowym błędem 😀 Byłabym świetna na trasach ornitologicznych 😛

P1060727

Kolejnym niespodziewanym błogosławieństwem związanym z pojawieniem się Floriana w ekipie jest fakt, że nie muszę już asystować Tomaszowi w jego zabawach z padliną 😀 Jupiiii!!!!

IMG_0400Tomek i jego kolejne fantastyczne znalezisko….

IMG_0402

P1060768

IMG_0403ostrygojad

IMG_0385bardzo niespodziewany fragment tropikalnego lasu 

IMG_0376Klify. Kiwi głoszą ogólnieprzyjętą zasadę, że wschodnie wybrzeża to złote piaski, łagodne fale, cud miód i riwiera, a wschodnie to klify, skały, czarny piasek, wiatr i paskudztwo (co kto lubi- mnie ten opis bardziej przekonuje)- w praktyce- to jest wschodnie wybrzeże, a na zachodnim znajduje się 90milowa plaża…

IMG_0392widoczek „poglądowy”; nawet bez mojego malkontenctwa trzeba przyznać, że w starej zniszczonej Europie po „rezerwacie” człowiek spodziewa się czegoś bardziej „dzikiego” 

P1060772zimorodek

IMG_0417martwa natura(tym razem mój temat)- szlarnik rdzawoboczny (łatwiej- silvereye)

P1060732
Kolejny dzień minął nam bardzo… niepostrzeżenie; choć chłopcy na pewno długo będą pamiętać moją pierwszą jazdę szkoleniową; pustą górską drogą, o 7 rano, non stop w oślepiających promieniach słońca. Marchewka zniósł ją strasznie, William dosyć godnie :), choć oboje twierdzą, że było to traumatyczne przeżycie 🙂 Gdy już szczęśliwi i zrelaksowani piliśmy kawę, siedząc na krawężniku z widokiem na klify i Pacyfik, cwaniacy na wlali mi uderzeniową dawkę Kahuli do kawy, żebym się nie awanturowała, że chcę prowadzić dalej 😀

IMG_0432

IMG_0437gdyby ktoś miał problem ze zrozumieniem i interpretacją- to jest artystyczne zdjęcie piasku 😛 Nie pytajcieco autorka miała na myśli; chłopcy już ustalili że jestem istotą bezmyślną i blond

IMG_0438

IMG_0439artystyczne kamienie; niby Mangawai cliffs nie są spektakularne… a jednak można znaleźć coś ciekawego 🙂

IMG_0442

artystyczne truchło meduzy

IMG_0450
Przespacerowaliśmy się po plaży, odwiedziliśmy kilka sobotnich targowisk, jak się okazuje na antypodach wszystko jest „inaczej” i targowiska są jeszcze droższe niż supermarkety, (co zawiodło nas boleśnie, choć degustacje nieco złagodziły szok cenowy) i mikro-muzeów; a potem pojechaliśmy do najstarszego miasta w Nowej Zleandii Whangarei; pierwotnie znanego jako Hole of Pacyfic Devils, ponieważ zgodnie ze swoją narodową tradycją, aby zrobić dobre wrażenie na Maorysach- Brytyjczycy zaczęli kolonizację Nowej Zelandii od zsyłania tu morderców, złodziei, gwałcicieli, i wszelkich innych skazańców. Wg przewodnika Floriana Williama, na początku XX wieku w miasteczku było 40 domów publicznych i 1 kościół 😛
My w Whangarei odwiedziliśmy bibliotekę (darmowy internet- niestety tylko przez pół godziny), oraz wodospad.

IMG_0460romantyczny William 😀 zdjęcie miłosiernie nie rejestruje smrodu wody i stóp 🙂

IMG_0465

Hitem dnia okazał się zaś nasz wieczorny postój. Tradycyjnie już wieczorem wjechaliśmy na boczną drogę w poszukiwaniu zarośniętej zatoczki, zapomnianego parkingu albo wyjątkowo zapuszczonej bramy na pastwisko, żeby gdzieś przenocować. Znaleźliśmy coś przypuszczalnie opuszczonego. Dookoła Kalinki zaczął rozrastać się pierdolnik codzienny, czyli tzw obóz.

IMG_0583Kalinkowe zaplecze 🙂

Kilkanaście minut później okazało się, że nic z tego, pod „naszą” bramę podjechał samochód. Wysłaliśmy Williama z misją zdobycia pozwolenia, cicho myśląc, że powinien o to pozwolenie poprosić tak milutko, aby pozwolili nam rozbić się za bramą, nad strumyczkiem. Kilka minut później zachwycony i dumny z siebie William oświadczył nam, że możemy nocować w domu! Z kominkiem! Kuchnią! i GORĄCYM prysznicem!!! I butelką wina 😀 Bardzo dobry nabytek z Williama.

P1060850wszystkie stworzenia kochają Kalinkę; tu przyszły poprzytulać się byczki 🙂

Gdy kupiliśmy Kalinkę i porzuciliśmy autostopowanie właśnie takich sytuacji było mi najbardziej żal, myślałam, że gdy będziemy już burżujami za kółkiem nikt nas nigdzie nie zaprosi, nie przenocuje, nie rozpije wina patrząc na pasące się krowy sąsiadów… a tu proszę! 😀 Kiwi to naprawdę przyjazny naród 🙂 A że następnego dnia wybraliśmy się do rezerwatu…… podziwiać Bay of Island, ale zamiast widoków lazurowej zatoki i szmaragdowych wysp widzieliśmy tylko chmury, mgły i strugi deszczu wieczorem wróciliśmy pod miłosierny dach, i przyjęto nas z nie mniejszą radością!

IMG_0479Bay of Island

IMG_0590

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s