Inna kultura

Pozostało mi jeszcze wiele gór, rzek, szlaków, przygód z Williamem i innych ciekawszych historii do opisania; ale od blisko 3 tygodni harujemy na farmie. I jakkolwiek koszenie czy sortowanie szparagów nie jest ani pracą marzeń, ani zajęciem godnym lekarza weterynarii- różnie się w życiu układa i czasami trzeba się przemęczyć. Trzeba gdzieś i jakoś na następne pół roku szlajania się po świecie zarobić, a nic lepszego nie znaleźliśmy.

IMG_1472

Zbieraniu szparagów poświęcę jeszcze cały wpis, zapewne nie jeden, bo wbrew pozorom wiele się przy tak odmóżdżającym zajęciu można dowiedzieć o sobie, świecie, podejściu do pracy i podejściu do pracownika… a także o wegetacji i szparagach.

Dziś jednak krótka historia o „różnicy kulturowej”.

Pracujemy na polu szparagów obrabianym przez 45 Vanuatańczyków, i 5 białych, w osobie Czecha, Anglika, Nowozelandki i 2 Polaków. Praca, jako się rzekło, polega nasamotnym zbieraniu szparagów, a następnie sortowaniu i pakowaniu w 3-osobowych zespołach tego, co uzbieraliśmy. My pracujemy w zwykle z Jędrą. Z racji tego, że wszyscy troje jesteśmy widać niedostosowani, a może i niedorozwinięci, czy to na polu, czy to przy stole- zawsze jesteśmy najwolniejsi. Dlatego też szef, umiarkowany rasista (choć oczywiście nie powinniśmy na to narzekać), daje nam zawsze najłatwiejsze zadania tak, abyśmy cośtam jednak mogli zarobić. Od niedawna sortujemy więc również jumbosy- coś w rodzaju wybujałych szparagów drugiej kategorii, które pozostałe zespoły odrzucają podczas pierwszego etapu pakowania. Tym sposobem gdy wszystkie skrzynki zostaną już przesortowane i reszta sali kończy pracę my ciągle mamy klikadziesiąt kilo szparagów do zapakowania- a szparag to pieniądz.

IMG_1477(nasza droga do pracy :P)

Kilka dni temu, co nie ma znaczenia, bo wszystkie dni są tu takie same, 14 zespołów zawijało w tasiemki ostatnie szparagi, przy ogłuszającym dudnieniu vanuatańskiego disco.

– Potrzebujecie pomocy?- zapytał Adi, donosząc nam kilka krat odpadowych szparagów.

Tomasz popatrzył na piętrzące się za nim skrzynki (paręnaście) i zegarek… na końcu na nas. Dzień był beznadziejny, na polu praktycznie nic nie wyrosło, ergo nic nie zarobiliśmy. Piętnaście skrzynek- powinniśmy skończyć w ciągu 3 godzin, czyli przed nocą.

– Nieeee, dziś jesteśmy chciwi. Wiesz, na polu zebraliśmy raptem 40 kg… no monay.

– Jasne- Adi pokiwał ze zrozumieniem głową.

Zespół Toma Willa z naprzeciwka również pokiwał głową. I wziął od nas część szparagów. Podkręciliśmy tempo do granic naszych pakowaniowych możliwości. Po drugiej stronie stołu ekipa pomocników rozrosła się do 6 osób.

Popatrzyliśmy na siebie trochę zawstydzeni… w sumie nikomu nic na polu nie urosło i oni też dziś niewiele zarobili.

– Wiecie co, weźcie sobie trochę skrzynek- oświadczył szczodrze Tomek.

I nie wiem jak to się stało, ale chwilę później przy naszym stole spało 10 ludzi, a pozostałe stanowiska odpalały wagi, puszczały noże w ruch i zaczynały pracę w tempie, jakiego na tej sali jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Szef, jego ojciec i dwa psy stali w progu obserwując nas z niedowierzaniem. 40 osób, po 8 godzinach pracy, bez słowa, bez proszenia, absolutnie bezinteresownie cięło, ważyło i pakowało nasze szparagi.

W sumie… to była dobra impreza. Z tandetnym disco, wyciem i tańczeniem.

Wszystkie skrzynki dostały nasze tagi. Choć przecież mogli wstawić swoje. Tym samym, dzięki nim, Tomek i ja zarobiliśmy 80 NZD w 20 minut.

IMG_1479

Wieczorem złapał nas szef. Pogratulować absolutnie rekordowego wyniku z pack-house’u.

– Ciągle nie mogę w to uwierzyć! To było totalnie niesamowite. Bo my naprawdę ich o to nie prosiliśmy…Oni tak sami z siebie… w Polsce to w ogóle jest nie do pomyślenia…

– Hmmmm, tak…. no, tak… Widzicie, to całkiem inna kultura- stwierdził szef.

I myślę sobie, że skoro tak, to jaką my tak naprawdę mamy kulturę? Bo nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce 40 pracowników zostało tyrać po godzinach totalnie za darmo po to, by pomóc znajomym z pracy. Zresztą, co z nas za znajomi, skoro oni wszyscy są z Vanuatu, ze swoją muzyką, kilkoma językami i dzikim wyciem na polu, a my- Europejczykami, którzy do tej pory opanowali tylko „dzień dobry” i „I-tuk”.  I w końcu każdy pracuje tu na siebie i dla siebie. Więcej zrobisz, więcej zarobisz. A oni uważają, że wszyscy jesteśmy jednym wielkim zespołem. I pomagają sobie. Zawsze. Wszędzie. I dzielą się wszystkim. Totalnie bez zachłanności czy zazdrości.

Więc jak wypada przy tym wszystkim nasza „kultura”.

2 dni później upiekliśmy dla nich z Tomaszem 3 kilo ciastek. Ale to i tak nie to samo.

IMG_1476

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s