Święta Święta odc2

Oczywiście nie mogę napisać, że to były najlepsze święta w moim życiu, bo mamie byłoby przykro… ale jeśli standardowo życzy się wesołych i wyjątkowych świąt, to o wesołość Wigilii zadbał barszczyk, a reszta była… bardzo wyjątkowa 😀

W święta, W KOŃCU, wróciliśmy do „normalnego” (w naszych standardach) podróżowania. Tomasz ostatecznie przestał się łudzić, że paczka która miła do nas dotrzeć w 6 dni trafi w nasze ręce w tym roku, ja ostatecznie dostałam swój nowy obiektyw, szefowa wypisała nam ostatni czek, chłopaki z Vanuatu zrobili sobie z nami ostatnią sesję zdjęciową… NIC więcej nie trzymało nas w okolicach Taihape!!!! Cudownie!

I okazało się, że Północna Wyspa, której od początku nie darzyliśmy sympatią, o zachwycie nie wspominając (pomijając 2 parki narodowe) potrafi nas jeszcze zaskoczyć. Bardzo. Pozytywnie!

Wyruszyliśmy wcześnie rano, tzn po świątecznym śniadaniu, składającym się z popcornu i wigilijnych resztek i po kilku kilometrach uznaliśmy, że niekoniecznie wiemy, co z tą „wolnością” zrobić, bo przecież nie pojedziemy od razu do Wellington. Miasta to nie jest to, co Marchewki lubią najbardziej. Miasta bez tango nie mają większego sensu. Na szczęście w pomniejszych osadach Nowej Zelandii panuje zwyczaj nie wyłączania internetu w bibliotekach poza godzinami ich pracy. Uznaliśmy więc, że od święta pojedziemy sobie gdzieś, gdzie kręcili „Władcę Pierścieni”. Miejsc takich co prawda na wyspach jak mrówek, gdzie nie stanął Peter Jackson tam od razu znaczki na mapach… czasami więc 3 mizerne sosenki w parku robią za kinowo-kulturowe sanktuarium i ostatnie miejsce pobytu elfów na ziemi. Dlaczego stanęło na Cape Palliser? Google wspaniałomyślnie wyświetliło zdjęcie Legolasa na tle strzelistych skał… Nie wszyscy o tym wiedzą, ale Legolas jest ulubionym bohaterem Tomasza… Decyzja była więc oczywista.

Cape-Palliser

Sama droga do Aorangi Mountains była niesamowicie piękna, wąska, kręta, górzysta, śliska i wspaniała… Nad oceanem jednak krajobraz się zmienił. Tak, że aż ciężko było uwierzyć, że to cały czas zieloniutka Nowa Zelandia.

IMG_2069

IMG_2068

Jechaliśmy tu z planem chodzenia wśród legolasowych skałek, ale w między czasie dowiedzieliśmy się, że na wybrzeżu znajduje się kolonia fok, a według znaków- po szosie zdarza się spacerować pingwinom (co znaczy mniej więcej tyle, że giną pod kołami). Poza tym dobrze się jechało, więc zamiast szukać kierunkowskazów do malowniczych wąwozów- pojechaliśmy aż do końca drogi.

IMG_2183

Po drodze mijaliśmy wioseczkę Ngawi, i to naprawdę jest osada „na końcu świata”, a przynajmniej poza nowozelandzkimi standardami. Bo kto by się spodziewał takich widoków na plaży? W tym jakby nie patrzyć estetycznym kraju.

IMG_2189

Z odrobiną lokalnego szaleństwa.

IMG_2191

 

A potem Tomek wypatrzył foki!!!

Po czym wyparł się swojego odkrycia po trzykroć. Z Tomaszem jest tak, że jeśli bardzo chce coś zobaczyć, to na pewno mu się uda! Nawet jeśli foką ma być glon a panterą liana. Tym razem jednak miał rację- na skałach wylegiwały się foki- a dokładniej uchatki- kotiki nowozelandzkie(dla fanów lokalnej nomenklatury kekeno).

IMG_2089

Z oglądaniem kotików jest trochę jak z obrazkami 3D. Najpierw widzimy tylko skały i wodorosty, potem udaje się wypatrzyć jedną uchatkę a chwile później okazuje się, że tuż przed nami wyleguje się cała kolonia!

P1080976

W przeciwieństwie do trójwymiarowych obrazków wypatrzenie uchatki ma ogromne ułatwienie- śmierdzą! Cuchną tak strasznie, że gdy już później spacerowaliśmy wybrzeżem i co jakiś czas wpadaliśmy na grupki opalających się na skałach fok najpierw je czuliśmy, a potem widzieliśmy. Oczywiście przy odpowiednim kierunku wiatru.

P1080884

Kotiki ciężko też wyczuć, bo zawsze staramy się nie płoszyć i nie przeszkadzać zwierzętom. Tymczasem tym razem niektóre foki pozwalały nam podejść do siebie na odległość kilku metrów, i bynajmniej nie czuły się naszą obecnością skrępowane, a inne chowały się przed nami z daleka. Zaniepokojone „ziewają” prezentując swoje pożółkłe zębiska.

P1080970

 

Kotik na pierwszym planie wcale nie jest martwy. Jest tylko zrelaksowany.

IMG_2144

Pan kotik obudzony.

Kotiki, jak większość fok, mają silnie zaznaczony dymorfizm płciowy- samce osiągają 1,5-2,5 m długości i wagę 120-150 kg, samice 1,3-1,5m długości i 40-70 kg- nawet jeśli są więc podobnych rozmiarów są dużo drobniejsze. Wszystkie kotiki są jednak wąsate 🙂

IMG_2082

Nikogo nie powinien zaskoczyć fakt, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu uchatki stały na krawędzi zagłady i jedynie drastyczny spadek popytu, a więc i cen ich futer uratował je od zagłady. Obecnie nowozelandzka populacja liczy 50-60 tys osobników,liczebność australijskiego podgatunku utrzymuje się na poziomie 7 tys osobników (żyją w zachodniej części południowego wybrzeża)

 

IMG_2157

 

W momencie, kiedy zaczynałam już dochodzić do wniosku, że bycie człowiekiem jest przereklamowane, bo przecież można było urodzić się kotikiem, i tylko pływać w oceanach i wygrzewać na słońcu, wyglądać jak foka i mieć to gdzieś… jak i resztę egzystencjalnych i filozoficznych dylematów.. wypatrzyliśmy fokę czekającą przy swoim martwym dziecku.

IMG_2128

Ogólna zasada głosi, że plaże wschodniego wybrzeża są białe, szerokie i romantyczne, a zachodniego czarne, wąskie i kamieniste, a morze wiecznie wzburzone. W praktyce czarne nie jest czarne, a białe nie jest białe (a przynajmniej jeśli najpierw odwiedzimy Australię- naprawdę ciężko będzie nam znaleźć różnie śnieżnobiałe plaże niż te koło np Albany). Białe są żółtawe, co oczywiście nie odbiera im uroku, czarne zaś nie czarne jak węgiel (co mnie osobiście zawiodło) tylko ciemnoszare. To jest wybrzeże południowe i plaża jest „zwyczajnie szara”.

IMG_2137

 

Na kamienistych plażach można znaleźć muszle paua, absolutny „must have” sklepów pamiątkarskich (oczywiście po jedeicie… paua jest wersją dla ubogich). Z metalicznego, błękitnego wnętrza wykonuje się biżuterię… i absolutnie wszystko, co można sprzedać, od popielniczek i breloczków, po szkatułki, magnesy na lodówkę, krzyże i pudełka na wizytówki. Sama też sobie taki odłamek na rzemyku kupiłam, w ramach rozpaczliwej potrzeby kupienia sobie „czegoś ładnego”. Problem w tym, że niezalakierowane muszle dosyć szybko blakną i mój wisiorek po 2 miesiącach oglądania szparagów zdecydowanie stracił swój kobaltowy blask (dobrze, że kosztował całe 50 centów :P). Nie wiemy jak zabezpieczymy i przemycimy muszle, które znaleźliśmy… ale chyba spróbuję zrobić z nich jakąś fajną biżuterię. Naprawdę „walają się”  po plaży stosami.

IMG_2125

Nad przylądkiem wznosi się latarnia morska.

Zanim jednak powędrowaliśmy wzdłuż wybrzeża, już w pierwszej napotkanej kolonii kotików spotkaliśmy… nasz największy (dosłownie i w przenośni) prezent bożonarodzeniowy!

Pomiędzy skałami leżał, samotny…. SŁOŃ MORSKI!!!!

P1080912

 

To było niesamowite szczęście, bo słonie morski południowe występują w rejonie antarktycznym, i jeśli już gdzieś się na nowozelandzkie wybrzeża zapędzają, to raczej na południe Wyspy Południowej, a nie tak daleko na północ. Poza tym, są zwierzętami stadnymi, więc pojedynczy osobnik jest zjawiskiem raczej przypadkowym. Jak on tu trafił? Czy i dlaczego się zgubił?

Słonie morskie zawdzięczają swoją nazwę ogromnym rozmiarom ciała (samce osiągają 4-6 metrów długości i wagę 2,5-3,5 t!!!) oraz charakterystycznemu nochalowi samców, przypominającym trąbę. Ten słonik miał jakieś 3-3,5 metra.

Mieliśmy tym więcej szczęścia, że słonie morskie spędzają 80% swojego życia w wodzie. Do rekordów, jakimi mogą się poszczycić te niesamowite zwierzęta należy czas pozostawania pod wodą- do 80 minut i głębokość nurkowania- do 1500 metrów! Poza tym,co zaskakujące- mimo swojej monstrualnej masy, na lądzie potrafią poruszać się szybciej niż człowiek!(na krótkich dystansach).

P1080920

 

Poza tym, jako że Tomasz od początku chciał zobaczyć pingwina…a dla losu jego zachcianki są rozkazem… zobaczyliśmy pingwina. Marchewka zobaczył ich nawet 5- pierwsze dwa zamieniły się w mewy, jeden okazał się być bardzo podstępnym kamieniem, a czwarty wredną czajką. Ostatni pingwin, można powiedzieć, że czekał specjalnie na niego 🙂

IMG_2140

Jakby zwierzaków było nam mało, Cape Palliser jest naprawdę przepięknym miejscem! Zwłaszcza w upalne, słoneczne, grudniowe popołudnie 🙂

P1090060

P1090054

IMG_2168

 

IMG_2166

P1090039

 

A w górze strumienia znajduje się Rivendell 🙂 Nie według Petera Jacksona, nasza prywatna 🙂

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s