Zachodnie wybrzeże i deszcz

W walce z podróżniczym, organizacyjnym i blogowym chaosem- mapka!

W dzisiejszym odcinku, gdzieś pomiędzy problemami wynikającymi z niekończących się opadów, mokrych butów i śmierdzących skarpet, a także towarzystwa uroczej 19latki i stereotypowej blondynki- przetoczymy się przez punkt 1,2 i 3.

Punkt 1- Nelson Lake National Park

Punkt 2- Paparoa National Park, i Naleśnikowe Skały

Punkt 3- Wąwóz Hokatiki i turkusowa (z opisów) rzeka

south_island_physical

 

Zgodnie z radą Żuli powinnam napisać, że na czas najbliższego miesiąca zawieszam działanie bloga, ponieważ dobowa aktywność Kalinkowej załogi ogranicza się jedynie do picia kawy, a czasem wina, palenia sheeshy, grania w karty i patrzenia na deszcz… więc ani nie ma o czym pisać, ani tym bardziej nie ma czasu żeby o tych głębiach nicości się rozwodzić. Nie byłaby to jednak całkowita prawda.

IMG_2610na dobry początek- weki! Weka to jedyny nowozelandzki nielot, który jako tako poradził sobie z  dobrodziejstwami zachodniej (a i maoryskiej) cywilizacji, i nie wyginął. Miejscami są nawet dość liczne (a przynajmniej licznie przychodzą żebreć o resztki śniadania)

IMG_2537program ochrony widać w tym przypadku jakoś działa (co jest bezprecedensowym cudem)- weki nie boją się nawet bezpośredniego zaproszenia do gara 🙂 (w razie wątpliwości- Tomasz ma całkowity zakaz polowania i pożerania gatunków chronionych)

Faktem jest, że wraz z wejściem w Nowy Rok, Nowa Zelandia wkroczyła w porę deszczową i poza „opadami” wszelkiej maści niewiele można zobaczyć (składanki burza-śniegodeszcz-gradobicie chyba nie należą tu do anomalii pogodowych. Zaznaczmy, że to środek lata). Niby jako ludzie głęboko niewierzacy nie traktujemy klęsk żywiołowych interpersonalnie, ale po kilku dniach niekończącej się ulewy zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy afiszowanie się z niechęcią do Północnej Wyspy nie było błędem. Teraz mamy przeciwko sobie wszystkie nowozelandzkie bóstwa.

P1090301malownicza ulewa w Parku Narodowym Nelson Lakes, zwykle można tu podziwiać granatowe jeziora odbijajace ośnieżone szczyty gór… ale w Roku Nieprzerwanego Deszczu do wyboru jest tylko deszcz, chmury, albo mgła.

W tych warunkach atmosferycznych wizja zaszycia się na darmowym campingu z rozsądnym (wielokartonowym) zapasem wina(Marchewka), ciastek (Żuli) i marchewek (ja), oraz zorganizowanie w Kalince niemąconego nawet tchnieniem wentlacji sheesha baru pozostaje niezmiernie kusząca, aczkolwiek wciąż nieekonomiczna. Pierwszy i być może ostatni raz w życiu przydarzyło nam się jednak być w Nowej Zelandii, więc zwiedzamy. Twardo. A raczej mokro. Zwiedzanie ma rys masochistyczny i momentami staje się doświadczeniem na wskroś frustrującym, bo po co moczyć ostatnią suchą parę spodni i skarpet, skoro i tak żadnych ciekawych fotek ze szlaku nie będzie 🙂 Jednak mimo wszystko zawsze coś ciekawego uda nam się zobaczyć, a czasami nawet doczekać się skrawka błękitnego nieba i kilku godzin (w porywach) bez deszczu! Poza tym później wino smakuje lepiej. A i działa skuteczniej.
I tak zaskakująco szybko i sprawnie toczyliśmy się wzdłuż zachodniego wybrzeża, w kierunki jedynych na świecie lodowców spływających do dolin porośniętych lasem deszczowym!

IMG_2476wodospad w Nelson Lake National Park, wodospadów na Południowej Wyspie, jak i na Północnej „jak mrówków”. Przynajmniej one lubią deszcz.

Za szarą kurtyną deszczu rozgrywał się zaś nowy spektakl obwoźnego teatrzyku Kalinki, niezmiennie w konwencji tragikomicznej. Oczywiście obserwowanie zwierząt jest bez porównania bardziej interesujące, ale z braku lepszej altrnatywy obserwowanie ludzi również bywa ciekawe. Zwłaszcza, gdy do naszej hermetycznej i toksycznej pary dokoptować aż dwie nowe osoby na raz. Życie „grupowe” bywa fascynujące.
Julie i Beate zostały przedstawione w poprzednim odcinku, więc tym razem daruję sobie wstępne złośliwości, zwłaszcza, że pierwszy tydzień wspólnego życia zakończył się całkiem niespodziewanym obrotem spraw. I błyskawiczny upadek moralny 19letniej Żuli bynajmniej nie jest najbardziej zaskakujący.

IMG_2482
Główną bohaterką ostatnich dni mimo wszystko została Beate (oczywiście po lodowcach, naleśnikowych skałach, lasach, paprotkach i deszczu). Beate jak przystało na absolwentkę socjalizacji (a może resocjalizacji, albo innych nauk społecznych) szybko wychwyciła, że „oh jej! wooow! so emejzing! I low ju gajs!!!!!” nie jest w naszym samochodzie językiem wspólnym (ani nawet tolerowanym), i przestroiła się na leniwe mruczenia blond kotki, która właśnie otworzyła oczy, ale wciąż jeszcze nie zdecydowała się, czy na dobre opuścić ramiona Morfeusza, czy może przeciągnąć się rozkosznie i spać dalej (Bea prawdopodobnie nie ma pojęcia, kto zacz Morfeusz, i nawet Matrix by nie pomógł; efekt jednak był dokładnie taki, i dokładnie tak samo irytujący). Zwłaszcza, gdy dodać do tego rzucane na wiatr, przepełnione „głębią” pytania „oooooohhhhhhh, co jest hmmmm tak fascynującego ahhhhhhh w oceanie?” „hmmmmmm co jest ohhhhh tak specjalnego ahhhh w wodospadach?” „ahhhhhh jest coś mhhhhh wyjątkowego w wodzie…..

IMG_2495

Trzeba przyznać, że Beatę konsekwentnie fascynowały jedynie cieki i zbiorniki wodne i nawet najpiękniejszy las czy skały nie były w stanie jej zaimponować.Pytania, być może z gdonie z ich retorycznym założeniem, zawsze pozostawały bez odpowiedzi, choć bardziej prawdopodobne, że reszta po prostu bała się w ten sposób nawiązać rozmowę. W końcu każdy dobrze wie, co lubi, albo co go fascynyje w sztormach, lodowcach czy wodospadach. Mimo tego uzasadnionego lęku początkowo próbowałam wytłumaczyć jej, że wschodnie wybrzeże Nowej Zelandii oblewa morze Tasmana a nie żaden ocean… ale nie udało mi się.

IMG_2576bardzo zagubiony ostrygojad i sztorm

Chcąc uczynić za dość sprawiedliwości należy jednak napisać, że Bea potrafiła zadawać również daleko bardziej niepowtarzalne pytania.W końcu była po socjalizacji (albo resocjalizacji) i kochałą ludzi, gajs(!) i bardzo chciała się z nami zaprzyjaźnić. A może tylko ze mną.Wg Beaty pytania w stylu „czy twoi rodzice akceptują twój aktualny styl życia, a jeśli nie, to jak radzisz sobie z oczywistym poczuciem winy przez to wywołanym?” jest dobrym początkiem pogłębienia znajomości która, trwa całe 5 mejli i 6 godzin.
Na tym etapie, w czasie gdy ja omal nie utopiłam się w niezmąconych wodach mojego jeziora zen i krztusząc się dryfowałam w kierunku spokojnego centrum wszechświata na tratwie z idealnego lotosu, Tomasz perorował, że jestem niesprawiedliwą szowinistką, uprzedzoną do wszystkich kobiet tego świata, zwłaszcza jeśli są szczupłe, w przeciwieństwie do mnie, i blond.

IMG_2551las palmas, czyli las z pal nikau i paprci drzewiastych, w Paparoa National Park

Czas zmienia wszystko. Po kilku dniach Beatka uznała, że jestem nierozmowną socjopatką, a do mnie dotarło, że mam kolejne niebanalne źródło rozrywki, bo naprawdę nie można nie doceniać blondynki, która niemal pocąc się nam moim komputerem mruczy seksownie:
– Oh jeeeeej, to google jest też po polsku???? A nawet gmail?!
By po 10 minutach westchnień i wysiłków jęknąć
– Oh jeeeej, naprawdę nie wiem, jak mam się tutaj zalogować….
Trzeba mieć talent, żeby zgubić się na stronie z dwiema lukami, pod nazwami „login” i „hasło”.
Gdy więc ja dostrzegłam jasną stronę Beatki, Tomasz był już po ciemnej stronie mocy. A jest to stan, którego należy się wystrzegać. I bać.

IMG_2563
Istnieje zaskakująca różnica, między tym, co ludzie o sobie myślą, a co sobą reprezentują. William Smeagol twierdził, że mistrzami tego dysonansu są Francuzi. Bea, jak przystało na pracownika szkoły outdoorowej nigdy nie była na żadnym obozie ornitologicznym, ani innym półdzikim kilkuosobowym wyjeździe, który nauczyłby ją życia w grupie, a przynajmniej bezkonfliktowej w niej egzystencji. Wbrew opiniom mojej mamy, takie wypady nie wpajają jedynie rozwiązłości seksualnej i alkoholizmu, ale uczą tak elementarnych praw jak „nie gotowałeś-zmywasz”, czy „jesz coś podzielnego- to się podziel”,albo „od kilku dni nic nie dajesz, tylko bierzesz- ugotuj chociaż wodę na herbatę”. Wszyscy wysłuchaliśmy wielu autopromocyjnych monologów Beaty, o tym jak uwielbia żyć w „komiuniti” i jakim problemem jest dla niej zawsze przyjmowanie czegoś od ludzi, gdy nie ma czym się zrewanżować. Bea przepełniona jest chęcią dawania i dzielenia się i bycia blisko i współpracowania, a nade wszystko rozmawiania o uczuciach.Przez pierwsze 4 nie przydarzyło jej się więc zrobić dla nas absolutnie nic.

IMG_2655nasze plażowe odkrycie- smażona morska cebula! Podczas gdy Bea hasała po plaży i usiłowała dotrzeć do źródeł swojej fascynacji wodą, my zastanawialiśmy się, jak to możliwe, że cała plaża cuchnie starą smażoną rybą z cebulą… i proszę, w Nowej Zelandii smażona cebula rośnie na skałach 🙂

Gdy częstowaliśmy winem, Bea piła, rozwodząc się o tym, jak dawno nie piła i ile czasu teraz zajmie jej oczyszczenie organizmu z poetanolowych metabolitów. Bea rozpoczęła proces oczyszczania wątroby w momencie, gdy zrzucaliśmy się na kolejne wino. Pierwsze było naszym „kartonem powitalnym”, widać trucie się za darmo nie jest mniej toksyczne. Gdy częstowaliśmy kawą, Bea piła, zaznaczając, że robi to ze szkodą dla kości i żołądka. Gdy Tomek wygrał czekoladę na loterii, Bea jadła, kalkulując głośno, czy nie przekroczy tolerowanej przez siebie dobowej dawki glutenu (z mlecznej czekolady :P). Gdy Żuli częstowała ciastkami, Bea liczyła gluten jeszcze głośniej (i dłużej). Ani razu nie wpadła na to, żeby czymś nas poczęstować. Albo żeby wstając od stołu zanieść choć jedną ze wspólnych rzeczy do samochodu. Gdy Marchewka zasugerował raz, że mogłaby umyć gary, poczuła się urażona i dyskryminowana.

IMG_2519Naleśnikowe Skały w Paparoa National Park

Tomasz epatował mrokiem, Bea nachalnymi szeptami i pomrukami domagała się „przedyskutowania naszych uczuć i myśli, gajs (!) z czym hmmmm macie problem?”.
W tym samym czasie Żuli z dziewczynki, która kawę pije od święta, nie pali, a wino w objętości 1 kieliszka „czasami do obiadu”, uznała kawę za elementarną składową każdego dnia, a kawę z sheeshą i perspektywą wina wieczorem, za synonim dnia wspaniałego, bez względu na pogodę.

IMG_2512skalne naleśniki

– Żuli, podliczyłam kasę za wspólne jedzenie w tym tygodniu, i wyszło mi, że wisisz nam 22 NZD?
– No co Ty?! 22 NZD za 7 obiadów? Jaaaaa…. możesz mi to rozłożyć na raty? Bo wiesz, ten rachunek mnie zrujnuje 😛
– Nooooo, a teraz pomyśl, że z tych 22 dolców 17 jest za alkohol 😀
Z Żuli jeździ się idealnie. Cykamy dziesiątki… setki zdjęć (zjednoczone w bólu braku filtra połówkowego i problemów z ekspozycją z nim związanych), gramy w „co powiedziałby Legolas”- czyli nasz wynalazek polegający na sformułowaniu możliwie najbardziej absurdalnej złotej myśli, opartej o wiedzę elfów i aktualny stan pogody i wygłoszeniu jej z absolutną powagą (i zmarszczonymi brwiami), albo gadamy godzinami o filmach. Wbrew opiniom Tomasza, potrafię dogadywać się z dziewczynami. Zwłaszcza w temacie „Johny Depp w „Czekoladzie”-♥; Brad Pitt w „Wichrach Namiętności”- ♥♥; Geogre Clooney… WSZĘDZIE ♥♥♥”

IMG_2522

Jednak nie samą Żuli Tomasz ostatnimi dniami żył i konflikt z kolejnym już germańskim dziewczęciem narastał. Widać Tomasz również należy do tej legendarnej i patriotycznie wzorowej grupy Polaków, co to „nie chcą Niemca” (z gwiazdką, że założenie nie dotyczy samochodów).

I tak pierwszego od wieków słonecznego ranka, u stóp pierwszego na naszej liście lodowca nad lasem deszczowym, pomiędzy Tomkiem a Beatką doszło do pierwszego prawdziwego starcia i pierwszej kłótni w naszym nowym zespole. Pierwszej i ostatniej. Powód był banalny i codzienny do bólu- poszło o pakowanie Kaliny i miejsce dla beatkowego plecaka. Ostatecznie Bea skapitulowała. Demonstracyjnie pozostała jednak na parkingu w Westland National Park, podczas gdy my pojechaliśmy do najbliższej wiochy, oddać połamanego szlarnika rdzawobocznego pod opiekę pracowników ochrony przyrody. Tej akcji poświęcę jeszcze co najmniej jeden odcinek (i chciałabym, żeby przeczytało go wiele osób, bo obywatele tego kraju powinni sczeznąć po trzykroć). Gdy jednak wróciliśmy na parking, a Bee pokojowo wymruczała nam, że wzięła prysznic (co w jej przypadku faktycznie było niecodziennym i godnym odnotowania wydarzeniem) Tomasz oświadczył jej, że jej ambiwalentny stosunek do higieny nie jest już dłużej naszym problemem, bo dziękuje jej za współpracę.

To był szok.

Dla wszystkich.

Zwłaszcza dla niemal zatraconej w swej doskonałości i miłości do komiunity, gajs Bei. Trzeba jednak przyznać, że była dzielna. Przeprowadzili z Tomaszem spóźnioną, długą dyskusję na temat wzajemnych uwag, żali, nieporozumień, godną dialogu między ludźmi głuchymi i ociemniałymi, bo żadne z nich nie wykazywało cienia chęci zrozumienia wzajemnych zarzutów i kontrargumentów.

IMG_2618wąwóz Hokatiki; woda na plakatach i w przewodnikach ma kolor turkusowy… w informacji turystycznej powiedziano nam później, że nie była turkusowa przez deszcz… ale i tak to ciekawe miejsce

Bogowie nowozelandzkiej pogody stanęli na wysokości zadania i zesłali nam burzę z gradobiciem.

Nowozelandzka komunikacja wykazała się sadyzmem i brak „jakichkolwiek biletów gdziekolwiek” zmusił Beatę do spędzenia z nami kolejnego wieczoru.

IMG_2623

Rozstaliśmy się u stóp Lodowca Fox. Bea miała jeszcze co najmniej 2 tygodnie urlopu, ale postanowiła wracać prosto do Australii. Nie stać jej było na podróżowanie lokalnymi autobusami, a o autostopie nie pomyślała. Nie jestem dobra w pożegnaniach, ale naprawdę było mi jej szkoda. Żuli też. Mimo wszystko nie była aż taka zła. Tylko tempa i irytująca. Ale czy to był powód, żeby zrujnować dziewczynie wakacje? Dla Tomasza tak, wystarczający.

Westland National Park opuszczałam więc z ciężkim poczuciem winy i mglistą świadomością złej karmy w najbliższych tygodniach.

Deszcze łagodniały. Każdy dzień przynosił kilka godzin błękitnego nieba. Dojechaliśmy do granic Aspiring Mountain National Park… i wszelkie wyrzuty sumienia czy inne dywagacje straciły rację bytu. Ostatecznie, po 4 miesiącach, dotarliśmy do TEJ Nowej Zelandii, która zachwyca. ZACHWYCA!

IMG_3057

I o tym w następnych odcinkach 🙂

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s