Franz Jozef, Rob Roy i Fox; czyli lodowce

Aksamitne szepty jakimi Bea informowała nas, i cały świat, o swojej tajemniczej, i nie pozbawionej nawet cienia szansy na wyjaśnienie (jak większość przyrodniczych zjawisk i spostrzeżeń w życiu blondynki) fascynacji lodowcami (a także „oceanem” w postaci Morza Tasmana) nigdy nie doczekały się z naszej strony komentarza, w pełnym zasadności lękiem, przed rozmową, lub ośmieleniem Beatki do dzielenia się z nami jeszcze większą ilością swych przemyśleń.

IMG_3000Lodowiec Rob Roy

Odmęty blond nieświadomości miały jednak rację, lodowce fascynują. Zwykle jednak nietrudno odpowiedzieć sobie na pytanie „dlaczego”. Wyobraźmy sobie bowiem kilkanaście kilometrów błękitnego lodu, spływającego ze szczytów gór w szerokie, szumiące rzekami doliny, z siłą kruszącą skały, przesuwającą głazy jak pionki w grze, karmiącą setki wodospadów. Śnieżny buldożer formujący U-kształtne doliny, szerokie i płaskie jak stół. Czystą, nieubłaganą siłę, modelującą krajobrazy.

Dodajmy do tego niewątpliwe (pomijając standardy estetyczne turystów z Ostrołęki) piękno. Dynamikę i niebezpieczeństwo, pozornie uśpione w martwych masach lodu, zrywające się jednak ze stoków lawinami żwiru i kamieni. I fakt, że lodowce znikają. Trzeba się spieszyć, jeśli chcemy je zobaczyć.

IMG_2667Lodowiec Franz Jozef

W Nowej Zelandii znajduje się około 3 tys lodowców. Najsłynniejszymi z nich są lodowce Franz Jozef i Fox, znajdujące się w Westland Tai Poutini National Park, jeden z wielu chroniących Alpy Południowe. Oba lodowce leżą blisko głównej (jedynej) drogi biegnącej wzdłuż zachodniego wybrzeża i stanowią absolutny „must see” wszystkich odwiedzających te rejony turystów.

main-p-map-2

Aby nie było wątpliwości, a nawet Kiwi-turyści i osobniki pokroju Beaty poradzili sobie ze znalezieniem tych przybytków przyrody na GPSach- lodowce leżą w okolicy miasteczek, o tych samych nazwach. Praktycznie jedynym celem egzystencji tych osad jest karmienie, bawienie, goszczenie i wszelkie inne dojenie turystów. Całość, wraz ze szlakiem-autostradą tłumami Japończyków z monstrualnymi lustrzankami na statywach, oraz dziewcząt opiętych legginsami po młodszych i szczuplejszych siostrach, stanowiła scenerię z wyboru, by obudzić w Marchewce mrok (…. aczkolwiek od kilku tygodni „mrok” w Marchewce nie zasypia, a staje się stanem fizjologicznym; może wszystkiemu winna Żyli i jej francusko-szwajcarski chłód wobec wszystkich Tomaszowych awansów :P). Szlak jest krótki, nawet jeśli robić po 5 zdjęć co 5 minut. Mimo wszystko, na przestrzeni tych kilkuset metrów, podczas których niektórzy turyści potrzebują przerwy na konsumpcję czipsów i kanapek, Tomaszowi udało się zmieścić 1500 zapewnień, że w Gruzji jest lepiej.

IMG_2693Franz Jozef z tarasu widokowego, z którego już prawie go nie widać

IMG_2678

IMG_2790

Tak więc, drodzy czytelnicy. W Gruzji jest lepiej. Lodowce są większe (tego nie wiem, ale wydają się większe), i bielsze i mroźniejsze. Szlaki ciekawsze (to fakt) i dziksze (bez porównania). Rzeki bardziej niebieskie. Góry ciekawsze. Lasy potężniejsze. Kwiatki bardziej pachnące. Niebo bardziej lazurowe. Powietrze czystsze. Wino w dolinach tańsze (zwykle za darmo) a foki w getrach nieliczne. Poza tym, po gruzińskich lodowcach można się wspinać bez konieczności wykupywania nudnych i głupawych wycieczek grupowych (czy nowozelandzkie wycieczki są nudne i głupawe- nie wiem, choć podsłuchiwanie mijanych przewodników jednoznacznie prowadziło do takich wniosków. Czy w Gruzji można wspinać się bez przewodników- też nie wiem, zdecydowanie jednak łatwiej jest to zrobić, bez konsekwencji w postaci wypatrzenia, zatrzymania i zapłacenia kary… przynajmniej nam się udało. Z drugiej jednak strony- jeśli pomylimy szlak w Nowej Zelandii, to raczej nikt nie będzie nas ścigać, wymachując karabinem, a w Gruzji tak nam się zdarzyło… :P)

IMG_2687nasz nowy ulubiony superbohater😀 Nie wiem, ile kolesiowi za to zapłacili, ale mam nadzieję, że starczyło mu na emigrację do Australii🙂

IMG_2814nowy przyjaciel

IMG_2685ponieważ absolutnie wszędzie czai się niebezpieczeństwo

Mimo tych niekończących się wykładów, Żuli i mi się podobało. W końcu niecodziennie widzi się lodowiec zsuwający się ze  stoków aż do wysokości jedynie 300 mnpm, w dolinę porośniętą drzewiastymi paprociami i lasem deszczowym. Ściślej pisząc- można to zobaczyć tylko w Nowej Zelandii. I trzeba się spieszyć, bo Franz Jozef i Fox Glacier są najszybciej znikającymi lodowcami na Ziemi. Spływają w doliny z prędkością 60cm do 1m dziennie (w zależności od źródeł; czyli 10 razy szybciej niż większość lodowców). Aktualnie lodowce mają około 12-13 km długości, jednak według prognoz naukowców sam  Franz Jozef do 2100 roku cofnie się aż o 5 km.

IMG_2795Fox Glacier

IMG_2808dla mnie to był prawdziwy szok i wielki zawód- ale nie wszystkie lodowce są biało-błękitne, jak góry lodowe dryfujące na arktycznych wodach. Lodowce, które widziałam dotychczas są szare. Brudne. Czoła mają zakurzone, w gruzie, żwirze i kamieniach, i wcale nie wyglądają tak ładnie. (Nawet te w Gruzji). Trzeba się wdrapać dużo wyżej, gdzie tylko śnieg, lód i zimno, i dopiero tam robi się niebieskawo. Ale tam teoretycznie nie powinno się już wchodzić.

IMG_2806jeśli się przyjrzeć, na dole można wypatrzeć „wyprawę” z przewodnikiem. Dają skalę.

Lodowiec Rob Roy wypatrzyłam na mapie trochę przez przypadek. Bea odjechała już w siną, deszczową dal, wraz z biblią Lonely Planet. Żuli dysponuje jedynie przewodnikiem z „największymi atrakcjami” wg którego na Północnej Wyspie absolutnie trzeba zjawić się w Hobbitonie, a już ogromny Park Narodowy Waikaremoana nie ma przyjezdnym nic ciekawego do zaoferowania. Informacja turystyczna w Wanace (czyli najbliższym Rob Royowi miasteczku) również nie dysponowała żadnymi informacjami na jego temat. Zapytana o niego Pani mruknęła tylko, że droga dojazdowa to 40 km szutrówki przez dzicz i pastwiska, z kilkunastoma brodami do pokonania, które po deszczach bywają niepokonalne. Brzmiało doskonale!

IMG_2881

I takie było. Absolutnie cudowna droga!

Żuli i ja miałyśmy idealny plener fotograficzny! Tomasz miał swoje rwące rzeki do przekroczenia naszym offroadowym combi. Kalinka miała ciężko, biedactwo chyba niedługo wyhoduje sobie jakąś dodatkową rurę wydechową na dachu. Raz musieliśmy czekać kilka godzin, aż opadnie poziom wody w rzece, żebyśmy mogli ją przejechać🙂 Przygoda!😛

IMG_2875

Lodowiec Rob Roy znajduje się w Mt Aspiring National Park, również chroniącym Alpy Południowe. Przeszliśmy już w nich kilka szlaków i to pasmo dołączyło do mojej prywatnej listy „gór najpiękniejszych i ulubionych”. Nie mam w tym rankingu miejsc „na podium” i pod podium, bo ciężko porównywać Sajany do Kaukazu w Swanetii, ale wszystkie są wyjątkowe i zachwycające. Alpy Południowe również.

IMG_2899

Szlak na lodowiec Rob Roy również nie jest długi, ale węższy, dzikszy i ciekawszy… a jeśli wybrać się na niego o świcie- całkiem pusty (deszcz pewnie również był po naszej, aspołecznej stronie).

IMG_2943

IMG_2980

IMG_3017

Na tym szlaku Tomasz przestał marudzić, „że w Gruzji”🙂

IMG_3012


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s