Fiordland odc.2, Milfordsound

Nikomu, kto kiedykolwiek marzył o wyprawie do Nowej Zelandii, nie trzeba tłumaczyć, czym Milfordsound jest i gdzie leży. Tym, którzy nie marnują czasu na nieskrępowane sny nie do spełnienia, bo kraina kiwi za droga i zbyt daleka żeby wpaść tu na długi weekend, napiszę, że Milfordsound to turystyczne serce Fiordlandu i mekka zwiedzających, a bardziej przyziemnie-osada nad brzegiem fiordu o tej samej nazwie.

IMG_3460

Jedno z najsłynniejszych miejsc na wyspach i nawet brak angażu w trylogii „Władca Pierścieni” nie było w stanie zachwiać jego chwały. Milfordsound można odnaleźć w większości list „1000, 500, albo 100 miejsc, które należy odwiedzić przed śmiercią/emeryturą/pięćdziesiątką czy końcem świata”. Zanim jakikolwiek podróżnik dotrze nad jego wody, zna czekający na niego widok z dziesiątek pocztówek, plakatów i kalendarzy dostępnych w każdej księgarni czy informacji turystycznej. Góry otaczające Milfordsound o wschodzie i zachodzie słońca, nocą, zimą, wiosną, w deszczu, mgle, śniegu, w chmurach… Milfordsound to krajobrazowa legenda.

IMG_3437

Dla nas zaś stał się areną absolutnie bezprecedensowego wydarzenia w życiu Tomasza. To właśnie tam, pierwszy raz w swojej podstarzałej historii, Marchewka oddał się mainstreamowej, komercyjnej, masowej rozrywce turystyczne i totalnie zaprzedał swoje ideały żebraczego włóczęgi! Kompletny upadek. I wstyd 😀 Tomasz popłynął w turystyczny rejs, turystycznym promem! Co więcej, zapłacił za bilet 😛 I nie żałował :P!

IMG_3471

Zanim jednak stanęliśmy w obliczu tak trudnej decyzji jak przehulanie 65NZD (każdy) na pobujanie się łódką pomiędzy wodospadami, jechaliśmy wąską drogą łączącą Te Anau z Milfordsound. I, już sama ta droga może być celem samym w sobie. Jest zachwycająca.

IMG_3415

IMG_3421

IMG_3435kea- jedyna górska papuga na świecie. Lata polowań na „szkodniki” zredukowały populację z ponad 150 tys (tyle ubito) do jakiś 1-2tys ptaków. Na parkingu koło tunelu Homer można je jednak zobaczyć bez problemu. Zakaz dokarmiania papug jest dość konsekwentnie przestrzegany, kea jednak mają zaskakującą słabość do niszczenia wycieraczek i nie mogą się oprzeć pokusie wylądowania na dachu czekającego na światłach samochodu (tunel jest wąski, prymitywny i paskudny, z ruchem jednokierunkowym)

Na miejscu, pomijając ok 500m szlaku wzdłuż fiordowego wybrzeża (utworzonego w 2003 roku, dzięki wspólnym, heroicznym wysiłkom lokalnej społeczności i Departamentu Ochrony Przyrody- tak głosi tablica pamiątkowa; dodam, że szlak jest zwykłą ścieżką wzdłuż wybrzeża,  wytyczenie go nie mogło być dużo trudniejsze niż położenie przeciętnego chodnika) nie ma zbyt wiele do robienia. Słynny szlak Milfordsound Track zaczyna się za wodami fiordu Milfordsound, a inne trasy turystyczne rozrzucone są wzdłuż drogi dojazdowej. Sama osada składa się z restauracji, informacji turystycznej, przystani promowej, kilku monstrualnych parkingów, a także toalet, na drzwiach których jednoznacznie zaznaczono, że nie można w nich prać ciuchów, czyścić butów, myć siebie, włosów ani naczyń, czyli z punktu widzenia niskobudżetowych turystów są więc one niemal bezużyteczne 🙂

IMG_3451

Powędrowaliśmy więc do promowej przystani, odprowadzić Żuli na prom. Żuli, która dzięki naszej indoktrynacji nie poszła na wspinaczkę po lodowcu, nie skoczyła na bungee, nie spłynęła raftingowo żadną rzeką, a nawet nie zjadła przesłynnego hamburgera z Queenstown, i wzgardziła całym szeregiem innych kuszących atrakcji uznała, że absolutnie musi popłynąć w ten rejs. Ja też chciałam.

IMG_3485.CR2

 

Główny problem posiadania wspólnego konta w banku, a tak się nieszczęśliwie z Tomaszem urządziliśmy, polega na konieczności uzgadniania wydatków, a uzgadnianie czegokolwiek nie jest naszą mocną stroną. Ogólnie zgadzamy się z założeniem, że tanie podróżowanie jest dobre bo jest tanie i dobre, ja jednak czasami chciałabym zobaczyć sobie jakąś świątynie, królewskie pałace czy inne skarbce i atrakcje, co więcej, uważam, że pobieranie opłat za wejście do niektórych parków narodowych jest jak najbardziej uzasadnione… i tu pojawia się problem, bo jeśli dana atrakcja nie okaże się tak atrakcyjna jak ją zareklamowałam to ciężar odpowiedzialności za roztrwonione pieniądze i marnowanie budżetu (który można było przeznaczyć na alkohol) spadnie na moją niewieścią, więc głupią głowę.

IMG_3462

Ceny biletów na wycieczkę po Milfordsound wahają się od 49 do 90 NZD, sprawa była więc poważna. Od kilku dni wertowałam więc w głowie resztki zapamiętanych przeze mnie złotych myśli z mrocznych poradników o ukrytej persfazji (i trzeba przyznać, za wiele z tych mądrości już nie pamiętam) i usiłowałam podprogowo zasugerować Tomaszowi, że w głębi duszy pragnie tego rejsu jak niczego innego na nowozelandzkiej ziemi… Wspomnienie, że mój niegdysiejszy chłopak nim płynął i gorąco mi to poleca, było poważnym błędem w sztuce. Odwoływanie się do zaklęć „carpe diem/hokus pokus” i wychwalanie życia tu i teraz, czy cieszenia się chwilą w przypadku Tomasza prowadzi jedynie do wniosku, że powinniśmy pić wino codziennie. Prośby, po kilku latach burzliwej znajomości, są absolutnie bezużyteczne. Sytuacja była beznadziejna.

IMG_3552

Żuli rozwodziła się radośnie, że za kilkanaście minut zobaczy wodospady, a może i delfiny, i będzie tak pięknie, i nawet dostanie na pokładzie kawał marchewkowego ciastka gratis! Ja zbierałam się do hiperasertywnego oświadczenia, że kupuję bilet za resztki własnych pieniędzy, płynę z Julie, a ewentualne kpiny Marchewy mnie nie obchodzą. I wtedy Tomasz oświadczył, że „wiesz co, nigdy już tu nie wrócimy, to chodź też kupimy bilety!” Chaosie!!!! Tomasz, wydający 130 NZD, równoważność 6,5 kartonów wina (19,5 l trunku 13%) na absolutnie komercyjną wycieczkę w tłumie głównie japońskich turystów 😀 Może frytki i ryba „gratis” łagodziły to poczucie skrajnego szaleństwa.

IMG_3466„nasz” prom. Popłynęliśmy z firmą Go Orange, i spokojnie możemy ją polecać. Przewodnik mówił treściwie, niebanalnie, dowcipnie i ciekawie, kapitan lubi się bawić w mycie pokładu pod wodospadami, co daje niesamowite widoki… a w przypadku Tomasza malowniczy prysznic, bo Marchewka postawił sobie za punkt honoru, że nie da się przestraszyć i nie ucieknie pod da (kapitan nie miał litości); w wybitnie pięknych miejscach dają turystom czas na zrobienie serii fotek, a frytki i ryba były smaczne 🙂

I popłynęliśmy!!!!!

IMG_3489

Tu już nie powinnam się rozpisywać. Zdjęcia pokarzą znacznie więcej.

Jako że my, od dłuższego czasu jeździmy po Nowej Zelandii słuchając non stop Riders of Rohan, wy też posłuchajcie. Co prawda bardziej pasują do gór i „stepów” Otago, ale to piękna muzyka i dobra oprawa do podziwiania wszystkich widoków.

IMG_3467

IMG_3473

IMG_3513

Wypadałoby wyjaśnić, dlaczego fiord Milfordsound nie nazywa się Milfordfiord. Otóż większość nowozelandzkich fiordów nazywa się „soundami”. I nie jest to efekt deprecjonowania kultury Wikingów, ani romantyzmu odkrywców, którzy być może wpływając w te malownicze wzatoki doznawali omamów zmysłowych i brali foki za syreny, a wiatr i szum drzew za elfi śpiew. „Sound” to po agielsku również rzeczna dolina zalana przez morskie wody. Fiord, to zatopiona dolina polodowcowa. Pierwsi odkrywcy i badacze tych terenów byli pochodzenia duńskiego oraz brytyjskiego i może nie bywali wcześniej w Norwegii, w każdym razie wzięli fiordy za bardziej im znane soundy. Później zaś, gdy Milford-, Doubtful- i inne soundy stały się sławne, a kształt ich dna (czyli U a nie V kształtny) poznany, było już trochę zbyt późno na korektę nazw. Żeby jednak nie grzeszyć totalną ignorancją wobec geografii- całą krainę nazwano Fiordlandem.

IMG_3498ewidentnie U-kształtna dolina, i kolejny wodospad 🙂

IMG_3586

Na zdjęciach, a nawet z pokładu statku Milfordsound wygląda bajkowo i uroczo. Żadnej przytłaczającej potęgi gór i natury. Wszystko dlatego, że wokół wszystko jest ogromne, i umyka nam poczucie skali. Wodospad z tego zdjęcia jest ponad trzykrotnie wyższy niż Niagara.

IMG_3636

 

IMG_3518

A to inny wodospad, też bardzo wysoki 🙂

IMG_3623

być może najbardziej bajkowe zdjęcie z tej podróży, brakuje tylko jednorożców i kucyków pony 🙂

IMG_3647

Legenda głosi, że maoryski bóg-stwórca świata (daruję sobie szukanie w głębinach google jego imienia- większość maoryskich bogów nosi tak długie imiona, że kończąc je dukać nie pamiętam już początku) w Fiordlandzie puścił wodze fantazji, i za pomocą boskiego kijaszka rył w wybrzeżu finezyjne zatoki. W momencie, gdy doszedł do tej szerokości geograficznej, był już tak wprawiony w fachu, że Miflordsound jest jego najdoskonalszym i najpiękniejszym dziełem. Maoryscy bogowie widać również hołdują zasadzie, że na ziemi nie może być zbyt pięknie. Bogini śmierci, oglądając dzieło swojego kolegi uznała, że prezentuje się tak cudownie, że ludzie gotowi tu zapomnieć, że są śmiertelni, albo ubzdurać sobie, że trafili już do raju. Dlatego stworzyła sandfly’ie (piaskowe muchy, choć pewnie nie jest to ich nazwa gatunkowa). Sandfly’ie to takie przerośnięte meszki, które wieczorami skutecznie utrudniają dzikie obozowanie. Nie są gorsze stad komarów, ale też są paskudne. Na szczęście na promie tak wieje, że nie mają szans 🙂

IMG_3546

IMG_3645

Na tym niespecjalnie atrakcyjnym zdjęciu ważna jest żółta kreska w dole kadru; to dwuosobowy, duży kajak. Jako skala.

Rejs po Milfordsound nie było moją pierwszą przejażdżką po fiordzie, dawno dawno temu przydarzyło mi się coś podobnego na wodach Naeroyfjorden w Norwegii, też bardzo pięknej zatoki. Mój kolega, który w swoim podróżniczym bogactwie doświadczeń „zaliczył” już obie te wycieczki twierdził, że nowozelandzki sound może nie zrobić na mnie większego wrażenia. Zrobił. Osobiście uważam, że nawet nie powinno się ich porównywać. Milfordsound jest bez porównania piękniejszy. Dzikszy. Potężniejszy. I bardziej surowy. W tych górach praktycznie nie ma gleby. Lasy rosną na warstwie torfowców. Na szczytach gór wciąż utrzymują się lodowce. Po deszczach stoki spływają setkami wodospadów. Młoda dzika ziemia! Nie to, co staruszka Europa! Choć Norwegia to również przepiękny kraj.

IMG_3535

Przedsionek morza Tasmana. Na tym zdjęciu jeszcze widać być może główną różnicę między fiordami Norwegii a Nowej Zelandii. W Norwegii woda ma kolor „fiordowy”, który ciężko opisać, bo stanowi niepowtarzalną, przepiękną mieszaninę morskiej zieleni i burzowego nieba; tutaj woda jest granatowobrunatna, z powodu tysięcy spływających tu strumieni i strumyków, tutejsze leśne rzeki toczą wody w kolorze herbaty.IMG_3591

W drodze powrotnej trafiliśmy na nowozelandzkie kotiki. Odkąd przestano je masowo mordować chyba mają tu całkiem przyzwoite życie 🙂 Przed napisaniem tej notki oglądałam zdjęcia mojego kolegi (Adamie! oficjalne pozdro!) i 8 lat temu foki również wylegiwały się na tej samej skale 🙂 Widać to wygodna skała; słoneczna!

IMG_3597

Czasami można też wypatrzyć delfiny, ale tym razem miały ciekawsze zajęcia niż zachwycanie turystów. Za to tęcz tego dnia mieliśmy… niestrawne ilości 🙂

IMG_3626

 

 

 


2 thoughts on “Fiordland odc.2, Milfordsound

  1. Zawsze lepiej zapłacić za atrakcję niż mówić sobie, że wróci się w dane miejsce jak będzie się sławnym i bogatym 😛 może podróż będzie krótsza… ale mi by było szkoda ominąć to miejsce 😉
    Dobrze zrobiliście 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s