Routeburn Track

IMG_3851

Jedno z najpopularniejszych turystycznych haseł reklamowych Nowej Zelandii brzmi „Ultimate hiking”. Nie ma co się kłócić, szydzić albo polować na dowody przesady- jest tu gdzie chodzić, a większość szanujących się obszarów atrakcyjnych krajobrazowo, posiada co najmniej jeden przecinający je szlak. Warto zaznaczyć, że na Północnej Wyspie, estetyczne widoczki żadko skorelowane są z walorami przyrodniczymi- zielone, strome stokami wzgórz, usiane puchatymi obłoczkami baranków, są ładniutkie. Katastrofalna erozja gleby nadaje stokom interesującą fakturę, wypłukane ulewnymi deszczami żleby wprowadzają w idylliczny obrazek nutę dynamizmu.

P1080193chyba nie mamy żadnych dobrych zdjęć osuwisk i gigantycznych pastwisk… nas jakoś nie zachwycają

Szlaki z reguły są bardzo dobrze utrzymane (czasem w stopniu całkowicie odbierającym górskim wypadom klimat „chodzenia po górach”). Gładkie i szerokie, z reguły nie potrzebują dodatkowych oznaczeń, jednaki tu daje o sobie znać narodowa tradycja i zdarzają się perełki Kiwi-logiki, dzięki którym na prostej drodze bez jakichkolwiek rozwidleń możemy spodziewać się kierunkowskazu „idź prosto przed siebie”, ale już na rozstaju dróg nie koniecznie znajdziemy informację gdzie teraz powinniśmy skręcić.

IMG_1320Wilkies Pools- 800 m/20 minut🙂 szlak bez ścianek wspinaczkowych🙂

Wszystkie szlaki cechuje zdecydowane zawyżenie czasów przejść (nawet z uwzględnieniem cykania fotek), eko-toalety ustawione w najmniej spodziewanych miejscach (prawie zawsze zaopatrzone w papier), oraz absolutny brak śmietników.

IMG_3950Jedna z popularniejszych naklejek informacyjnych ze szlakowych toalet. Można by się zastanawiać, czy jesteśmy w przedszkolu, czy w górach… ale w moim przedszkolu też nie było takich nalepek.

Awersja do koszy na śmieci to jedna z najbardziej charakterystycznych cech Nowej Zelandii. Ogólnonarodową tendencję pięknie spuentowała Żuli. Rozbiliśmy się na darmowym, więc tłumnie odwiedzanym campingu. Sąsiad-turysta, widać od niedawna na wakacjach w Śródziemiu, zapytał nas naiwnie, czy widziałyśmy gdzieś kosz na śmieci. Żuli obrzuciła go swoim uroczym, niewinnym spojrzeniem i spytała słodko „ale w ogóle w moim życiu, czy w Nowej Zelandii?”

IMG_2817to zdjęcie już kiedyś się pojawiło, ale cały czas pozostaje na neszej liście hitów. Najbliższy kosz na śmieci 150 km dalej😀

Wartość edukacyjną każdego spaceru zapewniają liczne tablice informacyjne, szczególnie dokładnie opisujące spuściznę historyczną regionu. Każdy punkt widokowy na szlaku wyposażony jest w ławeczke, jeśli nie jesteście pewni, czy już doszliście do punktu widokowego (czasami nie jest to oczywiste bo dużo tu ładnych widoków) rozejrzyjcie się za ławeczką. Kiwi bezbłędnie znajdują najlepsze miejsce do postawienia ławeczki.

IMG_9936

Oprócz setek szlaków i ścieżek wytyczono w Nowej Zelandii 9 „great walków”, krajobrazowo-dystansową szlakową elitę, którą każdy szanujący się turysta przejść winien. Do owej dziewiątki wspaniałych należą:

  1. Lake Waikaremoana Great Walk- którego nie przeszliśmy, ale relację ze szlaku wokół mniejszego jeziora można znaleźć tutaj
    1. Tongariro Northern Circuit- przeszliśmy tylko najsłynniejszy fragment
  2. Whanganui Yourney- zdjęcia z wyprawy do Mostu do Nikąd
  3. Abel Tasman Coastal Track – nasz Sylwestrowy spacer
  4. Heaphy Track
  5.  Kepler Track- kilka zdjęć
  6. Milford Track- rzekomo najpiękniejszy szlak na świecie
  7. Routeburn Track
  8. Rakiura Track- na Steward Island, ponieważ Nowa Zelandia to nie tylko Północna i Południowa Wyspa.

IMG_3373

Większość z nich przecina unikatowe tereny parków narodowych, a sugerowany czas przejścia oscyluje pomiędzy 3-4 dniami. Najciekawszą historię ma chatka przy Tongariro Crossing, gdzie nawet niespecjalnie jest jak przenocować, odkąd jeden z otaczających szlak wulkanów wypluł jakąś uwierającą go skałkę i wybił nią dziurę w dachu i podłodze udostępnianego turystom schronu. Od tego czasu chatka, jak i okolica postrzegane są jako teren niebezpieczny. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo akurat ten szlak jest jednodniowy). Z jednej strony długość tras daje zachwycającą możliwość zaszycia się w głuszy i dłuższego obcowania z dziką przyrodą (co z moich doświadczeń głównie sprowadza się do obserwowania gronostai), z drugiej pociąga problem nocowania na szlaku.

IMG_3067

Tu z pomocą turystom przyszedł Departament Ochrony Środowiska, który był tak łaskaw, aby wzdłuż wszystkich szlaków wybudować domki z pokojami do wynajęcia. Oczywiście w sytuacji, gdy zwiedzającym zaoferowano domek, spanie w namiocie wypadło z oferty. Żaden wędrowny plebs nie będzie się przecież rozbijał pod oknami górskich willi i degradował koniczyny z trawnika. Gdy byliśmy wczesną wiosną w Parku Narodowym Te Urewara przed obejściem wokół jeziora Waikaremoana skutecznie zniechęciła nas posezonowa cena chatki- 17 NZD. W sezonie ceny pokoi na szlakach w Fiordlandzie wahają się od 54 do 60 NZD i, jak same broszury reklamowe uczciwie podają- szału za tą cenę nie ma. Nie ma co marzyć o basenie i open barze z drinkami. Departament Ochrony Środowiska jest uprzejmy udostępnić nam miejsce w kilkuosobowy pokoju, wyposażony w łóżka (bez pościeli, ale z materacem i bez dostępu do prysznica, a to wszystko już od 50 NZD.

IMG_3409
Czasami jednak w owej cenie kryją się dodatkowe, niezapomniane atrakcje. I tak np. Luxmore Hut na Kepler Track pozwala nam „obudzić się na dachu świata”. Luxmore Hut położone jest na wys. ok 1080 m.n.p.m. Ignorancję wobec geografii świata nie powinna zaskakiwać w kraju, gdzie nawet tabliczka mnożenia nie przebiła się w programie nauczania. Większość obywateli Nowej Zelandii prawdopodobnie nie potrafi zlokalizować Tybetu na mapie świata, a Limę mgliście kojarzy z dużą limonką. Poetycki przydomek tego schroniska dziwi o tyle, że nawet w Nowej Zelandii jest całkiem sporo wyżej położonych chatek.

IMG_3370„dach świata”

Pomijając zaporowe ceny kolejnym problemem są, paradoksalnie, tłumy chętnych i listy oczekujących na miejsce w chatce. Rozstając się z nami Beatka jadowicie pożyczyła nam powodzenia na Kepler Track, którego chatki, zgodnie z jej wiedzą, zarezerwowane były na najbliższe 3 miesiące, a może i cały sezon. Widać Nową Zelandię zwiedzać mogą tylko ludzie obdarzeni umiejętnością perspektywicznego myślenia, co w naszym przypadku jest cnotą poważnie niedorozwiniętą. Ułomność tą nazywamy spontanicznością!

P1090726kwiatki z Routeburn Track

Na szczęście dla wszystkich spontanicznych turystów, przejścia Kepler i Routeburn Tracka nie trzeba planować z półrocznym wyprzedzeniem, bowiem, wbrew informacyjnym broszurom, wcale nie są to szlaki 4 dniowe. Podchodząc do tematu ambitnie- można je przejść w jeden dzień- zwłaszcza, że letnie dni są tu bardzo długie. Ta strategia ma jednak swoje słabe strony. W przypadku Kepler Track, trzeba w ciągu jednego dnia pokonać 60 km, czyli całkiem sporo, przy czym przeważająca część szlaku idzie przez las, który… po kilkunastu kilometrach zaczyna się poważnie nudzić. My nie przeszliśmy tego szlaku w całości, trochę z powodu niestabilnej pogody w górach, a trochę z braku motywacji.

P1090723

W przypadku Routeburn Track kluczowy problem polega na tym, że po kilkunastu godzinach marszu przez góry znajdziemy się po drugiej stronie górskiego łańcucha i….. ponad 250 km dalej od parkingu na którym zostawiliśmy samochód. W tej części Nowej Zelandii sieć dróg nie jest zbyt rowinięta. I dobrze.

P1090601

Zdjęcia z Kepler Track wykorzystałam już w poprzedniej notce. Dziś czas na Routeburn Track. Osobiście uważam go za jeden z najpiękniejszych szlaków na jakim kiedykolwiek byłam. I nie jestem w tym zachwycie odosobniona. Kiwi mają przezabawny sposób reklamowania swoich parków narodwych, tras czy innych atrakcji. Bezwarunkowy egalitaryzm!

IMG_3408

Jeśli Colby z USA twierdzi, że to najpiękniejszy szlak na świecie, to musi być prawda!
Routeburn Track biegnie przez Alpy Południowe, łącząc Mt Aspiring National Park z Fjordland National Park. Jeśli coś dotyczy Fjordlandu od razu możemy oczekiwać krajobrazowych cudów. Tu myślę, że nie można się zawieść.

Dla przyjemniejszego oglądania obrazków- stosowna muzyka🙂 Nigdy nie słucham muzyki chodząc po górach, ale przy wybieraniu zdjęć zawsze.

IMG_3163
My, w związku ze wspomnianymi powyżej problemami logistycznymi pt „jak wrócić do samochodu” spędziliśmy na szlaku dwa dni. Za pierwszym razem przeszliśmy od strony Queenstown do przełęczy Harris. Za drugim razem od szosy przez Fjordland do jeziora McKenzie, z dodatkową, a może obowiązkową wycieczką na Key Summit.

IMG_3925
Za każdym razem mieliśmy niewyobrażalne szczęście z pogodą. Roczne opady w Fjordlandzie oscylują w granicach 6-6,5m wody na m2. Dla porownania w Polsce spada średnio 600mm rocznie. Przy takich potopach dwa dni niemal bezchmurnego nieba to niezasłużona łaska losu, albo dobra karma.

IMG_3069

Szlak, jak większość na Południowj Wyspie zaczyna się w bukowym lesie. Nowozelandzkie buki niespecjalnie przypominają nasze- nie są takie piękne i srebrzyste, wciąż jednak to bardzo urodziwe lasy. Podszyt- niemal zawsze i wszędzie- to morze paproci.

IMG_3064

IMG_3089Alternatywna „droga” do pierwszej chatki.

IMG_3090

IMG_3115

IMG_3116jezioro Harris

IMG_3132

IMG_3118

IMG_3138przełęcz Harris

IMG_3153

IMG_3167jeziorko w kształcie serduszka… bleahhhhh🙂

IMG_3190

IMG_3834Key Summit

IMG_3856

IMG_3861

IMG_3875

IMG_3902

IMG_3933Jezioro McKenzie

IMG_3943

IMG_3951

A to widoczek z drogi na kolejny, darmowy nocleg😀

W tle uprzejmie i nudząco przypominamy, że konkurs BLOG ROKU 2013 trwa i wciąż można głosować- wystarczy kliknąć na ikonę po prawej stronie ekranu i wysłać SMSa pod wskazany tam numer😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s