Mt Cook i tuczenie gąski

Poniższa notka będzie o treści turystycznie-nieistotnej, ale czasami rodzina i znajomi pytają się „co tam u mnie” więc i takie teksty wklejać trzeba…🙂 Praktycznie wszystkie zdjęcia pochodzić będą z okolic Mt Cook. Mt Cook, albo Aoraki jest najwyższą górą Nowej Zelandii, ma 3724m.n.p.m i w niektórych broszurach nowozelandzkich turystycznych można wyczytać, że jest najwyższym szczytem półkuli południowej, co idealnie odzwierciedla stan kiwi-wiedzy w zakresie geografii, niekoniecznie zaś rzeczywistość, bo w końcu półkula południowa to nie tylko Australia i Oceania, ale gdzieś tam za wielką wodą są przecież Andy, albo chociaż Kilimandżaro. Niemniej Mt Cook boleśnie obnażył również mój blondynizm, bo cały czas wierzyłam, że można na niego wejść i oczywiście, że to uczynię. Ba! Przez ostatnie 8 lat wierzyłam, że mój niegdysiejszy chłopak zdobył Mt Cook i zrobił sobie całkiem fajna fotka na szczycie. Fotka faktycznie jest fajna, tyle, że żeby wejść na szczyt trzeba się trochę nagimnastykować w rakach, z linami i zapewne zaawansowanymi elementami wspinaczki, których żadne z nas nie posiada. Poza tym Aoraki, jak każda wyższa góra w Nowej Zelandii jest skamieniałym praprzodkiem któregoś z maoryskich plemion, albo jednym z wielu bogów i ma status miejsca świętego- i nie tak łatwo jest zdobyć pozwolenie na deptanie rakami miejsc kultu, wiary i tradycji.  Tak więc grzebiąc mit mojego IT-alpinisty i nadzieje na ostatni super-wysokogórski szlak- przespacerowaliśmy się dolinami i też było fajnie. 

Scenic_Flight_Route_Greymouth_Mount_Cook_to_Greymouth

mapka orientacyjna

Czas płynął…

IMG_3956
Opuściliśmy Fiordland.
Pojechaliśmy na południe, zobaczyć lwy morskie i pingwiny.
Zobaczyliśmy. Pojechaliśmy więc na północ, zobaczyć Mt Cook i lodowce.

IMG_4041Mt Cook

Zobaczyliśmy, pojechaliśmy sobie „pozygzaczyć” po północy wyspy południowej, Arthur Pass i Levis Pass przejechać, bo „passy” zwykle są ładne.
Kalinka mknęła setki kilometrów. Ja kierowałam. Tomasz milczał i pochmurniał.

IMG_4136Arthur Pass

Nasz czas w Nowej Zelandii dobiegał końca.
Skończyły się wieczorne seanse „Władcy Pieścieni”.
Skończyły się długofalowe plany na kolejne trasy.
Skończył się nawet tytoń do fajki wodnej!

IMG_4147

Czas naszego wędrownego trójkąta z piękną 19latką również dobiegał końca! Do mnie zaś, coraz silniej docierało, że Tomasz miał (po raz kolejny, jak zawsze) rację! Lepiej podróżuje się z dziewczyną! Zwłaszcza atrakyjną. Pomińmy tu oczywisty fakt, że dziewczyny częściej się myją i z natury mniej śmierdzą. Przez ostatni miesiąc ani razu nie odmówiono nam, gdy szłyśmy zapytać się gospodarzy, czy możemy przenocować na czyimś pastwisku, padoku, parkingu czy klepichu za szopą- my, dwie urocze, długowłose turystki z końca świata+ Marchewka (czekający w samochodzie, żeby ludzi nie straszyć), zawsze za to dostawałyśmy zaproszenie na campingowe imprezy przy ognisku- często „alcohol included” (przynajmniej dla nas, niekoniecznie dla Marchewki :P). Przyjemnie również wzrosła ilość spontanicznych propozycji degustacji lokalnych piw i win, wysuwanych przez baristów i kelnerów lokali, które odwiedzaliśmy w naszym pasożytniczym rytuale poświęcenia się i zrzucenia na jedną kawę, w celu podładowania baterii do 3 aparatów i notebooka. Dobrze się podróżuje z ładną dziewczyną! Poza tym, Żuli, w przeciwieństwie do Williama, nigdy nie zdarzyło się wygramolić z namiotu, podrapać po jajach i ryknąć „Głodny jestem! Czemu nie jesteś już przy garach, kobieto!”, albo popisać marchewkową logiką:
– Huh…. ale śmierdzą, czujesz?-marszcząc nosek nad swoimi skarpetami.
– Jak mogłabym nie czuć.
– Właśnie! Kiedy ją wypierzesz?! Bezurzyteczna kobieto! Tylko marudzić potrafi… że śmierdzi, że sztywna… Sama ma się wyprać?
William miał zdecydowanie zły wpływ na Tomasza.

IMG_4035
Mimo juliowego, dotychczas niezachwianego niezainteresowania moim „superbohaterem” należało jednak uważać. Ostatecznie nigdy nie wiadomo, gdzie zaprowadzić może szwajcarską nastkę nuda/alkhol/zimna noc/poszukiwanie przygód/chuć młodzieńcza czy głupota. A nóż w chętne ramiona Tomasza. Zwłaszcza, iż pomimo dzielącej ich czytelniczej przepaści i muzycznego gustu odnaleźli wspólną pasję…
Jedzenie! Gdyby twórcy Ulicy Sezamkowej znali Julie, ciasteczkowy potwór miałby fioletowe futro (bo to niemal jedyny akceptowany przez nią kolor ubrań). Żuli je tyle, ile waży (a waży coraz więcej, więc nieustannie się rozwija). Po roku postu i cierpienia Tomasz ostatecznie znalazł więc kogoś z kim może realizować swoje konsumenckie marzenia. Zjeść 2 litry lodów Hokey Pokey (tradycyjny, nowozelandzki smak-dobry, waniliowy z „kamyczkami” toffee)) zagryzając je czekoladowymi ciastkami, by po godzinie dorzucić do tej lawiny cukru kilka kanapek z masłem czekoladowym! Z Żuli tak można! Można z nią pójść do Burger Kinga, zamówić „hiper-największy-zestaw- z absolutnie wszystkim”, zjeść te 2000 kcal w jednym posiłku i skonkludować, że nadal jest się głodnym. Ja w tym czasie mogę sobie sączyć potępieńczo Colę Zero. Nie umiejący się cieszyć życiem licznik kalorii!

IMG_4053
Tomek był szczęśliwy! I tryumfował! Ostatecznie znalazł (a przynajmniej sądził, że znalazł) chodzący dowód, potwierdzający jego teorię, że dziewczyna może wyglądać tak, jak chce, jedząc tyle, ile chce! Założenie to oczywiśnie nie mija się z prawdą w przypadku szczęśliwych kobiet, traktujących swoje ciało i wszelkie jego gabaryty z radosną afirmacją. Problem pojawia się, gdy aspirujemy do posiadania sylwetki zgodnej z aktualnymi kanonami mody, a komplikuje, gdy zamarzy nam się bycie atrakcyjnym w oczach Tomasza. W standardach Tomasza, modelki snujące się po paryskich wybiegach są zwyczajne, ewentualnie szczupłe. Zdecydowanie nie chude. Chude są ofiary głodu w Afryce. Oczywiście chudo-szczupłe jest piękne. W ten sposób zachowanie porządanych, anorektycznych kanciastości ciała, przy dotrzymywaniu Marchewce aktywnego towarzystwa w konsumpcji ociekających tłuszczem kotletów „schabowych z cebulo” wymaga posiadania monstrualnego tasiemca, stada innych pasożytów albo bulimii.

IMG_4069-001
Żuli już na starcie nie była „szczupła” (nomenklatura ostrołęcka), wcinała jednak entuzjastycznie, co w połączeniu z nastoletniością kompensowało nieidealną urodę. Żulinka jest jeszcze na tyle młoda, że naiwnie wierzy, iż może jeść ile chce! Ba! Ona wierzy, że nawet jeśli przytyje 10 kg, to jej (pozostawiony w Szwajcarii, samotnie i bez nadzoru- hahahahaha!!!) chłopak i tak będzie ją nadal kochał (ojoj) bo przecież nie o urodę chodzi (…ehh).

IMG_4071
Odkrycie Żulinkowej miłości do jedzenia zbiegło się z naszą wizytą w Queenstown i kolejnym etapem oczekiwania na paczkę z Polski (co to miała lecieć 6 dni, ale leciała 6 tygodni), a nade wszystko jednymi z najbardziej psujących i rozpieszczających napadów na supermarketowe śmietniki. Kalinka ledwo się toczyła. My też. Tomasz i Żuli szaleli w konsumenckiej rozpuście, a ich obopólny zachwyt sobą i pojemnością swoich żołądków rósł co dnia. Trzeba było zadziałać. Tylko jak tu zdyskredytować w oczach byłego-eks-niby-toskomplikowane-chłopaka swoją aktualnie jedną z ulubionych koleżanek, tak, aby nikt poważnie nie ucierpiał, łącznie z naszą międzypokoleniową przyjaźnią?

IMG_4072te jest jedno z wielu Blue Lakes, czyli niebieskich jeziorek. Pracownicy parku narodowego zadali sobie trud i na jednej z tablic wyjaśnili, skąd ta totalnie nieadekwatna nazwa. Okazuje się, że 100 lat temu, w latach, kiedy górki i jeziorka nazywano, lodowiec był znacznie niżej, jeziorka zaś był młodziutkie, ubogie i czyściutkie- dlatego niebieskie. Przez te sto lat trochę już się w nich organizmów namnożyło i woda straciła turkusowy kolor.

IMG_4075piękne to one nie są

IMG_4077ale ciekawe roślinki po nich pływają

To był iście makiaweliczny plan. Oficjalnie oparty o konieczność szybkiego przerobienia 30 kg bananów, które Tomasz przyniósł do samochodu, a potem zaczął się zastanawiać, jak my to przejemy. Od zawsze staramy się nie marnować jedzenia i nie wyrzucać go do śmieci… i zwyczaj ten mamy wdrukowany tak silnie, że automatycznie objął również jedzenie wyjściowo pochodzące ze śmietnika😀
I tak zaczęłam gotować.
A w zasadzie smażyć🙂

IMG_4079
To był plan idealny. Smażyłam co wieczór tony placków z bananami, babany w czekoladzie, babany w wiórkach kokosowych, banany w cieście, owsianki bananowe, drożdżowe niby-racuchy z bananami… a oni jedli. I jedli… Jest coś fascynującego w widoku dziewczynyki, która pożera nastego naleśnika, pocącą się z wysiłku, zagubioną pomiędzy stłumionym głosem rozsądku- że już nie może, a łakomym szeptem- że jeszcze jeden. Może to właśnie jest ta perwersyjna, podła satysfakcja, która każe babciom wciskać we wnuczęta „jeszcze jeden kawałeczek za mamusię”. Plan działał. I wszyscy byli szczęśliwi!

IMG_4083jezioro Tasmana i czoło lodowca Tasmana (ten szary, nieestetyczny brzeg na końcu jeziora) i bardzo, bardzo dziwne chmury „w kształcie kolonii bakterii” jak to pięknie Marchewka powiedział. Widać jeśli zdaje się mikroby 5 razy, to trauma pozostaje z człowiekiem do końca życia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w miejscu jeziora był lodowiec. Więc spieszcie się oglądać lodowce!

IMG_4090

IMG_4106

Można się oczywiście zapytać, dlaczego w swojej szatańskiej przemyślności nie wpadłam na złotą mądrość ludową, że przez żołądek do serca i nie spróbowałam po raz kolejny uwieść Tomasza. Możnaby, teoretycznie, ale akurat na tamtym etapie wyjazdu wierzyłam, że moja ewentualna droga do serca Tomasza prowadzi przez jego klatkę piersiową i tej wersjii zamierzałam się konsekwentnie trzymać. Na szczęście mord nie był konieczny.
Po tygodniu, gdy nawet dla Tomasza stało się jasne, że dziewczyny nie mogą jeść tyle, co on, bez konsekwencji. Ja miałam naoczny dowód, że placki z bananami powinny zostać w mojej diecie zdelegalizowane, bo są dramatycznie tuczące. Żuli radośnie doszła do wniosku, że potraktuje podróż z nami jako test miłości jej ukochanego- przytyje w kulkę i zobaczy, czy biedny chłopak dalej będzie ją kochał! Jedyne, co zaczynało mnie martwić, to wydolność 19letniej trzustki i moja potencjalna odpowiedzialność za wpędzenie dziewczyny w cukrzycę. Poza tym jednak- plan przynosił spektakularne efekty!

IMG_4094
– Ty widzisz w ogóle ile Żuli je?- zapytał poważnie Tomasz.
– No, sporo- odparłam z udaną obojętnością.
– Ona żre jak wściekła!- żachnął się Marchewka… i, oh jej, nie był to już język miłości😀

IMG_4103-001

I wtedy do akcji wkroczył Marchewka, propagator zaburzeń odżywiania wśród młodzieży, siewca kompleksów i niszczyciel „kobiecej sylwetki”.

– Czy ty nie uważasz, że jesz za dużo?- zapytał poważnie, przy śniadaniu.
– Oooo tak! Zdecydowanie!- uśmiechnęła się Żuli.
– I nie masz zamiaru nic z tym zrobić? Gruba będziesz- kontynuowała toksyczna Marchewka.
– Pewnie tak, ale może schudnę kiedyś potem…
(…)
– Ty znow jesz????
(…)
– Ty jesz więcej ode mnie!
(…)
– W spodnie się niedługo nie zmieścisz!

IMG_4109
I tak, mimo wybitnie liberalnego stosunku do swojej sylwetki- Żuli zaczęła się ograniczać.
To był koniec. Taki piękny plan. Taki skuteczny! I jak zawsze, Marchewka musiał wszystko zepsuć.
– Wiesz co, ty naprawdę zawsze musisz wszystko zepsuć- wypaliłam ostatecznie, maszerując leśnym szlakiem.
– Ale że co tym razem?- zaskoczył się Marchewka.
– Mój plan.
– Jaki z nowu plan?
– Genialny plan!
– Czy ty zaczniesz mówić normalnie, albo weźmiesz swoje leki???
– Czy ty zaczniesz patrzeć i myśleć? Widziałeś kiedyś, żeby mi się chciało codziennie smażyć godzinami naleśniki?
– Yyyy, no nie. Myślałem, że może dorosłaś😀 Do przeznaczenia😀
– (wrrrrrrr)
– No to gdzie był twój plan….. Chciałaś, żebym przytył i wyglądał jak Khal Drogo!!!!😀
– …………. tak Tomaszu… i chciałam Ci kupić sztangę na Walentynki. I nosić ją za tobą. Poza tym Khal Drogo z pewnością żywił się plackami z bananami….
– To nie kumam!- oświadczył Tomasz, król egocentrycznego myślenia.-………. Chociaż zaraz…. nieeeeee…. no chyba nie wpadłaś na to????
– Na co?- słodziutko.
– CHCIAŁAŚ UTUCZYĆ ŻULI!!!!!!!!!!
– Mhm🙂
– Nieeeeeeeeeee. No wiesz!!!!!!
– No i pięknie szło, i wszystko zepsułeś.
– Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?!
– Ale jak to?
– No czemu mi o tym nie powiedziałaś?!
– Ale że co miałam Ci powiedzieć, że tuczę moją koleżankę, żebyś się w niej przypadkiem nie zakochał? Czy, że tuczę moją koleżankę żeby Ci pokazać, że dziewczyny nie mogą jeść tyle, ile chcą i być mega szczupłe?
– Cokolwiek!
– ??? Teraz ja nie rozumiem- poddałam się.
– To był genialny plan!!!! Dlaczego nie pomyślałaś, że mi się spodoba????!!! I będziemy ją tuczyć razem!!!
– O_o!!!!!!

My chyba jednak jesteśmy idealna parą😀

IMG_4120
Tego wieczor przy patelni usiadł Tomasz. Po stosie naleśników zapytał słodko, czemu Żuli tak mało dziś zjadła. I czy nie skusi się na kolejnego, bo taki ładny, złocisty mu się usmażył.
Od tego czasu, gdy Marchewka szczerzył się do mnie tryumfująco, znaczyło, że wcisnął w Żuli kolejnego naleśnika, racuszka, kanapeczkę, chociaż ciastko, albo dwa, trzy może nawet, bo takie smaczne…

IMG_4129jezioro Tekapo, sztuczne- niestety

Rodzice, wypuszczający w świat 19 letnie dziecko nawet nie wiedzą, jakie zagrożenia czyhają na drodze ich latorośli. Nie są w stanie wszystkiego przewidzieć. I ich ostrzec. Zwłaszcza, gdy dzieciak leci na koniec świata. A nóż trafi, na parę feedersów znad Wisły😀

IMG_4133


One thought on “Mt Cook i tuczenie gąski

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s