Wpis czysto narcystyczny i blogowy- niewycieczkowy

Drodzy czytelnicy!

Jakiś czas temu dręczyłam Was (a zwłaszcza społeczność fejsbuczkową) niekończącą się agitacją coby głosować na mnie w konkursie na Bloga Roku.

Chwilę później okazało się, że jakimś cudem moje wpisy załapały się do prywatnego i niezależnego konkursu bloga slowdaylong.pl, w którym to, choć raz wyjątkowo, coś mogli wygrać czytelnicy a nie blogerzy😀 Głosów na mnie było zaskakująco dużo- za co bardzo dziękuję😀 To naprawdę miłe😀 Przejrzałam ostatnio wszystkie konkursowe komentarze, nie wiem kto wygrał- ale ten mnie autentycznie wzruszył😀 (długi jest, jak moje notki)

Karolina:

Argumentów z mojej strony ostatnio padło wiele i nikt nie ma wątpliwości, że Weterynarz bez granic to mój typ. Chciałam jednak wyjaśnić osobom spoza „branży” skąd jego popularność wśród studentów weterynarii.
Student nie często wraca na rodzinne łono. Zwłaszcza, kiedy jest pracującym studentem weterynarii.
Kiedy już dziecko marnotrawne zjawi się na progu domu rodzinnego – domownicy spragnieni są opowieści. Przeciętne opowieści studenta rozpoczynają się mniej więcej tak: „ostatnio sekcjonowaliśmy takiego ładnego kotka”, „badaliśmy niedawno parazytologicznie kał i znaleźliśmy takiego nietypowego robala”, „na ćwiczeniach z rozrodu mieliśmy ostatnio 30 krów do badania rektalnego”, „na chirurgii był pies z takim wielki ropniem, nie wyobrażacie sobie, ile tam było cuchnącej ropy!”.
Jako że rodzina ma dobrą wyobraźnię i sporą wrażliwość – wszelkie próby opowiadania zostają powstrzymane słowami „Nie przy stole!”, „Nie przy babci!”, „Nie opowiadaj tak obrazowo!!!”. Atmosfera powoli gęstnieje, a student uświadamia sobie, że poza powyższymi przykładami niewiele ma do opowiedzenia (o jego pracy-pasji już od dawna nikt nie chce słuchać, życie towarzyskie raczej nie jest tematem odpowiednim dla rodziny, wierzącej wciąż święcie w absolutną niewinność delikwenta, a poza pracą i studiami przez ostatnie miesiące nie udało mu się przeczytać żadnej niebranżowej książki, nie ma też najmniejszej orientacji co się dzieje w kraju czy na świecie). I kiedy gasną już nadzieje na dobre stosunki rodzinne, student przypomina sobie, że czytał wczoraj kolejny wpis na blogu Weterynarz bez granic, że wpis zawierał jakieś ciekawe informacje o Nowej Zelandii i jakąś zabawną historię z podróży – i że opowiedzenie tej historii rodzinie(po niewielkim ocenzurowaniu ;) nie powinno nikogo ani urazić ani obrzydzić. Mało tego, rodzina chętnie przystaje na propozycje odpalenia komputera i nawet babcia z przyjemnością ogląda zdjęcia z drugiej półkuli zamieszczone na blogu. W ten sposób atmosfera zostaje uratowana, a więzy rodzinne podtrzymane.”

Żeby mój blog ratował atmosferę przy rodzinnym stole, środowisku, w którym rutynowo nie potrafię się nigdy odnaleźć😀 Przeurocze i przezabawne😀 Skoro tak, chyba muszę poważnie myśleć, o rozpoczęciu kariery pisarki bajek dla dzieci😀

Nie wiem, czy znam akurat tą Karolinę, pewnie nie, bo trzeba się pogodzić z faktem, że studiowałam dawno temu, nawet jeśli cały czas mi się wydaje, że jestem młoda, wszystko przede mną, a dyplom odebrałam wczoraj🙂

Karolino- dla mnie wygrałaś! Chwilowo znów oscyluję na granicy bankructwa, więc książki Ci nie wyślę, ale kartkę z Australii na pewno😀 Tak więc czekam na mejla z adresem, a Ty możesz zaczynać czekać na pocztówkę!

IMG_4458


One thought on “Wpis czysto narcystyczny i blogowy- niewycieczkowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s