Nowozelandzkie pingwiny!

Wszyscy życzliwi znajomi radzili nam, żeby na Południowej Wyspie Nowej Zelandii zwiedzić zachodnie wybrzeże, pochodzić po Alpach Południowych, zobaczyć w Fjordlandzie wszystko, na co czas i budżet pozwala, a z resztą dać sobie spokój. Reszta, w tym przypadku, to całe południowe i wschodnie wybrzeże. Dużo. Nasi znajomi są świadomi ekologicznie i nie chcieli, żebyśmy na próżno uwalniali z paliw kopalnianych dwutlenek węgla i potęgowali globalne ocieplenie jeżdżąc po pastwiskach.

IMG_3966
Oczywiście nie posłuchaliśmy. My dobre rady doceniamy… i zwykle ignorujemy. Mi się czasami nawet zdarza wzruszyć- że oto ktoś się o mnie troszczy… ale później i tak wszystko robimy po swojemu 🙂 Musimy wszystko zobaczyć sami! Na własne oczy! Wtedy dopiero się wie, czy coś jest warte, czy nie warte zachodu i jeżdżenia. Można to nazwać empiryzmem; albo głupotą.
Pojechaliśmy! I wspaniale się stało, bo widzieliśmy pingwiny!!!

P1100445
Świat reklam, turystyki, magnesów na lodówki, pocztówek, breloczków i innych pamiątek dla mas, opiera się na dwóch sztandarowych osiągnięciach Nowej Zelandii- czyli rolą Śródziemia we „Władcy Pierścieni” i byciem domem dla puchatego kiwi (od dwóch stuleci domem strachów i zagłady, ale o tym już pluszaczki milczą). Nie każdy więc o tym wie (ja od niedawna), że Nowa Zelandia jest też światową stolicą pingwinów! Z 16 żyjących gatunków 9 gnieździ się na terytorium tego kraju, a kolejne 4 regularnie odwiedzają jego wybrzeża! Co prawda większość z tej bandy wybiera wysepki położone bliżej Antarktyki (ponieważ i tam Kiwi mają swój terytorialny udział), ale i tak jest się czym chwalić! .(Oczywiście jeśli przemilczeć kondycję żyjących tu populacji i odsetek osobników, co roku zagryzanych przez nie pilnowane przez właścicieli psy). Na wybrzeżu Południowej Wyspy gnieżdżą się pingwiny grubodziobe, pingwiny małe i żółtookie. Widzieliśmy dwa ostatnie!

Male-Fiordland-crested-penguinpingwin grubodzioby, takie cuda tylko w Fiordlandzie i kilku pomniejszych wysepkach

Pingwiny żółtookie, których liczebność szacowana jest na 3,5 tys osobników, uważane są za najrzadsze pingwiny na świecie (choć i pingwiny z Galapagos stoją już na skraju zagłady i złoty medal w tym smutnym rankingu nie jest sporną kwestią).
Pingwiny żółtookie, jak można się domyślić, mają żółte oczy i obiektywnie rzecz ujmując, do urodziwych nie należą, choć ich smocze ślepia w okularach lornetki robią niezłe wrażenie. Hoiho, bo tak je ochrzcili Maorysi, są, w standardach pingwinich średniego wzrostu- mierzą 62-79 cm (panie mniej, panowie więcej) przy średniej wadze 5 kg.

P1100451
Waga pingwinów to, jak się okazuje, bardzo ciekawa kwestia. Oczywiście pływanie to nie latanie i w przypadku pingwinów ewolucja musiała zrobić zwrot o 180 stopni. Ptakom- tradycjonalistom wygodniej jest być lekkim i unosić ten ciężar na możliwie dużej powierzchni nośnej. W wodzie dla odmiany skrzydła powinny być możliwie krótkie, coby właściciel miał siłę nimi machać. Łatwiej też nurkować z ciężkim cielskiem i im większy pingwin, tym głębiej nurkuje. Dlatego malutkie pingwiny niebieskie, ze swoim mizernym 0,4 metra wzrostu polują 1-2 metry pod powierzchnią wody, a rosłe pingwiny cesarskie żerują średnio 100-200 metrów pod wodą, choć obserwowano ptaki zapuszczające się nawet 500 metrów pod powierzchnię oceanu. Nie chodzi jedynie o to, że cięższy ptak to cięższy kuper, który ciągnie go na dno, ale też o większą objętość płuc, czy siłę mięśni i ich zdolność do magazynowania tenu.

emperor-penguins-swimming-nicklen_61666_610x343pingwiny cesarskie (www.nationalgeographic.com )

To zaś, co w pingwiniej wadze jest najciekawsze, to fakt, że zwykle większość źródeł podaje ją „przed pierzeniem” i „po pierzeniu”. Jak wszystkie ptaki i pingwiny raz na jakiś czas (w ich przypadku raz do roku) muszą wymienić pióra na nowe. Strategii w świecie ptaków jest wiele, niektóre pierzą się sukcesywnie, inne wymieniają wszystkie pióra na raz, na kilka newralgicznych tygodni tracąc zdolność lotu (np. łabędzie nieme…. zmieniają na raz lotki, nie wszystkie pióra okrywowe, żeby nie było, że pływają po stawach totalnie oskubane ). Pingwinie pióra pełnią rolę pianki płetwonurka- są gładkie i ułatwiają pokonywanie oporu wody, przede wszystkim jednak- stanowią izolację, pozwalającą utrzymać stałą temperaturę ciała w zimnej wodzie. Oczywiście aby taki skafander działał- musi być szczelny i kompletny. Dlatego pingwiny zmieniają wszystkie pióra na raz i przez ten czas pozostają cały czas na lądzie, czyli głodują. Pingwiny żółtookie potrafią w tym czasie stracić połowę masy ciała (z 6-8 kg do 3-4kg). Rekordzistami głodówek są pingwiny cesarskie, łączące pierzenie z postem podczas wysiadywania jaj, niektóre ptaki pozostają wtedy bez jedzenia nawet przez 2,5 miesiąca!

P1100473
Wracając do pingwinów żółtookich (i walcząc z chęcią ucieczki do kolejnej dygresji)- jest to gatunek wyjątkowo nietypowy i ciekawy, bo socjopatyczny! Większość pingwinów gnieździ się w koloniach, bo w grupie siła. Pingwiny żółtookie najbliższych sąsiadów trzymają na dystans co najmniej kilkudziesięciu metrów. Gniazda budują w nadmorskich chaszczach i zaroślach, co też nie jest standardowym pingwinim zachowaniem. Polują samotnie, lub w parach, co również odróżnia je od większości krewniaków, które nurkują w grupach. Widać pingwiny żółtookie lubią ryzyko i dreszczyk emocji.

Antarctic-skua-attacking-an-Adélie-penguin-colonyskua to z perspektywy pingwinów wredne ptaszysko

Korzyści z życia w kolonii są oczywiste- jeśli jakaś skua albo petrel olbrzymi przyleci zeżreć pisklaka, stado zdesperowanych rodziców ma większe szanse na przepędzenie drapieżnika niż biedna, samotna matka (czy ojciec). Co więcej, nawet jeśli nie da się obronić nieszczęsnego malucha- w kolonii istnieje spora szansa, że ofiarą padnie nie nasz potomek, tylko jakiś przychówek sąsiadów. Pod wodą zasada jest podobna. Lampart morski- piękna foka wód okołobiegunowych, gustuje w pingwininie, a jest drapieżnikiem skutecznym. Zaskoczony, samotny pingwin praktycznie nie ma szans na ucieczkę. Zaskoczony pingwin w kilkuosobowej grupie ma proporcjonalnie-kilkukrotnie większą szansę, że śmierć spotka kolegę.

ld_seal_penguin_mi_130125_wbloglampart morski i ostatnie chwile pingwina białobrewego (abcnews.go.com)

Z pewnych tajemniczych powodów pingwiny żółtookie ignorują egzystencjalne zasady rachunku prawdopodobieństwa. Co więcej, i również „wbrew naturze”- stosują swego rodzaju system kontroli urodzeń i ograniczania populacji. To akurat łączy je zpingwinami grzebieniastymi i gruodziobymi. Pingwiny żółtookie zawsze odchowują tylko jedno młode. Praktycznie zawsze składają dwa jaja. Odchowywanie jednego młodego może tłumaczyć fakt, że w momencie uzyskania samodzielności „pisklak” waży 5-6 kg i wykarmienie takiego dzieciaczka jest dla rodziców ogromnym wysiłkiem i wyzwaniem. Polując, rodzice odpływają zwykle na kilkanaście do 25 km od brzegu. Początkowo- w czasie wysiadywania jaj i pilnowania malucha do 2 tygodni po wykluciu- ptaki dzielą między siebie obowiązki w systemie kilkudniowych zmian. Raz jedno wysiaduje i głoduje, a drugie nurkuje i żeruje, raz drugie. Pod koniec odchowu dzieciaka trzeba karmić codziennie, dlatego też oboje rodzice każdy dzień spędzają polując, by wieczorem wrócić na ląd i nakarmić darmozjada- to bardzo duży wysiłek, rozsądnie tłumaczący, dlaczego pingwiny decydują się na jedynaka. Wciąż jednak nie tłumaczy, dlaczego składają dwa jaja.

P1100447

Odchów potomstwa trwa ok. 100 dni; bardzo długo. Dzięki temu też mieliśmy szansę zobaczyć pingwiny gniazdujące w krzakach nas skamieniałym lasem. Skamieniały las jest atrakcją turystyczną samą w sobie i może nie wygląda spektakularnie, ale niewielka zatoka o brzegu zbudowanym z obróconych w kamień pni drzew sprzed 180 mln lat jest całkiem ciekawym widokiem. Oczywiście ciekawszym, jeśli spacerują po niej pingwiny.

IMG_3986– No i gdzie jest ten fossil forest?- zapytał oburzony Tomasz.

-…….- wymieniłyśmy z Juli spojrzenia.

– No, Tomaszu- tuż przed Twoimi oczami.

– Że żartujesz?

– Tomek??? Przejechałeś 300 km żeby zobaczyć fossil forest i nie sprawdziłeś co znaczy fossil????

– A po co miałem sprawdzać? I tak nie znam większości tutejszych drzew.

– Hmmm, a petrified forest Cię nie zastanowiło?

– Kaman- włączyła się Żuli, Petrified forest brzmi całkiem jak z Harrego Pottera

P1100406
Pingwiny, zgodnie z informacją na tablicy, wychodzą z wody między godziną 18 a 22. Widzieliśmy 3 ptasie powroty do domu. Wszystkie wyglądały tak samo. Pingwin wyskakuje z morskich fal na prehistoryczny, skamieniały brzeg morza, niczym wyjątkowo złośliwa parodia narodzin Wenus i człapie bystro w kierunku lądu. Jeśli na jego drodze lśnią co głębsze kałuże- płynie, jeśli wznoszą się skałki- skacze z zaskakującą skutecznością… może nawet zwinnością. Po pokonaniu mniej więcej 1/3 dystansu do domu pingwiny zatrzymywały się i czyściły pióra. Bardzo długo. Bardzo precyzyjnie. Samo suszenie się trwało wieki. Machały skrzydłami, otrząsały się, czesały, gładziły, układały… zdecydowanie się nie spieszyły. Za to jakie one są schludne! Zadbane 😀 Higieniczne! Gdy już pióra leżały idealnie pingwiny poświęcały chwilę na coś w rodzaju strechingu szyi, skrzydeł i łap, po czym wracały do marszu do domu. Szybko i bez niepotrzebnych przystanków. Zatrzymywały się dopiero przed linią drzew i wołały swojego malucha. Ładnie. „Pisklaki” które widzieliśmy były już wielkości rodziców, a że wciąż pokrywał je szarypuch wydawały się większe i masywniejsze od dorosłych. Jak to dzieci- wybiegały z krzaków i chciały jeść. Karmienie w wykonaniu pingwinów nie wygląda najestetyczniej, ale skutecznie przyciąga uwagę mew, które zawsze mają nadzieję i apetyt na resztki. Po kolacji ptaki pozostawały na skraju krzaków- może żeby nacieszyć się ostatnimi promieniami słońca, może dla radości turystów.

P1100484maleństwo

P1100493tata pręży klatę… albo mama… albo „rodzico-osoba” :), gender nie ma znaczenia  🙂

Z pingwinami małymi nie było za to tak łatwo. Pingwiny niebieskie gnieżdżą się również na Północnej Wyspie, nawet w okolicach Wellington, czym rzekomo doprowadzają do szału właścicieli stylowych willi tuż nad brzegiem morza. Cóż może być wspanialszego niż posiadanie willi w luksusowej dzielnicy nad brzegiem morza, której ogród upodobały sobie pingwiny? Rzekomo willa z ogrodem bez pingwinów, bo te ostatnie śmierdzą i drą się w nocy. Osobiście mimo wszystko chciałabym mieć ogrodowego pingwina.

little-blue-m-kuhnpingwiny małe www.nothingbutpenguins.com

Niestety na Północnej Wyspie sytuacja błękitnych pingwinów jest tragiczna. Kiwi pobudowali wzdłuż całego wybrzeża drogi szybkiego ruchu, bo tak ładniejsze widoczki mają kierowcy samochodów. Pingwiny małe dla odmiany, a również wyjątkowo- gnieżdżą się w norkach, jaskiniach, szczelinach skalnych, albo pod korzeniami drzew. Teraz żeby wrócić z morza do domu muszą przejść przez spore ulice, a znaki „uwaga pingwiny” niewiele raczej zmieniają. Do tego należy dodać, że ludzie ich nie lubią, a psy „uwielbiają”. Bardzo staraliśmy się wypatrzeć jakiegoś malucha na Północnej Wyspie; i znaleźliśmy… po czym doprecyzowaliśmy, że chcemy zobaczyć żywego.

IMG_2139Cape Palliser i nasz pierwszy pingwin :/

Na Południowej Wyspie jest łatwiej. Najsłynniejsza kolonia znajduje się na półwyspie Otago, ładnie komponując się ze sztandarową atrakcją okolicy- czyli kolonią lęgową albatrosów królewskich. Droga do tego przybytku wiedzie przez raczej nieestetyczne uliczki portu, obstawionych gęsto znakami „uwaga pingwiny”, coby nikt nie zwątpił. Na końcu, w informacji turystycznej połączonej z kasą dowiedzieć się można, że wycieczki ruszają o zmierzchu i kosztują 40 NZD, a inaczej pingwinów zobaczyć nie sposób. Na szczęście to nie prawda. Oczywiście nie zapłaciliśmy, bo uznaliśmy tą cenę za zbyt wygórowaną jak na patrzenie na małe, śmierdzące pingwinki po zmroku. Osobiście uważam, że drogie bilety do takich atrakcji nie są złe- świadczą tylko o tym, że ktoś na dzikich pingwinach robi kasę; a jeśli ptaki stały się czyimś biznesem- to znaczy, że jeszcze mają jakąś mizerną szansę na przeżycie, bo komuś będzie opłacało się je chronić. My pingwina błękitnego widzieliśmy totalnie przez przypadek.

Eudyptula_minor_family_exiting_burrowpingwiny małe en.wikipedia.org 

Na półwysep Otago przyjechaliśmy oczywiście po to, aby zobaczyć albatrosy królewskie w ich jedynej na świecie kolonii położonej na stałym lądzie. Długo jechaliśmy. Bardzo długo. Bo albatrosy warte są każdej ceny. Po czym okazało się, że wycieczka do albatrosów w najtańszej i najmniej ciekawej wersji kosztuje 70 NZD od osoby… i wyszło nam, że aż tyle ptaszyska warte nie są. Powłóczyliśmy się chwilę dookoła ośrodka, licząc, że może jakiś zabłąkany albatros przeleci nam nad głową, albo wyląduje na dachu Kalinki… nic z tego. Albatrosy widać nauczyły się zasad biznesu i nie pokazują się za darmo. Wzięliśmy więc w garść mapę, popatrzyliśmy na okolicę, i wyszło nam, że przystań po drugiej stronie wejścia do portu kończy się mniej więcej na wysokości półwyspy Otago- więc teoretycznie będziemy mogli popatrzeć na kolonię albatrosów  od zaplecza! I tak też się stało! Co prawda ptaki były bardzo daleko, i w trawie wyglądały jak śnieżnobiałe pieczarki… ale już w locie wyglądały przecudnie!

southern-royal-albatross_9112_600x450travel.nationalgeographic.com 

Wracając zaś do Kalinki zobaczyliśmy „coś” unoszące się na wodzie. Pomyśleliśmy „śmieć”, „butelka”, „ludzie-cholerne brudasy”, ale butelka dryfowała jakoś dziwnie i pod prąd, więc Tomasz spojrzał przez lornetkę… i zobaczył pingwinka!!! Niebieskawy spławik!

P1100589

P1100591

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s